Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Yoda to zdecydowanie najbardziej tajemnicza postać z "Gwiezdnych wojen"

52 081  
171   30  
Kiedy już wydawać by się mogło, że przyszłość "Gwiezdnych wojen" malować się będzie w dość wyblakłych barwach, a fani nigdy nie zostaną zaskoczeni czymś naprawdę świeżym, nadszedł on - mandaloriański łowca nagród! U boku tytułowego zabijaki pojawił się pełen mały, zielony, do bólu wręcz słodki stworek.

#1. To nie Yoda!

Reakcja wielu widzów, którzy po raz pierwszy zobaczyli na ekranie tego sympatycznego jegomościa, była bardziej niż entuzjastyczna, a wiele osób uznało, że ten uszaty bohater to sam mistrz Yoda. Każdy szanujący się fan "Gwiezdnych wojen" doskonale jednak wie, że jest to absolutnie niemożliwe, bo stary mistrz zakonu Jedi skonał przecież już w "Powrocie Jedi", a wydarzenia przedstawione w "Mandalorianie" mają miejsce pięć lat po upadku Imperium, którego początek był przedstawiony w ostatnim akcie tego filmu. Umierający Yoda liczył sobie wówczas dokładnie 900 lat, a zielony brzdąc z serialu to "zaledwie" 50-latek.


#2. Kim w ogóle był Yoda?

No, właśnie - szczegółów dotyczących rasy kosmitów, którą reprezentuje sędziwy Jedi, fani nigdy nie poznali. Istnieją dwie możliwości - albo Lucas wytrwale strzeże tej tajemnicy, albo po prostu sam tego nie wie. Prawdopodobniejsza jest ta druga opcja. Kiedyś George podczas jednego z wywiadów przyznał, że Yoda to tak naprawdę "bękarci owoc romansu między Kermitem a świnką Piggy". Wziąwszy pod uwagę, że zarówno Muppety, jak i kosmiczna saga to obecnie własności The Walt Disney Company, niewykluczone jest, że znany z notorycznego "ulepszania" swej najstarszej trylogii Lucas upchnie gdzieś scenę zbliżenia pomiędzy pluszową żabą a lochą aspirującą do miana seks-symbolu.


#3. Jak dotąd poznaliśmy tylko trzech przedstawicieli tego gatunku

Baby Yoda, jak ochrzcili tego zielonego karakana fani serialu, to obok znanego nam wszystkim starego mistrza zakonu trzeci przedstawiciel uszatego gatunku kosmitów, jakiego dane nam było zobaczyć na ekranie. W znienawidzonym przez większość miłośników serii "Mrocznym Widmie" pojawiła się jeszcze niejaka Yaddle - członkini Rady Jedi. Czasu ekranowego nie dostała ona jednak zbyt dużo, a i o niej samej właściwie to za dużo też nie wiemy.


#4. Pierwotnie miał być "smerfem"

Według pierwotnej koncepcji Yoda miał mieć niebieską skórę, głupawy wygląd twarzy, a jego głowę zakrywać miała czapka. W praktyce takiemu mistrzowi Jedi bliżej byłoby do smerfa niż do sędziwego mędrca mieszkającego na bagnach planety Dagobah.


Początkowo miał on mieć na imię Buffy, z czasem jednak zmieniono je na… Minch! Tak też kosmita zwał się na kartkach pierwszej wersji scenariusza napisanego przez Leigh Brackett. Dopiero na późniejszym etapie prac nad filmem przechrzczono go na Yodę i zdecydowano się dopracować jego wygląd.

Co ciekawe - w wydanej przez Marvel komiksowej adaptacji "Imperium kontratakuje" uszaty mistrz jest niebieski. Nie do końca wiadomo, czy twórcy zainspirowali się pierwotnym projektem tego kosmity, czy po prostu mieli ograniczoną ilość zielonej farby.


#5. Yoda posiada wargę Einsteina!

Facetem, którego obarczono zadaniem dostarczenia finalnego projektu tej postaci, był Stuart Freeborn. Inspiracja pojawiła się w momencie, kiedy artysta ten spojrzał w lustro i doszedł do wniosku, że łyse, pokryte zmarszczkami czoło oraz duże oczy i szpiczasta broda bardzo pasowałyby do wizerunku Yody. Niewiele myśląc, Freeborn zaczął więc tworzyć tego bohatera, wzorując się na własnej osobie.


Jedynym elementem, który nie pasował mu do całokształtu image’u tego bohatera była jego… górna warga. Stuart doszedł do wniosku, że ta musi zostać "zaczerpnięta" od człowieka będącego symbolem wielkiej inteligencji oraz życiowej mądrości. Tak - część ust Yody wzorowana była na fragmencie twarzy samego Alberta Einsteina (oczywiście "pozbawionego" przez Freeborna wąsów!).

#6. George Lucas bardzo nie chciał, aby Yoda przemawiał głosem Franka Oza

Od pierwszego dnia zdjęć do "Imperium kontratakuje" ruchami Yody kierował Frank Oz - słynny lalkarz, bliski współpracownik Jima Hensona, człowiek, który tchnął życie w niejednego Muppeta! To również on ofiarował mistrzowi Jedi swoje struny głosowe, mimo że tak naprawdę George Lucas planował podłożyć tej postaci głos innego aktora. Kiedy jednak zobaczył (i usłyszał) Oza w akcji, szybko zrezygnował z tego pomysłu. Mało tego - robota Franka była tak wyśmienita, że Lucas stanowczo domagał się, aby ten dostał za swój trud nominację do Oscara. Mimo wielu kampanii i tysięcy podpisanych petycji nigdy niestety do tego nie doszło - Akademia uznała, że lalkarz to nie aktor, więc nie powinien mierzyć się z prawdziwymi geniuszami wielkiego ekranu.


#7. Yoda nigdy miał nie pojawić się w "Powrocie Jedi"

Pod koniec "Imperium kontratakuje" nastąpił słynny zwrot akcji, w którym to młody Skywalker dowiaduje się, że jego ojczulkiem jest noszący się na czarno facet z astmą. Kiedy prace nad "Powrotem Jedi" były już na etapie postprodukcji, z George'em Lucasem spotkał się psycholog dziecięcy i zasugerował mu, że sprawa ta powinna być jeszcze raz klarownie wytłumaczona, tak aby młodsi widzowie dokładnie zrozumieli tę sytuację.


Lucas wysłuchał tej rady i uznał, że najlepszą osobą do takiej akcji będzie właśnie Yoda. Dokręcono więc parę scen z jego udziałem. "Tak, Luke. Lord Wiadro to twój stary" - rzekł uszaty mistrz i skonał.

#8. To przez Yodę tak bardzo odwleczono produkcję "pierwszej" trylogii

George Lucas stwierdził kiedyś, że stworzenie realistycznej postaci Yody na potrzeby "Imperium kontratakuje" było jednym z większych wyzwań podczas realizacji tego filmu. I to również ten właśnie bohater sprawił, że reżyser nie chciał zbyt szybko zabierać się za tworzenie pierwszej trylogii, w której to zielony mistrz byłby młodszy, zwinniejszy i bardziej waleczny.


Uzyskanie takiego efektu bez CGI graniczyłoby z cudem. A jednak udało się! Ostatecznie pierwsza, kinowa wersja "Mrocznego widma" dała nam starego, dobrego, animatronicznego Yodę, jakiego już doskonale znaliśmy. Dzięki ciężkiej pracy lalkarzy (na pokład wrócił Frank Oz!) i sprytnej pracy kamery, efekt był naprawdę fajny! Niestety, dwanaście lat po premierze filmu, przy okazji wydania go na Blue-rayu, Lucas zastąpił kukłę cyfrowym koszmarkiem.

https://www.youtube.com/watch?v=wxaZxpNTm8A
11

Oglądany: 52081x | Komentarzy: 30 | Okejek: 171 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.01

22.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało