Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Niespodziewany romans na Majorce, brzydkie kaczątko i inne anonimowe opowieści

82 626  
257   27  
Dziś także m.in. jak nie uświadamiać dziecka, jak sprawić przyjemność klientom w sklepie oraz jak inni wpływają na to, jak postrzegamy samych siebie.

#1.

Kiedy miałem kilkanaście lat mój przypałowy tatko postanowił odbyć ze mną męską rozmowę. Wiecie - to miał być jeden z tych pouczających monologów o tym skąd biorą się dzieci i jak wygląda moment poczęcia. Jak już wspomniałem - mój rodziciel jest dość przyciężki i mało delikatny, więc również i ta, wymagająca odpowiedniego zaangażowania, "lekcja" wyszła mu nie do końca tak, jak powinno to wyglądać. Ojciec wprawdzie zaczął swój wywód od przedstawienia mechanizmów biologicznych, jakie zachodzą podczas zbliżenia, ale szybko przeszedł do chwalenia mojej mamy i dość szczegółowych opisów ich łóżkowych zabaw… Trauma została mi do dzisiaj.

#2.

Trzy lata temu, spędzając wakacje na Majorce, poznałem fajną dziewczynę. Nie usłyszałem jak się przedstawiała, bo w lokalu, w którym na nią wpadłem i przypadkiem wylałem jej drinka, było dość głośno. Ten mały wypadek sprawił jednak, że poznaliśmy się i cały wieczór spędziliśmy na rozmowie. Nieznajoma znała angielski, więc ucieszyłem się, że nie muszę kompromitować się moją mizerną znajomością hiszpańskiego.

Po paru godzinach świetnej zabawy zadzwonił jej telefon. Przeprosiła mówiąc, że to coś ważnego. Odebrała i piękną polszczyzną rzekła: „Cześć, Żaneta. Jestem w klubie. Poznałam faceta. Nie jest zbyt piękny, ale miło nam się gada. He, he… Nie, chyba dziś go jeszcze do sypialni nie wezmę, bo wiesz – muszę się szanować, he, he...”. Następnie rozłączyła się i wróciwszy do mowy Szekspira przeprosiła, oznajmiwszy, że rozmawiała z mamą. Z trudem opanowałem śmiech i przez resztę czasu kontynuowałem konwersację po angielsku. Dopiero odprowadzając ją do taksówki powiedziałem jej w ojczystym narzeczu: „Miło mi było cię poznać i bardzo cieszy mnie, że poznałem dziewczynę, która się szanuje. Masz rację – z sypialnią poczekajmy jeszcze trochę”.

Nazywała się Kamila i mieszkała koło Krosna. W sypialni wylądowaliśmy dopiero po dwóch miesiącach codziennego spotykania się. Dziś jest moją żoną, a w marcu zostanie matką mojego syna.

#3.

Pracuję w sklepie spożywczym. Czasem kiedy jestem na kasie z alkoholem i obsługuję osoby, które wyglądają mi mniej więcej na 30 lat, proszę je o dowód. Uwielbiam ten wyraz radości na ich twarzach.

#4.

Moja siostra zawsze była cwana, pracowała... (he, he) w korporacji odpowiedzialnej za fundusze UE, często na zjazdach rodzinnych przechwalała się jak roluje przełożonych na L4 czy dodatkach albo wręcz jest upierdliwcem, żeby tylko wyjść na swoje. Kłamie w robocie, podbiera zlecenia etc., jest typową korpo mendą. Ja zaś pracuję w pewnym banku w dziale inwestycji. Los chciał, że się nasze firmy i działy zetknęły. Siostra od razu próbowała mnie ustawić sobie tak, aby jej wyniki były super, bo awans by miała wręcz gwarantowany. Postanowiłem jej utrzeć nosa, ale trochę poszło za daleko nie z mojej winy.

Przy rozpisywaniu przetargów na wykup aktywów jakiejś firmy stalowej chciała, abym ustawił wszystko pod jej kontrahenta (co jest karalne), oczywiście tego nie zrobiłem. Może i jestem głupi, ale za to rzetelny i nie sram tam gdzie jem.

Siostra na pewniaka poszła do zarządu, że wszystko nagrane, a ci durnie wpakowali ogromną kasę w przetarg, którego i tak nie mogli wygrać. Po ogłoszeniu z ryjem do mnie przyjechała, że jestem draniem (wszystkie słowa jakich użyła to łacina) i że mam to odkręcić. W moim znowu zarządzie przedstawiłem jej osobę i o co jej chodzi zgodnie z prawdą. Utopili tamtą firmę, że być może zwinie żagle za nielegalne praktyki z Polski.

Siora straciła robotę i dostała tzw. czerwoną notę - w żadnym korpo o amerykańskim kapitale nie znajdzie pracy.


Teraz pisze do mnie na messengerze, że mam jej oddać kasę za psychologa, bo ma nerwicę, i w dodatku nabawiła się kamieni nerkowych. Właśnie dodaję ją do zbanowanych, a rodzinie wysłałem streszczenie z dowodami, jakim ona jest pasożytem. Zawsze to jej pomagali, jej dom wybudowała moja rodzina, tak żebrała. Ciągle tylko brała i brała, ale kiedy mama zachorowała na raka trzustki, nie była w szpitalu ani razu, gdy ja byłem prawie całą dobę, nawet kredyty pobrałem na leczenie, sprzedałem mojego ukochanego ATV i wiele innych rzeczy. Niestety mama zmarła, a pieniędzy nie wystarczyło mi nawet już na stypę i pogrzeb. Wtedy wielmożna siostra pojawiła się cała na biało, że za pogrzeb zapłaci i cała rodzina ją wielbiła, a ja wyszedłem na sknerusa. K.wa, ja nawet nie płaciłem rachunków na czas, bo na mamę łożyłem co tylko mogłem. Taki debil ze mnie.

Nie żal mi siostry, niech ginie.

#5.

Miałam 4-5 lat.
Upodobałam sobie przyjaciela taty.
Zawsze, gdy przychodził do nas do domu, miętoliłam sukienkę w zalotnym geście, mrucząc pod nosem: "Sławeeeek...".
Dorośli oczywiście uznawali to za urocze, ale ja miałam obsesję do tego stopnia, że pewnego dnia po prostu weszłam na stół i ostentacyjnie nasikałam na ciasto.
Do dzisiaj mi wstyd i nie mogę na niego patrzeć. Nie wiem co miałam w głowie...

#6.

Kilka lat temu pakowałam swoje zakupy, gdy podszedł do mnie facet, ok. 40 lat. U mnie w głowie nagle tysiące myśli, które zmierzają do jednego "da pani złotóweczkę?".
Facet zapytał się, czy mam jakieś pieniądze, bo jest bardzo głodny (spojrzałam - widać, że to nie jest żul, w miarę ubrany). Od razu powiedziałam, że pieniędzy mu nie dam, bo ciężko pracuję na to i po prostu nie mam zamiaru finansować komuś alkoholu. Facet już odchodził, ale zapytałam się go, czy chce zupy, bo akurat dzisiaj ugotowałam (chciałam sprawdzić, czy faktycznie zależy mu na jedzeniu), ale on, że nie, nie wypada komuś do domu się pakować. Postawiłam sprawę jasno - albo idzie pan ze mną, albo nie. W końcu się zgodził, wziął moje zakupy i poszliśmy do mieszkania. W domu siedział mój mąż i syn, dlatego bez zawahania zaprosiłam go do domu.

Facet zaczął płakać przy tej zupie, bardzo dziękował za jedzenie. Kiedy się uspokoił, zaczął opowiadać swoją historię.
Żona ciągle narzekała na brak pieniędzy, więc postanowił wyjechać do Niemiec. Co miesiąc wysyłał jej praktycznie całą wypłatę, a sobie odłożył jedynie na bilet powrotny. Kilka miesięcy później dostał telefon, że zmarła jego siostra i pogrzeb odbędzie się za kilka dni. Bez namysłu spakował się i przyjechał do Polski. Przyjeżdża do swojego mieszkania, a tu klucz nie pasuje. Zapukał do sąsiadki, a ona mu mówi, że mieszkanie od kilku tygodni jest sprzedane. Dzwoni do żony, a tu brak odpowiedzi. Szwagier (mąż siostry) nie zgodził się na to, żeby zamieszkał u niego kilka dni. Nie miał nikogo, siostra była jego jedyną rodziną. Tydzień po przyjeździe głupio mu było żebrać o jedzenie czy o pieniądze i chodził przez ten cały czas głodny i bez dachu nad głową.

Po tej historii zaproponowaliśmy mu, żeby przeszedł się do stołówki dla bezdomnych i na pewno tam dostanie jakąś pomoc. Na odchodne dałam mu trochę suchego prowiantu, by miał co zjeść na kolację.

Kilka dni temu zapukał do moich drzwi jakiś facet. Okazało się, że to ten gość z parkingu. Powiedział, że właśnie wrócił z Niemiec. Miał numer do Polaka, który pracował z nim w Niemczech. Sfinansował mu przyjazd do Niemiec i od kilku lat siedział tam i pracował. W życiu mu się poukładało i planuje kupić własne mieszkanie. Przyszedł do nas z ciastem i słodkościami z Niemiec. Podziękował jeszcze raz i zostawił numer telefonu, jeśli potrzebowalibyśmy pomocy.

Do tej pory nie mogę uwierzyć, że pomogłam człowiekowi i dobro wróciło.

#7.

Pracuję w korpo, w której nikt nic nie ogarnia, więc każdy robi jakąś bezsensowną rzecz na komputerze, której genezy nie zna. Nikomu to nie przeszkadza.

Oddawałem raport dzienny szefowej. Nie było jej w gabinecie, a na komputerze była wewnętrzna wiadomość na platformie z listą nazwisk do zwolnienia (wyświetlona z autoodświeżonej strony www, więc pewnie nawet o tym nie wiedziała). Ja też byłem na tej liście... Poczułem się jak ktoś, kto nie ma nic do stracenia. Dałem "zbadaj element" i zmieniłem w HTML-u moje nazwisko na nazwisko typa, który mnie wkurzał i tylko psuł grupę, stary wyga, od 10 lat na stanowisku.
Sądziłem, że ona od razu to odkryje, już nawet powiedziałem żonie, że szukam nowej roboty.

Szefowa weszła na salę i wywołała te nazwiska do siebie i tego typa. Po jakiejś godzinie patrzę, a on się pakuje.

Minęły 2 tygodnie, a ja nadal pracuję.
Chyba jestem złym człowiekiem.

#8.

Byłam z synkiem u lekarza. Antek (6-latek) wziął ze sobą swoją ukochaną zabawkę, którą dostał od mojego zmarłego taty. Gdy tata jeszcze żył, był bardzo przywiązany do mojego syna, oboje bardzo się kochali.

W przychodni było wiele dzieci, ale naprzeciwko nas siedziała kobieta z dwójką chłopczyków. Cały czas krzyczeli, płakali lub śmiali się z innych dzieci, chyba że grali w gry na swoich telefonach, to chwilę był spokój. Jeden z nich podszedł do mojego syna (który siedział obok mnie) i zaczął wyrywać mojemu dziecku zabawkę. Oczywiście zaczęłam upominać dziecko, że tak nie wolno, oraz zwróciłam uwagę jego mamie. Ona jedynie zaczęła się śmiać oraz komentować, że wielka pani się znalazła itp. Chwilę był spokój, lecz po chwili znów jej dziecko zaczęło szarpać zabawkę Antka. Urwało jej głowę. Byłam w takim szoku, że dopiero płacz mojego dziecka mnie obudził. Nakrzyczałam na tę babę, żeby ogarnęła dziecko i zaczęłam pocieszać swoje.

Teraz anonimowa część. Babsztyl był z synem w toalecie (damskiej). Sama też chciałam ogarnąć mojego, więc weszłam po niej. Jej dziecko zostawiło telefon, dość nowy i drogi. Wylądował w toalecie. Nie muszę chyba opisywać jej ryku na to, że nie może znaleźć telefonu :)

#9.


Przez cały okres szkoły średniej czułam się brzydka. Brzydka i gruba. Były kąśliwe docinki ze strony koleżanek z klasy, izolowanie od grupy, obgadywanie, krzywe spojrzenia. Wszystkie przerwy spędzałam sama słuchając muzyki lub z nosem w książce. Nie jestem duszą towarzystwa i wiele mnie kosztowało, żeby do kogoś zagadać, zacząć rozmowę, więc jeśli ileś tam razy zostałam spławiona, to zwyczajnie dawałam sobie spokój i trzymałam na uboczu.
W miarę dobrze się też uczyłam i to również nie przysparzało mi popularności w klasie, w której prym wiodła zżyta grupka nieuków, za to w markowych ubraniach.

Dzisiaj, po ponad 10 latach, z ciekawości weszłam na stronę internetową mojej dawnej szkoły i odnalazłam stare zdjęcie klasowe, a na nim siebie.
Ładną, bardzo ładną i szczupłą młodą dziewczynę. Bez makijażu, w przeciwieństwie do reszty dziewczyn, tyle że ubraną w jakieś tam bazarowe ciuchy.
I jestem kompletnie skołowana, bo nie wiem skąd w takim razie wzięło się to całe traktowanie, które znosiłam przez 4 lata.
19

Oglądany: 82626x | Komentarzy: 27 | Okejek: 257 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

25.05

24.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało