Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Przez pięć dni czołgałem się po zwłokach, stąpałem po śmierci, wdychałem ludzki kurz

91 756  
599   73  
Drodzy bojownicy, artykuł jest płatny, bo redaktor Coldseed poświęcił na niego setki godzin - 5 dni pod ziemią plus paręnaście godzin spisywania oraz wyszukiwania dodatkowych informacji. Nigdzie o tym nie przeczytacie! Jeśli nie macie konta, to jest dobra okazja, bo to będzie dobrze wydane parę złotych!

Bartek przyjechał tu robić zdjęcia, ja – z założeniem napisania reportażu, Kawiak Jones zaś chciał nakręcić film, który potem miał podbijać serca subskrybentów jego kanału na YouTube. Wylądowaliśmy na lotnisku w Paryżu, taszcząc ze sobą plecaki pełne zapasów potrzebnych do spędzenia pięciu dni w absolutnej izolacji.

Mieliśmy też instrukcje. Wsiąść w autobus, zlokalizować duży wiadukt, przeskoczyć przez mur, wejść do tunelu, a spotkane w nim osoby pozdrowić odpowiednim hasłem. Na koniec dotrzeć do oznaczonego stertą śmieci punktu. „Tam będę na was czekał”, pisał w SMS-ie pochodzący z Wielkiej Brytanii Harry – stary katafil, człowiek znający zakazane paryskie czeluście niczym własną kieszeń. To on miał być naszym przewodnikiem po okrytych legendami labiryntach podziemnych korytarzy, które niczym pajęcza sieć setkami kilometrów ciągną się pod miastem.

Póki co mieliśmy sporo szczęścia – nie zabłądziliśmy. Udało nam się bez większych problemów sforsować murek, zejść zarośniętymi schodkami na żwirowisko kolejowe, a następnie dostać do ciemnego, nieużywanego tunelu. Teraz czekał nas długi spacer. A potem? 107 godzin błądzenia 30 metrów pod ziemią. Kawiak – szaleniec, który od wielu już lat marzył o tej ekspedycji – skompletował dla nas część sprzętu. Resztę kupiliśmy przed wyjazdem – prowiant, ochraniacze na kolana, zestaw zapasowych baterii, latarki i przede wszystkim dużo wody. Plecaki niemiłosiernie ciążyły nam już wtedy, gdy coraz dalej brnęliśmy w głąb tunelu.

Tak naprawdę nasza przygoda z katakumbami zaczęła się już... ponad 40 milionów lat temu, kiedy to Morze Północne stopniowo wdzierało się w ląd, przejmując coraz to większe połacie dzisiejszej Belgii i Francji. Tysiąclecia mijały, a na dnie akwenu pomału osadzały się pozostałości po jego mieszkańcach. Wśród nich były numulity – wielkie otwornice o wapiennych skorupach, potężne małże, a także rekiny i morskie żółwie. Z czasem paryska zatoka zaczęła zapełniać się bogatym w wapień błotem. W tych szalenie zasobnych w różnorodne organizmy wodach zadomowiły się też imponujących rozmiarów ślimaki z gatunku Campanile giganteum. Ich liczące sobie do nawet i 70 cm skorupy dołączyły do powoli rosnących, wapiennych złóż zalegających na spodzie basenu. Miliony lat później te organiczne masy połączone z pokładami błota ulegały procesom cementacji, ostatecznie przeobrażając się w skały.

Ze względu na treść, ten artykuł jest dostępny tylko dla osób pełnoletnich.

Żeby przeczytać go w całości zaloguj się, a jeśli masz 18 lat i nie masz jeszcze konta na JM załóż sobie konto bojownika. Wymagane jest konto aktywne.
34

Oglądany: 91756x | Komentarzy: 73 | Okejek: 599 osób


Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

06.12

05.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało