Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Wielka księga zabaw traumatycznych XXIV

23 954  
2   17  
Zobacz ciekawsze...Równouprawnienie ma to do siebie, że po pierwsze po spsoceniu boli tak samo a kara jest równie bolesna. O czym przekonają się dziś zarówno chłopcy jak i dziewczynki...

Nie powtarzajmy tego! Nigdy! Osobom o niewypaczonej psychice odradzamy lekturę, pozostałych zapraszamy, im i tak jest wszystko jedno...



NA POCZĄTEK APOGEUM DZIAŁANIA CUKRU Z SALETRĄ - BOMBA Z GAŚNICY

Koniec podstawówki, początek koniec lat 80-tych. Faza zabaw pirotechnicznych - konkretnie zabawa mieszaniną saletry potasowej z cukrem. Przestały mnie już bawić bączki z kapsli, wulkany czy też pociski z pustych dezodorantów. Postanowiłem zabawić się extra. W garażu znalazłem pustą radziecką gaśnicę, przewierciłem otwór w dnie i nabiłem mieszanką (ok. 3/4 objętości - ok. 3 kg). Był letni wieczór, ustawiłem w ogrodzie za domem wyrzutnię-prowadnicę ze starego korytka rynny. Skierowałem ją w stronę sąsiednich osiedlowych bloków. Podpaliłem i w następnej sekundzie przeraziłem się wizją trafionego bloku, więc chaotycznym kopnięciem rozwaliłem konstrukcję wyrzutni. Gaśnica potoczyła się w pobliską jamę w ziemi. W ostatniej chwili schowałem się za murowanym śmietnikiem. Ogromny huk i grudy ziemi spadające na moją głowę. Za tym śmietnikiem przesiedziałem ze strachu jeszcze dobrą godzinę, bo ze wszystkich okien bloków zaczęli wyglądać ludzie i mój ojciec biegał wokół domu myśląc, że to wybuchła gdzieś butla z gazem.

by Cortolio

* * * * *

A ZARAZ NASTĘPNIE GRANATNIK

Koniec podstawówki. Wspólnie z kolegą postanowiliśmy kontynuować zabawy z saletrą. Zaplanowaliśmy budowę namiastki moździerza wojskowego. Pojechaliśmy rowerami na wysypisko śmieci po puste dezodoranty, których nazbieraliśmy kilkadziesiąt sztuk. Potem w garażu - nastąpiła seryjna produkcja pocisków. Wiercenie otworów w dnach dezodorantów i zasypywanie saletrą. Ze zdobyciem saletry i cukru nie mieliśmy problemów - mój ojciec prowadził cukiernię, a ojciec kolegi masarenkę. Akurat tego dnia nie było rodziców kolegi, więc w ogrodzie wbiliśmy w ziemię solidną rurę, skierowaną w stronę rynku naszego małego miasteczka. Następnie jeden podpalał, a drugi wrzucał pociski w rurę. Efekt niesamowity - jak na wojnie. Ostrzał pozycji nieprzyjaciela na rynku i sąsiedniej plebanii. Cud, że nie było rannych.

by Cortolio

* * * * * *

TO JAK SIĘ WŁĄCZA TEN WSTECZNY?

Pięć lat temu zaraz po prawku zakupiłem cudownego, nieskazitelnego,  pięknego, supernowoczesnego szrota Fiata 126p, robiącego za krasnala ogrodowego u wujka mojej koleżanki. 3 miesiące razem z mechanikiem doprowadzaliśmy go do cudownego stanu używalności.
Gdy już sobie stał taki ładny przed domem, któregoś dnia pojechałem na impreze (polewaną) autobusem, a rodzice wyszli do znajomych. Akurat mój 11-letni wtedy brat nudził sie sam w domu. Menda mała wiedziała gdzie trzymam kluczyki. Gdy tak siedział sobie przyszli do niego koledzy. I jak można się domyśleć namówili go na przetestowanie maszyny. Pragnę nadmienić że mieszkam na osiedlu domków jednorodzinnych gdzie nikogo nie interesuje nic poza końcem jego własnego nosa.  Auto stało dokładnie na przeciwko murowanego ogrodzenia sąsiada. Bratys odpalił kaszłorda i chciał cofnąć. Wrzucił (w jego mniemaniu wsteczny) i zarył z impetem gazu w desce w kamiennym ogrodzeniu sąsiada generalnie zaprzeczając powszechnej teorii jakoby 126-tka miała strefę zgniotu do silnika. (Miała prawie do przedniej szyby)
Gdzie leżał błąd zbrodni doskonałej?
Mianowicie mój brat sądził ze wsteczny uaktywnia się gdy spojrzy się w tylnią szybę i prawą ręką chwyci się oparcia fotela pasażera. Jakiż to musiał być widok i jego zdziwienie gdy autko żwawo skoczyło do przodu.
Gdy starsi zostali awaryjnie ściągnięci przez poszkodowanego sąsiada zastali mojego bratysa smacznie śpiącego w zaścielonym łóżeczku (o 17:30).

by LENNOX

* * * * *

DZIEWCZYNKI TEŻ WCALE GRZECZNE NIE SĄ

Niedaleko mojego miejsca zamieszkania znajdował się las. Gówniarzem będąc chodziłam tam z koleżankami powspinać się po drzewach. Dnia pewnego założyłam się z koleżanką, kto wyżej wejdzie na czterometrową sosnę. Wlazłam naprawdę wysoko, jednak wyczuwałam już subtelne oznaki przeciążenia gałęzi (trzaski, silne gibanie gałęzi). Zdrowy rozsadek (o ile taki miałam) kazał mi zejść. Teraz do wspinania zabrała się moja koleżanka. Wpełzła na sam wierzchołek, krzyknęła, że ładny widok i że drzewko fajnie się huśta na wietrze. reszty nie usłyszałyśmy. Rozległ się potężny huk i nim się spostrzegłyśmy, kumpela podchodziła do lądowania. Wyszło to jej dość ciężko. Na szczęście nic się jej nie stało, a do dziś trzyma w swym pokoju czubek choinki, który spadł razem z nią, zapewne jako puchar zwyciężczyni.

by Vissenna

* * * * *

WĄGLIKIEM GO! WĄGLIKIEM!

Akcja ta jest dziełem mojego kuzynka.
Dnia któregoś ów młodzieniec w swej szkole podstawowej rzucił na podłogę woreczek z białym proszkiem (mąką) w kącie szatni. Był to okres w którym dość mocno obawiano się "talibańskich suprajsów", czyli przesyłek z wąglikiem.
Po znalezieniu tego woreczka przez panią szatniarkę, został on złożony na stole w ofierze pani Dyrektor. Pani Dyektor raczej strachliwa była, więc z sali wyleciała migiem, wezwała służby porządkowe (policja, straż pożarna, etc.). Na szczęście,  szczyla odpowiedzialnego za całą akcje nie znaleźli.
O osobistym uczestnictwie w tym sabotażu, dowiedziałam się dwa lata później.
Szczyl podsłuchał jak z koleżanką rozmawiałyśmy, co by tu zrobić, żeby ze sprawdzianu zwiać i nie ponieść konsekwencji ze strony sora. Na to wchodzi do mojego pokoju i rzuca:
-Podrzuć wąglika w sali... Mówię ci... działa i jeszcze może se jakiś mundurowy towar lookniesz...
I jak tu go nie kochać?

by Vissenna

* * * * *

MAŁA MISS

Mając lat sześć, dostałam dziecięcy zestaw do makijażu - różnego rodzaju mazidła. Nie wiem, skąd mi do głowy przyszedł pomysł, aby ozdobić twarz dołączonym tuszem do rzęs... W każdym razie czarne krechy z policzków zejść nie chciały, a akurat przybyli goście... Więc zamknęłam się w łazience i próbowałam najprzeróżniejszych sposobów walki z krechami. W  końcu wzięłam papier ścierny (pseudo-pilnik do paznokci). Tusz zlazł razem ze skórą...

by Jane_the_ripper

* * * * *

NASTĘPNI ROWEROWI KASKADERZY

Miałem 7-8 lat i jako ze w wakacje niewiele było w tym czasie rozrywek, większość czasu spędzałem na rowerze. Razu pewnego jeździłem z grupką znajomych i w pewnym momencie przyszło nam zjechać z dosyć wysokiej i stromej górki. No wiec ja, żeby innym pokazać, że nie ma się czego bać (...byłem młody i głupi) zjechałem pierwszy. Pech chciał, że  w trawie na dole leżał duży kamień, którego nie było widać z góry. Przeleciałem przez kierownice i upadłem twarzą w dół przy okazji uderzając głową w jakiś inny kamień.  Kiedy odwracałem się na plecy zdarzyłem jeszcze zobaczyć jakiś cień lecący nade mną i straciłem przytomność. Obudziłem się chyba niedługo później z głową bolącą jak po niezłej imprezie. Grupa znajomych oczywiście zwiała, poza jedna koleżanką. Ona leżała nieprzytomna metr dalej niż ja. Jak ją ocuciłem to powiedziała, że ostatnie co pamięta to, że zjeżdżała z górki. Jej rower wyszedł z tego bez szwanku, a mój składak nadawał się tylko wyrzucenia po tym jak na niego najechała.

by The_grim_reaper

* * * * *

NASTĘPNA DZIEWCZYNKA - TRAUMATYCZKA, A CO RÓWNOUPRAWNIENIE JEST, KAŻDY RÓWNO W PUPĘ DOSTAJE...

Mając lat 13 czy coś koło tego zasłynęłam w okolicy jako dziewczynka z zapałkami. Przed blokiem, w którym mieszkaliśmy był parking, na którym lokatorzy stawiali samochody. Pech chciał, że któregoś dnia wprowadził się taki, co się dostosować nie potrafił do tego, że każdy ma "swoje miejsce" parkingowe.
No to mój ojczym wpadł na pomysł jak mu umilić dzien. Powiedział w domu w żarcie do matki, a ja ze względu na brak reakcji kilkudniowej postanowiłam sama wykonać zadanie. Wykonując zadanie wciąż myślałam o tym ze pewnie zdobędę cenne punkty u nowego tatusia...
Zeszłam na parking i powpychałam zapałki w zamki fiata bisa. Na drugi dzień facio chciał otworzyć zamek i się nie udało. Powpychał wszystkie zapałki w zamkach. Żeby się dostać do środka musiał siłą spuścić szybę o kilka milimetrów i drutem próbował złapać kołeczek do zamykania drzwi. Pozy jakie wykonywał przy tym były naprawdę śmieszne. Cóż za radość była oglądając ten teatr!
Po tym zdarzeniu pochwaliłam się w domu i szybko zaliczyłam cenne punkty... Na d***

by Anonimek 

* * * * *

A ŻE GŁUPOTA Z WIEKIEM NIE PRZEMIJA DOWIEMY SIĘ Z DWÓCH HISTORYJEK:

NA POCZĄTEK 22 LATEK

Mając już sporo bo 22 lata zaprosiłem kumpli do domu na piwko, co by się pochwalić świeżo wybudowanym kominkiem. Pech chciał, że drewno jakoś nie chciało się zapalić, postanowiłem więc troszkę mu pomóc i skoczyłem do garażu po szklankę benzyny. Nie namyślając się długo chlupnąłem tak z pół szklanki do kominka. Efekt jak nie trudno się domyślić piorunujący, jednak płomień po rozlanej strużce jak po ścieżce wpełzł do postawionej obok szklanki i zaczęło się jarać na ostro. W celu ratowania chaty postanowiłem wrzucić do kominka również tą szklankę, a że w kominku już zdrowo się paliło reszta benzyny zadziałała jak koktajl Mołotowa, wybuch rąbnął na pół pokoju, przypalił mamine kwiatki mi rękę, a resztka wytrysnęła na dywan który natychmiast zaczął się palić. Uratował mnie kumpel który na szczęście był w kapciach i zadeptał płomienie. Jako, że już byłem duży obyło się bez pasowania, za to kasę za dywan w ratach zwracam rodzicom do tej pory.

by McQueen

* * * * *

A NA KONIEC WIELKI FINAŁ - NAJSTARSZY 70 LETNI UCZESTNIK ZABAW TRAUMATYCZNYCH

Pewnego dnia mój ojciec - dostojny emeryt przed 70-  postanowił zrobić porządek w piwnicy. Jako że nasz dom pamięta właścicieli niemieckich, żołnierzy radzieckich z byłego garnizonu, to nie brakowało rzeczy wszelkiego rodzaju. Był tam też styropian w wielu gatunkach zacząwszy od najbardziej nam znanego (posklejanego granulatu) aż do zaj....cie ciężkiego  styropianu radzieckiej myśli technicznej. Ojciec postanowił, że spali te wszystkie śmieci. Podłożył palnik gazowy pod styropian i patrzył jak ładnie się topi. Przyszedł czas na to ruskie "coś". Początkowo też się topiło, więc ojczulek poszedł do domciu napić się czegoś. Po  3 min przez okno zobaczył słup ognia na 4-5m masę czarnego dymu i płonące wokół iglaki. Zjarał  żywopłot z cisów kilka świerków i jodełek. Ogród wyglądał jakby bomba pie......ła W ten dzień poczułem, że nadchodzi moment kiedy role ojca i syna powinny się odwrócić.  Wpierdolu oczywiście nie było ale komentarze z mojej strony "stary a głupi" trwają  nieprzerwanie już kilka miesięcy.

by Koogar

Czas się rozstać na dziś, niemniej jednak zapraszam do nadsyłania historyjek, bowiem zbiera się część 25 niesamowicie traumatyczna i krwawa, wstyd się do niej nie załapać... Historyjki podsyłajcie pisząc je tutaj...


Oglądany: 23954x | Komentarzy: 17 | Okejek: 2 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

07.04

06.04

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało