Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Wygrałem w konkursie SMS znanej stacji radiowej - teraz opiszę, jak to się stało

53 278  
151   86  
Minęło już trochę czasu, opadły emocje, ludzie pozapominali, można więc na spokojnie opisać całe zdarzenie, bo jednak nie powiem, było dosyć kuriozalne. Tak, wygrałem w Loterii SMS znanego radia.


Dlaczego uznałem, że napiszę o tym na Joe? Tego pięknego dnia po wysłaniu SMS-a i obmyślaniu, na co wydam wygrane (o ile wygram) pieniądze, wstukałem w Google hasło "wygrałem w Radiu x", "wygrałem zabawę SMS-ową", aby poczytać, jak to wszystko się odbywa, jakie są procedury, i jak ludzie opisują swoją radość z tego. Niestety - brak wyników. No to skoro ja już mogę, to opiszę.

Od zawsze lubiłem jakieś gry losowe, konkursy SMS-owe, pisemne, zdarzało się puścić jakiś zakład u bukmachera, zdarza się pograć w pokera czy inne Monopoly... Rzadko jednak biorę udział w ogólnopolskich loteriach, bo wiadomo - prawdopodobieństwo wygranej jest jednak znacznie mniejsze niż w tych konkursach stricte regionalnych.


Nie powiem, jakieś tam szczęście do wygranych jednak mam, bo zdarzyło mi się trochę już powygrywać, ale zawsze były to jednak drobne nagrody, vouchery i tym podobne. Wygrałem w innej stacji radiowej kiedyś nawet bak paliwa (ale jak się okazało, dla mojego samochodu była to lekko ponad połowa baku), wygrałem podwójne bilety na Lady Pank w Hali Stulecia we Wrocławiu, wygrałem w jeszcze inszej stacji radiowej płytę, wygrałem bilety do kina. Ot, takie malutkie (choć oczywiście bardzo przyjemne) nagrody. Z kolei w zdrapkach największa wygrana to (jak dobrze pamiętam) 40 zł.

Od jakiegoś czasu powtarzałem swojej Prawie Małżonce, że w sumie to dawno nie grałem w tej znanej loterii radiowej, że muszę sobie któregoś dnia puścić jakiegoś SMS-a, bo wiem, że jej się zdarza, ale jednak bez skutku. Pewnego dnia, który wyglądał jak każdy inny, będąc w pracy i słuchając radia (ha! co ciekawe, ja bardzo rzadko tego radia słucham), jakoś przełączyłem, grało sobie i zaczęli mówić o tej ich loterii SMS-owej - poczułem pewnego rodzaju impuls (?).

A! Może dzisiaj sobie zagram.
Obiecywałem sobie od dawna, że spróbuję. W sumie, czemu nie dzisiaj? Aaa, dobra, nie mam teraz za bardzo jak wysłać tego SMS-a, nieważne. Jednak minęły dosłownie trzy minuty i myślę "dobra - wysyłam". I wysłałem.


Było jakoś koło 11. Skończyłem pracę przed 14 i zacząłem myśleć o tej loterii, że zawsze przecież wysyłali później wiadomości nakłaniające do wysyłania kolejnych SMS-ów, a teraz jakoś dziwnie nic nie dostałem. Wiem! Przecież mnie te ich wiadomości strasznie drażniły i zablokowałem ich numer. O kurde, trzeba odblokować, skoro już postanowiłem, że dzisiaj zagram. Ale jak? Dobra, Google podpowiedziało, numer odblokowany, to wyślę jeszcze jednego SMS-a i zobaczymy, czy przyjdzie zwrotka z zaproszeniem do dalszej gry. Jest, czyli wszystko działa.

Hej niestabilny_ jak wyślesz teraz kolejnego SMS-a, to dostaniesz 2000 szans!
No, dobra, skoro dzisiaj gram, no to pograjmy. A niech będzie, dociągnę rachunek do 20 zł i koniec. Trochę przekroczyłem, bo poszło łącznie 9 SMS-ów. Wiadomo, każdy następny to znowu jakaś super ilość szans. Co warto nadmienić - ostatni raz jakiegokolwiek SMS-a do nich wysłałem bodajże 2 lata temu, jak nie dalej.

Akurat miałem luźne popołudnie i nie miałem nic do roboty, więc zaczynałem się zastanawiać, co bym zrobił, gdyby udało mi się przytulić jakąś tam sumkę, którą akurat proponują. I już sobie nawet zacząłem układać gadkę, co powiem, jak do mnie zadzwonią, jak się przywitam, może coś w stylu:

No cześć, spodziewałem się telefonu od was.
Jak będę z nimi rozmawiał, jak odpowiem, kiedy zapytają mnie, co zrobię z wygraną - i tak dalej. Ale dobra, może poczytam sobie chociaż, jak to wszystko przebiega, jak wygląda to od kuchni. Nic w sieci nie znalazłem, no trudno, zaraz powinno być losowanie i będzie wszystko jasne.


Zrobiłem sobie kawę i usiadłem poprzeglądać artykuły na Joe. Zapomniałem o tym, że miałem włączyć radio i nasłuchiwać losowania. Nagle, ni stąd, ni zowąd, leżący obok telefon zaczyna brzęczeć, a tam widnieje numer i na dole dopisek Warszawa. "O kur*a!" - pierwsze co mi przyszło na myśl. E, no dobra, odbieramy, ale już czuję, że zaczynają mi się trząść ręce i zaczyna walić serducho. Zaczyna się robić już mętlik w głowie, wszystkie myśli jednocześnie, ogromna radość, ale zarazem stres, że jak? Że naprawdę? Że co teraz? "Tak? Słucham?" - tyle jeszcze byłem w stanie wykrztusić. A tu? Tylko jakaś gadka w tle - swoją drogą strasznie słabo słyszalna. Myślę sobie, no pięknie, ale mnie w chu*a zrobili, to pewnie ta automatyczna sekretarka co dzwoni i nakręca, żeby dalej wysyłać SMS-y, tylko coś słabo może z zasięgiem i dlatego tak cicho.

Aż tu nagle:

Halo, halo, dzień dobry, z tej strony Pan i Pani, Radio Takie.
No i już poszło... Całą rozmowę przeprowadziłem chyba dosyć nieświadomie, wszystko, co sobie obmyśliłem te kilka godzin wcześniej, poszło w niepamięć, emocje wzięły górę (gdzie zawsze myślałem, że jednak jestem dość opanowany). Co warto nadmienić, odniosłem wrażenie, może mylne, że cała rozmowa przeprowadzana jest na zasadzie takich strzałów. Pach, pytanie, pach musisz szybko odpowiadać, następne pytanie, tutaj zagadają, śmiech, pach, odpowiadaj, pach leci dalej i naprawdę nie ma się czasu zastanowić za bardzo. Do tego dochodzi świadomość, że jest się ogólnosłyszalnym...

I stało się, wygrałem. Dalej było tak, jak myślałem, odzywa się już osoba zza kulis i gratuluje, podaje niezbędne informacje, pyta o adres do wysyłki dokumentów, które trzeba wypełnić, odesłać i dopiero wtedy można będzie się cieszyć nagrodą. Chociaż też nie wiadomo, bo regulaminowo to pieniądze mogą trafić na konto nawet za pół roku. Pada również pytanie, czy za jakiś czas mogą zadzwonić ponownie i zapytać ogólnie o wrażenia i tym podobne.


Pierwsza rzecz, o której pomyślałem po wygranej, to:

Jezus, w końcu spłacę ten pieprzony kredyt.
Chociaż dużo nie zostało, to jednak co miesiąc trzeba płacić. I nastało po prostu takie uczucie ulgi, że będzie teraz dużo łatwiej, że można będzie sobie kupić parę rzeczy, które się chciało, a zawsze było szkoda, że w sumie to na wakacje też już będzie odłożone, a i ile jeszcze zostanie. Tylko no właśnie. Za dużo wygrałem, żeby to przepieprzyć, ale też niestety za mało, żeby zrobić z tego jakiś naprawdę użytek, żeby w coś zainwestować, czy może kupić porządny samochód, naprawdę porządny.

Podszedłem do tego na trzeźwo, wyznaczyłem sobie od razu, ile wydam, zrobiłem listę - i w sumie uzupełniałem ją przez kilka następnych dni jeszcze - na co wydam, ile mogę przeznaczyć na przyjemności, ile odłożę na wakacje i ile zostanie. I trzymam się tego.


Cała droga formalnościowa trwała dwa tygodnie. Ja wypełnione dokumenty wysłałem z powrotem oczywiście jakimś najszybszym listem, jaki jest.

Dlaczego całą historię uważam za kuriozalną? W skrócie: nie grałem w tej loterii przez co najmniej dwa lata, pewnego dnia po prostu impuls - a zagraj. To zagrałem, założyłem sobie, ile tych SMS-ów wyślę i nie wysłałem ani jednego więcej. A tu nagle - udało się. Wygrałeś! Niby każdy grając ma nadzieję na wygraną i w głębi duszy się jej spodziewa, ale jednak gdy ten moment nadchodzi, to jest po prostu szok i niedowierzanie.

Nie dorzucam zdjęć, żeby niczego ani nikogo nie promować. Mogę wysłać, jak to się mówi, na priv.

*Na ewentualne pytania odpowiem w komentarzach. Oczywiście nie na wszystkie, żebyście mnie gdzieś w drodze nie napadli i nie zażądali kasy.
Zresztą materialnie to tak jakby jej już nie ma.



Żeby wygrać, trzeba grać.
70

Oglądany: 53278x | Komentarzy: 86 | Okejek: 151 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.02

20.02

19.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało