Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Co jest w tym pomniku czerwonoarmisty, że nikt nie chce go zburzyć?

60 686  
395   83  
To był rok 1999. Jako nastoletni szczyl jeździłem sobie z kumplem po północnej Polsce łapiąc stopa, bo na bilety PKP nie było nas przecież stać. Gdzieś na trasie zatrzymał się stary rybak jadący nyską do Pucka. Podrzucił nas do wsi Starzyński Dwór. Tam naszym oczom ukazał się intrygujący relikt komunizmu. Był to przysadzisty pomnik żołnierza Armii Czerwonej.
Wiedząc, że pewnie lada moment zostanie on zburzony, wleźliśmy na niego, aby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.
Minęło 20 lat. Los znów zaprowadził mnie w tamte rejony. I wiecie co? Czerwony rusek ciągle tam jest!

Proces dekomunizacji przestrzeni trwa już od wielu lat, podczas których na gruz przerobiono całą masę socrealistycznych symboli ciepłej i szczerej przyjaźni polsko-radzieckiej, a także np. zmieniono nazwy tysięcy ulic, parków i skwerków. Zgodnie z prawem – zburzyć należy wszystkie monumenty, które upamiętniają komunizm, noszą komunistyczną symbolikę lub w jakikolwiek sposób propagują ustrój totalitarny. Na mocy tego rozporządzenia zniszczono m.in. wiele pomników „wdzięczności Armii Czerwonej”, między innymi w Sanoku, Kodniu czy w Lidzbarku Warmińskim.


Z niektórymi monumentami jest jednak pewien problem. Przede wszystkim gminy nie zawsze spieszą się inwestować środki na burzenie starych pomników, mimo że obowiązek usunięcia takiego obiektu należy do właściciela nieruchomości, na której on stoi – a to często oznacza, że kasę na likwidację jakiegoś leciwego, kamiennego koszmarka stojącego na zapyziałym placyku wyłożyć musi miasto lub wieś. Sytuacją, w której można podważyć ten nakaz jest np. umiejscowienie pomnika w miejscu znajdującym się poza widokiem publicznym albo kiedy taki obiekt znajduje się na terenie miejsc pochówku. Stąd też do dziś uchowało się całkiem sporo efektownych posągów i socrealistycznych płaskorzeźb na cmentarzach. Tu warto wymienić największą w Europie nekropolię żołnierzy radzieckich, która znajduje się w Braniewie. W zbiorowych 250 mogiłach spoczęło tam 31 237 członków Armii Czerwonej!


Innym usprawiedliwieniem wykluczającym pomnik z trafienia na listę obiektów skazanych na wyburzenie są sytuacje, gdy uzna się, że ma on charakter edukacyjny, naukowy, artystyczny lub w wyraźny sposób nie wychwala on ustroju totalitarnego. Ten zapis z ustawy o dekomunizacji pomników otwiera pewną wąską furtkę osobom i organizacjom próbującym ochronić niektóre komunistyczne „pamiątki” przed zniszczeniem. I taki właśnie los spotkał smętnego żołnierza ze Starzyńskiego Dworu.


Pomnik ten postawiono w 1967 roku. Przez prawie cztery dekady tzw. „smutny czerwonoarmista” niszczał i pokrywał się coraz większą warstwą kurzu. Aż do 2005 roku, kiedy to monument odrestaurowano i przymocowano u jego podstawy tabliczkę z napisem „Umęczonym żołnierzom Armii Czerwonej - jeńcom hitlerowskiego reżimu 1942-1945”. Trudno się dziwić, że odświeżenie tego komunistycznego kolosa wywołało sporo kontrowersji, a na lokalnych włodarzy z całą pewnością posypały się gromy. Rok temu do walki o zburzenie pomnika ruszył Dariusz Derlich – pomorski wojewoda z PiS-u. Ku jego zaskoczeniu smutny żołnierz Armii Czerwonej dostał wsparcie nie tylko ze strony mieszkańców wsi, ale i historyków oraz gdańskiego oddziału IPN, który to uznał, że smętny krasnoarmiejec w żaden sposób nie propaguje komunizmu. Co więcej – mimo obecnej na jego czapce-uszance gwiazdy, emblematu znajdującego się w większości flag państw komunistycznych, a także partii i „czerwonych” organizacji – symbolika tej rzeźby jest… pacyfistyczna!


Teraz mogę sobie to socrealistyczne cudo obejrzeć z bliska, bez gówniarskiej potrzeby wspinania się na głowę żołnierza i robienia sobie jaj. Żołnierz jest przygarbiony, nie ma broni, jego głowa jest spuszczona. Minę ma dość smutną. Jedną ręką podpiera się, natomiast drugą schowaną ma za plecami. Nie widać jej więc na pierwszy rzut oka. Dopiero gdy staniemy sobie z tyłu posągu, widzimy zaciśniętą pięść – jakby w symbolu biernego, bezsilnego buntu. U stóp żołnierza Armii Czerwonej spoczywają kwiaty i znicze – regularnie przynoszą je tu mieszkańcy wsi. Okazuje się, że uchowany przed zburzeniem rusek ma bardzo konkretną, tragiczną historię.


W Starzyńskim Dworze znajduje się pałac – powstał on na terenach kupionych w 1823 roku przez rodzinę von Grassów. Okazały budynek, który tam wzniesiono, wszedł w posiadanie jednego z synów - Friedricha Gustawa, który to przez kolejne lata rozbudowywał swoją posiadłość. W czasie wojny Niemcy zaciągnęli do pracy na tym terenie sporą ilość rosyjskich jeńców, którzy byli przez nich traktowani wcale nie lepiej niż więźniowie obozów koncentracyjnych. W pobliżu dzisiejszego pomnika stała stodoła, która służyła im za dom. Według zeznań mieszkańców wsi, kiedy w 1945 roku hitlerowcy, dowiedziawszy się o zbliżających się wojskach radzieckich, zmuszeni zostali do natychmiastowego opuszczenia tych ziem, zapędzili wszystkich Rosjan do stodoły, a następnie puścili ją z dymem. Podobny los czekało wiele tzw. komand roboczych, które w większości przypadków złożone były głównie z jeńców radzieckich. Po wojnie ekshumowano ciała zamordowanych żołnierzy i zapewniono im godny pochówek na cmentarzu we Władysławowie.


Historię tę przypomniano całkiem niedawno, kiedy wokół z pozoru komunistycznego pomnika zrobiło się spore zamieszanie w ramach procesów dekomunizacji przestrzeni publicznej. Pod naciskiem historyków, a nawet sołtysa Starzyńskiego Dworu, udało się uchronić zafrasowanego sołdata przed wyburzeniem, czyniąc z niego tym samym prawdziwy fenomen na ogólnokrajową skalę!
10

Oglądany: 60686x | Komentarzy: 83 | Okejek: 395 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.10

19.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało