Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Najgorszy wieczór kawalerski, nietypowy korepetytor i inne anonimowe opowieści

71 699  
238   58  
Dziś przeczytacie m.in. o zaradnej matce, zaletach posiadania długich włosów, świątecznych wspomnieniach i zachowaniu człowieczeństwa.


#1.

Parę dni temu była wigilia i to co się z nią łączy, czyli konieczność spotkania się z członkami rodziny, których nie zawsze się lubi. Do nas przyszedł wujek Stefan z ciotką Wiesią. Wujek to taki archetypowy Janusz – pożółkły od pomidorówki wąs, łysinka lśniąca w świetle żyrandola, no i pokaźny brzuszek wylewający się spomiędzy szpar na zapięciu koszuli, które to niewielkie guziczki, z tytanicznym wręcz wysiłkiem, usiłowały utrzymać przed ostateczną katastrofą.

Wujek zaczął od nalewki, aby chwilę później przerzucić się na wódeczkę. Przerwy w pompowaniu w siebie alkoholu spędzał na jedzeniu, co ja mówię – pałaszowaniu przysmaków ze stołu i prawieniu monologów o tym, że mamy teraz najlepszy rząd, nie to co te komuchy z ryżym złodziejem na czele, k#rwa ich mać, a za wszystkim stoją żydzi, polej no mi Zdzisiu, bo aż mnie złość bierze norrrrmalnie.

Kiedy na stole pojawił się karp, wuj Stefan wkurzył się na mojego tatę, który przyznał, że nie przepada za mułowatym smakiem tej ryby i że spróbuje sobie, owszem, malutki kawałek, ale za to chętnie spałaszuje pierogi z kapustą i grzybami, których zostało jeszcze całkiem sporo. Wujek zrobił się jeszcze czerwieńszy niż był i niemalże drąc się wychwalał karpia pod niebiosa. „Samo zdrowie! Pyszna ryba! Nie znasz się! Tradycję trzeba szanować! Weź no mi Wiesia tego karpika na talerzyk… a rybka lubi pływać! No, to hop!”.

Po pierwszych trzech kęsach wuj Stefan przeszedł z czerwieni w siność, bo mu ość w gardle stanęła i musieliśmy wzywać karetkę, która zabrała go z ciotką do szpitala. Głupio się przyznać, ale na twarzach biesiadników pojawiła się wyraźna ulga.

#2.

Mimo iż jestem chłopakiem, wyglądam z twarzy dziewczęco (długie włosy tylko to podkreślają), ale mam bardzo niski głos.

Pięknego słonecznego dnia stałem na przestanku wracając z kina. Na przystanku oprócz mnie stała grupka mniej więcej w moim wieku. Jeden z chłopaków przyglądał mi się, ale nie przejąłem się tym zbytnio. Po chwili zauważyłem, że pochodzi do mnie. Nie ukrywam, zamurowało mnie, nikt nigdy tak z marszu nic nie chciał, więc lekko się przestraszyłem. On odezwał się do mnie i tu cytuję "Chciałabyś pójść ze mną gdzieś? Spodobałaś mi się". Odpowiedziałem swoim basem, że nie bardzo... Jego twarz momentalnie poczerwieniała, a jego znajomi słysząc całe zajście omal nie umarli ze śmiechu.
Ludzie mówią mi, żebym ściął włosy, ale kiedy przed oczami staje mi się ta sytuacja, to upewniam się, że choćby dla takich rzeczy nie warto.

#3.

Parę lat temu trafiłem na potężny wieczór kawalerski mojego nieco dalszego kolegi. Towarzystwo było mieszane – było kilka osób, których w ogóle nie znałem i gromadka ludzi, których skądś tam kojarzyłem. Koło północy jeden z organizatorów powiedział, że nadszedł czas na niespodziankę. Otworzyły się drzwi do lokalu i wkroczyła moja siostra - Asia w stroju harcerki. Zanim zdążyłem okazać zdziwienie i zapytać o powód jej obecności na męskiej imprezie, ta szarpnęła za swoje szorty i jednym ruchem zerwała z siebie mundurek, zostając w samych stringach i staniku. Nie wiedziałem, że moja siostrzyczka pracuje jako striptizerka. Mówiła mi i mojej rodzinie, że ma dobrą fuchę w banku...

Nikt nie znał jej, bo też i mnie mało kto tam kojarzył. Nie miałem pojęcia, co mam robić, więc siedziałem blady starając się nie rzucać w oczy, wmieszany w tłum przynajmniej dwudziestu napalonych i spoconych facetów. Robiło mi się słabo, gdy goście, z którymi przed chwilą piłem wódkę, wkładali mojej siostrze 10-złotowe banknoty w majtki i rzucali w jej stronę sprośne komentarze. Dopiero po rozebraniu się do rosołu i wykonaniu erotycznego tańca zwieńczonego wyjątkowo ordynarnym „numerem z piłeczkami ping-pongowymi” Asia zorientowała się, że jestem obecny na imprezie. To pewnie dlatego, że zrobiło mi się niedobrze i puściłem pawia-giganta. Ludzie się rozstąpili, zrobiło się zamieszanie. Szkoda słów. Najgorsza impreza w moim życiu...

#4.

Ostatnie święta przypomniały mi o tym, co stało się 10 lat temu, a dokładnie w gwiazdkę.

Pamiętam, że odwiedził nas wujek z USA z prezentami i że dostałem od niego zdalnie sterowany samochód na benzynę i akcesoria. Pamiętam, że rodzice rozmawiali z nim, że następnego dnia mi go dadzą, ale ja jak tylko wujek wyszedł późną nocą wybiegłem z pokoju i pytałem o swój prezent. Tata gdy mnie zobaczył posmutniał, lecz poszedł do drugiego pokoju i przyszedł z moją paczką. Gdy wrócił dał mi ją, a ja od razu ją otworzyłem, lecz tata był jeszcze bardziej smutny, więc zostawiłem paczkę i podszedłem do niego pytając, czemu się nie cieszy jak ja. On na początku milczał, lecz potem powiedział, że zabawkę miał zamiar sprzedać, bo przez to, że w zimie miał mało zleceń, nie starczy nam na jedzenie i prąd. Po usłyszeniu tego co powiedział zapakowałem prezent z powrotem i mu go dałem. Ucieszył się i przysiągł, że kiedyś dobro do mnie wróci.

Po kilku latach, gdy tata założył firmę i stanęliśmy na nogi, w moje 18. urodziny wręczył mi kluczyki od auta, które chciałem sobie kupić. Powiedział mi "Pamiętałem, synu, oto mój prezent dla ciebie". Rozpłakałem się i przytuliłem go, bo nie musiał tego robić, a mimo to pamiętał.

#5.

Z okazji Bożego Narodzenia tu i tam pojawiają się artykuły o bezdusznych dzieciach zostawiających swoich rodziców w podeszłym wieku w szpitalach na święta. Co jakiś czas można też natrafić na dyskusje w komentarzach, jakim okropnym człowiekiem trzeba być, by oddać rodziców do domu opieki na starość.

Wiecie co? Co zasiałeś, to zbierasz. Czemu oczekujesz od swoich dzieci troski i bliskości, jeśli sam jedyne co dałeś, to materialny byt? Czemu oczekujesz rodzinnych świąt, jeśli wtedy, gdy dzieci były małe, święta były okazją do suto zakrapianej alkoholem imprezy z rówieśnikami, gdzieś tam z potomstwem w tle? Czemu oczekujesz, że dziecko zrezygnuje z pracy, by się tobą opiekować, jeśli sam nigdy nie wziąłeś wolnego, by być z dzieckiem w ważnym dla niego dniu? Czemu spodziewasz się, że dorosłe dziecko spędzi z tobą swój urlop, podczas gdy ty swoje wolne dni spędzałeś przed telewizorem, pokrzykując, by dzieci ci nie przeszkadzały?

Oczywiście zostawienie starszej osoby na święta w szpitalu to skrajnie niepoprawne społecznie zachowanie. Tylko może spójrzmy na to przez pryzmat statystyk, ile rodzin w czasach sprawności dzisiejszych staruszków było dotkniętych alkoholizmem? W ilu rodzinach była obecna przemoc domowa?

Można czasem w komentarzach poczytać narzekania umysłowej geriatrii na stawianie małego dziecka w centrum życia, bo kiedyś to dzieci same się wychowywały gdzieś tam obok dorosłych. W takim razie i wy na starość spodziewajcie się, że gdzieś tam "obok" będziecie sobie żyć. Zapewniłeś temu niewdzięcznemu gówniarzowi chleb i dach nad głową? Gratulacje, ale i dokładnie tyle spodziewaj się na starość. Nie dawałeś bliskości i szacunku, to i się ich nie spodziewaj.
Co zasiejesz, to zbierzesz.

#6.

Rys sytuacyjny: Dobrze zarabiam, mam odziedziczone duże mieszkanie (dostaliśmy je z bratem, ale on wolał życie w innym mieście, to go spłaciłem).

Niedawno byłem na spotkaniu rocznicowym ze studiów. Poprzypominało się stare znajomości. Niedługo potem zagadała do mnie znajoma z czasów studiów. Kiedyś się w niej podkochiwałem, ale zawsze trzymała mnie na dystans, w takim "friendzonie". Teraz się do mnie dużo cieplej odnosiła. Od słowa do słowa i umówiliśmy się na kawę.
Po paru spotkaniach wylądowaliśmy u mnie na mieszkaniu. Poszło parę butelek wina. Po fikołkach obaliliśmy jeszcze co nieco z procentami. I będąc już mocno "pod wpływem" znajoma wyznała, że ona chciałaby się do mnie wprowadzić.... wraz z dziećmi. Odkrycie - ma ich troje, wszystkie z innymi ojcami (jak jeden mąż po dowiedzeniu się o ciąży wszyscy zwiali od niej, tylko jeden przez jakiś czas płacił coś na dzieci, a potem też dał dyla). Jak to mi ładnie nakreśliła, mieszkaliby sobie ze mną, na mój koszt (bo przecież nie będzie płacić), a ona pozwalałaby mi ze sobą sypiać. Do czasu, aż znajdzie sobie kogoś lepszego (nie powiedziała tego wprost, ale jasno wynikało z kontekstu).

Jest ranek. Siedzę sobie na klopie i kontempluję: laska chciała sobie ze mnie zrobić bankomat i opiekę społeczną do czasu, aż pojawi się jakiś książę z bajki. No normalnie ubieram trampki i lecę. Przecież to taka okazja na zafundowanie sobie utrzymanki... Czekam tylko, aż się zbudzi i wywalę jej smutne dupsko za drzwi. Dzięki bogu nie byłem zbyt pijany i gumkę sam zakładałem, a po wszystkim wywaliłem do toalety, tak że żadnych "wpadek" nie będzie.

Szczerze - dotąd myślałem, że te historie o "madkach z bombelkami" to takie internetowe heheszki.

#7.

Udzielam korepetycji dla dzieciaków z klas 3-8 ze wszystkich przedmiotów. Angielski, biologia, polski itp.
Mam tak dużo uczniów, że pracuję na 1/4 etatu +- 10 godzin, które robię w dwa dni. Resztę tygodnia poświęcam na korepetycje, wszystko jest płacone w gotówce, którą odkładam, ale nie w banku, bo wiadomo, że ktoś mógłby się zainteresować skąd takie wpływy. Jedna lekcja kosztuje od 30 do 60 zł, własnej działalności nigdy nie założę - mam swoje powody. Ale nie to w tym wszystkim jest anonimowe...
Moje wykształcenie jest mizerne - skończyłem zawodówkę, nie mam matury, studiów itp.

Dzieciaki mają coraz lepsze wyniki, poprawiają oceny, zdają na sprawdzianach. Do każdych zajęć przygotowuję się z internetem i książkami, jakich używają w szkole. Ale i to nie jest anonimowe.

Anonimowe jest to, że wystarczy tym dzieciom poświęcić trochę czasu - pokazać palcem w książce, gdzie są informacje, zachęcić do tego, by z nich korzystały i ewentualnie innymi słowami wytłumaczyć coś, czego nie rozumieją, ale rodzice wolą zapłacić obcej osobie, niż poświęcić tę godzinę czy dwie na wspólną naukę. Na wszystkie dzieci, z którymi pracuję max 15% przyznaje, że rodzice się z nimi uczą. Rekordzista pobiera korepetycje codziennie po 2 godziny. W tym czasie odrabiamy lekcje, robimy projekty, prezentacje, uczymy się wszystkiego, a rodzice w tym czasie oglądają dwa odcinki serialu.

Czy robię źle? Nie wiem, ale kilka tysięcy na miesiąc łagodzi objawy wyrzutów sumienia.

#8.

Gdy byłem mały, czasem do mojej babci wpadała jej kuzynka z córką. Była to siwiuteńka jak gołąbek staruszka, na oko 10 lat starsza od mojej babci, bardzo miła i łagodna. Jej córkę wspominam jako sympatyczną, elegancką i bardzo oddaną mamie, ale w ogóle nie podobną do nikogo z naszej rodziny. Szczególnie dobrze kojarzą mi się ich odwiedziny, bo gdy tylko zorientowały się, że oprócz naszych regularnych kotków i ich okazjonalnego przychówku przygarniamy każdego kociego przybłędę, wraz ze słodyczami dla mnie i sióstr zawsze przynosiły dla naszej miauczącej nierogacizny jakieś kocie przysmaki typu whiskas (które na początku lat 90. koty w okolicy oglądały głównie w telewizji).

Pewien czas temu zapytałem się mamę o tamte ciocie: "wiesz, mamo, ta siwiuteńka kuzynka babci, ta z 10 lat od niej starsza...". Odpowiedź mojej mamy totalnie mnie zszokowała.

Starsza ciocia wcale nie była starsza, była kilka dobrych lat młodsza od babci. Jako młodziuteńka dziewczyna trafiła do obozu koncentracyjnego, gdzie dr Mengele dokonywał eksperymentów na ludziach. Ciocia została tam wysterylizowana i jak to określiła kiedyś moja babcia "zszyta byle jak, zawinięta w papier toaletowy i wyrzucona na śmietnik". Udało jej się jednak przeżyć i po wojnie zamieszkała w jednym z większych polskich miast. Zakochała się tam nieszczęśliwie w facecie, który był przystojny, ale pił i ją krzywdził: wypominał, że nie jest prawdziwą kobietą, bo nigdy nie da mu dziecka. Ciocia tolerowała to jednak, tak samo jak jego liczne zdrady.

W końcu doszło do sytuacji, że zamieszkała z nimi jego ciężarna kochanka. Ciocia opiekowała się nią i pomagała jej, ale gdy tylko kobieta urodziła dziecko, wyniosła się i zerwała wszelkie kontakty. Ciocia zdecydowała się wychowywać maleństwo jako swoją własną córkę. Jej mąż nie zmienił się jednak za bardzo i zanim dziewczynka dorosła, ciocia opuściła go razem z córką. W okresie gdy było im ciężko, a on nadal nieźle sobie radził, ciocia zażądała alimentów, na które on oczywiście nie chciał się zgodzić. Gdy został sądownie do nich zmuszony, wysłał im miesięczną kwotę, która była niemal identyczna z ówczesną roczną opłatą za posiadanie psa. Razem z pieniędzmi nie omieszkał dołączyć małej karteczki z dopiskiem "podatek na psa".

Gdy dziewczynka dorosła, skończyła studia i miała dobrze płatną pracę, a jej ojciec stoczył się prawie na dno, to on zażądał od niej alimentów. Rozprawa w sądzie nie trwała jednak długo, bo dziewczyna zaniosła sędziemu kwitek, który lata temu dostała od ojca wraz z karteczką z napisem "podatek na psa".

Po poznaniu tej historii, jako dorosły facet, inaczej popatrzyłem na tamte ciocie. Mniej jak na dobre wróżki z kocią karmą, a bardziej z miłą refleksją, że można zachować swoje człowieczeństwo i wrażliwość pomimo krzywd i dostać od życia happy end.

<<< W poprzednim odcinku m.in. madka przychodzi na darmochę i wzruszające święta

26

Oglądany: 71699x | Komentarzy: 58 | Okejek: 238 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

28.02

27.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało