<< >> wszystkie blogi

Skiosku&Pokiosku

bo rzeczywistość jest bardziej od fikcji, nawet ta pokioskowa

Menele

2018-04-29 16:52:00 · Skomentuj
Przysłowia są mądrością internetu, stąd każdy średnio rozgarnięty użytkownik sieci wie, że "gdy menel jedzie autobusem, autobus jedzie menelem". Każdy użytkownik sieci wie, a użytkownicy komunikacji miejskiej wiedzę swoją dodatkowo popierają doświadczeniem. Pogodę mamy dzisiaj taką, że w południe słonko i 24 stopnie, ale nie jest to jeszcze czas na włączanie klimatyzacji w tramwaju.
Klimatyzacja nie była potrzebna na przystanku, w okolicach szpitala, gdzie na ławce rozmawiało dwóch (niegdyś pewnie)-dżentelmenów, z których jeden miał nogę w świeżutkim gipsie po pachwinę, drugi za to dzielnie dzierżył toboły tego pierwszego i pewnie swoje. Obaj umilali sobie czas oczekiwania na tramwaj puszkami taniego piwa.

Drech

2018-04-29 16:51:00 · Skomentuj
Kojarzycie typa z kabaretu "Smile"? Tego takiego dużego, co to mówi w taki charakterystyczny sposób? No, to Drech miał całkiem podobny głos i takąż w nim manierę:
- Mama sobie usiądzie, ja postoję - powiedział do matki w poczekalni poradni chirurgicznej. Bo z matką przyszedł, dorosły facet. Kawał chłopa wciśniętego w przyciasny dresik i nie pasujące do niego klapki, chociaż do lata daleko. Białe skarpetki dopełniały wizerunku.
Mama sobie usiadła tuż obok mnie, a Drech zajął pozycję stojąco - wyczekującą obok. Chwilę się zastanawiałam, czy nie ustąpić mu miejsca, bo za dobrze na twarzy nie wyglądał, blady jakiś taki, ale zanim zdążyłam się odezwać, Drech zszedł do słowiańskiego przykucu i zastygł.

Kuchareczka

2018-04-29 16:50:00 · Skomentuj
Jest tłuściutka i malutka, okrąglutka taka i pachnie smażoną rybą. Znaczy pewnie dziś tak pachnie, bo piątek. Barankową trwałą skrywa czepek, a korpus owity ma odzieżą służbową w postaci kuchennego fartucha. W palcach jak serdelki trzyma komórkę. Stoi za rogiem budynku szkoły, a ja siedzę na murku, niedaleko, czekam na koniec lekcji. Kuchareczka mnie nie widzi, wybiera połączenie i zaczyna:
- Wiesiaaa? Halo, kochana, ja ci coś muszę powiedzieć, bo aż mi ciśnienie skoczyło!

Suczka

2018-04-29 16:49:00 · Skomentuj
Sąsiad na grzybach się nie zna, mimo to gorliwie uczestniczy w organizowanych przez paczkę znajomych grzybobraniach. Zasady są proste: ci, co się znają, zbierają grzyby, a ci, co "Atlasu grzybiarza" używają jedynie w roli podkładki pod zad - polewają tym, co się znają dbając, żeby tamci nie przesadzili. Wiadomo, splątany wzrok nie wspomaga procesów poznawczych i jakże łatwo o śmiertelną nawet pomyłkę.

Zięć

2018-04-29 16:48:00 · 1 komentarz
Konkretniej to przyszły zięć. A może i niedoszły? No bo było tak.
Kwiaciarnia. Pardon, teraz się mówi: studio florystyczne.
- Różę poproszę - mówi Zięć.
- Jakiego koloru? - pyta kwiaciarz. Znaczy florysta.
- Czerwoną? - bardziej pyta niż odpowiada Zięć.
- Zwariowałeś? - komentuje stojąca z boku wybranka Zięcia. - Czerwona to znak miłości. Ja was sobie jeszcze nie przedstawiłam, to nie wypada.
- To tę taką, o - wybiera żółtą.

Chłopczyk

2018-04-29 16:47:00 · Skomentuj
Sklep mięsny.
- Mama, mama! Kup kiełbasę, tata kupi piwo i zlobimy glilla! - prosi mały chudy Chłopczyk rozpędzając resorówkę na ladzie.
- Dzisiaj nie, poczekamy do soboty – odpowiada mama.
- Zlóbmy dzisiaj! Będzie kiełbasa i piwo. Bo ja lubię piwo!

Wybredna

2015-10-30 09:53:00 · Skomentuj
Weszły we dwie, bardzo podobne: córka w wersji granatowa czerń z blond odrostami, matka - tleniony blond z ciemnym odrostem poprzetykanym siwymi włosami. Ubrane drogo, ale... dziwnie, bo ja wiem, nie znam się. Z ich rozmowy dowiedziałam się, że uciekł im autobus, a że zimno, deszczowo, więc weszły, żeby wydać 50 zł na gazetki. Tylko 50, jak zastrzegła matka. Podczas gdy córka wertowała zawartość regału ze zmarszczonym czołem, matka wyjąwszy puszkę Pepsi z lodówki podeszła do kasy i uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Pani tu tak sama siedzi.
- Sama? Nie, co chwilę klienci przychodzą.
- Córka sobie nakupi u pani gazet za 50 zł.
- Acha - wyleciało mi z ust, no bo jakoś nic inteligentniejszego nie raczyło się pojawić w głowie.
- Bo widzi pani, córka dużo zarabia. Pani też by mogła, pani taka ładna.
Milczę, bo powolutku uruchamia mi się gdzieś z tyłu głowy czerwona lampka. Przeganiam ją machnięciem ręki, czyli poprawieniem włosów. A co! Komplement to komplement!
- Czasy mamy takie, że żadna praca nie hańbi, prawda?
Chciałabym kiwnąć głową, ale lampka skutecznie uniemożliwia jakikolwiek ruch, za to gdybym mogła, strzygłabym uszami jak koń.
- Córka się schyla. Wie, kiedy się schylić. Na początek... Tylu mężczyzn nie ma partnerki na wesele żeby pójść, pani wie, a tam, takiemu wypadnie z kieszeni, to się schyli. Czasem kilka razy wypadnie, w dobrym hotelu... To nie wstyd, ale praca, uczciwa. Ja bym mogła pani dać taki numer telefonu i...
- Nie, dziękuję - wypaliłam, zanim czerwona lampka eksplodowała błyskiem oczywistości.
Więcej się pani starsza nie odezwała. Jej schylająca się córka kupiła ''Uśmiech anioła'' i ''Claudię''.
- Zamierzałam wydać 50 zł, ale widzę, że tu nie ma ciekawych gazet, bo ja mam dobry gust i bywam wybredna, co zrobić.
I poszły. A ten komplement nie wydawał mi się już taki atrakcyjny. W czerwonej lampce trzeba wymienić żarówkę.

Spłoszony

2015-10-16 22:27:00 · Skomentuj
Nie wiem, czemu te najzabawniejsze historie dotyczą prezerwatyw, domyślam się, że to się robi nudne, ale nic nie poradzę, że duch w narodzie nie ginie, za to chęć do pomnażania tego ducha drogą prokreacji już nie taka wielka.
Mam stałego klienta, który w okolicach piątku przychodzi celem sprawdzenia kuponów czwartkowego lotka i zakupu paczki prezerwatyw. To starszy pan, bardzo grzeczny, z wyglądu podobny do nikogo.
Dziś wszedł do kiosku dziarskim krokiem i podając mi kupon z lotka z uśmiechem powiedział:
- Poproszę dzisiaj dwie...
Nagle obrócił się za siebie zaskoczony obecnością przyglądającej mu się dziewczynki, której najwyraźniej nie zauważył wchodząc, bo stała cichutko obok swojej mamy przeglądającej nowy numer ''Grazi'' (ludzie naprawdę mówią Grazia, jak potłuczone zdrobnienie od Grażyna, a nie z włoska, przez c). Spłoszony klient popatrzył na mnie i dokończył:
- ... paczki landrynek miętowych.
Wyszedł zaopatrzony w landrynki i wygrane 10 zł. Nie wrócił nawet po dłuższej chwili. Ciekawe, jak minął mu wieczór? Na pewno orzeźwiająco.

Brzydula

2015-10-05 22:11:00 · 2 komentarze
Niska, krępa, szpetny garb, a na szyi plastikowe korale wywalone na różowy sweterek. Niedziela jest, elegantka ma na sobie czarne rajstopy do beżowej spódnicy i czółenek w podobnym, bliżej nieokreślonym kolorze. Na oko po pięćdziesiątce, ale mogę się mylić.
- Dzień dobry, rajstopy pani ma?
- Dzień dobry, mam. Jaki rozmiar?
- Piątki.
Mierzę ją wzrokiem, dwójki by dały radę, chociaż nie wiem, czy wszerz, bo udo jak baleron, a stopy ciasno upchnięte w kościołowe obuwie. To są piątki? Nie wiedziałam.
- Największe, jakie mam to czwórki.
- Dobrze, chyba się zmieszczę. Jakiś cielisty kolor, bo widzi pani, co na sobie mam. Do pani to doszłam z domu, ale się ludziom pokazywać - wstyd.
- Proszę: naturalne i beżowe. To które?
- Nie wiem. Może mi pani pokazać?
Otwieram opakowanie, wsuwam dłoń w materiał, lekko naciągam i czekam na werdykt. Najpierw jedne rajstopy, potem drugie. I cisza.
- Ja bym chciała je przymierzyć.
- Słucham? - mam nadzieję, że się przesłyszałam.
- Skąd mam wiedzieć, które mi będą pasowały? Mogę je zmierzyć u pani na zapleczu, nie potrzebuję przymierzalni.
- Proszę pani, nie mogę pani na to pozwolić. Ma pani raczej ten sam kolor skóry na rękach, co na nogach. Proszę naciągnąć materiał i się zdecydować.
- Jak tak, to ja podziękuję.Pójdę gdzie indziej.
Przypuszczam, że musiała w tych czarnych rajstopach przejść pół miasta, bo w niedzielę o tej porze wszystko jest zamknięte. Ciekawe, czy ktoś inny pozwolił jej przymierzyć?

Bob Budowniczy

2015-09-23 23:05:00 · 1 komentarz
Siedziałam bokiem do wejścia, gdy moich uszu dobiegło szuranie buciorami. Pan robotnik budowlany w stroju roboczym i w za dużych butach przywitał się zdejmując żółciutki kask Boba Budowniczego i z gracją włożył go sobie pod pachę, jakby to był element stroju galowego. Wyciągnął z kieszeni karteczkę starannie złożoną na czworo, poślinił palca, rozłożył, odchrząknął, oddalił nieco od twarzy i zmrużywszy jedno oko wyrecytował:
- Trzy paczki Caress, ale żółtych, jedne Large z Unimila, cztery paczki czego bądź i jedne takie czarne z Unimila z niebieską obwódką na opakowaniu, proszę.
A wszystko to na jednym wydechu!
Podałam upewniając się, czy dobrze zapamiętałam i z wyrazem obojętności na twarzy (albo z wyrazem osoby, która ma nadzieję, że to, co ma na twarzy to wyraz obojętności) zapytałam:
- Na jeden rachunek?
- Na jeden. Później się z chłopakami policzymy.
Upychał po kieszeniach, a ja drukowałam rachunek i wydawałam resztę.
- No to z pana teraz bezpieczny facet.
- Ja pani też bezpieczeństwa życzę.
I poszedł. Że najmłodszego po flaszkę czy tam browara wysyłają, to słyszałam. Po salceson - też. Ale po prezerwatywy?
Autor
O blogu
  • Kilka lat temu pracowałam na pół etatu w kiosku, a że ludzie są różne - przekonuję się o tym do dziś
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty
Statsy bloga
  • Postów: 99
  • Komentarzy: 106
  • Odsłon: 66459

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi