Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Też nienawidziliście pier**lca jakiego miało pokolenie naszych rodziców i dziadków na punkcie zbierania grzybów?

64 687  
131   73  
Też nienawidziliście za dzieciaka odpału, jaki miało pokolenie naszych rodziców i dziadków na punkcie zbierania grzybów? Kusi na kulturę opowiedział historię swojego starego.
Opowiem Wam o jednym z moich pierwszych wspomnień w życiu. Mam jakieś cztery lata, jest bardzo wcześnie, wszędzie jesienna szaruga i wilgoć, a ja zapitalam ze swoim dziadkiem przez las. Trwa to już od jakiegoś czasu, a ja jestem już zmęczony. W pewnym momencie tego marszu na horyzoncie pojawiają się uzbrojeni mężczyźni z psami. To sprawia, że dziadek, normalnie mający problemy ze wstaniem z fotela, rzuca się na mnie i przykrywa w okolicznym krzaku. Twarz mam w zimnym mchu, a dziadek modli się, aby nas nie znaleziono. Ci panowie z psami to okoliczne kółko łowieckie, a stary pryk chce obronić swoje tajne miejsce na zbieranie grzybów. Dziadek wymyślił sobie, że odkrył najlepszy fragment lasu i nigdy nikomu nie zdradzi, skąd biorą się jego wspaniałe znaleziska (bez szału, tak szczerze). To moje wspomnienie z weekendowych wyjazdów na działki - sobota i niedziela rano wstajemy o pogańskiej porze, aby kluczyć (dla zmyłki) autem przez godzinę, a potem napieprzać z trampka kolejną na tajne miejsce. Oczywiście potem cała rodzina próbowała je odnaleźć, ale kolektywnie stwierdzono, że nestorowi rodu już dawno się pomieszało w głowie i wybierał losowe fragmenty. Szkoda tylko, że przy boku tego grzybowego Don Kichota, rolę Sanczo Pansy musiałem odgrywać mały ja.

Minęło parę lat, dziadkowie odeszli, a na działkę zacząłem jeździć z rodzicami. Miałem cichą nadzieję, że grzybowe szaleństwo poprzedniego pokolenia było związane ze wspomnieniami o niedobrze jedzenia i już poszło w niepamięć. O ja naiwny, co sobie myślałem, prawdziwa mania dopiero się zaczęła. Okazało się, że w środowisku domków letniskowych nie liczy się pozycja społeczna, majątek czy życiowe osiągnięcia. Mogłeś być profesorem opracowującym szczepionkę na raka, ale jeśl nie potrafiłeś zbierać grzybów to byłeś gorszy od alkoholika codziennie robiącego burdy na osiedlu. Tak, w tamtym czasach szacunek zdobywało się za pomocą koszyka wypełnionego przynajmniej podgrzybkami. Weekendowy wypad do lasu przestał stanowić rodzinną rozrywkę, a zmienił się w jedną wielką walkę o honor. Doszło do tego, że ojciec założył “fundusz kryzysowy” na wypadek braku dobrych grzybowych znalezisk. Zbierałem na kompa i spytałem go czy może mi dorzucić dwie stówki. On stwierdził, że teraz są ważniejsze wydatki. I kilka dni później wydał właśnie tyle na dwa kosze grzybów od starej baby przy drodze. Bo jak sam stwierdził “są rzeczy o wiele ważniejsze od pieniędzy”. Oczywiście, połowę z nich trzeba było wyjebać, bo ile można marynować grzyby i jeść jajecznicę z kurkami.

No dobra, dobiłem do wieku siedemnastu lat i myślałem, że uwolniłem się od tej wielkiej grzybni. Jednak los chciał mi pokazać, że jestem skazany na nię po wieki wieków. Sytuacja wyglądała tak, że niedaleko naszego domku, działkę posiadali też przyjaciele rodziny i w ich dobytku znalazł się także kolega w moim wieku. Wiadomo, wiek gówniarskich melanży, rodzice wiedzieli, co się święci, ale pozwalali zostawać tam na noc. No to popilim sobie do rana i ktoś stwierdził, że skoro już świata to może pójdziemy sobie zbierać grzybki. Wiedziony instynktem stadnym poszedłem, ale wziąłem sobie dodatkową ćwiartkę, co by to wszystko wytrzymać. I to był błąd, bo nastąpiła odcinka, a ja odłączyłem się od grupki i zasnąłem na polance. No i cudownym zbiegiem okoliczności, w stanie totalnego zmenelenia, obudzili mnie moi rodzice. Wstaje zdewastowany życiem, próbuje szukać wymówki i słyszę ojca

- Synu naprawdę mnie zawiodłeś, weź no się odwróć.

Odwracam się i myślę, że spałem we własnych bełtach czy jakimś martwym lisie. Ale zamiast tego widzę rozwalone prawdziwki i rydza.

- Ja rozumiem, że można się napić, ale żeby mieć tak mały szacunek do darów lasu, to naprawdę nie rozumiem. Myślałem, że inaczej cię wychowaliśmy.

Naprawdę nie cierpię zbierania grzybów.

* * * *

Macie swoje historie z wyprawami na grzyby?

Oloring pisze: U mnie zawsze było jak w tej paście - jeśli nie chciałeś wstawać o jakiejś pogańskiej godzinie i popierdalać po lesie w poszukiwaniu prawdziwków, to byłeś wyrzutkiem społecznym, chorym pojebem i czarną owcą rodziny. A jak już znalazłeś (raz na rok) grzyba to, kurła, co to za szajs przynosisz, ten jest niejadalny! A jak zapytałeś, jak wyglądają jadalne i po czym je poznać, to jak to, kurła, jak możesz w tym wieku (z 8 lat) nie wiedzieć, przecież to podstawowa wiedza, którą powinieneś mieć przyswojoną od lat najmłodszych, co z ciebie za nieudane dziecko, ja pierdolę, wiedziałam, żeby kupić psa, a nie robić gówniaka...
Tak że ten, jak widzę ludzi chodzących po lesie za grzybami, to od razu widzę w nich bandę psychopatów, którymi zapewne są. #JebaćBorowiki#KurkiWsumieTeż#CHWDMaślak
#KanieWłaściwieOK

joe: Pamiętam, że wtedy popularne były wyjazdy zakładowe, taki socjal od państwa, kiedy we wrześniu albo październiku Fabryka Aparatury Mleczarskiej wypożyczała autobus, jelcz, albo ogórek, zbiórka o 5 rano, panowie robotnicy, i inżynierowie też, ładowali się do środka z wiaderkami pełnymi flaszek, jechali na Kaszuby, do Borów Tucholskich i potem już tylko pół autobusu o 8 rano wychodziło do lasu, reszta spała, a o 12 była zbiórka, czasem później o godzinę, dwie, bo trzeba było wysłać ekipę ratunkową, bo ktoś w lesie zasnął i trzeba był go odszukać, a na koniec ci co faktycznie zbierali tym co spali w autokarze odpalali parę grzybków, żeby nie było, że z pustymi rękami wracają, i szczęśliwie wszyscy wracali do domu odespać to grzybobranie.





87

Oglądany: 64687x | Komentarzy: 73 | Okejek: 131 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

01.06

31.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało