< > wszystkie blogi

Wśród dzikich plemion - byłem na zuluskiej ceremonii

18 czerwiec 2017
Jakieś dwa tygodnie temu ja, moi znajomi z Iranu, oraz znajomy z Zimbabwe dostaliśmy od Lindelani'ego, kolegi z uniwersytetu (na zdjęciu - zdecydowanie nie ten w czarnej koszulce), zaproszenie na zuluskie uroczystości. Po prawie 4 godzinach w samochodzie dotarliśmy do zuluskiej wioski leżącej w dolinie na terenie Gór Smoczych, ok. 20 km od granicy z Lesotho.
Załoga naszego pojazdu w prawie pełnym składzie: ja, Rassul oraz Zibusiso. Zabrakło tylko Parisy - żony Rassula. Wyruszyłiśmy o godzinie 8.45, a przed nami było ponad 3 godziny drogi - tak przynajmniej zakładaliśmy. Zaproszono nas na ceremonię wprowadzania dziewcząt w świat dorosłych kobiet. Do wioski mieliśmy dotrzeć przed 12.00, ale życie nie jest takie proste i spóźniliśmy się prawie o godzinę. Dopóki jechaliśmy autostradą nie było najmniejszego problemu. Swoją drogą, widoczki z okna samochodu podczas jazdy drogą szybkiego ruchu są co najmniej urocze. A to już sama wioska, do której zostaliśmy zaproszeni, leżąca w dolince między dwoma szczytami. Zaraz po dotarciu na miejsce zostaliśmy poproszeni o zdjęcie nakryć głowy zgodnie z lokalną tradycją. Na szczęście przygotowania też się przeciągnęły, więc załapaliśmy się na sam początek uroczystości.

https://www.youtube.com/watch?v=GBX5T9koA6Y

Dziewczęta, w charakterystycznych, czerwonych strojach, udały się ze śpiewem na ustach do małego budynku, w którym zgodnie z ludową tradycją nawiązywały kontakt z przodkami. W międzyczasie starsze, zamężne kobiety z wioski zgromadziły się przed wejściem do "kapliczki", tańcząc i śpiewając. Niestety nie porozumiewam się w zulu, a nikt nie był mi w stanie powiedzieć o czym dokładnie traktuje tekst przyśpiewki.

https://www.youtube.com/watch?v=TNO3Jr3qWQM&t

Po kilku minutach dziewczęta opuściły chatkę aby dołączyć do tańców i śpiewów. A następnie powróciły do środka, w celu dokończenia rytuału. Na zewnątrz zebrało się za to jeszcze więcej zainteresowanych i zmieniono repertuar.

https://www.youtube.com/watch?v=Cr6wPEZK8rI

Zdjęcie robione przez okienko, bo choć nikt nie robił mi problemów podczas robienia zdjęć i nagrywania filmów, to jednak niezbyt dobrym pomysłem byłoby obrażenie gospodarzy w jakiś głupi sposób. Ostatecznie dostałem pozwolenie na wejście do środka, jednak jak się okazało trochę zbyt późno, gdyż młode kobiety - już nie dziewczynki, po kilkunastu sekundach opuściły "kapliczkę" i udały się w procesję wokół sioła.

https://www.youtube.com/watch?v=Cr6wPEZK8rI

Z tego co udało mi się ustalić to mantra w czasie pochodu oznacza: "jesteśmy już kobietami". Następną częścią ceremonii były tańce i śpiewy na łące oddalonej od budynków mieszkalnych o jakieś 100 metrów. W tym czasie uczestniczki ceremonii pozbawione zostały czerwonych bluzek i stały się pełnoprawnymi kobietami.

https://www.youtube.com/watch?v=Cr6wPEZK8rI

Na sam koniec wszyscy zgromadzili się na centralnym placu, dzie odbyło się wręczanie prezentów - banknoty za opaskami na głowach oraz kolejne tańce i śpiewy. Jak wiadomo dobry gospodarz po uroczystościach karmi swoich gości, a o Zulusach można powiedzieć jedno - karmią smacznie. Na stole królowała wołowina - na potrzeby święta zabito i oprawiono dwie krowy. Zanim jednak jedzenie trafiło na stoły należało je przygotować. Duża ilość gości oznacza duże gotowanie, z którym poradzono sobie rozpalając spore ognisko:

Dombolo - rodzaj parowanego chleba. Bardzo smaczny i dobrze komponujący się braai oraz sosami. W smaku przypomina polski chleb, choć jest bardziej wilgotny i gąbczasty.


Grillowana wołowina, w tle prowizoryczny braai:


Gotowane mięso i podroby. Część mięsa gotowano, cześć grillowano, a jeszcze inne kawałki wrzucano na ogień dopiero po ugotowaniu.


Nie mogło też zabraknąć kurczaka:



Większość tak przygotowanego mięsa trafiła do plemiennej starszyzny. Ludzie młodsi i goście z zewnątrz zaproszeni zostali do namiotu, w którym rozstawiono stoły i krzesła.


Jako przystawkę podano nam deskę z mięsiwem, zanim jednak zaczęliśmy jeść otrzymaliśmy mały instruktaż zuluskiego obycia przy stole w wykonaniu naszego kolegi Paula.



https://www.youtube.com/watch?v=J7wrzne-zPc

Przyznaję bez bicia, skłamałem. W sumie to dowiedziałem się o tym dopiero po zakończeniu nagrania, ale jednak skłamałem. Pierwszy kawałek nie trafia na talerz, tylko prosto do ust tnącego. Tak więc posiłek zacząłem od przeżucia kawałka prawie surowej wątroby wołowej - było pycha. Ale najsmaczniejszym posiłkiem było chyba wołowe curry (w KwaZulu-Natal obecne są bardzo silne wpływy hinduskie). Bardzo bogate w smaku i przygotowane z najlepszych kawałków mięsa, rozpływających się w ustach.


Tak wyglądała porcja którą dostałem:


Do curry serwowany był ryż, kaszka kukurydziana, zasmażane buraczki, trochę warzyw i przecier z dyni, ale nie z takiej normalnej kulistej, a takiej przypominającej w kształcie gruszkę (butternut z angielska - dynia piżmowa wg polskiej wiki). Na deser każdy dostał po kubeczku jogurtu, a na stoły wjechały talerze z domowymi wypiekami.



Oczywiście nie mogło zabraknąć też lokalnej specjalności w postaci piwa:



Z moich ustaleń wynika, iż jego produkcja polega na zalaniu i wymieszaniu "miele meal", czyli mamałygi z zimną wodą. Następnie do napęczniałej masy dodaje się wrzątku i ponownie miesza. Naczynie odstawia się na kilka dni, po czym zbiera się płyn zawierający alkohol i serwuje na zimno. W smaku jest kwaskowate, ale bez drożdżowego posmaku, na co wskazywać mógłby zapach. Alkohol też był niewyczuwalny. W mojej opinii jest to świetny napój orzeźwiający na upalne afrykańskie dni, które przyjdą latem.


Przed odjazdem zostałem poproszony o udzielenie szybkiego wywiadu do rodzinnej kroniki, na co z chęcią przystałem. Usłyszałem też wtedy bardzo miłą rzecz - mieszkańcom wioski jest miło, że biali ludzie w liczbie sztuk trzech pojawili się na ich skromnej uroczystości, usiedli razem z nimi do wspólnego stołu i razem z nimi cieszyli się tym świątecznym dniem. Na koniec jeszcze kilka fotek złapanych w międzyczasie:
 

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi