Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Błędy, które znalazły się w tych filmach pozostawiono tam celowo!

91 695  
344   29  
Filmowe błędy to temat wyjątkowo wdzięczny dla każdego widza z czujnym okiem. Taki kinoman potrafi nawet w wysokobudżetowym, kinowym hiciorze znaleźć karygodne wpadki, które to z jakiegoś powodu uszły uwadze ekipy pracującej przy danej produkcji. O ile większość takich sytuacji nie jest planowana, to już czasem zdarza się tak, że błąd zostaje przemycony do filmu całkiem celowo.

Tarzan i znikająca rana


W jednej z pierwszych scen disneyowskiego „Tarzana”, tytułowy bohater wdaje się bójkę z leopardem. Podczas walki, tors mężczyzny przeorany zostaje przez ostre pazury dzikiego zwierza, które to zostawiają na ciele ofiary trzy głębokie rany. Po chwili, gdy Tarzan niesie już na ramionach ciało pokonanego przez siebie drapieżnika, po zadanych mu przez niego obrażeniach nie ma już śladu. Raczej trudno by było uwierzyć, że rozpruta przez taką bestię skóra i mięśnie człowieka zagoją się w ciągu kilku chwil nie zostawiając po sobie nawet najmniejszego śladu!

Jak doszło do tego cudownego „uleczenia”? Ano dzięki bardzo surowym wytycznym, których trzymać się muszą filmowcy pracujący nad animacjami w studiu Walta Disneya. Jedną z naczelnych zasad jest zakaz pokazywania krwi. I nawet jeśli reguła ta została złamana i przez chwilę faktycznie widzimy nacięcia na klacie bohatera, to twórcy tego filmu po prostu uznali, że dalsze epatowanie juchą jest już zbędne.


Trójpalczasty T-Rex w „King Kongu” Jacksona

Może i „King Kong” w reżyserii Petera Jacksona nie jest jego najbardziej wybitnym filmem, ale w dalszym ciągu jest to całkiem zacny hołd dla najbardziej znanego goryla w historii kinematografii! I takim właśnie ukłonem w stronę słynnej bestii z Wyspy Czaszek jest jej konfrontacja z tyranozaurem – scena ta nawiązuje oczywiście do bardzo podobnego pojedynku, który na ekranie kin zobaczyli widzowie w 1933 roku! Wówczas to miała miejsce premiera pierwszego filmu o Kong Kongu.


I tam, podobnie jak w wersji z 2005 roku, tyranozaur, z którym walczy tytułowy bohater nieco odbiega od wyglądu dinozaura, który faktycznie chodził po Ziemi kilkadziesiąt milionów lat temu. Ma on bowiem nie dwa, ale trzy palce! Twórca „Władcy Pierścieni” nie chciał korygować tego błędu i w swoim dziele powtórzył go za „klasykiem”.


Niemieckie samoloty z żółtymi dziobami w „Dunkierce”

„Dunkierka” Christophera Nolana chwalona jest za fantastyczne zdjęcia i dość wierne oddanie realiów ewakuacji żołnierzy brytyjskiego korpusu ekspedycyjnego oraz wojsk francuskich. No, właśnie – „dość” wierne. Szybko po premierze filmu głos bowiem zabrali znawcy historii II Wojny Światowej słusznie zauważając, że niemieckie samoloty sportretowane na ekranie, czyli Messerschmitty Bf 109, w rzeczywistości nie posiadały charakterystycznych, żółtych dziobów.


Takie maszyny wprowadzono do użytku dopiero miesiąc po wydarzeniach znanych nam z filmu. Reżyser postanowił jednak wytłumaczyć się z tej wpadki – stwierdził, że mimo iż wiedział o tym, że nad Dunkierką nie latały tak „umaszczone” maszyny, to uznał za dobry pomysł, aby nieco nagiąć fakty i umieścić w filmie samoloty z żółtymi dziobami. Dzięki temu zabiegowi widz mógł bez trudu rozróżnić, który myśliwców należy do Anglików, a który do Niemców.

Niezbyt efektowne wyjście wiedźmy w „Czarnoksiężniku z krainy Oz”

Nakręcony w 1939 roku „Czarnoksiężnik z krainy Oz” to absolutny klasyk kina familijnego. Zrealizowany z dużym rozmachem film nie jest jednak wolny od błędów, z których szczególnie jeden aż bije po oczach swoim partactwem. W pewnej scenie zielonoskóra wiedźma grana przez Margaret Hamilton postanawia efektownie zniknąć z oczu bohaterów pozostawiwszy po sobie jedynie chmurę czerwonego dymu. Problem w tym, że na ekranie dość wyraźnie widać klapkę w ziemi, skąd wydobywają się te jaskrawe obłoki. Na domiar złego dym zaczyna się z niej wylatywać zdecydowanie za wcześnie.


Czemu więc nie nagrano dubla tej sceny? No, cóż – próbowano i nawet wyszedł on nieco lepiej, ale tym razem Margaret Hamilton doznała poważnych poparzeń, a kiedy wróciła ze szpitala kategorycznie odmówiła grania w scenach, gdzie wykorzystana ma być jakakolwiek pirotechnika. W rezultacie filmowcy mieli do dyspozycji tylko jedno nagranie, w którym wiedźma „rozpływa się” w dymie. Mimo że było ono dość nędzne, postanowili je wykorzystać.

Skąd ta bandana w „Pineapple Express”?

To jeden z wielu filmów, w których to Seth Rogen i James Franco dają nam wyraźnie do zrozumienia, że narkotyki miękkie nie są im obce. Szczególnie zażywane w nadmiarze. Także i tu historia w dużej mierze dotyczy perypetii dwóch wiecznie upalonych luzaków. Zastanawiające jest jednak to, że w trakcie seansu wizerunek jednego z bohaterów wyraźnie się zmienia. Grany przez Franco diler marihuany nagle, ni z gruchy, ni z pietruchy pojawia się na ekranie z bandaną na głowie i w niej już zostaje praktycznie do końca filmu.


Prawda jest taka, że aktor, podczas kręcenia sceny pogoni w lesie wyrżnął głową w drzewo. Rana na czole, którą w ten sposób zyskał, była na tyle głęboka, że wymagała szycia. W tej sytuacji Franco i Rogen zgodnie uznali, że zawiązanie na głowie kawałka szmaty załatwi problem maskowania nieuwzględnionego w scenariuszu obrażenia…

Zamię Jacka Sparrowa powinno znajdować się na jego czole!

W jednej ze scen pierwszej części serii filmów o karaibskich piratach, grany przez Johnny’ego Deppa, wiecznie opity rumem, bohater ratuje niewiastę przed utonięciem. Chwilę później pewien podejrzliwy żołnierz odsłania rękaw pirata i oczom wszystkich ukazuje się wypalona na jego skórze litera „P” - co ma być znakiem, że człowiek ten jest rabusiem.


Faktycznie - Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska miała w zwyczaju piętnować piratów wypalając im charakterystyczne znamiona na skórze, jednak to nie ramionach zostawiało się taki ślad, ale na czole. Wyobrażacie sobie jednak, aby napuchnięte od promili lico kapitana Sparrowa mogło zostać zbezczeszczone taką blizną i biedak miałby paradować z nią przez tuzin kolejnych części „Piratów z Karaibów”?

Niezdarny striptiz Jamie Lee Curtis

W 1994 roku James Cameron nakręcił całkiem przyjemny film akcji pt. „Prawdziwe Kłamstwa”. Większość z dzieciaków, które miały okazję produkcję tę zobaczyć te ćwierć wieku temu, na pewno zapamiętała do dziś scenę pokracznie zmysłowego tańca dość mocno roznegliżowanej Jamie Lee Curtis. Pomijając już fakt, że moment ten nie znalazł się w scenariuszu, a aktorka miała na sobie własną bieliznę, to w pewnej chwili całe seksualne napięcie zbudowane przez Curtis rozsypuje się (na szczęście tylko na ułamek sekundy!), gdy ta efektownie zalicza glebę!


Cameron nie chciał robić dubli – uznał, że artystka całkiem przypadkiem uczyniła tę scenę znacznie zabawniejszą i postanowił umieścić ją w filmie.

Źródła: 1, 2, 3, 4
3

Oglądany: 91695x | Komentarzy: 29 | Okejek: 344 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

06.12

05.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało