Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Forum > Półmisek Literata > Czapter Fołr
Prowler
Prowler Bojownik od 18 lipca 2005 | Warszawa
2010-02-09 11:12:56 Zgłoś
Pomimo niekorzystnych opinii na temat władcy jaboli spróbuje dalej coś stworzyc :p Może to komuś do gustu przypadnie

Czapter fołr

CZAPTER FOŁR IIII IV

„Przepowiednia”

Nadworny mag właśnie udawał, że pracuje w swej pracowni, gdy przyszedł do niego strażnik. Mag wyrzucił skręta do jednej z cieczy, a „Gorbaczowa” wlał do doniczki ze zgniłą roślinką.
- Magu, Jaśnie nam panujący pan i władca Piotr I cię wzywa.
Wezwanie króla mogło oznaczać tylko jedno – kłopoty. Zła odpowiedź maga podczas rozmowy z królem mogła skończyć się śmiercią lub czymś jeszcze gorszym. Mag udał się po schodach do komnaty króla. Zastanawiał się, co przemilczeć w razie czego podczas rozmowy – jeden z poprzednich magów skończył w lochu, gdy oznajmił, że budynki w przyszłości budowane będą z wielkich płyt i będą mieć więcej niż trzy piętra (co było totalną bzdurą), inny wróżbita natomiast zawisł na szubienicy za herezyjne twierdzenie, że ziemia jest okrągła(!). Takich bzdur mag nie wyobrażał sobie jednak opowiadać.
Nadworny przynieś-podaj-pozamiataj zwany także czarnoksiężnikiem, wkroczył do komnaty królewskiej. Król Piotrek wyglądał na skonsternowanego.
- Mag! – oznajmił – Mam taki oto problem, musisz wytłumaczyć mój sen.
- Słucham. – Mag udał, że jest zainteresowany.
- Śniło mi się to: Dwaj poddani przyprowadzili do mnie ludzi ptaki, podszedłem do nich a ich żołądki się otwarły, w środku mieli lustra – zobaczyłem w nich słońce, chociaż była noc, gdy spojrzałem na twarze tych ludzi-ptaków, odwrócili się i odfrunęli, a gwiazdy z nieba utworzyły krąg i zaczęły spadać, pojawiły się też wirujące, kolorowe kręgi, gdy wyszedłem z pałacu księżyc przybrał czerwoną barwę, a w oddali pojawił się wielki kłąb kurzu i ognia, który przybrał postać gigantycznego grzyba, a wszystkie budynki zawaliły się. Wytłumacz to, magu!
- Można wiedzieć co król wczoraj brał?
- Co?!
- Nic, nic. Aby odpowiedzieć na twe pytanie, wasza wysokość, muszę poradzić się istot eterycznych.
Mag sięgnął do woreczków przypiętych do pasa, wyjął z każdego z nich po pastylce i kolejno zaaplikował sobie Ecstasy, Heroinę, Kwas Gammahydroksymasłowy oraz Dwuetyloamid Kwasu Lizergowego . Król zniknął z pola widzenia. Nadworny alchemik zaczał miotać się po podłodze, złapał w oczach zajebistego „motion-blurr’a”... i odleciał.

Nadworny mag wylądował na krześle – przed nim stał stół, a na stole leżały: grzybek i szklanka z kompocikiem. Do każdego z środków spożywczych przyczepiona była karteczka z napisem „skonsumuj mnie”. Mag sięgnął po grzybka, ten natomiast uśmiechnął się do niego, zamrugał oczkami i słodziutkim piskliwym głosem poprosił:
- Zjedz minie!
Mag przystał na prośbę żywego posiłku. Natychmiast po zjedzeniu grzybka zaczął się kurczyć. Gdy miał już około dwudziestu centymetrów wzrostu, kurczenie ustało. Wtem, z nory wyskoczył zając.
- Nu pagadi! – Zawieśniaczył – SZIT MADAFAKAZ – kurwa spóźniłem się!
Zając spojrzał na swą rumuńską podróbę Rolexa i pobiegł przed siebie. Mag wpadł na genialny pomysł, aby pójść za zającem. Po drodze spotkał magicznego, znikającego kota, ale żeby uniknąć kłopotów, przerobił go na koci szaszłyk. Po kilku minutach, mag dotarł na polanę. Na jej środku poustawiane krzesła i stoły. Mag zajął miejsce koło zająca i został ciepło przywitany przez resztę osób przebywających na polanie, gdyż jako jedyny przyniósł coś do jedzenia – mianowicie szaszłyk.
- Niezłe te szaszłyki – Szalony Kapelusznik pochwalił wyrób mięsny ‘Made By Mag’,. – A tak przy okazji, nie widział nikt Kota? Przepadł bez śladu.
- Nieważne... Pies go trącał – odparł zając. – Trzeba się zająć sprawą przez którą tu jesteśmy – co zrobić z królową Pik i jej karcianą armią? Trzeba ich jakoś pokonać. Ktoś ma jakiś pomysł? Może ty Alicjo – zwrócił się do maga.
- Jaka znowu Alicjo? – w tym momencie mag zauważył, że ma na sobie różową sukienkę. – A chuj z nimi – spalić ich żywcem!
Mag bardzo przejął się sytuacją rebeliantów.

- Dobre! – Krzyknął zając. – Że też my na to nie wpadliśmy!
- Od kiedy ty przewodniczysz nam w planach zniszczenia królowej Pik, nie wpadliśmy na żaden dobry pomysł. – Oburzył się Kapelusznik.
- A chcesz w tubę ?! – Zripostował zając.
- Zamknijcie mordy – trzeba przygotować się do ataku na królową Pik! – Przerwał dyskusję mag.
- Skombinujemy broń (czytaj: widły i buraki) i armię (czytaj: trzech wieśniaków pracujących gdzieś w polu).
Następnego dnia mag spotkał się z Kapelusznikiem i Zającem. Ani broń, ani żołnierze nie zostali przygotowani. Mag dowiedziawszy się o tym westchnął i spokojnie stwierdził.
- Na nikim nie można polegać w tym pierdolonym królestwie. Wszystko muszę załatwiać samemu. Chuj wam w dupy!
- Może kompociku? – Zaproponował Kapelusznik – Makowy, dobry – z najlepszych maków w królestwie.
Mag splunął pod nogi Kapelusznika i ruszył w stronę majaczącego w oddali domku z kart.
- Aaa... Jebać go – Obraził się Kapelusznik – Zając, chodź sprzedamy twój zegarek i pójdziemy na dziwki.
Zając ochoczo podreptał za Kapelusznikiem.

Mag stał przy karcianej bramie karcianego zamku koło karcianego strażnika.
- Jak wejść do środka, przecież mnie nie wpuszczą – zastanawiał się mag – chyba coś zaimprowizuję.
Podszedł do karcianego strażnika, zagadał do niego po węgiersku, uśmiechnął się i przeszedł przez bramę. Kiedy myślał, że najtrudniejsze ma już za sobą, rozległ się głos strażnika.
- Ej panie, stój pan! – Zimny pot wyskoczył na czoło maga – Panie! Tu nie wolno nosić czapek, zdejm pan tą czapkę!
Mag posłuchał zalecenia i poszedł dalej. Po kilku minutach uśmiechania się do wszystkich, mówienia po węgiersku, rumuńsku, szwedzku i w jidysz oraz udawania, że to co ma na głowie to nie czapka, tylko tchórzofretka przywiązana do kolby kukurydzy, dotarł do sali tronowej.
Wpadł do niej z impetem godnym człowieka z rozwolnieniem wbiegającego do toalety po dziesięciogodzinnym wstrzymywaniu się.
- Ty też używaj Blend-A-Med! – Powiedział zupełnie bez sensu mag, czym wprawił w zakłopotanie strażników, którzy rzucili broń i uciekli w popłochu.
Królowa Pik siedziała na tronie i była łudząco podobna do pikowej karty z głową i kończynami, siedzącej na tronie.
- A teraz zginiesz! –Zawołał szyderczo mag.
W tym momencie drzwi sali tronowej otwarły się, a do sali wtoczyła się dobrze nam znana postać. Podczaszy splunął na podłogę, podrapał się po jajach i puścił siarczystego bąka.
- Missed me MADAFAKAZ?! – Powiedział z wieśniackim akcentem. – AJM BAK!!!
- Podczaszy?! – Odezwał się mag – Co ty, kurwa robisz w moim narkotycznym delirium?
- Przyszłem, bo chciałem wystąpić w tym Czapterze.
- Wypierdalaj, ale już!
Podczaszy posłusznie wyszedł z sali tronowej.
- Nie no! NARRATOR – ja ci za ten tekst wpierdolę!
- COŚ SIĘ NIE PODOBA ? – Z niebios rozległ się donośny głos Wielkiego Narratora. – JAK TAK TO W NASTĘPNYM CZAPTERZE PERMANENTNIE POZBAWIĘ CIĘ ALKOHOLU!
- Dobra idę se! Ale AJL BI BAK IN DE NEKST CZAPTER!
- Na czym to ja stanąłem? – Mag przypomniał o swoim istnieniu. – Aha... Właśnie przestajesz istnieć. Fire Ball!
Zamek stanął w płomieniach. Kiedy mag stanął tryumfalnie nad zwęglonymi zwłokami królowej Pik... Otworzył oczy, leżał na ziemi, nad nim stał pan i władca królestwa.
- O Piotruś. – Król wyglądał tak, jakby chciał wydrapać magowi oczy. – Eee... Znaczy się... Witaj królu Piotrze.
- Poradziłeś się istot eterycznych?!
- Tak, poniekąd. – Mag złapał się za najbardziej bolącą część głowy.
- I co oznacza mój sen?
- Noo... Eee... – Mag próbował coś wymyślić – Twój sen ostrzega cię abyś nie stawiał roweru przy otwartej lodówce, bo zabraknie prądu.
Mag sam był zaskoczony mądrością swej wypowiedzi.
Gdy wychodził z komnaty, odwrócił się i rzekł.
- Królu.
- Tak?
- Oby ci się dzisiaj nic nie śniło.
- Magu.- Zaczął król słodkim głosem.
- Tak?
- WYPIERDALAJ!!!

--
myszsza
myszsza Superbojowniczka od 10 lutego 2004 | Wrocław
2010-02-10 23:53:58 Zgłoś
Naprawdę się starałam.
Pointa jest głosem ludu.

--
Ratując jednego psa, nie zmienisz świata, lecz zmienisz świat dla tego jednego psa.
Neovigo
Neovigo Superbojownik od 8 marca 2005 | Green Mountain
2010-02-11 12:19:35 Zgłoś
Do momentu, kiedy król się odezwał, było nawet strawne.

Spróbuj pisać coś naprawdę literackiego, bez wstawek "SZIT MADAFAKAZ" (w ogóle spróbuj nie używać Caps Lock'a do zaznaczania krzyku, emfazy etc.). Więcej kwaśnego humoru, mniej kloaki

--
"Real men use telnet on port 80."
Forum > Półmisek Literata > Czapter Fołr
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj