Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Forum > Półmisek Literata > Nieco inna historia św. Budryka
TieVoone
TieVoone Bojownik od 26 września 2007 | Kraków | GG: 2588217
2008-11-24 21:35:56 Zgłoś
Krótki wstęp, jest to zadanie na polski. Jestem po prostu ciekaw co o tym bojownicy powiedzą ;) (nie jest to ponure wypracowanie, jest to parodia średniowiecznych Legend o świętych)


św. Budryk

W stołecznym mieście Krakowie,
mieszkał onegdaj, jak świnia przy żłobie,
mężczyzna.
Nazwiska bardz znanego,
w okolicy całej słyszanego,
o imieniu specyficznym,
o wydźwięku wręcz antycznym,
który krew mroził na sam słuch o nim
był to sobie Hram Hieronim.

Człowiek skąpy ponad normę,
który liczył na reformę,
co ukróci jego męki,
co pozwoli pozbyć się udręki,
Żony jego.

Którą pojął w celu kupna,
całej skrzyni ciotki sukna.
Ciotka była arcmistrzyni.
W tkaniu sukien dla debili,
on zaś wyczuł biznes w tym temacie,
chciał odkupić przy herbacie,
coś do szycia dla krawcowych,
gdyż otworzył zakład nowy,
Popyt wśród debili nadzwyczajny,
lud to bardzo łatwodajny,
się naciągać, wyzyskiwać
na kasiorkę dać wykiwać.
„Lecz bez żony ci nie sprzedam”
odmawiała siostra matki,
„Weź się ożeń, spłódź potomka,
wtedy oddam ci me szmatki”

Znalazł sobie żonę szybko,
gdyż urody był niezwykłej,
wybrał żonę, co zwie Rybko,
do skąpstw nader też przywykłej.
Nienawidził on jej szczerze,
gdyż kiedyś licząc na wieczerze,
udał się do domu prędzej,
mierząc kroki skrupulatnie,
aby butów nie zmarnować
gdyż podeszwy nać szanować.

Wszedł przez drzwi swe i zobaczył,
się załamał i rozkraczył,
żona jego tak marnuje,
jego cenne męskie luje,
których dostał jedną paczkę
ona pali krojąc kaczkę!
„Jakże można tak marnować!”
„To co miało się zachować,
na dzień stypy siostry matki,
co mi dalej winna szmatki!”
ona zaś odparła dumnie,
„Jam jest w ciąży, ot nowina”
na te słowa skończył w trumnie,
pękł jak pień co dostał z klina.

Mało kto się smucił śmiercią,
skąpca w mieście największego,
mało kto się martwił Hramem,
gdy komornik stał nad kramem.

Rybka syna miał zrodzić,
co za ojca skąpstwa grzechy,
miał on ludziom wynagrodzić,
i posadzić dwa orzechy.

Tuż przed dniem owego narodzenia,
zszedł doń Anioł, specjalista od chronienia,
rzekł on zaraz bez ogrodzi:
„Tyś jest Rybka, dziecię z Łodzi?”
„Jam ci Aniele, niebieski Panie”
„Puść me nogi zatem Rybko,
bo pobrudzisz me ubranie.
Powiem ci coś teraz szybko,
gdyż za chwilę mam spotkanie,
dość istotne, z samym Bogiem,
oraz z niecierpiącym zwłoki jego wrogiem,
Szatanem.
Ale tyle słowem wstępu,
zrodzisz syna! Mistrza podstępu,
co swym sprytem wmówi słońcu
iż on wpierw na niebie wschodzi,
ono zaś na samym końcu.
A gdy pora wreszcie przyjdzie,
on na wstążkę życia wyjdzie,
którą mu sam Bóg uplecie,
Ważną misje ma on w świecie!

Tobie biernie obserwować!
Niczym dziecię nie stresować!
Dzieciu zawsze przypominać,
iż niezwykłą ma on rolę,
O mnie nikom nie wspominać,
język swój ty weź w niewolę.”
Po tych słowach zniknął poseł,
biorąc także chleb i kosę.
Wrócił jeszcze na chwileczkę
aby zabrać też flaszeczkę.

Nim na niebo słońce wzeszło,
Syn już z matki łona wyszedł,
nim zaś za horyzont weszło,
Anioł Rybkę znowu naszedł.
„Budryk jego imię będzie,
Sława jemu nada wszędzie.
Ja zaś wracam do swej pracy,
Gdyż Pan znów: do roboty! - rzekł – Rodacy!

Budryk mając lat dwadzieścia cztery,
miał wciąż ojca zakład oraz dwie kwatery,
w których handel prowadząc zdobył pieniądz wielki,
rzucił wszytko, niczym gdyby postradał rozum wszelki.
Jeno zostawił pieniądz dla Matki,
co by w spokoju starość zastała,
sam zaś wyruszył, odziany jedynie w ciotki szatki,
w podróż.

Nie wiedząc dokąd idzie,
popychany jedynie głosem Boga,
żył nasz Budryk w bidzie,
nie wiedzą jednak czym jest trwoga.
Znalazł w sercu wiarę,
modlił się zaciekle,
podniósłszy razu pewnego gitarę,
usłyszał, iż Ojciec jego w piekle!
Smaży się obok Stalina i Sienkiewicza,
wszyscy bici z jednego bicza,
każdy z tymi samymi winami,
dziełami ich życia; skąpstwem, komuną i krzyżakami
teraz sam szatan ich za to rozlicza,
bijąc ich wszystkich z jednego bicza.

Jako syn miłujący rodzica,
postanowił szerzyć nowinę Bożyca
nawet nie wiedząc spełnił wolę Boga,
wstawał zawsze przed snem końca,
wcześniej na nogach był od słońca,
a żeby przepowiedni nikt nie wmówił niespełnienia,
jedząc orzechy dwa zgubił,
z nich zaś dwa drzewa wyrosły bez sadzenia,
o cudownej mocy, o której każdy mówił
jeśli kogoś bolała gęba,
zjadł orzecha, stracił zęba.

Spotkał raz pewną kobietę,
która o nim słyszała wiele,
odprawiała przed nim ona kokietę,
chciała zeń stanąć w kościele,
on jednak podziękował za owsiankę,
wstał, pożegnał i pocałował klamkę.

Kiedy znalazł osobę,
przez ojca poszkodowaną,
zostawał z nań jedną dobę,
przepraszał nie dając za wygraną.
Kiedy już nieszczęśnik męczony wybaczał,
Budryk niezmęczony następnego wypatrzał.

Tak działając przez lat dwanaście,
przekonał sztuką podstępu i sprytu,
dusz sześćset czternaście,
o pozwolenie na podróż do dobrobytu,
dla ojca.

Zmawiając ostatnią modlitwę dziękczynną,
spojrzał na ogrom nieba Boskiego,
uniósł zmęczone czoło z miną niewinną,
potem spuścił wzrok w stronę rynku Krakowskiego,
ujrzał plakat „Lepper – Jak być premierem porady”
uklęknął i rzekł do siebie „Temu kłamstwu już nie dam rady”
Po tych słowach wyzionął ducha,
taki był koniec współczesnego zucha.

Ostatnim cudem Budryka była zmiana,
gdyż tak szybko jak Matka Rybka zmieniła imię na Kluska,
tak szybko nastały rządy premiera Tuska.

--
"You crazy bugger, You can't do all this! Who are you, a mormon?" - Eddie Izzard
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
volture Bojownik od 24 lutego 2005 | Cieszyn
2008-11-24 22:44:03 Zgłoś
Moim zdaniem pomysł nawet sympatyczny, ale wykonanie bardzo nietęgie.

Po pierwsze bardzo frywolnie podróżujesz w czasie, zaczynamy przedwczoraj "mieszkał onegdaj, jak świnia przy żłobie" potem mamy średniowiecze, czas świetności Leppera i na koniec wyskakuje Tusk. Można przedstawić postać jako ponadczasową, ale trzeba to zrobić tak, żeby to miało sens.

Po drugie. Utwór jak rozumiem miał być z założenia wierszowany, a trochę nie wyszło. Po drodze gubi się rym i gubi się rytm, a tym mógłbyś trochę podratować tekst gdy zbaczasz merytorycznie z kursu. Męczyły mnie wszystkie przerzutnie, które ucinały się nagle bez rozwiązania i bez sensu moim zdaniem.

Nie wiem co to za profesja "tkacz sukien dla debili". Nie sądzę żeby w średniowieczu były wyróżniane w ten sposób stany upośledzenia umysłowego. Jeśli jedynym wytłumaczeniem dla "debila" w tekście jest gorączkowe poszukiwanie rymu, to jest to wytłumaczenie kiepskie bo i rym nędzny wyszedł.

Za Sienkiewicza w piekle masz plusa, bo się uśmiechnąłem nawet.

Podsumowując, łatwiej byłoby Ci na ten polski napisać standardowe wypracowanie (niekoniecznie ponure, może być parodystyczne). Na pomysł wpadłeś dobry, ale niechlujnie do niego podszedłeś. Zgaduję, że chciałeś się wymigać, od pisania nudnych wypracowań i trochę nieświadomy zabrnąłeś w coś, co znacznie więcej wysiłku wymaga, żeby móc to uznać za dobre.

Pozdrawiam

--
This message was written entirely with recycled electrons
TieVoone
TieVoone Bojownik od 26 września 2007 | Kraków | GG: 2588217
2008-11-24 22:47:57 Zgłoś
Dzięki , trochę krytyki się na pewno przyda ;). Jeszcze bym wpadł w samozachwyt.

--
"You crazy bugger, You can't do all this! Who are you, a mormon?" - Eddie Izzard
Forum > Półmisek Literata > Nieco inna historia św. Budryka
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj