Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Kiepski pomysł na pierwszą randkę, szkolna sekta i inne anonimowe opowieści

56 263  
226   48  
Dziś przeczytacie także m.in. o dziwnym podejściu do wychowania dziecka, pomylonym przelewie, niezapomnianej randce i braterskiej interwencji.

#1.

Jakieś 15 lat temu pojechałam do Niemiec do dalekich krewnych. Miałam być nianią dla ich czteroletniej córki, ponieważ oni mieli taką pracę, że często nie było ich w domu nawet trzy dni.

To co fundowali temu dziecku można określić jednym słowem - patologia.
I to nie tak, że byli typowo patologiczną rodziną, gdzie było picie i bicie. Nie. Można to podciągnąć pod znęcanie psychiczne nad dzieckiem, a najgorsze jest to, że oni uważali, że nic złego nie robią.

Częstą praktyką jej tatusia było mówienie do małej "jak będziesz taka niegrzeczna, to ja odejdę od mamusi i pójdę do innej pani, będę miał lepsze dzieci, nigdy już mnie nie zobaczysz". Skuteczne było, ale w momencie kiedy tatuś był w domu. Mała była wtedy grzeczna. Dramat rozpoczynał się, kiedy dziecko budziło się rano i stwierdzało, że tatusia nie ma w domu. Nazwanie tego histerią to za lekkie słowo. Przez wiele godzin nie mogłam małej w ogóle uspokoić, zazwyczaj zasypiała w połowie dnia zmęczona płaczem. Starałam się jakoś do niej dotrzeć, ale nie byłam jej rodzicem, nie było między nami więzi typowej dla matki i córki, więc nie było to łatwe. Kiedy tatuś nie wracał na drugi dzień, histeria była jeszcze większa. Najgorzej było, gdy dzwonił i z nią rozmawiał, po zakończeniu rozmowy rozgrywał się taki dramat, że cieszyłam się, że mieszkają na zadupiu, bo pewnie policja byłaby częstym gościem, a ja nie znałam za dobrze języka, więc nawet bym się nie wytłumaczyła, że ja małej nic złego nie robię.

Mamusia z kolei wmawiała jej, że jak będzie niegrzeczna, to ona zadzwoni po złego pana i on ją zabierze i już nigdy nie wróci do domu.

Wielokrotnie prosiłam, by nie mówili tak do dziecka, mówiłam, jakie mam z nią problemy, tłumaczyłam, że to nie jest dobra metoda wychowawcza i fundują jej traumę do końca życia, że problemy mogą się nasilić, jeśli nie przestaną. Odpowiadali, że nic złego nie robią i ona za dziesięć lat o tym na pewno zapomni, a w ogóle to mam się nie wtrącać w wychowanie, bo wywalą mnie za drzwi i będę sama na piechotę wracać do Polski, bo nie załatwią mi transportu.
Trwało to i trwało, aż w końcu sama nie wytrzymałam psychicznie i postanowiłam zrezygnować i wrócić do Polski.

Kilka dni temu od dalekiej ciotki, czyli babci małej, dowiedziałam się, że dziewiętnastoletnia dziś już dziewczyna ma za sobą próbę samobójczą, samookaleczenia, narkotyki, rodzice kompletnie sobie z nią nie radzą i ONI NIE WIEDZĄ DLACZEGO TAK JEST.

Ręce mi opadły do samej podłogi. Wyjaśniłam ciotce, i to po raz drugi, bo pierwszy był po moim powrocie do Polski, co się rozgrywało w jej domu, ale ona stwierdziła, że to na pewno nie to jest przyczyną. Pewnie koleżanki i telewizja zrobiły jej pranie mózgu, bo przecież cięcie się, narkotyki i samobójstwa to teraz modne rzeczy i ona chciała być jak te dziewczyny z internetu.

Tia...

#2.

Parę dni temu po raz pierwszy sama utleniłam sobie włosy posiłkując się instrukcją znalezioną w Internecie. Byłam zachwycona wynikiem i nie mogłam doczekać się, aż zaprezentuję moją nową "ja" na imprezie, która miała odbyć się tamtego wieczora.
Wszyscy byli zszokowani i zniesmaczeni, mówili że moje włosy wyglądają paskudnie, że zostały nierówno rozjaśnione oraz w dużej mierze zniszczone i przesuszone przez wodę utlenioną. Stałam się tematem żartów i musiałam wszystkim kłamać, że mój nowy wizerunek był efektem przegranego zakładu...

#3.

Jakiś czas temu sprawdzałam swoje konto i zobaczyłam na nim dużą sumę. Dokładnie to ponad 30 tys. złotych. Zaczęłam się zastanawiać czy aby na pewno to nie sen, siedziałam przez chwilę w szoku i gapiłam się na stan konta. Potem zerknęłam na przelewy, by sprawdzić kto zrobił mi taką niespodziankę.
Był to przelew na kwotę 31 tys. z groszami, w tytule którego widniało "utarg za dzień taki a taki", w danych widniała jakaś firma z Warszawy.
Ktoś się pomylił i na moje konto wpłacił utarg prawdopodobnie ze sklepu. Cofnęłam więc ten przelew i w tytule wpisałam "Pomyłka, to chyba nie do mnie miało iść". Poszło natychmiastowym.
Po godzinie dostałam kolejny przelew na 300 zł z tytułem "Dziękuję, numer konta pomyliłem o jedną cyfrę, to za uczciwość".


Akurat tych 300 zł brakowało mi do spłaty rat kredytu :)

#4.

Historia trochę śmieszna, trochę tragiczna, grunt, że szczęśliwie się kończy.

Mam brata Bartka, lat 18. Ja skończyłem 22. Bartek nigdy nie miał dziewczyny, w końcu w technikum udało mu się jedną zdobyć. Był w skowronkach 24 godziny na dobę. Jak dla mnie dziewczyna przeciętna, specjalnie niczym się nie wyróżniała. Ale skoro jemu się podobała i z wzajemnością, spoko, niech se żyją.

No i se żyli rok. Ona go zdradziła i rzuciła. No i chłopak wpadł w depresję. Taką totalną. Nie wychodził z domu, złe oceny w szkole, dno. Pomyślicie, że się zabił. Nie, ale blisko. Mieszkamy sami w domu na 9 piętrze (rodzice pracują za granicą). Wracam z roboty, wchodzę i co widzę? Bartek siedzi na barierce naszego malutkiego balkonu przy dużym pokoju. Stoję jak słup soli i gapię się na niego. Moja torba wypadła mi z rąk i spadła na podłogę. Wtedy się obejrzał i mnie zobaczył. Blady jak ściana. Mówię: Bartek, co ty... I nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Za to on zaczął mówić, a raczej mamrotać, że się zabije, bo ma dosyć, zaraz skoczy itd. (nie będę przytaczać dosłownej wypowiedzi, bo była naprawdę długa i nie do końca rozumiałem, ale sens zachowany). Gdy chciałem podejść, zaczął krzyczeć, żebym nie podchodził, bo skoczy. Tymczasem dało się już z dworu słyszeć krzyki.

Pomyślałem, że spróbuję go zagadać, uspokoić i szybko podbiegnę go ściągnąć (nie wiem, czy to było mądre, ale cóż, próbowałem wymyślić cokolwiek), więc zacząłem go uspokajać, mówiłem, że będzie dobrze, a tymczasem szykowałem się do szybkiego skoku w jego stronę (jakoś nie wziąłem pod uwagę, że dzieli nas cały pokój, więc zanim dobiegnę, on może zrobić głupotę, ale jak mówiłem, nic innego mi nie przyszło do głowy). Gadam więc te farmazony, żeby się uspokoił, że znajdzie inną itd. On się rozpłakał. Myślę TERAZ! I wyrwałem do przodu jak z procy z zamiarem szybkiego złapania brata i wciągnięcia do domu.

Nie wziąłem pod uwagę jednego... dywanu. Zaczepiłem nogą i jak nie pierdolnąłem na podłogę, aż przywaliłem szczęką w parkiet. Krzyknąłem głośno "kurnaaa" i się złapałem za szczękę. Cała bolała, nawet wyleciał mi ząb. Patrzę, a brat wytrzeszcza na mnie oczy. Chwila ciszy. I zaczął się śmiać. Gapi się na mnie i się normalnie śmieje. Ja leżę i próbuję się podnieść, a ten już ryje na całego, schodzi z balkonu i prowadzi mnie do łazienki, żeby "obejrzeć ten mój krzywy ryj".

Na balkon nie wrócił. Chwilę po wszystkim przyszła do nas policja. Bartek trafił do szpitala na obserwację (wyszedł następnego dnia). Rodzice powiadomieni, mama już wraca. Tylko co ja robiłem, kiedy Bartek był w tym szpitalu? Leżałem nawalony jak szpadel w pokoju. Wiem, że nieodpowiedzialnie, ale musiałem odreagować. A gdybym przyszedł 10 minut później do domu?

#5.

Parę miesięcy temu umówiłem się na randkę z Kasią - dziewczyną, która bardzo mi się podobała. Chciałem, aby to spotkanie obfitowało w mocne wrażenia - takie, które zapamięta za każdym razem, kiedy o mnie pomyśli. Znalazłem więc największy rollercoaster i przez dobrych kilka minut namawiałem moją towarzyszkę, że wszystko będzie OK i że nie ma czego się bać, mimo że tak naprawdę sam nigdy na nim nie jechałem. W końcu udało się. Wsiedliśmy do wagonika, a ja w duszy obiecywałem sobie zachować spokój i kamienną twarz, aby wybranka mojego serca nie pomyślała sobie, że jestem jakimś cieniasem.


Przez pierwszą połowę jazdy piszczałem niczym mała, przerażona dziewczynka, a przez drugą wymiotowałem na wszystkie możliwe strony, przy okazji wylewnie fajdając ubranie mojej sympatii.

Randka skończyła się zaraz po wyjściu z wagonika. Kasia nigdy więcej do mnie nie zadzwoniła. Natomiast to, czego mogę być absolutnie pewien to fakt, że zapewniłem jej taką ilość wrażeń, że zawsze, gdy o mnie teraz myśli, robi jej się słabo...

#6.

Wydarzyło się to jakieś trzy lata temu, jesienią.

Wracałem z moją dziewczyną od rodziny, jedziemy drogą gdzieś między Pcimiem Dolnym a Górnym, późny wieczór, pusto i mgła jak cholera. Jadę wolno, bo na poboczu co i rusz jakiś leśny zagajnik i kto wie, czy jakiś jeleń z niego nie wybiegnie. Dziewczyna zaczyna coś przebąkiwać o horrorze, który ostatnio widziała, ale na razie wszystko w formie żartu, chociaż ta mglista atmosfera zaczyna nam się powoli udzielać.
I nagle słyszę jej krzyk "STÓJ" - myśląc, że coś stoi na drodze, wcisnąłem hamulec i auto zatrzymało się z piskiem.

- Coś tam było, na poboczu, leżało, widziałam! - zaczyna mówić moja dziewczyna, z jakiegoś powodu zniżając głos do szeptu. Nie wierzę w duchy i zmory z czarnymi włosami z japońskich horrorów, więc zupełnie bez lęku opierdzieliłem ją i już chciałem ruszać dalej, ale ona tak nalegała by to sprawdzić, że w końcu jak ostatni idiota z wymienionych wcześniej filmów ruszyłem poboczem z latarką i w kamizelce odblaskowej. Z lubą uczepioną mojego ramienia.
Po chwili światło latarki padło na coś czarnego, co faktycznie leżało na poboczu. Z daleka, przez mgłę, wyglądało na worek na śmieci. Przez chwilę miałem złudzenie, że worek ciut się poruszył, chociaż wiatru nie było, no, ale wiadomo, w takiej scenerii mózg płata figle.


- Worek, zadowolona? - pytam, i wtedy w blasku światła odbiły się dwa ślepia. Moja dziewczyna pisnęła, ja dostałem paraliżu, a worek wstaje i zamienia się w bestię z koszmarów. Gdzieś na asfalcie widać plamę krwi, dwa ślepia jarzą się w zarysie czarnego cienia, wszystko w obłokach mgły, już sam nie wiedziałem, czy to jawa czy sen. Ja już bym po męsku uciekał, ale dziewczyna odważnie zaczyna się zbliżać do bestii, mimo tego, że trzymam jej nadgarstek tak mocno jak tylko mogę. Bestia też się zbliża, widać potargane kudły i pysk, który tylko King potrafiłby opisać.

Tak poznaliśmy Bestię. Psa z pobocza. Istotę z tak szpetnym ryjkiem, że nawet po wyleczeniu obrażeń związanych ze spotkaniem z jakimś samochodem nie wygląda on najlepiej. Mieliśmy znaleźć dla niego dobrą rodzinę, bo nie chcieliśmy mieć psa. I tak "szukamy" od trzech lat. Jest naszym przyjacielem i towarzyszem, chociaż czasem jak się napotka jego ślepia w ciemnym pokoju, to dreszcz człowieka przechodzi. Nikt też się przy nim nie zatrzymuje i nie mówi "och, jaki śliczny piesek, można pogłaskać?", a to wielka szkoda, bo Bestia przywitałaby się z każdym.

Prawie nikt nie wie, że przy spotkaniu tego "miluszka" prawie posikałem się w majty.

#7.

Mieliśmy w liceum fajną paczkę. Do dziś z sentymentem wspominam te czasy. Byliśmy bardzo aktywni jako nastolatkowie - pisaliśmy komiksy, kręciliśmy filmy i w owym czasie byliśmy dumni z naszego dorobku "artystycznego".

Nasza sędziwa, bo już ponad 100-letnia szkoła posiadała wspaniałą ogromną piwnicę. Kreatywni my postanowiliśmy zamurować jedno jej pomieszczenie i ukryć w nim wszystkie nasze prace z nadzieją że ktoś je kiedyś znajdzie i poczuje dreszcz emocji z odkrycia - ot, chłopięca fantazja.

Wyobraźcie sobie przygotowania. Sportowe torby, potajemne wnoszenie pustaków, wody, cementu, mieszanie zaprawy, murowanie. Pełna konspiracja. Wszystko finalnie zatuszowane, przykryte tablicami, stalowymi pierdółkami - majstersztyk.

Jakie było nasze zdziwienie, kiedy niefortunnym zbiegiem okoliczności pewna pani pedagog razem z woźnym odkryli, że w piwnicy brakuje jednego pomieszczenia.

Konflikt eskalował błyskawicznie - rozmowy z dyrektorem, oburzenie rady pedagogicznej, masa plotek na mieście, że zamurowaliśmy tam człowieka (marzannę na katafalku), że w pewnym LO działa sekta satanistyczna. Obłęd. Skończyliśmy z nieodpowiednim zachowaniem i tu wielkie brawa dla naszej wychowawczyni, która jak lwica wyszarpała nas z objęć nagannego.

Epilogiem niech będzie moja rozmowa z ojcem po wizycie w szkole.

Ojciec rozbawiony, ale próbujący zachować surowy wyraz twarzy: Chyba powinienem cię opierdolić za tę akcję.
Ja: Nie wydaje ci się to choć trochę zabawne?
Matka: Uspokój się, przecież sam mu dałeś szpachlę...

Kurtyna.

<<<W poprzednim odcinku m.in. dzień na siłowni i dziadek z ciętą ripostą

10

Oglądany: 56263x | Komentarzy: 48 | Okejek: 226 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

08.04

07.04

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało