Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Autentyki CXL - Co, zepsute jest?

38 794  
10   33  
Dzisiaj poznacie trzech dziadków. Jeden z nich kupił sobie laptopa, drugi wspomina, jak zdobywało się szacunek po wojnie, trzeci zaś  "dogląda" dziecko jednej z bojowniczek. Wszyscy trzej prawdopodobnie potrafią dopompować koło...

SŁODKI SEN KSIĘŻNICZKI


Dawno mnie nie było. No i jak mnie nie było, to przebywałam u pewnego osobnika lubianego przeze mnie bardzo i tak oto powstał ten autentyczek.
Zdarzyło mi się raz przysnąć w oczekiwaniu, aż owy osobnik wróci z pracy. Przyszedł i zastał mnie śpiącą, więc przytulił czule, dał parę buziaków i czekał aż się obudzę, poczym wyszeptał:
- Ale moja księżniczka słodko śpi...
Ja tylko się przeciągnęłam i wydałam parę pomruków zadowolenia czekając na jakiś miły rozwój akcji...
Tymczasem ton jego głosu zrobił się poważny i grzmiący:
- ...Księżniczka słodko śpi, a tu gary nie pozmywane i obiad nie zrobiony...
I jak tu takiego nie lubić...

by AyA_Mrau

* * * * *

MIŁO BY BYŁO

Mam takiego znajomego, okazało się, że to po prostu debil.
Miał dla mnie jedną sprawę średnio ważną załatwić, więc dzwonie w terminie jak było umówione. Raz, drugi, nawet trzeci, wysłałem esemesa o mniej więcej takiej treści:
"Byłoby kuffa miło jakbyś odebrał."
Za pięć minut odpowiedź:
"Sorry nie mam przy sobie telefonu."

by jareklan

* * * * *

SZPIEDZY TACY JAK MY

Jako że księgowość mamy prowadzoną przez jakieś zewnętrzne biuro rachunkowe, trzeba od czasu do czasu tam podskoczyć i dowieźć jakieś papierzyska. Jedziemy więc sobie z kumpelą samochodem, zaparkowałyśmy po drugiej stronie ulicy, ona została w samochodzie, ja smyrnęłam do księgowego. Dałam mu co miałam dać (a właściwie pani Magdzie, bo jego nie było) i wychodząc z budynku pomyślałam,że w sumie czemu nie, można by kumpelę rozweselić. Dla postronnego obserwatora wyglądało to tak:
Najpierw zza drzwi wychynęła moja głowa w ciemnych okularach, szybki strzał wzrokiem na lewo, na prawo... Wychynęłam cała, przyklejona do muru, w czarnym płaszczu z podniesionym kołnierzem sunęłam na wysokość najbliższego drzewa, by chyłkiem podnosząc wysoko nogi przykleić się do owej rośliny, żywcem Szpieg z Krainy Deszczowców. Wysunąwszy głowę zza drzewa, w półskłonie, przebiegłam chowając się po drodze za koszem na śmieci do najbliższego samochodu, by super-mega-tajniackimi ruchami dobić do naszego samochodu... Dopiero gdy wsiadłam, ujrzałam księgowego idącego chodnikiem z nienaturalnie wygiętą szyją z niedowierzania...
Pomyślałam, że wyszłam na niespełna tego... Choć po dzisiejszym pocieszam się, że może i mam nierówno pod sufitem, ale "jutro" przynajmniej przez "u" piszę.

by KrissDeValnor

* * * * *

TO CI MISIO

Kolega wracający pewnego dnia ze szkoły tramwajem, był świadkiem takiej oto scenki:
Chłopak z dziewczyną. On - łysy koks w dresikach. Ona - typowa festyniara w większości ubrana na różowo.
On - Beeeeeeeeeeek! (odgłos beknięcia na cały wagon)
Ona - Misiu, nie warcz.

by djzib0

* * * * *

NIEJEDNO PRZEŻYŁ

Różne rzeczy się już budowało, a jak wiadomo darowanemu zleceniu nie zagląda się w kwity. Słowo "darowane" miało tu podwójny wydźwięk albowiem budowaliśmy cele...
Cele te, oprócz nazwy, z systemem penitencjarnym niewiele miały wspólnego, bo dla braciszków zakonnych, a nie osadzonych prawomocnym wyrokiem sądu, w użytkowanie mieliśmy je oddać.
Zjechała więc na miejsce ekipa, a jako że żaden z nas w tego typu zamkniętym ośrodku nie gościł, ciekawie rozglądaliśmy się po placu naszych przyszłych działań.
Czekając na jakiegoś sekretarza zakonnego, czy też innego pułkownika, co raz któryś wysuwał hipotezę cudownego aczkolwiek gwałtownego rozmnożenia się braciszków, co mogło być skutkiem dużej ilości powołań, choć pojawiały się również inne bardziej fantastyczne uzasadnienia.
Po jakiś 20 minutach zjawił się rzeczony sekretarz. Uciszając nas z miejsca oznajmił:
- Panowie tu jest klasztor, więc niewskazane są tu głośne rozmowy, wulgaryzmy i ogólne mącenie ciszy zakonnej.
Spojrzeliśmy na siebie, no bo jak on sobie wyobraża budowanie czegokolwiek z zachowaniem niezmąconej ciszy?
- Panowie, jak sądzę nie mieli nigdy do czynienia z zakonem? - pokiwał głową braciszek.
- Ja miałem... - odpowiedział majster z lekka "wczorajszy" wywołując tym samym zdziwienie na naszych twarzach.
- Doprawdy? - zdziwił się braciszek - A z jakim zakonem jeśli wolno spytać?
- No tego eeee... Bernardyna kiedyś miałem...
Cele jednakże stanęły...

by stalko

* * * * *

A TY ZNOWU BEZ KURTKI CHODZISZ

Drrugii zzzień śfiąttt... Z każdego zakątka klatki schodowej dochodzą wesołe odgłosy rozkosznych, biesiadno - rodzinnych posiedzeń i poleżeń. Jestem wyłączona z biesiad z racji stanu mego błogosławionego. Leżę i się byczę. Młode hasa z wodą po podwórku. Mój papcio podreptał na balkon oblukać wnuka. Słyszę pouczającą reprymendę:
- A ty znowu bez kurtki? Co mama mówiła? Załóż ją w tej chwili!
Się wiec podk**wiłam, bo gówniarzowi zabroniłam tych rozbieranek - zimno wszak.
Nagle reprymendy zamilkły, a z balkonu wyszedł papcio.
- Co, Olaf znowu bez kurtki? - pytam.
- W kurtce.
- To dlaczego się na niego darłeś?
- Pomyliłem dzieciaki - powiedział papcio i znikł w czeluściach kuchennych.

by konwalia

* * * * *

CIĄGLE MŁODY DUCHEM

Mój dziadek: 81 lat, wódeczkę łoi profesjonalnie, świetnie się trzyma, tak na 65 lat wygląda.
Laptopa sobie kupił ostatnio.
Wpadam wczoraj do dziadka. Nowy komputer, trzeba trochę programów mu zainstalować (firefoxik, BC, Real Alternative). Otwieram kurna IE, a tam strona startowa www.pornoski.pl (czy coś w tym stylu). W nastroju raczej wesołym, zacząłem przeglądać historię odwiedzanych stron: sexshopy, hardcore, lesbian... Pełno tego było.
- Na ładne dziadek strony wchodzisz. - z uśmiechem mówię do niego.
- Haha, to ty pewnie to otworzyłeś - odparł, po czym cicho szepnął - Piotrek, wiesz co zrobić, jak na niektórych stronach wymagają od ciebie rejestracji?
BTW Babcia chciała głosować na Kaczora, no to dziadek zagroził jej rozwodem.

by Piotrinho_Brovairo

* * * * *

POWAŻANIE, CZYLI SZACUNECZEK

Dziś Wielkanoc (chyba) i cała moja rodzinka siedzi przy stole i gada sobie, przypomina to i owo... Pewnie u was tez tak było... Miedzy nami był także mój dziadek, o wdzięcznym imieniu Józef, wspaniałym charakterze i usposobieniu. Jest wdowcem na emeryturze i dorabia jako rzecznik patentowy. Ma dosyć dużo kontaktu z młodzieżą - dwoje wnucząt i mieszka w końcu na osiedlu. Przypomniała mu się historia z dzieciństwa (czytaj: okres II wojny światowej) i powiada:
- U nas na wsi, to po wojnie było od cholery tych wszystkich pocisków. Zbieraliśmy je i proch się z nich zbierało. Wiecie, kto miał tego więcej, to miał poważanie, znaczy się szacuneczek. To tak jak teraz z tymi wszystkimi maryhułanami...

by Peknieta_Guma

* * * * *

CZYM SKORUPKA ZA MŁODU...

Idę ja sobie dzisiaj na spacer z moim psem. W pewnym momencie spotkałem się z idącą z naprzeciwka kilkupokoleniową rodzinką. W skład rodzinki wchodziły dwie kobiety, dwóch mężczyzn i trzymane przez nich za rączki kilkuletnie dziecko. Dziecko to szło dość „dziecinnie” kopiąc bucikami w asfalt i szurając po nim różnymi ich częściami. W pewnym momencie jeden z mężczyzn tak je pouczył:
- Idź normalnie, bo se zetrzesz buty jak ten Kaczyński...

by Nurdurion

* * * * *

KTÓRA TO OWIECZKA?

Opowieść szefa firmy, którego ulubionym dowcipem jakiś czas temu, był kawał o turyście, z którego bace się śmiali, że wydupczył najbrzydszą owieczkę w stadzie. Dowcip znają tu raczej wszyscy więc przytaczać nie będę, zwłaszcza, że puentę żem zdradził. Tak więc, opowieść właściwa:
Idę sobie z kobietą, niekoniecznie żoną, na spacer w Tatrach. Trzymamy się za ręce. Patrzę, a z naprzeciwka góral stado owiec prowadzi. Przypomniawszy sobie dowcip, pytam bacy:
- Która to owieczka u was w stadzie najpiękniejsza?
- A dyć Panocku gdybym ja to wiedział, tobym ją za rękę trzymał, tak jak wy swoją...

by QuietC

* * * * *

RECENZENTKA

Pewna pani zrobiła niezłe przedstawienie, a moim zadaniem było to opisać.
Dzwonie więc do niej i zadaję przemądre pytania "ą" i "ę", aż w końcu pani reżyser mówi:
- Podobało ci się?
- Tak.
- No i o to, k**wa, chodziło.

by konwalia

* * * * *

AWARIA SPRZĘTU

Było sobie dwóch moich kolegów. Jeden "techniczny inaczej", tj. dwie lewe nogi do prostych czynności eksploatacyjnych i naprawczych sprzętu bardziej skomplikowanego od młotka, drugi - jeszcze większy techniczny analfabeta.
Pewnego dnia jadąc razem samochodem, odwiedzili stację benzynową. Ten większy niedojda postanowił, że dopompuje koło.
Jak postanowił, tak zaczął wdrażać. Poszedł po sprzęt i zaczął go taszczyć w kierunku zaparkowanego samochodu. Tymczasem z budynku stacji wyszedł pracownik i z coraz większym zainteresowaniem przyglądał się całej operacji.
Niosący sprzęt poczuł na sobie spojrzenie, odwrócił się i zapytał:
- Co, zepsute jest?
Na co pracownik stacji flegmatycznie:
- Co zepsute? Ta gaśnica?

by Peppone

Chcesz poczytać więcej autentyków? To wejdź na nasze forum "Kawałki mięsne", tam też możesz opowiedzieć jakąś zabawną historię ze swojego życia (koniecznie zaznaczając przy wątku taki znaczek: ), a być może za tydzień to właśnie Ty rozbawisz na naszej stronie głównej czytelników kolejnych Autentyków!

Oglądany: 38794x | Komentarzy: 33 | Okejek: 10 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało