Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Te filmy padły ofiarą piratów na długo przed swoją kinową premierą. Nie zawsze się to dobrze skończyło...

55 467  
138   18  
Piracenie filmów i publiczne udostępnianie jest prawie tak stare, jak domowy Internet. I nie ma znaczenia, czy do sieci trafia kopia wykradziona z wytwórni, niedokończona wersja materiału poddana dopiero wstępnemu montażowi, czy lipnej jakości wideo z ukrycia nakręcone przez kogoś kamerą podczas wizyty w kinie – pliki zawierające produkcje dopiero czekające na swoją oficjalną premierę rozchodzą się jak świeże bułeczki. W tym samym czasie grube miliony tracą filmowe wytwórnie.

„Czas Apokalipsy” - pięciogodzinny „Święty Graal” pirackich kopii

Nie jest żadną tajemnicą, że Francis Ford Coppola, realizując „Czas Apokalipsy”, nakręcił znacznie więcej materiału niż ten, który ostatecznie wykorzystano w gotowym dziele. Ostateczna wersja, która trafiła do kin w 1979 roku i tak była dość długim jak na filmowe standardy metrażem - seans trwał aż 153 minuty! Przez prawie dwa lata Coppola i jego montażyści wykrawali z wielokilometrowej taśmy filmowej najbardziej wartościowe skrawki. Reżyser zdecydował się pozbawić swoje dzieło fragmentów o zabarwieniu politycznym – tych, w których podjęta jest krytyka wojny w Wietnamie i nietrafionych decyzji militarnych amerykańskich władz. Zamiast tego zostawił wiele scen przedstawiających psychologiczny aspekt poczynań bohaterów uwięzionych w tropikalnym, wojennym piekle.



Nie do końca wiadomo jakim cudem w ręce kolekcjonerów trafiła ciągnąca się grubo ponad 300 minut odsłona „Czasu Apokalipsy”, zawierająca całe mnóstwo usuniętego materiału. Początkowo film ten krążył w drugim obiegu na kasetach VHS, obecnie trwają prace nad wydaniem przemontowanej, cyfrowo oczyszczonej kopii. Co ciekawe, tzw. „workprint” często mylony jest z wersją „Redux”, czyli oficjalnie wydaną dopiero w 2001 roku, rozszerzoną do 202 minut edycją dzieła Coppoli.

„Hulk” w rozsypce

W 2003 roku, krótko przed tym, jak premierę miał film Anga Lee o przygodach „Hulka”, posiadacze programu do wymiany plików Kazaa zaczęli dzielić się ze sobą roboczą wersją tej produkcji. Różnica pomiędzy finalną kopią a tym, co trafiło do sieci była olbrzymia. Głównie w kwestii efektów CGI.

https://youtu.be/E6nTHikcBBg
Zielony mięśniak wyglądał niczym marnej jakości bohater mocno budżetowej gry komputerowej, ruszał się bardzo nienaturalnie, chwilami brakowało mu tekstur i gołym okiem widać było takie błędy, jak np. znikające spodenki Hulka, które w tej roboczej edycji materiału miały kolor szary, a nie fioletowy, jak to miało miejsce w kinowym dziele. Spiracona produkcja z racji na te koszmarne efekty bardzo nie spodobała się widzom, co przełożyło się potem na kinowej frekwencji gotowego filmu.

„Wolverine” - myśleliście, że oficjalna, legalna edycja filmu była zła?

Miesiąc przed premierą niesławnej produkcji „X-Men Geneza” niejaki Gilberto Sanchez kupił ten film na ulicy za 5 dolców od jakiegoś Koreańczyka, który zaraz po dokonaniu transakcji pospiesznie się oddalił. Chociaż można by było się spodziewać, że na nośniku znajdowało się (w najlepszym wypadku) gejowskie porno, to sprzedawca nie kłamał – płyta zawierała najnowszy film o słynnych mutantach ze stajni Marvela. Wersja ta pozbawiona była kilku scen, w wielu ujęciach widać było sznurki, do których przyczepieni byli aktorzy i kaskaderzy, a efekty CGI były jedynie szkicem tego, co mogliśmy później zobaczyć w kinie.



Sanchez bezmyślnie udostępnił ten materiał na serwisie z torrentami. Osiem miesięcy później w jego domu pojawili się panowie z FBI. Gilberto usłyszał zarzuty pogwałcenia praw autorskich i trafił do pudła na rok.

„Nienawistna ósemka” – przeciek, który prawie doprowadził do katastrofy

Wiadome jest, że Quentin Tarantino to facet o wybuchowym charakterze i lepiej z nim nie zadzierać, bo rozjuszony potrafi podejmować bardzo spontaniczne decyzje. Tak właśnie było w 2014 roku, kiedy to na stronie Gawker.com ktoś podzielił się szkicem scenariusza do nienakręconego jeszcze filmu „Nienawistna ósemka”. Reżyser nie krył wściekłości. Pozwał właścicieli serwisu i oznajmił, że odstępuje od realizacji tego projektu. Swoje plany na szczęście zmienił i film ostatecznie został nakręcony. Tajemnicą natomiast pozostaje, który z aktorów grających w tej produkcji główne role odważył się opublikować ten materiał. Tylko oni bowiem mieli dostęp do scenariusza!



Kiedy prace nad „Nienawistną ósemką” zostały już zakończone, jakiś bezczelny ch#jek wykradł z wytwórni kopię filmu i udostępnił ją w sieci…

„Hostel 2” – piracki spisek na kontynuację słynnego filmu z gatunku „torture porn”

Długo zanim druga część słynnego festiwalu scen gore w reżyserii Eliego Rotha trafiła do kin, w sieci jak świeże bułeczki rozchodziła się już wersja robocza tej produkcji. Plik z nieoficjalnym materiałem był tak bardzo popularny, że „Hostel 2” zyskał nawet miano „najczęściej piraconego filmu w historii”. Krążącej wśród internautów kopii daleko było do ideału. Najbardziej rzucały się w oczy sceny, w których widać było aktorów grających na tle zielonego tła. Prawdopodobnie tak duża popularność tej „nieoszlifowanej” edycji drugiego „Hostelu” sprawiła, że ukończone dzieło poniosło frekwencyjną klęskę w kinie.



„Grizzly 2” - ten film posiada TYLKO nieoficjalną wersję!

George Clooney, Charlie Sheen, Laura Dern, John Rhys-Davies – taka obsada wydaje się być obietnicą dobrego seansu. Cóż – może i dziś by tak było, jednak mówimy o roku 1983, kiedy to żadne z tych nazwisk nie było jeszcze jakoś bardzo znane. No, może poza Rhysem-Daviesem, który dwa lata wcześniej zagrał w doskonale przyjętych „Poszukiwaczach zaginionej Arki”. Cała ta ekipa stawiła się na planie zdjęciowym na Węgrzech, aby zagrać w drugiej części filmu uznawanego za podróbkę „Szczęk” Stevena Spielberga. Tyle że mającego miejsce swojej akcji na lądzie, a czynnikiem "pożerającym" nie był tu rekin, ale duży miś…



Produkcja pod tytułem „Grizzly 2: the Predator” została nakręcona, jednak nigdy nie trafiła do obiegu, bo producent filmu, Joseph Proctor, który miał dostarczyć na plan wielkiego, mechanicznego niedźwiedzia stworzonego na potrzeby rejestrowania scen z efektami specjalnymi, gdzieś zaginął z całą kasą, którą miał wydać na to przedsięwzięcie.



W tej sytuacji dokręcono więc parę ujęć z żywym misiem atakujących ludzi na rockowym koncercie i zaplanowano realizację kilku kolejnych scen, które można by wmontować w materiał i oddać film do dystrybucji. Z jakiegoś jednak powodu skończyło się jedynie na planach. „Grizzly 2” nigdy nie miał swojej oficjalnej premiery. Natomiast nielegalne kopie krążą wśród hobbystów już od lat, podobnie zresztą, jak nigdy nie wydana w legalnym obiegu ekranizacja „Fantastycznej Czwórki” z 1994 roku.



Źródła: 1, 2, 3, 4, 5
3

Oglądany: 55467x | Komentarzy: 18 | Okejek: 138 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.02

17.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało