Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Rekwizyty filmowe, których historia może was zaskoczyć

60 559  
279   15  
Niejeden film zapamiętany został zarówno dzięki dobremu scenariuszowi, wybitnej grze aktorskiej, jak i obecności na pierwszy rzut oka niepozornych rekwizytów, które to odegrały szczególne role w tych produkcjach. Czasem jako przedmioty szczególnie ważne dla fabuły, a czasem jako po prostu fajne gadżety. Dziś właśnie tym dość niedocenianym filmowym „bohaterom” przyjrzymy się trochę bliżej.

Czołgi z „Pana życia i śmierci” mogły wywołać niepokój NATO

„Lord of War” to jeden z jaśniejszych punktów w długiej i dość wyboistej filmografii Nicolasa Cage’a. W produkcji tej śledzimy perypetie charyzmatycznego handlarza bronią. Podczas realizacji tego przedsięwzięcia reżyser Andrew Niccol musiał skontaktować się z prawdziwym odpowiednikiem filmowego bohatera – człowiekiem, który zaopatrywał całe państwa w ciężkozbrojny sprzęt do zabijania. Dzięki temu udało się wypożyczyć 50 sprawnych, posowieckich czołgów ZTS-Martin T-72 M1 (wyprodukowanych w 1979 roku) i zgromadzić je na planie w Czechach. Filmowcy wykazali się przytomnością umysłów i wcześniej poinformowali o swoich planach NATO. Wiedzieli bowiem, że z poziomu satelitów zgromadzenie tak dużej ilości maszyn w jednym miejscu mogłoby wyglądać dość niepokojąco.



Handlarz bronią, który udostępnił czołgi, dał ekipie dość krótki czas na realizację zdjęć, ponieważ okazało się, że znalazł się chętny na zakup tych pojazdów. A był nim nie kto inny, jak libijski dyktator - Mu’ammar al-Kaddafi!


NPR

Droid z „Gwiezdnych Wojen” brał udział w walkach II wojny światowej!

„Mandalorian” to bez dwóch zdań najlepsza rzecz, jaka przydarzyła się „Gwiezdnym wojnom” od lat. Przyjemny, pozbawiony pretensjonalnej pompatyczności serial ogląda się bardzo dobrze, a wiele znanych z ekranu postaci pewnie na długo zapamiętamy. Wśród nich znajdzie się na pewno droid IG-11, któremu głos podkłada sam Taika Waititi. Bardzo podobnego robota widzieliśmy już wcześniej w „Imperium kontratakuje”. Wówczas był to bliźniaczy wręcz model IG-88.

Okazuje się, że droid ten (a przynajmniej jego część) brał udział w walkach II wojny światowej. I to w walkach podniebnych! Konkretnie służył on na pokładzie brytyjskiego odrzutowego samolotu myśliwskiego Gloster Meteor!
Z czasem pojazdy te nadgryzł ząb czasu i zostały zastąpione przez nowsze maszyny. Setki Glosterów trafiły na wojskowe złomowiska, gdzie powoli zżerała je rdza.



Wiele lat po wojnie o tych miejscach dowiedzieli się filmowcy szukający rekwizytów do wykorzystania na planie pierwszych „Gwiezdnych Wojen”. Wojskowe szroty okazały się prawdziwą kopalnią skarbów. W tamtych czasach zezłomowany samolot można było kupić za 60 dolców, więc filmowcy rzucili się na ten sprzęt niczym sępy i powyciągali z leciwych Meteorów co tylko się dało – od kabli, przez elementy kokpitów, aż po silniki. Akurat te maszyny zaopatrzone były w napędy Rolls-Royce-Derwent. Fragmenty komory spalania (na zdjęciu poniżej) można chociażby zobaczyć w kantynie z „Nowej nadziei”.





Parę lat później tony tego złomu znów trafiły na plan przy okazji prac nad „Imperium kontratakuje”. Wówczas to pomysłowi rekwizytorzy tchnęli w niego nowe życie. Tym razem z elementu wspomnianego silnika wykonano głowę robota IG-88.



Zanim przejdziemy do kolejnego punktu, to wspomnijmy jeszcze o najbardziej znanym gadżecie z „Gwiezdnych wojen”, czyli o mieczu świetlnym. Wyobraźcie sobie, że jego rękojeść to również jedna z części składowych silnika Derwent (zresztą nie tylko - co możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej).



Więcej niż jeden pierścień?

Najpierw była zamknięta w trzech grubych tomach historia karzełka, który targa jakąś biżuterię przez pół świata, aby na końcu wrzucić ją do lawy. Potem powstał film, który podniósł poprzeczkę kina fantasy bardzo wysoko. Mimo że przez cały seans słyszymy o JEDNYM, najważniejszym pierścieniu, tytułowych rekwizytów była niezliczona ilość. A każdy miał inną funkcję. Wśród nich był np. ciężki, magnetyczny pierścień, którego zadaniem było… nie odbijać się od ziemi podczas upadku. Najbardziej jednak intrygujący wydaje się ten niewiele mniejszy niż ludzka głowa! Wykorzystywany on był w ujęciach, gdzie wyraźnie widać połyskujące inskrypcje na jego powierzchni.



Perfekcjonizm Chaplina kosztował go sporo zdrowia

W 1925 roku do szpitala trafił Charlie Chaplin. Aktor był zatruty ogromną ilością cukru, który przyjął w krótkim czasie. Artysta nabawił się solidnego wstrząsu insulinowego i przez jakiś czas musiał zostać pod opieką lekarzy. A wszystko to przez legendarny już perfekcjonizm słynnego komika.

W tym czasie Chaplin reżyserował i grał w filmie pt. „Gorączka złota”. W jednej ze scen przymierający głodem bohater decyduje się spałaszować but. Oczywiście Chaplin nie zamierzał konsumować prawdziwego obuwia, więc zlecił firmie cukierniczej Hillaby's in Pontefract wykonanie całej serii ciast lukrecjowych w takim właśnie kształcie.
Coś jednak nie pasowało Chaplinowi w pierwszym ujęciu z butem, więc wykonał dubel. A potem następny. I następny. Ostatecznie aż 63 razy zasiadał do jedzenia słodkiego rekwizytu. Kiedy w końcu uznał, że scena wygląda tak, jak to sobie wymarzył, ciężko zatruty odwieziony został do szpitala…


Amfibia za 100 dolców znalazła nowego właściciela

W 1989 roku pewna para z Long Island wzięła udział w licytacji „w ciemno” (w takich przypadkach żaden z uczestników nie wie, co jest jej przedmiotem). Za tajemniczą niespodziankę wspomniana para zapłaciła 100 dolarów. Kiedy zwycięzcy otworzyli magazyn, w którym miał czekać na nich wygrany przedmiot, okazało się, że pod warstwą starych szmat znajduje się wyprodukowany w 1976 roku Lotus Esprit! I to nie byle jaki egzemplarz, a jak się okazało – auto, które w filmie „Szpieg, który mnie kochał” zamieniało się w amfibię! Nabywcy tego wozu nawet nie zdawali sobie z tego sprawy, aż do momentu, kiedy poinformowali ich o tym mechanicy, którym zlecono oględziny tego przedziwnego wehikułu.



Przez lata samochód co jakiś czas pokazywany był na różnego typu konwentach i wystawach, aż 24 lata po pamiętnej licytacji pewien anonimowy mężczyzna zaproponował parze odkupienie od nich auta za sumę… 997 tysięcy dolarów! Posiadacze bondowskiego Lotusa długo się nie zastanawiali.
Później okazało się, że nowym posiadaczem filmowego „gadżetu” został sam Elon Musk!

Głowa Gwyneth Paltrow długo czekała na swoją rolę

Co jest w pudełku, które trafiło w ręce detektywa Millsa w pamiętnej scenie filmu „Siedem”? Ano odcięta od reszty ciała głowa jego ciężarnej żony! Zgodnie z pierwotnym planem kamera miała skierować się na zawartość pudełka. Specjalnie dla tego właśnie ujęcia przygotowano wyjątkowo realistyczna replikę głowy Gwyneth Paltrow. Brad Pitt uznał jednak, że znacznie ciekawszym zabiegiem będzie rezygnacja z epatowania tym przykrym widokiem i skupienie się na pokazaniu emocji człowieka, który taki „prezent” dostaje. Trzeba przyznać, że scena, o której mówimy, jest jednym z najbardziej szokujących fragmentów filmu Finchera.

No, dobra. Ale co z tą głową? Ponad 15 lat później ten niecodzienny rekwizyt trafił na plan produkcji "Contagion – epidemia strachu". W tym thrillerze postać grana przez Paltrow umiera już w pierwszych minutach seansu. Jej zwłoki trafiają na autopsyjny stół. Z czerepu kobiety ściągnięta zostaje skóra… W tych ujęciach nie widzimy już jednak pani Gwyneth, a replikę jej głowy stworzoną na potrzeby "Siedem"!





2

Oglądany: 60559x | Komentarzy: 15 | Okejek: 279 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

04.06

03.06

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało