Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Forum > Półmisek Literata > Idealny dzień Buraka
Koralina
Koralina Superbojowniczka od 18 sierpnia 2006 | Diabeł wie jak do mnie trafić. | GG: 1780951
2008-10-20 19:11:46 Zgłoś
Tytułem wstępu tekst poniższy wyszedł w ramach eksperymentu. Nie jest to nic szczególnego ale zaczęło się od rozmowy dwojga przyjaciół z których jedno wspomniało, że się nudzi. A drugie jako sposób na nudę zaproponowało "to opisz mi swój idealny dzień". Ta się zaczęło. Efekt widnieje przed wami Tym razem część II nie mojego autorstwa. Zachowana o oryginale.


Budzę się rano - koło mnie leży ona - ma długie włosy, krągłe biodra, ponętne usta i szepcze do mnie: "kotku, dałeś rade wczoraj - 11 razy!!". Niestety - nie mam czasu na zbędne gadanie - do dzieła, albo nie ma Cię. Ja odsłaniam żaluzje, promienie porannego słońca wpadają do sypialni i oświetlają moje męskie rysy twarzy.

Nie zwracam nawet uwagi ze jestem nagi - idę do kuchni i robię sobie jajecznice z 8 jaj. Do tego pół bochenka chleba i na dobry początek wystarczy. Wtedy dopiero poważniej zaczynam przyglądać się co jadalnego mam w lodowce.

Na szczęście jest wszystko, czego potrzeba na wiosenne kanapki - biorę wiec pomidora, ogórka, rzodkiewkę, sałatę, ser żółty i polędwicę sopocka i robię sobie drugie pół bochenka.

Najedzony wracam do sypialni - ona śpi dalej - jak to kobieta, wiec po cichu ubieram się w mój ulubiony garnitur od Armaniego i wychodzę na miasto. Nie będę wspominał o tych codziennych drobiazgach jak poranny prysznic i ogólna toaleta. Każdy to ma, wiec po co zanudzać...

Tu niestety chochlik się wdarł: nie wychodzę, lecz wyjeżdżam - mercedesem S-klasse 500 w wersji LONG

Jadę do mojej ulubionej pizzerii - tylko tam robią niepowtarzalna pizze Diavolo z dodatkowa ostra papryczką i kawałkami gyrosu. Biorę do tego sosik czosnkowy i piwko - wciągam wszystko w mgnieniu oka. Ładnej kelnereczce, która mnie obsługiwała daje 23,75 napiwku i wychodzę, pozostawiając po sobie zapach markowych perfum

Wracam do domu, ponieważ mając na koncie 10 000 000 PLN z dzisiejszego totolotka nie musze pracować. Włączam komputer - najszybsze bydle w okolicy - cztero rdzeniowy procesor w technologii 45 mikronów z monitorem 24 cale.

Włączam gadu-gadu i patrzę na listę kontaktów czy dostępna jest Karolina i Tadek. Sa obydwoje. Niestety - Tadek podpadł, bo twierdził, ze żadna nie poleci na moja kasę. Odzywam się do Karoliny. Tylko z nią można normalnie rozmawiać godzinami nie nudząc się ani chwili. To taka normalna - dostępna dziewczyna. Właśnie takiej zawsze szukałem. Niestety - los nie dal mi tego szczęścia i pomimo kasy i pozycji społecznej, wciąż jestem samotny. Tadek chyba miał racje, ale i tak podpadł, bo śmiał mi to powiedzieć!

Gadam z nią do nocy, popijając piwko i zimne drinki. Niestety - dzień się kończy - ona idzie się wykąpać, a potem spać. Ja zostaje sam jak palec. Dziewczyna z rana już dawno dostała tyle, na ile się umawialiśmy i pojechała szukać innego sponsora.

Zmęczony po ciężkim dniu biorę prysznic i idę spać. Jutro będzie wszystko od nowa. Niestety - monotonność życia sprawia, ze mam już go dość. Za pewien czas kupie Suzuki GSX-R 1000 i sprawdzę jego osiągi. Wycisnę 297 km/h. Niestety - nie wyrobie zakrętu i pozostanie po mnie plama na drzewie. Fortunę odziedziczy brat i jego małżonka. Będą przychodzić na mój grób - jako jedyni, "bo kto nie był człowiekiem ni razu, temu człowiek nic nie pomoże..." THE END

--
Okryj mnie cieniem swoich skrzydeł, może wtedy będę aniołem.
Koralina
Koralina Superbojowniczka od 18 sierpnia 2006 | Diabeł wie jak do mnie trafić. | GG: 1780951
2008-10-20 19:18:17 Zgłoś
A to wersja po edycji, wykonana przez rzeczonego Buraka.



Budzę się rano. Świt już dawno przeminął razem z poranną mgłą. Dzień wita mnie blaskiem czerwcowego słońca. Za oknem śpiewają ptaki, a kolo mnie leży ona. Prawdziwa królewna z bajki - ma długie, ciemne, włosy, krągłe biodra, ponętne usta i szepcze do mnie: "mój ogierze, dałeś radę wczoraj - 11 razy!! Mam nadzieję, że dzisiaj również mnie nie zawiedziesz!?". To była jej pierwsza noc ze mną - jeszcze nie wie, że 11 razy, to dopiero gra wstępna - jak będzie grzeczna, to może kiedyś zobaczy pełnię moich możliwości. Czas pokaże, chociaż wiem, że będąc z tą jedną ranię tysiące innych, które są we mnie zakochane. Trudno - będą musiały obejść się smakiem. Na razie korzystam z życia. Ale i ja jestem wobec kogoś nie w porządku. Z resztą sam nie wiem - może robię sobie niepotrzebną nadzieję. Moje myśli szarpią przeciwstawne uczucia. I chciałbym, i boję się. Nie wiem jak zacząć. Boję się odrzucenia. Jak małe dziecko nieprzygotowane do podejmowania ważnych decyzji, a czas tak szybko mija. Ona nie będzie czekać na mnie w nieskończoność. W końcu zmęczona czekaniem da się pocieszyć tajemniczemu nieznajomemu i tyle będzie z koleżeństwa i planów wspólnej przyszłości. Z zamyślenia wyrywa mnie głos dziewczyny leżącej w moim łóżku: "chodź jeszcze na sekundkę, skarbie". Patrzy na mnie zalotnie - wiem, że jeśli jej teraz ulegnę, będę stracony. Nie dając poznać po sobie, że nawet mi się podoba i chętnie wytarmosiłbym ją pod kołdrą, mówię tonem >maczo< z amerykańskiego filmu: "Nie teraz maleńka - spieszę się". "Nie teraz maleńka, spieszę się"? - co ja w ogóle gadam - chyba słabe filmy oglądałem, albo styl >maczo< do mnie nie pasuje. Dziewczyna zatacza się ze śmiechu na łóżku - pewnie przerabiała już twardszych ode mnie. Ratując sytuację rzucam chłodno: "nie mam czasu na zbędne gadanie - nie ma Cię!!". Zrozumiała nareszcie, że żarty się skończyły. Wstała z łóżka i poszła do łazienki. Nie ukrywa, że jest jej smutno, ale nie będę się przejmował zagraniami byle małolaty. To że wygląda na więcej niż ma w rzeczywistości, nie pozwala jej traktować mnie jak swoją zabawkę i to już po jednej nocy. W sumie, to czemu się tłumaczę. Przecież niczego jej nie obiecywałem. A może? Standardowo niczego nie pamiętam. Wieczór był udany. Po północy z kolegami poszliśmy do najlepszego pubu w okolicy. Dziwnym zbiegiem okoliczności zabraliśmy z sobą gitarę. Wystarczyło kilka dźwięków gitary, połączonych z moim głosem i przy naszym stoliku zagęściło się od ludzi. Dziewczyny ze stolika obok zapytały, czy mogą się dosiąść. Ich piękno działało onieśmielająco. Nie zdążyliśmy nawet odpowiedzieć, gdy one przysunęły stolik i rozpoczęły konwersację. Niestety - ja wciąż grałem, więc miałem obydwie ręce zajęte i to zupełnie czym innym niż koledzy. Na całe szczęście (wtedy tak myślałem) ich było cztery i na także. Dzięki boskiej opatrzności została mi ta, która mi się najbardziej podobała. Okazało się, że na sali było więcej gitarzystów, więc oddałem sprzęt w inne ręce, a sam oddałem się przyjemnościom. Chyba nie byłem najgorszy, skoro po niecałej godzinie wyszliśmy razem z pubu i skierowaliśmy się do mojego mieszkania. Po drodze kupiliśmy winko - półwytrawne, hiszpańskie, bo podobno najlepsze i od momentu opróżnienia butelki nic więcej nie pamiętam. Mam nadzieję, że nie powiedziałem wtedy czegoś, czego teraz mógłbym żałować. W tym momencie drzwi od łazienki otworzyły się i stanęła w nich zapłakana, śliczna dziewczyna. Wiem, że źle zrobiłem tak ją traktując, ale chyba tak będzie lepiej. I tak mnie nie pokocha - ja jestem delikatnie mówiąc szalony i nie każdy jest w stanie to zaakceptować. Lepiej, że do niczego między nami nie dojdzie, inaczej miałaby do mnie jeszcze większy żal. Podchodzę do niej, delikatnie obcieram jej twarz i tłumaczę, że tak będzie lepiej dla nas obojga. Widzę zrozumienie w jej oczach. Całuje mnie na dowidzenia i prosi, gdybym się namyślił, to ona będzie na mnie czekać. Drzwi od mieszkania zamknęły się delikatnie, a ja stoję sam na środku pokoju myśląc co najlepszego zrobiłem. Może straciłem moją życiową szansę. Taka okazja może się już nie powtórzyć. Ale niestety - w moim sercu jest inna, na którą czekam, choć nie wiem, czy kiedykolwiek spojrzy na mnie inaczej, niż tylko jak na kumpla. Nie ważne - wystarczy mi samo życie z przeświadczeniem, że ona jest i będzie na zawsze. Z zamyślenia wyrywa mnie dzwonek do drzwi. Któż to może być o tej porze? Otwieram - to znowu ona - rzuciła mi się na szyję, przepraszając, ale nie mogła tak odejść - musiała mnie jeszcze raz pocałować i upewnić się, czy mam jej numer telefonu. Sprawdziłem dla jej spokoju - mam. Teraz już szczęśliwa poszła do siebie. Skąd ja mam ten numer? Impreza była lepsza, niż mi się wydawało. Zmęczony tak ciężką, fizyczną pracą, jaką jest myślenie od rana idę do kuchni i robię sobie jajecznicę z 8 jaj. Do tego pół bochenka chleba i na dobry początek wystarczy. Wtedy dopiero poważniej zaczynam przyglądać się co jadalnego mam w lodówce. Na szczęście jest wszystko, czego potrzeba na wiosenne kanapki - biorę więc pomidora, ogórka, rzodkiewkę, sałatę, ser żółty i polędwice sopocką i robię sobie drugie pół bochenka. Najedzony wracam do sypialni. Łóżko już całkiem wystygło, jednak jej zapach pozostał. Chyba będę musiał oddać pościel do prania. Kiedy myślę o niej, przed oczami mam tę drugą - tę, która jest ze mną na co dzień, o której myślę przez cały czas. Co teraz robi? Z kim się spotyka? Te pytania prześladują mnie od momentu kiedy ją poznałem. Niestety - ona nawet nie domyśla się jakie mam wobec niej zamiary. Nie ma pojęcia, że dla niej zrobiłbym wszystko. Cóż z tego, że powtarzałem jej to nie jeden raz - ona i tak mnie nie chce. Ale czy mogę się temu dziwić. Przecież nie mam niczego, czym mógłbym ją zainteresować. Jestem tylko prostym Burakiem ze wsi i nie dla mnie taka dziewczyna jak ona. A może jednak domyśla się czego od niej chcę. Może skrzętnie ukrywa swoje przypuszczenia, żebym w końcu stał się prawdziwym facetem i powiedział czego chcę. Ale nie - to niemożliwe - jeżeli nawet się domyśla, to woli o tym nie mówić, bo i tak nie mam szans. Dobra z niej dziewczyna - nie chce mnie ranić. Lubię ja za to, ale cierpienie z powodu braku siły, aby doprowadzić tę sprawę do końca jest straszne. Załamuję się wewnętrznie. Z dnia na dzień czuję jak gasnę. I to wszytko jej sprawka. Bóg mnie pokarał krzyżując nasze drogi. Tylko czym sobie zasłużyłem? Cóż takiego uczyniłem? Niestety - nie ma odpowiedzi na moje pytania. Zamyślony stoję przy drzwiach balkonowych w samych slipkach. Dzieci na podwórku śmiejąc się pokazują mnie palcami. Czas spędzić ten dzień inaczej niż wszystkie dotychczas. Ubieram się w mój ulubiony garnitur od Armaniego i wychodzę na miasto. Nie będę wspominał o tych codziennych drobiazgach jak poranny prysznic i ogólna toaleta. Każdy to ma, więc po co zanudzać... Tu niestety chochlik się wdarł: nie wychodzę, lecz wyjeżdżam - mercedesem S-klasse 600 w wersji LONG Jadę do mojej ulubionej pizzerii - tylko tam robią niepowtarzalną pizzę Diavolo z dodatkową ostrą papryczką i kawałkami gyrosu. Biorę do tego sosik czosnkowy i piwko - wciągam wszystko w mgnieniu oka. Przelotnie wymieniam spojrzenia z blondynką przy stoliku obok. Widzę, że jeszcze kilka minut, i będzie moja. Szepcze coś na ucho z koleżanką nie odrywając ode mnie wzroku. W oczach koleżanki dostrzegam pełne przenikliwości spojrzenie. Bada mnie zarówno z wierzchu, jak i wewnątrz. Wymieniają kolejne szepty - po minie blondynki stwierdzam, że koleżanka jest na plus. Niestety - nie mam czasu na przelotne znajomości. Wiem, że będąc z nią, myślami będę przy innej. Nie chcę jej ranić. Na pewno jeszcze nie raz będzie miała lepsze okazje aby się zakochać. Ładnej kelnereczce, która mnie obsługiwała daję 23,75 napiwku i wychodzę, pozostawiając po sobie zapach markowych perfum. Wracam do domu, ponieważ mając na koncie 10 000 000 PLN z totolotka nie muszę pracować. Po drodze wstępuję do koleżanki - tylko ona mnie rozumie i wie, że pomimo pieniędzy jestem strasznie nieszczęśliwym człowiekiem. On też zna tę, przez którą nie potrafię ułożyć sobie życia. Pociesza mnie, jak zawsze, że muszę być cierpliwy, że nie mogę chcieć wszystkiego od razu, że kiedyś ona zrozumie, że jestem fajnym gościem, z którym można ułożyć sobie życie. Niestety - rozmowę przerywa nam niespodziewany powrót jej męża i córki. Zamieniam z nimi jeszcze kilka słów i wychodzę. Czuję się lepiej, ale po rozmowie z nią jest tak zawsze. Dobrze mieć taką przyjaciółkę. Wsiadając do samochodu spotykam jeszcze kuzynkę. Młoda pyta jak mi idzie z dziewczynami, bo rodzina zaczyna się już martwić, czy nie pójdę przypadkiem w ślady wujków i nie zostanę starym kawalerem. Zapewniam ją, że wszystko jest na dobrej drodze. A co innego mam powiedzieć? Przecież nie powiem prawdy, że jestem zakochany, ale ona o tym nic nie wie. Ruszam z piskiem opon. Do domu dojeżdżam w 1,5 minuty - to rekord. Chyba brawurowa jazda to jedyna możliwość rozładowania mojego złego samopoczucia. Włączam komputer - najszybsze bydle w okolicy - czterordzeniowy procesor w technologii 45 mikronów z monitorem 24 cale. Odpalam gadu-gadu i patrzę na listę kontaktów czy dostępna jest Karolina i Tadek. Są obydwoje. Niestety - Tadek podpadł, bo twierdził, że żadna nie poleci na moją kasę. Odzywam się do Karoliny. Z nią można normalnie rozmawiać godzinami nie nudząc się ani chwili. Gadam z nią do nocy, popijając piwko i zimne drinki. To taka normalna - dostępna dziewczyna. Właśnie takiej zawsze szukałem. Niestety - los nie dał mi tego szczęścia i pomimo kasy i pozycji społecznej, wciąż jestem samotny. Tadek chyba miał rację, ale i tak podpadł, bo śmiał mi to powiedzieć! Niestety - to nie tylko moja wina, że jestem sam. To także jej wina - tej, przez którą odrzucam wszelkie inne okazje aby ułożyć sobie życie. Wiem, że tak na prawdę ona nic nie zrobiła, ale sam fakt, że pojawiła się w moim życiu sprawił, że mój los drastycznie się zmienił. Teraz mogę myśleć co by było, gdyby jej nie było, jednak to i tak niczego nie zmieni. Jestem przez nią sparaliżowany, choć ona nawet o tym nie wie. Całymi dniami czekam na choćby najmniejszy kontakt z nią, krótkie cześć lub dobranoc, samą emotikonkę. To jest chore, jednak nie umiem żyć bez tej odrobiny kontaktu. A może zaryzykować i powiedzieć jej ile dla mnie znaczy? Że bez niej nie umiem normalnie funkcjonować, że całe moje życie skupia się tylko na niej. Nie dam rady. Brak mi sił. Boję się, że stracę sens życia, gdy ona mnie odrzuci. Niestety - jest 22:00 i dzień się kończy. Karolina idzie się wykąpać, a potem spać. Jutro znowu ma na rano do pracy. Musi się porządnie wyspać. Mam nadzieję, że przyśni się jej coś ciekawego, o czym jutro się dowiem. Ona ma takie ciekawe sny, że można by je zebrać w książkę i wydrukować jako zbiór opowiadań fantasy. I już jest niedostępna, a ja zostaję sam jak palec. Zmęczony po ciężkim dniu biorę prysznic. Jutro będzie wszystko od nowa. Niestety - monotonność życia sprawia, ze mam już go dość. Za pewien czas kupię Suzuki GSX-R 1000 i sprawdzę jego osiągi. Wycisnę 297 km/h. Niestety - nie wyrobię zakrętu i pozostanie po mnie plama na drzewie. Fortunę odziedziczy brat i jego małżonka. Będą przychodzić na mój grób - jako jedyni, "bo kto nie był ni razu człowiekiem, temu człowiek nic nie pomoże...". Z tej ponurej wizji wyrywa mnie nerwowe dzwonienie do drzwi. Któż to może być o 23:30? Otwieram i oczom nie wierzę - tak to ona. Stoi w progu z walizką w ręce i nieśmiało pyta czy może wejść. Nie jestem w stanie nic odpowiedzieć. Jestem szczęśliwy i zszokowany. Jak ona to zrobiła? Przecież dopiero co była na gadu-gadu. Minęła może godzina, a ona już jest u mnie. To cudowne, jednak nadal w to nie wierzę. Może to sen. Niech mnie ktoś uszczypnie. Jestem tak rozkojarzony, że nawet nie wiem kiedy powiedziałem na głos ostatnie zdanie. Ona z lekkim uśmiechem proponuje mi swoją pomoc i mówi, że może mnie uszczypnąć, jeśli nie wierzę, że to na prawdę ona. Głupio mi i nadal nie wiem co mam zrobić. Dobrze, że ona wie po co do mnie przyjechała. Ale skąd znała mój adres? Szukam w pamięci... Mam - kiedyś zapraszałem ją do mnie - wtedy odmówiła, lecz teraz jest tu i patrzy na mnie. Opuszczam ją na chwilkę i lecę do sklepu po wino - półwytrawne, hiszpańskie oczywiście. Gdy otwieram drzwi nie wierzę oczom - w pokoju jest pełno świeczek, ona w seksownej bieliźnie z różą w ustach leży na łóżku. Jak ona to zrobiła? Przecież nie było mnie 10, może 15 minut. Palcem wskazującym zachęca mnie, abym położył się obok niej. Ja jednak spokojnie idę po kieliszki, nalewam po lampce wina, podaję jej do łóżka i dopiero kładę się na łóżku. Nie myślałem, że kiedyś spotka mnie takie szczęście. Cały dzień o niej myślałem - to chyba mój anioł stróż kazał mi pogonić dziewczynę z pubu i nie kontynuować wymiany spojrzeń z blondynką z pizzerii. Teraz pewnie bym tego żałował, jednak dość tych ponurych myśli. Teraz życie dopiero się dla mnie zaczyna. Nie mogę się już doczekać, kiedy moje usta połączą się z jej ustami w nieskończenie długim pocałunku, kiedy moje ręce dotkną jej krągłych pośladków i jędrnych piersi i kiedy w końcu mój... "Tu przerwał, lecz róg trzymał, a wszystkim się zdawało, że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało." Zegar wybija północ. To już jest koniec mojego wymarzonego dnia THE END

--
Okryj mnie cieniem swoich skrzydeł, może wtedy będę aniołem.
Forum > Półmisek Literata > Idealny dzień Buraka
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj