Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Konsekwencje upojnej nocy, jazda pod wpływem i inne anonimowe opowieści

61 291  
194   35  
Dziś przeczytacie także m.in. o najsmutniejszych urodzinach, podnoszeniu na duchu, awansie w pracy i teściowej z piekła rodem.


#1.

Pracuję w wyższej uczelni. Ostatnio po piętnastu minutach od rozpoczęcia porannego wykładu, który prowadziłam, drzwi się lekko otworzyły i niczym cień do sali wszedł spóźniony młodzieniec, starając się przemknąć na swoje miejsce niezauważony. „No, proszę, proszę…” - powiedziałam teatralnym tonem. - „Ktoś tu chyba miał dziką noc!”.

I wtedy zobaczyłam, że osobą tą był chłopak, którego poznałam dzień wcześniej na imprezie. Spędziliśmy dziką noc w moim mieszkaniu...

Do diabła! Nie wiedziałam, że ten facet jest jednym ze studentów chodzących na moje wykłady...

#2.

Dziś podczas przerwy na kawę w pracy poskarżyłam się przyjaciółce z czegoś, co gryzie mnie od ostatnich kilku tygodni. Otóż wielu nowych pracowników myli mnie z facetem i zwraca się do mnie per „pan”. Spodziewałam się, że moja rozmówczyni zareaguje śmiechem, albo chociaż wyrazi ubolewanie z mojej sytuacji. Otóż nie. „No, wiesz. Dopóki nie zapuścisz brody i pozbawisz nas dalszych wątpliwości, ludzie dalej będą myśleli, że jesteś lesbijką robiącą sobie zastrzyki z testosteronu, albo w najlepszym wypadku – jedną z tych radykalnych feministek, z których wszyscy się śmieją...”.

Nie, no – chyba najwyższy czas popracować nad bardziej dziewczęcym imidżem.

#3.

Spotkałam ostatnio moją najlepszą przyjaciółkę z liceum. Z Kasią nie widziałam się 10 lat, więc parę dni później poszłyśmy do knajpy na piwko. Jak to zazwyczaj w takich sytuacjach bywa nie skończyło się na jednym kuflu i dwie godziny później byłyśmy już całkiem pijane.

Jakoś tak zebrało nam się na żale i musiałam wysłuchać całej listy kompleksów mojej psiapsióły. Pocieszyłam ją, ale też zrobiło mi się smutno i wybeczałam jej się z mojej nieśmiałości spowodowanej małym biustem (jest naprawdę mały!). Kasia chciała również podnieść mnie na duchu i powiedziała: "Hej! Dopóki są większe niż twojego faceta, to nie masz się czym martwić!".

Wybuchłam rzewnym płaczem. Otóż właśnie w tym problem, bo… nie są!

#4.

Mam w pracy koleżankę, z którą nie darzymy się szczególną sympatią, ale staram się zachować wobec niej neutralny stosunek. Ona za to wykorzystuje sytuacje, żeby mnie "koleżeńsko" publicznie ośmieszyć, ingeruje w moje obowiązki i krytykuje sposób ich wykonania albo niby" przypadkiem" nie przekazuje mniej lub bardziej istotnych informacji.

W pracy interesowałam się od dawna intensywnie jednym zagadnieniem i wiązałam z nim swój rozwój zawodowy. Ww. koleżanka również od jakiegoś czasu próbowała wkręcić się w ten temat i skutecznie podbierała mi projekty, do których się zgłaszałam. Nawet rozpatrywałam odejście z pracy z tego względu, gdyż czułam, że jestem spychana na drugi tor i że mój rozwój jest hamowany.

Dzisiaj szefostwo zaprosiło mnie na rozmowę. W skrócie: dostałam propozycję awansu na stanowisko ściśle związane z tym zagadnieniem. Nie ukrywam, że cieszę się niesamowicie z docenienia, ale głupio się przyznać, bo wizja miny owej koleżanki, gdy szefostwo zakomunikuje oficjalnie moją zmianę stanowiska jest nieporównywalnie bardziej satysfakcjonująca.

#5.

Parę lat temu mój kuzyn spowodował wypadek. Jechał pijany. Uciekł z miejsca zdarzenia. Na szczęście obserwowali to ludzie, którzy szybko zadzwonili po pogotowie i uratowali dziewczynę. Jechała skuterem, kierownica wbiła się jej w brzuch - dostała krwotoku, miała powybijane większość zębów. Dzisiaj ma się dobrze, w miarę dobrze.

Mój kuzyn nie siedział w więzieniu, dostał wyrok w zawieszeniu, do dzisiaj spłaca długi. Stracił prawo jazdy. I dalej jeździ pijany. Jego żona także prowadzi po alkoholu i nie zdaje sobie sprawy, jakie sprawia niebezpieczeństwo.

Tydzień temu pokłócili się. Oboje pijani. Pierwsza pojechała ona, a za nią on. Bardzo im odwala, kiedy piją. Widziałam, jak kuzyn wsiadał za kierownicę. Był to pierwszy raz, nie mieszkam z nimi. Długo nie musiałam myśleć. Zadzwoniłam na policję, podałam marki samochodów i numery rejestracyjne.

Złapali ich. Tym razem nic nikomu się nie stało. Czy mam wyrzuty sumienia? Nie mam, ale nikomu nie powiedziałam, że to ja zadzwoniłam. I nie wiem czemu, ale nie mam odwagi.

#6.

Moja siostra nie ma nawet 30 lat, a przez nowotwór musiała mieć wycięte obie piersi. Wbrew pozorom nie była to dla niej tak wielka tragedia, jak by się mogło wydawać - przepracowała temat z psychologiem, dostała wielkie wsparcie od rodziny, zwłaszcza męża, który powtarzał jej kilka razy dziennie, że jest dla niego najpiękniejszą kobietą na świecie i brak biustu nie oznacza utraty kobiecości. Pogodziła się z tym faktem, nawet żartuje: że oszczędza na stanikach, jak karmiła dziecko, to nie musiała się stresować, czy będzie miała pokarm... Ogólnie wyglądało wszystko super.

Jakiś czas temu jej teściowa dotarła do informacji, że istnieje fundacja zajmująca się rekonstrukcjami piersi po mastektomii. Zaczęła zachęcać synową do poddania się temu zabiegowi, najpierw delikatnie, z czasem coraz bardziej natarczywie. Posunęła się wręcz do tego, że żądała rekonstrukcji, albo przekona syna, żeby się rozwiódł z niepełnowartościową kobietą! Próby przemówienia jej do rozumu nic nie dały, więc kontakt został ograniczony do absolutnie niezbędnych sytuacji w rodzaju chrztów czy ślubów.

Niedawno była właśnie taka impreza, ślub brata męża siostry (wybaczcie, nie znam się na nazwach pokrewieństw). Siostra zręcznie unikała teściowej, jak tylko mogła. W pewnym momencie, gdy babsztylowi alkohol uderzył do głowy, stwierdziła, że musi ogłosić wszem i wobec, jaka jest jej opinia na temat braku chęci poddania się tej operacji. Dodała, że zachęca ją tak gorąco, ponieważ... ludzie widzą to, że nie ma piersi, od razu wiedzą, że miała raka, przez co nie dość, że staje się od razu ofiarą losu i nie uznają jej za wartościową osobę, to jeszcze zwraca na siebie niepotrzebną uwagę, co jest samolubne! A jest tyle naprawdę biednych osób, na które się powinno zwracać uwagę, a nie jakieś fanaberie, że operacji nie chce! O byciu nie w pełni kobietą oczywiście też dodała.

Została wyprowadzona przez obu swoich synów, siostra popłakała się tak, że długo nie można ją było uspokoić - chyba nikt nigdy jej tak nie upokorzył. Cała cudowna atmosfera prysła jak bańka mydlana i zabawa się skończyła o 21.

Obecnie cała rodzina się od niej odwróciła. Synowie udają, że jej nie znają, mąż od lat nie żyje, rodzeństwo w innych miastach. Sama sobie wybrała taki los, i zapewne umrze w przeświadczeniu, że robi całkowicie dobrze, tylko wszyscy się na nią uwzięli.

#7.

Historia będzie o moich najsmutniejszych urodzinach i o tym, jak jedna kropla przelewa czarę.

Na okazję 30. urodzin wyprawiłam imprezę, na którą zaprosiłam znajomych moich i męża. Nie chciałam robić tych urodzin, bo w mojej opinii mój mąż potrafi się "bawić nieco za dobrze" (przy czym mnie, o dziwo, wcale nie jest do śmiechu), jednakże uległam jego namowom. "Kończysz 30 lat, to okrągła rocznica, należy ci się impreza" itp. OK, uległam, prosząc go tylko, żeby nie przesadzał z alkoholem.

Impreza trwała równe 2,5 godziny. Goście przyszli o 18, a o 20 mój mąż nie umiał ustać na nogach. Wytrąbił sam flaszkę, mimo że żaden z facetów nie pił mocnego alkoholu. Więc pił sam. Ze szklanki. Zapijając wodą.

Wywołałam go z pokoju, prosząc, aby przestał, bo każdy pije, ale z umiarem, tylko on jest pijany. No cóż... w trakcie moich próśb malowniczo zrzygał się do zlewu kuchennego, zarzygał kuchnię i przedpokój i stracił kontakt z rzeczywistością. Jeden z kolegów pomógł mi go zaciągnąć do łóżka.

Goście wyszli około 20:30, bąkając bez przekonania tradycyjne "sto lat" i "wszystkiego najlepszego". Do północy sprzątałam mieszkanie, myłam gary i talerze, chowałam jedzenie, sprzątałam rzygi, wywaliłam tort, bo nie mogłam na to patrzeć.

Rano mąż nie widział problemu, uznał, że zabawa była przednia, oczywiście obracałam kota ogonem. Mając właściwą całą noc na myślenie, myślałam o tych wszystkich "świetnych imprezach", o tym, ile razy bałam się jak przebiegną sylwester/urodziny/święta itp.
I postanowiłam też się świetnie zabawić.
Gdzieś koło 3 w nocy podjęłam decyzję o rozwodzie. Wy już wiecie, Anonimowi.
A teraz pora ubawić mojego męża. Oooo... pardon! Eksmęża.

#8.

Nie cierpię mojej macochy i przyrodniego brata.

Rodzice rozwiedli się, kiedy miałam dziesięć lat. Tata zdradzał mamę z Baśką, ona zaszła w ciążę i urodził się Michał. Teraz ma pięć lat. Mimo wszystko rodzice starali się, żeby w mojej kwestii się dogadać, mama nie nastawia mnie przeciwko tacie i nie utrudnia kontaktu. Na początku kiedy widywałam się z tatą, zazwyczaj gdzieś razem szliśmy, wiadomo, że Michał był malutki i potrzebował spokoju. Cieszyłam się, że mam braciszka, ale do czasu.

Kiedy podrósł, Baśka zaczęła go nastawiać przeciwko mnie. Kiedy jestem u nich na weekendy i młody zaczyna płakać (robi to zawsze, kiedy coś jest nie po jego myśli), od razu wiadomo, że to przeze mnie. Kiedy tata próbuje wyjaśnić, od razu zostaje zakrzyczany, a Michaś ląduje na kolanach mamusi, która go tuli. Wszystko musi być jak on chce. Próbowałam się z nim bawić, ale nawet jeśli niechcący zrobię coś inaczej niż on chce, zaraz biegnie do matki na skargę. W planszówkę też nie zagramy, bo nie mam zamiaru specjalnie przegrywać, żeby Michaś był szczęśliwy. Kiedy chciałam z nim pogadać, np. o przedszkolu, zaczyna śpiewać i mówi, że mnie nie słucha.

Nawet raz na jakiś czas nie mogę iść sama z tatą np. do kina, bo Michał musi iść z nami, bo inaczej histeryzuje, a Baśka twierdzi, że skoro tata w tygodniu dużo pracuje (bo ona nie pracuje od ślubu z tatą), to niech chociaż w weekend poświęci mu dużo czasu, bo to jego syn, co słyszę od Baśki jakieś tysiąc razy w ciągu weekendu. Mój tata jest bardzo ugodowy i wiecznie jej ustępuje. A wyjście z Michałem to horror, bo nie mam okazji o czymkolwiek z tatą pogadać. Raz tata zwrócił mu uwagę, że ja też jestem ważna, ale młody zaczął tak zawodzić, że miał problem ze złapaniem tchu. Ponad pół godziny tata zapewniał go, że bardzo go kocha. A ja mam prawie szesnaście lat i muszę zrozumieć, że Michaś jest mały i bardzo wrażliwy. Od cioci, która pracuje w przedszkolu wiem, że dzieci go nie lubią, bo jest samolubny.

Baśka jest w drugim miesiącu ciąży, zachowuje się jakby miała rodzić lada moment. Ciągle czegoś chce i w swoim stanie musi być ostrożna, więc tata wokół niej skacze. Ostatnio powiedziała mi, że powinnam wziąć pod uwagę jej stan i nie męczyć ich swoimi wizytami. Kiedy dowiedziała się o tym moja mama, zrobiła tacie aferę.
W zasadzie to nawet już nie mam ochoty ich odwiedzać, wolę spotkać się z tatą na mieście, o ile oczywiście nowa rodzina pozwala. W weekend wolę wyjść ze znajomymi, pograć w planszówki z mamą i Waldkiem (narzeczony mamy) albo poczytać. Przynajmniej wtedy się nie denerwuję.

I szczerze to mam nadzieję, że Michał będzie o młodsze rodzeństwo potwornie zazdrosny i da Baśce ostro popalić.

<<< W poprzednim odcinku m.in. dobra rada ojca i radość matki

19

Oglądany: 61291x | Komentarzy: 35 | Okejek: 194 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

06.06

05.06

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało