Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Wielka księga zabaw traumatycznych LXI

28 330  
2   7  
Kliknij i zobacz więcej!Dzisiejsze wydanie niewątpliwie sponsoruje tekst: "Umiecie tak?". No cóż, jak widzę większość wypadków nie jest dziełem przypadku, a raczej z góry zaplanowaną strategią, w której nie do końca coś zagrało!

Nie powtarzajmy tego! Nigdy! Osobom o nie wypaczonej psychice odradzamy lekturę, pozostałych zapraszamy, im i tak jest wszystko jedno...


Na początek kilka historyjek jednej bojowniczki - jak widać dziewczyny wcale nie są gorsze!

TANIEC

Mając lat bodajże 3 dokładnie nie pamiętam, moja kochana mamusia zostawiła mnie pod opieką mojego, jakże wówczas dorosłego brata (14 lat). Wiadomo młodzież ma swoje prawa i zajmowanie się młodszym rodzeństwem totalnie kolidowało z zajęciami dziennymi mojego brachola. Lecz skubaniec miał na mnie sposób. Włączał mi muzykę na fulla, a ja uradowana tańczyłam sobie po pokoiku. Brat miał spokój, ja radochę. Tegoż dnia postanowiłam urozmaicić sobie występy sceniczne i zażyczyłam sobie perukę. Mój brat nie myśląc za długo założył mi na łeb rajtuzy. No i tak sobie wesolutko tańczyłam z odzieżą na głowie, szczęśliwa jak nigdy. W trakcie tańczenia rajtuzki troszkę mi zaczęły zasłaniać oczka, więc pole widzenia miałam ograniczone.
Do tego stopnia, że nie zauważyłam jak nieuchronne jest moje spotkanie z kaloryferem. Efekt był taki: z mojej głowy lało się z jak z rany Chrystusowej, mój brat na widok takiej ilości krwi, wpadł w stan ciężkiego szoku i z trudem przypomniał sobie numer na pogotowie. Blizna do dzisiaj zdobi moje czółko.

BRYGADA ACAPULCO

Troszkę później, gdy byłam w przedziale wiekowym 8-10 lat sporą popularność miał w naszej ojczyźnie serial "Brygada Acapulco". Dla niewtajemniczonych: serial o grupie pięknych, zgrabnych i zawsze skutecznych pogromców przestępców wszelakiej maści, rozgrywający się w tropikach. Pamiętam, że w jednym z odcinków owa brygada skakała po dachach jakieś dobre 15 minut. Zazdrościłam im tego okropnie i utworzyłam jednoosobową Brygadę. Moimi dachami były : łóżko moje, łóżko brata, biurko. Brakowało mi jednak jeszcze jednego elementu, więc przytaszczyłam z łazienki kosz na pranie. No i się zaczęło. Zwinnie niczym kot przeskakiwałam z jednego "dachu" na drugi. Jednak człowiek nieomylny nie jest i raz po prostu nie trafiłam w kosz na pranie tylko obok. Gruchnęłam o ziemię, aż miło. Na skutki nie trzeba było długo czekać - ręka do gipsu. No i jeszcze musiałam skłamać w ubezpieczalni, że niby się na drodze poślizgnęłam. Gdyby znali prawdę, to by mi chyba podwójne odszkodowanie za moją głupotę wypłacili.

PIERWSZA KOMUNIA

Nadszedł ten czas, kiedy do serca trzeba było przyjąć Jezusa (czytaj Komunia Święta). No i wiadomo, że łączyły się z tym wydarzeniem liczne gratyfikacje w postaci prezentów i oraz pieniążków jak na tamte czasy dosyć licznych. No więc ja, w mej pięknej białej sukni, z pieniążkami w portfeliku wyszłam do mych kolegów i koleżanek z podwórka. Gest miałam straszny, gdyż zaprosiłam wszystkich możliwych znajomych na lody, ciastka, no wszelkiego rodzaju słodycze. Po jakże wybornej uczcie udałam się do domu, gdyż czekała mnie jeszcze jedna msza w tym dniu. Zadowolona pognałam do kościoła, i dopiero w kolejce do komunii zajarzyłam, że zapomniałam o jednej rzeczy. W zestawie słodyczy którymi się opychałam były również lizaki farbujące język, a zjadłam ich chyba z 5. Ksiądz mało nie zszedł gdy wywaliłam niebieski jęzor, jak u jakiegoś Szatana czy innego Lucyfera. W domu krzyczeli na mnie tylko 10 minut.

ROWEREK

Mając lat 9 dostałam piękny rower marki Diana. Cudowny był to pojazd, pocieszny dla oka i szalenie wygodny w prowadzeniu. Pewnego dnia wybrałam się na szalony rajd po ulicach osiedla. Jechałam sobie spokojnie ulicą gdy napotkałam na swej drodze ulicę prostopadłą do tej którą się poruszałam. Na tej właśnie prostopadłej (nazwę ją X) stał sobie spokojnie autobus czekając na pasażerów. Ja chciałam uprzedzić fakty i nie czekać aż autosan ruszy, przejechałam tuz przed jego przodem, zadowolona, że jestem taka szybka. Zapomniałam o jednym fakcie. Ulica X była dwukierunkowa i z tyłu autobus był omijany przez pięknego granatowego malacza. Zderzenie było nieuniknione. Z roweru nie było co zbierać, a ja o dziwo nawet siniaka nie miałam. Mama do dziś mówi ze to był cud. Ale wpierdol dostałam, bo rower nawet tygodnia nie miał.

KLASA

W klasie 6, wybraliśmy się na wycieczkę do Krakowa. Wycieczka cud bajera i te sprawy, ale chodzi mi konkretnie o drogę powrotną. Dzieciom nudziło się niemiłosiernie, wiec postanowiły urozmaicić sobie podróż. Gdy przejeżdżaliśmy przez jakieś większe miasto, wyciągnęliśmy kartki i czym się dało napisaliśmy na nich "RATUNKU, PORWALI NAS" itp. Po czym każda taka kartka lądowała przyklejona do szyby. Jakież było zdziwienie i przerażenie kierowców, gdy zobaczyli nasz autokar. Dobrze, że nasza wychowawczyni w porę zareagowała, bo bez policji by się nie obyło.

by Lucia_k 

* * * * *

KLOCKI I DRUTY DO WEŁNY

Jeszcze na starym mieszkaniu, gdzie był tylko jeden mały pokoik moja mama dziergała jakiś sweterek na drutach. Mój starszy brat (wtedy około 2 letni) siedział na podłodze i bawił się klockami, które zajmowały całą powierzchnię dywanu. Ponieważ wkrótce znudziły mu się wszelkie domki i samochody, postanowił zakosztować mocniejszych wrażeń. Siadł sobie tuż przy nogach mamy i co jakiś czas wyszarpywał jej druty z rąk. Póki co było to mało szkodliwe, lecz za którymś razem pognał ze swoją zdobyczą na drugi koniec pokoju. Niestety nie było mu dane tam dotrzeć ponieważ jego małe nóżki zawadziły o któryś z licznych klocków i wyrżnął twarzą o podłogę. Kiedy mama go podniosła okazało się, że drut przebił na wylot policzek. Na szczęście skończyło się tylko na płaczu, bo krwi nie było zbyt dużo.

by Nazgulek 

* * * * *

KOTEK

Pamiętam jak w wieku 4 lat chciałam pomóc zejść mojemu kotkowi z drzewa. Zwierzak poradziłby sobie bez mojego wsparcia (około pół metra pod gałęzią na której siedział był dach garażu), ale według mnie kot nie miał żadnych szans na ratunek. Naokoło drzewa rozłożone były małe kamyczki - tak dla ozdoby. Niewiele myśląc zaczęłam rzucać nimi, ale nie bójcie się nie w kota, tylko w gałąź żeby go przepłoszyć i wtedy on zeskoczy na dach. Na wszelki wypadek odskakiwałam żeby dostać jakimś rykoszetem. Niestety wkrótce skończyły się co mniejsze pociski i sięgnęłam po ostatnią rzecz jaką byłam w stanie unieść - połówkę cegły. W dodatku doszłam do wniosku, że po co mam się odsuwać skoro wszystkie kamyczki lądowały co najmniej 2 metry ode mnie. I tak wzięłam potężny zamach, wypuściłam z rąk cegłę i stoję patrząc co to się stanie. Niestety byłam idealnie pod gałęzią więc cegła poszybowała pod kątem 90 stopni w górę. Nietrudno domyślić się finału tej historii. Dopiero parę lat temu rodzice powiedzieli mi, że jeden z robotników o mało co nie spadł z dachu widząc mnie biegnącą z wielkim płaczem i zakrwawioną głową.

by Nazgulek

* * * * *

GARAŻE

Za małolata, miałem wtedy koło 10 lat, mięliśmy z kolegami super zabawę kaskaderów, która polegała na przeskoczeniu z jednego dachu garażu, na drugi dach, położony około 1,5 metra niżej i około 1,5 metra dalej. Skakaliśmy sobie tak jakiś czas, kiedy wpadłem na pomysł, żeby wziąć większy rozbieg i poszybować nad dachem dalej. Niestety cofając się do rozbiegu nie zauważyłem końca dachu i poleciałem w dół, na niezbyt miękkie cegłówki i niedokończony podjazd garażu. Ocknalem się zdziwiony, nie kumając za bardzo co się stało. Najlepsze jednak było to, że spadłem tyłem, a pozdzierane miałem kolana, łokcie i czoło. Do teraz nie wiem jak to możliwe. Na szczęście obyło się bez złamań, ochrzan w domu jednak mnie nie ominął.

by DarkFury

* * * * *

LUSTRO

Większą część zdarzenia znam z opowieści mojej mamy. Wynika to z tego, że po pierwsze byłem mały i pamiętam to jak przez mgłę, a po drugie mój świat strasznie wirował podczas zdarzenia. Ale do rzeczy. Mieszkaliśmy na piętrze domku. Korytarz kończył się schodami na półpiętrze, na którym stała szafa z przesuwanymi drzwiami, a na rzeczonych drzwiach było ogromne lustro. Był piękny, słoneczny dzień. Zupełnie nie wiem jakim sposobem wpadłem na ten szatański pomysł. Mama opowiadała że wyjrzała z kuchni by zobaczyć, co robię i gdzie jestem, bo jakoś tak cicho było od pewnego czasu. To, co zobaczyła zmroziło jej krew w żyłach. Mianowicie na końcu korytarza ujrzała mnie przystawiającego czoło do najwyższego stopnia schodów. Nim zdążyła zareagować odepchnąłem się swoimi małymi nóżkami i zacząłem robić popisowe fikołki po schodach. Oczywiście tylko do momentu, gdy wbiłem się w lustro szafy. Efekt był taki że odniosłem jedynie ranę nosa. Ale za to jaką! Skóra na nosie urwała się z jednej strony i otworzyła moje wnętrze jak malutkie drzwiczki do zegarka z kukułką. Nos po prostu zawisł obok, mimo że się nie złamała kość czy chrząstka. Potem oczywiście pogotowie, czego nie pamiętam jako że straciłem świadomość

by Niezarejestrowany

* * * * *

UMIECIE TAK?

Kiedyś mając może z 7 lat i mieszkając w bloku, często przesiadywaliśmy sobie z kolegami na klatce. Siedząc na kucaka na górze schodów postanowiłem sobie z tych schodów pozeskakiwać, Na kucaka. Jakieś 10 schodków po kolei, pierwszy drugi, trzeci i tak dalej. Taki był mój cichy plan. Bez namysłu postanowiłem go zrealizować. Powiedziałem do brata i kolegów "Umiecie tak?" i wykonałem pierwszy skok kucając. Jak się szybko okazało był to też ostatni skok, bo zatrzymałem się na dole robiąc kilka "fikołków". Na szczęście tylko niegroźnie rozbite czoło. No i dostarczyłem kolegom trochę śmiechu przez tekst "Umiecie tak?". Stwierdzili że tak to nie.

by QST 

Traumatycy, wzywam Was! Opisujcie i wysyłajcie! Świat i strona główna Joe Monster należy do Was. Przeżyłeś traumatyczną przygodę i chcesz, aby świat się o niej dowiedział? Nic prostszego! Klikaj w ten linek i pisz!


Oglądany: 28330x | Komentarzy: 7 | Okejek: 2 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało