Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

deuter
deuter Superbojownik od 21 lutego 2006 | Wołomin | GG: 3520913
2007-12-09 20:20:53 Zgłoś
Zaciągnęła się nie wypuszczając papierosa z pożółkłych palców. Niemałą rozkosz sprawiło jej ciepło dymu przechodzącego przez filtr, które pozwalało jej wytrwać jeszcze kilka chwil na tym cholernym chłodzie. Nienawidziła chłodu jak… ognia. Nawet bardziej - gdyby to ona pisała Biblię, piekło byłoby bardzo zimnym miejscem. Byłoby bardzo podobne do skrzyżowania ulic, o ironio, Mroźnej i Wietrznej, przy którym to właśnie czekała na swojego stałego klienta.

Nazywała się Xerena i mimo, że zdarzało jej się świadczyć usługi oralne, nie była dziwką. Można też na to spojrzeć z drugiej strony, zdarzało się jej być dziwką, ale nie polegało to na świadczeniu usług oralnych. Ten paradoks można oczywiście wytłumaczyć i to w prosty sposób, była wróżbitką – przepowiadała przyszłość i faktycznie kończyło się to zazwyczaj na wydymaniu klienta. Jednak taka przyjemność to wcześniej długie wyczekiwanie na ulicy, na podatnego na magię człowieka.

Gdyby Xerena, wiedziała cokolwiek o magii, sprawiłaby żeby przestało padać.

Bała się o resztki, swego makijażu. Położyła go ledwie kilka dni temu i jeszcze nie zdążył się całkowicie wetrzeć w poduszkę. Sztuka polegała na tym aby kłaść głowę zawsze w tym samym miejscu poszewki, a okazuje się, a po pewnym czasie bawełna znajduje się w stanie nasyconym i więcej makijażu, dopóki roztocza nie uporają się z poprzednią porcją, przyjąć nie chce. Niestety makijaż z czasem się rozmazuje. Kiedyś jakiś gówniarz przechodząc obok wróżbitki zaśmiał się do drugiego:
-Dzwoń po Batmana, chyba widzę Jokera
Lecz celna riposta Xereny zwaliła go z nóg. Ripostą w środowisku ulicznym nazywa się rzut kamieniem wielkości śliwki.
Xerena tęskniła za czasami, gdy stosowała jeszcze makijaż naturalny:
-5 kieliszków wódki wieczorem, to następnego dnia piękne cienie pod oczami.
-3 kieliszki rano, to rumiane policzki aż do południa
-poza tym sporadyczne kieliszki w ciągu dnia zapewnią twoim ustom niepowtarzalny połysk.
Po kilkunastu miesiącach takiego traktowania, twoja cera zaczyna przypominać rozgotowanego kalafiora i wtedy trzeba już zacząć się malować.

Xerena byłaby kiepską wizażystką, ale wróżbitką była jeszcze gorszą. Każdy wtajemniczony w chiromancję wie, że wróży się z tej ręki, którą się pisze. Ona wróżyła z tej, na której nosi się zegarek – bo to on stanowił główne źródło jej obserwacji. Linie dłoni nie obchodziły jej w ogóle, po prostu mówiła ludziom to co chcieli usłyszeć.
-Owszem to znamię może przemienić się w coś złośliwego.
Powiedz tak komuś kto ci ufa, a staniesz się bogatszy o 5 dyszek.
-Niestety, choćbyś starał się najlepiej jak potrafisz i tak awans dostanie ten bobek z zarządu.
Stówka.
-Wszystko w porządku, ale najlepszy przyjaciel posuwa twoją żonę..
Sto pięćdziesiąt.
Właścicielom rolexów mnożymy ceny razy dwa.

Klienta, na którego czekała, poznała dokładnie pół roku temu, gdy wysiadł ze swojego wartego kilkaset tysięcy złotych przedłużenia penisa i skierował się w jej stronę. Zwracał uwagę nienagannie skrojonym garniturem, butami z twardej skóry, które mimo noszenia, cały czas wyglądały jakby kupił je 15 minut temu, czy złotym łańcuchem u szyi tak grubym, że gdyby chcieć przyczepić do niego proporcjonalny krzyżyk, musiałby on sięgać do pępka. Jednak jeszcze bardziej wyróżniało go z tłumu to, że w ręku trzymał kupon multilotka, machał nim na lewo i prawo i śmiejąc się wykrzykiwał jedno zdanie:
- Skąd wiedziałaś, jakie padną liczby?
Xerena tylko uśmiechnęła się tajemniczo. Tajemnica polegała na tym, że nie wiedziała – po prostu dnia poprzedniego zakupiła kilkadziesiąt losów, wypełnionych trzema liczbami na chybił trafił i rozdała je co bardziej bogato wyglądającym ludziom. Jeden los okazał się wygrywający – dokładnie ten, który znajdował się teraz w odległości trzech centymetrów od jej nosa.
Odsunęła się o krok by ocenić przybysza. Za pieniężną wartość samej marynarki tego człowieka Xerena pewnie sprzedałaby własną wątrobę, gdyby nie to, że każde pieniądze ekstra i tak przepija, a wtedy wątroba bardzo się przydaje. Otóż ten człowiek, który gdyby miał nawet spodnie uszyte z samych dziesięciozłotówek to nie przekroczyłyby one wartości obecnych, jak dziecko cieszył się z powodu wygrania 108 zł. Głupi buc.
-Czy możesz to powtórzyć?
-Słucham? – Czyżby powiedziała ostatnie zdanie na głos…
-Czy masz może jeszcze losy, którymi chciałabyś mnie obdarować?
Obdarować to cię mogę kopem, pomyślała, lecz w słowa należało to ubrać nieco staranniej.
-Gdybym miała więcej losów to bym tu nie stała jak ta przysłowiowa głupia pipa. To była jednorazowa sztuczka, lecz mogę ci zaprezentować coś lepszego.
Mężczyzna zamyślił się, zapewne starając przypomnieć przysłowie o głupiej pipie. Od razu dało się zauważyć, że nie należy do najbystrzejszych; cała jego fortuna to zapewne powoli topniejące konto założone przez tatusia. Tacy to mają szczęście.
-Podaj rękę, zobaczymy co cię czeka w przyszłości.
Powiedziała mu to co chciał usłyszeć, nic szczególnie interesującego, ale wystarczyło, by wrócił do niej po krótkim czasie, a potem jeszcze raz i jeszcze. Wkrótce mężczyzna, którego wróżbitka imienia nigdy nie poznała (nie przedstawił się, a jej pytać nie wypadało) uzależnił się od jej porad. W co się ubrać na spotkanie z szefem, kupować akcje, czy sprzedawać, wysrać się, czy wysikać.
Gdy nie poszedł do wróżbitki i podjął złą decyzję, energia i humor schodziły z niego jak powietrze z materaca, który pompowany przez ostatnie piętnaście minut, nagle okazywał się być dziurawy. Gdy jednak to wróżbitka źle mu poradziła, uśmiechał się i z zadowoleniem stwierdzał, że przecież zrobił co mógł.
Czasem, by podtrzymywać zaufanie, należy jednak zrobić coś efektowniejszego. Trzeba śledzić klienta przez kilka dni i dowiedzieć się o nim jak najwięcej, a przynajmniej gdzie mieszka. Można wtedy przepowiedzieć pecha, a w nocy wybić szybę w jego domu i dostać za to godziwą nagrodę. Można przepowiedzieć szczęście i wybić szybę sąsiadowi.

Przerwała swe rozmyślania, gdyż próbując strzepać popiół z papierosa, zrobiła to zbyt energicznie i resztka nie strawionego jeszcze przez ogień tytoniu, a za chwilę i pet wylądowały w kałuży u jej stóp. Zaklęła szpetnie, a przecież nie mogła tego przewidzieć.
- Czy damie wypada używać rynsztokowego słownictwa? – Z niemałym zaskoczeniem zauważyła, że obok stał ten, na którego czekała.
- Czy wypada kazać czekać damie na deszczu, gdy można ją zaprosić do własnego domu?
- Nie będzie już więcej spotkań w domu, właściwie, nie będzie już więcej spotkań w ogóle.
Przyczyna takiego, postępowania zawsze jest jedna.
- Poznałeś kobietę prawda?
- Skąd wiedziałaś… Ach głuptas ze mnie, ale skoro wiesz już wszystko to rozumiesz, że nie możemy się więcej spotykać.
Xerena uśmiechnęła się krzywo, co mężczyzna odebrał jako potwierdzenie, tymczasem był to jedynie efekt zbyt późnego ugryzienia się w język.
Wróżbitka chciała dowiedzieć się czegoś więcej o tej kobiecie, o tej wampirzej wywłoce, która zapewne związała się z jej klientem tylko by systematycznie wysysać, dosłownie i w przenośni, z niego pieniądze. Teraz wiedziała, że już nic więcej o tej zdzirze się nie dowie.
Wiedziała także, że rozdział zatytułowany Xerena w jego życiu kończył się, ale miała zamiar dopisać jeszcze kilka słów.
- Pozwól, że na zakończenie pokażę ci moją najlepszą sztuczkę – rzekła. – Wiem, że masz pod ręką sto tysięcy, spakuj je do walizki i spotkajmy się jutro w południe pod torem wyścigów konnych.
Zobaczyła błysk w jego naiwnym oku.
- A będę z tego miał?
- Dostaniesz tyle, że zapamiętasz do końca życia – zaśmiała się gardłowo. – Pamiętaj jutro w południe, przy konikach.
- Będę.

Zaciągnęła się. Głęboko, gdyż dym papierosa zabijał wspomnienie o przywianej przez wiatr, bryzie końskiego smrodu, a tego nienawidziła od czasu dzieciństwa. Teraz powietrze było czyste, więc po wyjęciu papierosa z ust dodatkowo zrobiła głęboki wdech. Niemal poczuła jak pękają jej pęcherzyki w płucach, wypełniając się oparami tytoniu. Trzymała wdech przez kilkanaście sekund, gdy pociemniało jej przed oczami, a w ustach poczuła słodycz zbliżającego się omdlenia.
Mężczyzna z walizką nie przyszedł, spóźniał się dopiero piętnaście minut, ale Xerena wiedziała, że już go nigdy nie zobaczy. To pierwsza przepowiednia, co do której była absolutnie pewna.
Po około 30 sekundach świat figlarnie jej zawirował, a nogi powoli przestawały walczyć z grawitacją. Mimo że jej czoło miało za chwilę dużą szansę zweryfikować twardość betonu – przypuszczała, że nawet by jej to nie zabolało.
Z BMW stojącego obok (gangsterzy znudzeni stereotypami przesiadali się już do samochodów innych producentów, ale po ostatnich sukcesach Kubicy powrócili do swej ulubionej marki) wysiadło pięciu panów w skórach. Jeden z nich co prawda z małym pieskiem na smyczy, poprowadził go w ustronne miejsce, ale inny posłał znaczące spojrzenie Xerenie. Wiedziała, że to gangsterzy bo ich znała – była im winna dużo pieniędzy. Dokładnie sto tysięcy. Dziś obiecała im wystawić frajera, który nieświadomie ją spłaci, ale sama została wystawiona.
Poczuła bolesny skurcz przepony, to organizm domagał się powietrza, więc zrezygnowana spełniła tę prośbę. Następnie chwiejnym krokiem ruszyła w stronę samochodu.
- Przyjdzie? – Odezwał się łysy, pryszczaty facet , to te złe strony zażywania sterydów.
- Nie. – Nie dodała nic więcej, bo nic co by powiedziała, nie zmieniłoby jej najbliższego losu.
- Więc tylko tracimy tu czas.
- Tak. Myślę, że już sobie pójdę, odezwę się niedługo.
Odwróciła się i próbowała odejść, lecz jeden drab złapał ją za ramię.
- Myślę, że porozmawiamy teraz, ale w bardziej ustronnym miejscu. Co powiesz na małą przejażdżkę do lasu?
- Och ależ was jest pięciu, chyba już się nie zmieszczę.
- Owszem zmieścisz
Po czym inny, wesoło wyglądający, pewnie naćpany, bo też i w ciemnych okularach, bandyta otworzył klapę bagażnika. Xerena zdoła tylko zobaczyć, że wnętrze wyłożone jest folią, na której leżała lekko zardzewiała, a może upaćkana zaschniętą już krwią, łopata. Zanim zdążyła się dokładniej przyjrzeć tajemniczej substancji została wepchnięta do środka, klapa trzasnęła i zapadła ciemność. To mogła być rdza, ale smakowało jak krew.

Nigdy nie dowiedziała się czemu została wystawiona. Tymczasem winna była kobieta którą poznał Adam, bo takie jest imię jej byłego klienta. To ta kobieta zakazała mu przyjść na ostatnie spotkanie z Xereną. Na imię miała Yolanta i także była wróżbitką. Pewnego dnia kupiła kupony multilotka wypełnione czterema losowymi liczbami. Nie trzeba być orłem z matematyki, by wiedzieć, że większego kunsztu wymaga skreślenie czterech poprawnych liczb, niż trzech. Do tego też wniosku doszedł Adam, kiedy przypadkowo, jako jedyny, został obdarowany wygrywającym losem. Tacy to mają szczęście.

--
Shinigami
Shinigami Bojownik od 22 sierpnia 2007
2007-12-09 22:37:00 Zgłoś
Wypowiedziałem się już o tekście, ale dam swój wpis. Tak dla potomności

--
deuter
deuter Superbojownik od 21 lutego 2006 | Wołomin | GG: 3520913
2007-12-09 22:39:39 Zgłoś
Im więcej komci tym lepiej!

A tak na poważnie chciałem wszystkich przeprosić za interpunkcję, większość błędów potrafię zobaczyć dopiero po wrzuceniu kawałka...

--
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Malvina Bojowniczka od 15 lutego 2004
2008-01-02 00:45:06 Zgłoś
:deuter, bardzo fajnie i przyjemnie się czyta to, co piszesz, twórz dalej

I fajna sygnaturka ... ten uśmiech Dextera

--
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj