Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Młody ratownik medyczny w karetce VI (Pol'and'Rock 2019)

60 009  
395   41  
Lipiec minął mi pod względem wyjazdów, ale tym razem nie tych w karetce, bardziej wyjazdów poświęconych na zbieranie doświadczenia i nowych umiejętności. Będzie to trochę inny artykuł, bo w lipcu tych dyżurów miałem mało i nie trafiły się jakieś mega fajne sytuacje, a chciałbym, żeby tak wielka impreza miała swój osobny artykuł.

A więc jak minął mi ten lipiec

Na początku dwa wyjazdy do firmy W.I.R SOF-MED-Center, na szkolenie z TCCC i CTM. Niesamowite doznania względem tego, jak powinno być prowadzone dobre szkolenie. Łącznie spędziliśmy tam 8 dni, więc naprawdę tej wiedzy do przyswojenia był ogrom. Za to warunki i sposób, w jaki była przekazywana, był niesamowity. Podejście do kursanta z ogromnym szacunkiem i trwało to tak do końca, jeśli się go odwzajemniało.
Nie było głupich pytań, które zadał kursant, były nimi tylko te, których nie zadał. I naprawdę dało się odczuć, że Sikor, Wir i Marta wiedzą co robią.
Klinika, która trwa 2h i trzeba się ciągle zajmować pacjentem? No w ZRM takich historii jeszcze nie miałem. Max godzina. Tak że wielki szacunek dla wszystkich ratowników pola walki! Takie rzeczy otwierają oczy na jeszcze więcej aspektów medycznych, a bardzo dużo rzeczy przerzuciłem do swojej pracy i zaczynam to traktować jak normalne procedury.
Trzeba kruszyć ten medyczny beton, uczyć dobrej medycyny i ją stosować. Serdecznie polecam tę firmę, jeśli ktoś chciałby odbyć ciekawy kurs w swoim życiu. Dla ratowników? W obecnych czasach wydaje mi się, że powoli must have. Nawet nie ze względu na tematykę zajęć, ale na to, w jaki sposób można stosować dobrą medycynę, ale i jak dobrze jej uczyć, bo przecież większość z nas ma w jakimś stopniu związek z nauczaniem pierwszej pomocy czy innych cudów.

Koniec miesiąca minął mi pod szyldem Medycznego Patrolu na największej imprezie w moim życiu, czyli 25 Woodst... Pol'and'rock 2019.
Dla nas trwało to od 29.07 do 4.08, czyli cały tydzień wielkich doznań!

Poniedziałek

Przyjechaliśmy w poniedziałek, jechałem ze swoimi dwoma kolegami. Z jednym byłem na punkcie, drugi był na szpitalu.
Trafiliśmy do grupy "scena" dlatego, że dużo słyszeliśmy fajnego o tym punkcie, no i większość ludzi z tego punktu też jest z naszego miasta.
Przyjechaliśmy, odebraliśmy zestaw startowy od naszego lidera i zaczęliśmy się rozstawiać. Znaleźliśmy miejsce w naszym obozie na zasadzie "o patrz, tu jest spoko, zmieścimy się". Rozstawiliśmy się i dołączyliśmy do reszty ekipy, która była na szkoleniach przypominających, czyli w sumie cały zakres KPP.
Medyczny patrol opiera się na osobach, które mają KPP i są po odbytym roku w Pokojowym Patrolu i odbytym szkoleniu w Szadowym Młynie, dopiero po tym mogą dołączyć do medycznego, a jeśli jesteś ratownikiem medycznym, pielęgniarką lub lekarzem, wtedy od razu możesz wstąpić do medycznego patrolu. W sumie taki był mój plan od początku studiów. Nigdy nie byłem na tym festiwalu i zdanie miałem różne, więc postanowiłem, że muszę tam jechać, ale tylko jako ratownik medyczny. Mieliśmy przypomnienie z RKO, użycia AED, użycia deski, udrażniania dróg oddechowych etc. No dużo tego było. Do tego szkolenie z dokumentacji medycznej, jak i również komunikacji radiowej. Jako że byłem "pieczątką" na swoim punkcie, to powinienem to wiedzieć, na szczęście system już mnie nauczył dobrze wypełniać karty.
Kim jest pieczątka? To osoba typowo z tytułem medycznym, która ma uzyskane prawo do wykonywania zawodu medycznego. To my kontrolowaliśmy prace ratowników KPP i działaliśmy razem na rzecz dobra pacjenta. No i to my podejmowaliśmy główne decyzje, po prostu byliśmy kierownikami zespołów.

Wróciliśmy do obozu. Przyszła pierwsza noc, a z nią ulewa, i to przeogromna. Na całym polu namioty zaczęły pływać. W tym nasz... Rozstawiliśmy namiot w idealnym lejku, z tego powodu do naszego namiotu zaczęła spływać woda. Szybka decyzja o wykonaniu za pomocą saperki "odpływów", czyli rowów, którymi będzie płynąć woda. No i jakoś się udało. Tutaj mega podziw dla organizatorów. Byliśmy informowani o deszczu za pomocą aplikacji, a później gdy zaczęły spływać informacje o zalanych namiotach, bardzo szybko została uruchomiona suszarnia oraz dodatkowa "świetlica", gdzie każdy mógł spać, na szczęście nas to nie czekało, bo kolega miał drugi namiot, trochę mniejszy.
Znaleźliśmy już odpowiednie miejsce, które nie było zalane. No i niby wszystko było super, był tylko jeden problem. Nie mieściłem się w tym namiocie... tak że cały tydzień spaliśmy przy otwartym wejściu do namiotu, przez który wystawały moje nogi.

Wtorek

Wtorek minął nam na kompletowaniu sprzętu, rozstawianiu punktów medycznych, jak i na kolejnych szkoleniach. No i ogólnym lenistwie. Przyjechało kilka kolejnych osób, przechadzaliśmy się po polu, ogarnialiśmy mapy pola.

Środa

W środę ruszało oficjalne zabezpieczenie imprezy. Wcześniej były tylko TRX, czyli zespoły wyjazdowe (quady), które jeździły do weryfikacji zdarzeń, które spływały do centrum dowodzenia. Tego dnia ruszały punkty medyczne, było ich z tego co pamiętam 11, a w nich około 350 osób będących w medycznym patrolu - czy to na punkcie, czy w szpitalu, czy na TRX. Ratownik, ratownik medyczny, pielęgniarka, lekarz - wszyscy razem w jednym celu: pomocy festiwalowej społeczności, aby bawili się bezpiecznie. My jednak nadal ogarnialiśmy sprzęt i swoje punkty. Dlaczego nie ruszaliśmy? Ponieważ grupa "scena" i jej dwa punkty, czyli "bankomat" (na lewo patrząc na scenę) i "breja" (na prawo patrząc na scenę, mój punkt) ruszały tylko w czasie koncertów, czyli od czwartku od godziny 14. Każdego dnia byliśmy do około 4-5 rano. Przygotowaliśmy nasze punkty do akcji. Trafiłem ze swoim dobrym kolegą do grupy "wyjściowej" na naszym punkcie, czyli oczywiście działaliśmy na naszym punkcie, ale gdy trzeba było wyjść w czasie koncertu w tłum po pacjenta, to wtedy wychodziliśmy. Ale to były wyjścia... ale o tym zaraz.
Dojechała ostatnia część ekipy. W międzyczasie nadal walczyliśmy z deszczem. Na szczęście nasz namiot już do końca pozostał suchy, ponieważ na wszelki wypadek obwinęliśmy go folią malarską. Gdyby nie moje wystające nogi za namiot, to byśmy mieli tam saunę, no ale jednak wyszło nam to na dobre.
W środę również odbyła się bardzo długa pozoracja dla wszystkich punktów, w której uczestniczył Pokojowy Patrol jako poszkodowani. Miało być to ostateczne sprawdzenie gotowości punktów, centrum dowodzenia, szpitala i TRX-ów na dni koncertowe. No właśnie, miało być dla wszystkich punktów... Nasze punkty nie miały przygotowanej żadnej pozoracji, chyba o nas zapomnieli, ale na radiu ciągle coś się działo, przeplatało się to z prawdziwymi zdarzeniami, więc mieli dużo do pracy. Przez chwilę przewinęła się informacja, że pod sceną ma się odbyć pozoracja zdarzenia masowego, no ale niestety, nic z tego. A szkoda, bo myślę, że byłoby to mega sprawdzające na tak wielkim festiwalu
Pozorację zrobiliśmy sobie sami na sobie, dogrywając wszelkie szczegóły naszego działania.

Dni koncertowe

Czyli esencja tego, po co tam przyjechaliśmy. Pobudka około 11 rano. Poranna toaleta, śniadanie i tak naprawdę przygotowanie się do wyjścia na punkt, ponieważ już przed 14.00 tam byliśmy.
Ostatnie sprawdzenie sprzętu, przygotowanie schematu działania. Ludzie zaczynają przybywać pod scenę, szykując się na rozpoczęcie festiwalu, w ich rękach flagi, słoneczniki lub inne ciekawe rzeczy. Na ustach każdego z nich uśmiech.
Wychodzi Jurek, ogłasza rozpoczęcie festiwalu. Tłum szaleje i krzyczy:

To jest mój kawałek ziemi, o który będę dbał i który będę szanował. To jest mój dom, w którym panuje miłość, tolerancja, braterstwo i przyjaźń. Tak mi dopomóż rock'n'roll, rock'n'roll, rock'roll!

zaraz za Jurkiem. A więc zaczynamy!
Te słowa były dla mnie na razie puste, no bo jestem pierwszy raz i nie do końca wiem czego się spodziewać. Chociaż już kilka razy gdy szedłem przez pole zostałem zaczepiony przez kompletnie nieznajome mi osoby, które przybijały piątki lub chciały się przytulić, dziękując za naszą pracę. Ciekawe doświadczenie.

Dni koncertowe mijały tak samo, czyli od czwartku do soboty od 14 do 4-5 rano w punkcie. Koło 6 prysznic i koło 11-12 pobudka. Był jeden plus, około 6 nie było kolejek pod prysznicami.

Niedziela

Ostatni dzień festiwalu. W nim pozwoliliśmy sobie na chwilę więcej snu, no ale trzeba było się spakować i pozbierać punkt, więc mimo wszystko mieliśmy trochę roboty. Wieczorem było ognisko patroli. Niestety my musieliśmy wracać do pracy, "dyżur sam się nie obstawi".


Jak wyglądała nasza praca/wezwania/ wyjścia w tłum/współpraca w punkcie

Nasza praca wyglądała tak jak na większości dużych zabezpieczeń. Główne obrażenia to zasłabnięcia w tłumie, urazy w okolicy stawu skokowego, obrażenia łuków brwiowych lub nosa po przypadkowym uderzeniu podczas tańca, no i kilka upojeń alkoholowych.
Przez 3 dni mieliśmy około 300 pacjentów, większość głównie z małymi urazami którzy po szybkiej naszej interwencji odsyłani byli do dalszej zabawy lub namiotu.
Tak naprawdę na naszym punkcie prócz dwóch nieprzytomnych to nie było nic stricte "ratowniczego".

Przez festiwal przewinęło się ponad 750 tys. osób! To trzecie największe miasto w POLSCE!
Co ze zgonami? No zdarzają się w każdym mieście, w żadnym z nich nie miała do udziału osoba trzecia. Wiem, że z punktu medycznego wszystko było zrobione tak, jak być powinno. A jak wiecie, nie każdego udaje się uratować. Zgony zdarzają się w każdym mieście. A przy takim skupisku ludzi coś po prostu musiało się stać.

Współpraca w punkcie wyglądała znakomicie, było nas 4 ratowników medycznych, 1 pielęgniarka i 2 osoby z KPP. Działał każdy, ratownicy KPP pomagali nam z czynnościami, które nie wykraczały poza ich uprawienia. Czasami sami prowadzili całe badanie pod naszym czujnym okiem nadzorującym, czy nie dzieje się coś złego. Ale nic takiego się nie działo, tak że spokojnie sobie działaliśmy. Wszyscy pacjenci rozłożyli się w czasie, więc prócz kilku sytuacji mieliśmy spokój na punkcie, a tylko kilka razy nie było gdzie już kłaść pacjentów. Działaliśmy jak dobrze naoliwiona maszyna. Każdy wiedział co miał robić, a z dnia na dzień szło to coraz lepiej.
W międzyczasie słuchaliśmy koncertów, wychodząc przed nasz punkt. No właśnie, ale będąc w punkcie medycznym dalej ich słuchaliśmy, niestety pod głośnikami basowymi, tak że głównie operowaliśmy krzykiem lub porozumiewaliśmy się na migi. Ciekawe doświadczenie. Każdy z nas miał oczywiście ochronniki słuchu, które były wydawane. Ja osobiście chodziłem w aktywnych i jestem bardzo zadowolony z tego, jak się sprawdziły.
Wyjścia w tłum. No, to było konkretne... Wychodziliśmy w 4-osobowym zespole, 2x RM, 1x KPP i 1x pielęgniarka. A z nami około 6 lub więcej ochroniarzy z patrolu.
Przeogromne osoby z wielkimi serduchami. Czy to niebieski patrol, czy czarny, mogliśmy zawsze na nich liczyć. Niesamowici profesjonaliści! I bardzo miłe osoby. Tak z nimi współpracować mógłbym codziennie. Special Patrol, po prostu dziękuję! Widzimy się za rok!
No ale jak to wyglądało? Pod sceną tłum, a my musimy przejść przez niego, żeby dostać się do pacjenta. Z przodu szło zazwyczaj dwóch chłopaków z patrolu, obok nas kolejnych dwóch i z tyłu również dwóch. Wszyscy trzymaliśmy się za ramię, aby żaden z nas nie został "porwany" przez tłum. Ludzie zazwyczaj bez problemu się rozsuwali sami lub z pomocą patrolu. Pamiętam tylko dwie sytuacje, gdy ludzie wyskoczyli do nas z krzykiem, ale było to gdy osoby zostały przesunięte przez patrol od tyłu, a gdy się odwróciły i zobaczyły co się dzieje, od razu przepraszały.

Pracuję prawie rok w systemie i spotkanie się z pochwaleniem mojej pracy jest dość rzadkie. To teraz wyobraź sobie: idziesz przez przeogromny tłum ludzi, a oni klaszczą, krzyczą "patrol, patrol, patrol", klepią cie po plecach, krzyczą "dziękujemy" i starają się ci pomóc. Na co dzień spotykamy się z wszechobecną agresją w stosunku do pracowników ochrony zdrowia, więc było to dla nas poniekąd szokiem. No cóż, tak to wygląda, że normalna postawa jest dla nas dziwna... Oby to się zmieniło.
Podczas koncertu Happysad podobno pobiliśmy rekord stworzonego "korytarza życia", czyli udrożnienia drogi przez pokojowy patrol do pacjenta. W jednym miejscu trafiły się 4 pacjentki po zasłabnięciu. Udrożniona została droga dla nas i Trx-ów. Korytarz sięgał od sceny do siema shopu. Przy tak przeogromnym ścisku było to aż niemożliwe, a mieliśmy korytarz z szerokością spokojnie 6 m. W momencie gdy przez niego biegliśmy, wszyscy ludzie klaskali i skandowali "dziękujemy". Niesamowite uczucie, po prostu czujesz, że robisz to, co kochasz.

No ale nie zawsze pacjent tak do nas trafiał, w większości przychodził sam lub chłopaki z patrolu przynosili nam pacjentów na własnych rękach, gdy wyciągnęli ich z tłumu. Robili niesamowitą robotę! W każdej chwili czuliśmy się bezpiecznie. Przez całe dni zabezpieczenia mieliśmy tylko jeden epizod agresji w stosunku do nas. Pacjentka pod wpływem alkoholu nie panowała nad sobą, gdy chciała wyskoczyć z rękami do jednego z nas, od razu pojawiło się znikąd kilku ochroniarzy, którzy bardzo szybko spacyfikowali agresywną osobę.
Niesamowite było to, że i chłopaki i dziewczyny byli zawsze tam gdzie powinni, zawsze obok nas, zawsze z nami w jednym celu. Po każdym wyjściu lub przyniesieniu pacjenta dziękowaliśmy im za pomoc. Bez nich na pewno byśmy nie dali rady!
Apogeum całego festiwalu miało nastąpić na koncercie Kultu. Pierwszy występ od dłuższego czasu, pierwszy występ na tym festiwalu. Ludzi było jak mrówek (na insta możecie zobaczyć relację z tego koncertu, jak i z innych). Pełna mobilizacja wszystkich patroli. Pod sceną została utworzona żywa ściana, czyli osoby z patroli odpychały tłum, aby nikt nie został stratowany przez ścianę, również było miejsce na ludzi, których tłum "wypluje" i potrzebują pomocy lub po prostu chcą wyjść, bo jest im słabo. Wyobraźcie sobie 5-6 rzędów ludzi, którzy stoją złapani ramię w ramię i starają się odepchnąć tłum. Niesamowite.
Na tym koncercie również szliśmy w tłum, z jednym chłopakiem z czarnego patrolu. Chłop wielki jak dąb. Sam z naszą pomocą i pokojowego patrolu udrożnił nam drogę. Do pacjenta i ponownie do punktu medycznego. Oj, tam było naprawdę ciasno. Dlaczego sam? Bo wszyscy ogarniali tłum pod sceną.
Na ten koncert przyszło nam pomóc dwóch chłopaków z TRX GOPR (?), o ile dobrze pamiętam. Byli po dyżurze, ale chcieli nam pomóc, więc jeden dodatkowo wychodził z nami w tłum. Dzięki!

Emocje na festiwalu i po nim

Przyjechałem tam poniekąd sceptyczny. Nie widziałem, czego się spodziewać. Moja rodzina jeździła od dłuższego już czasu na festiwal w dość dużej ekipie, ale mnie jakoś to nie ciągnęło. No właśnie, mówię w czasie przeszłym, jak to powiedział mi kolega "nie ma sierpnia bez Woodstocku".
Nigdzie nie spotkasz tylu osób, które po prostu są szczęśliwe! Nie widzą problemów, chcą ci pomóc. Każda osoba, która była przez nas zaopatrzona, dziękowała nam jakbyśmy uratowali życie jej i następnym 30 pokoleniom. Uśmiech po prostu gościł przez cały tydzień na naszych twarzach. W medycznym patrolu sami pasjonaci, ludzie, którzy wyjechali na tydzień na WOLONTARIAT. Dawali z siebie wszystko, aby pomóc ludziom i spędzić czas w niesamowitej atmosferze.
Grupie "scena" chcę podziękować za przyjęcie nas w wasze grono. Czuliśmy się jak w domu mimo tego, że się nie znaliśmy.

Czy warto jechać? KONIECZNIE! Na festiwalu widziałem 80-latków i dzieciaki noszone przez rodziców lub prowadzone w wózku. Jeśli masz jakieś złe zdanie o festiwalu, to jestem prawie pewien, że je masz, bo nigdy tam nie byłeś. Naprawdę nigdy nie widziałem imprezy tak dobrze zabezpieczonej pod względem bezpieczeństwa. Przykład? Znalezienie "żartownisia", który poinformował o bombie na festiwalu. W niecałą godzinę Special Patrol z pomocą festiwalowiczów odnalazł tę osobę i przekazał ją policji.
Jak to mówił Jurek - to moja Polska i nie zabierzecie nam jej! Kocham Polskę.
Stać 1 sierpnia w czas godziny W, patrząc na morze ludzi, którzy upamiętniają godnie tę rocznicę - coś niesamowitego.

Kilka krótkich pytań od czytelników na Instagramie, które pominąłem w artykule

Czy ratownik medyczny musi przejść jakiś kurs, aby zabezpieczać taką imprezę?

Nie, nie wiem skąd taki pomysł. Możemy to robić i robimy to dobrze. Mieliśmy normalną umowę wolontariacką i wykonywaliśmy wszystkie medyczne czynności ratunkowe, takie same jak w pracy.

Jak wygląda rekrutacja?

Rekrutacja do medycznego patrolu trwa z tego co pamiętam do końca czerwca. Musimy wypełnić formularz zgłoszeniowy, wysłać zdjęcie i potwierdzić zdjęciem dyplomu nasze kwalifikacje. Jeśli chodzi o ratowników KPP - nie wiem. Tak, trzeba mieć 18 lat (inaczej nie zrobisz kursu KPP, a co dopiero skończenia studiów na kierunkach medycznych).

Jak wyglądała współpraca z festiwalowiczami?

Idealnie, chciałbym, żeby tak to wyglądało w mojej pracy. Pomagali nam, wiedzieli, że albo pomagamy im, albo idziemy pomagać komuś. Odpowiadali rzeczowo na pytania podczas zbierania wywiadu i byli bardzo zadowoleni z każdej udzielonej im pomocy.
Jeśli chodzi o inne patrole, czy to niebieski, czy pokojowy, to nigdy nie została nam odmówiona pomoc. Jedno słowo i już mieliśmy ludzi, którzy chcieli nam pomóc.

Jedno jest pewne. Za rok wracamy! Może w większej ekipie, bo jest ciekawy plan.
Dzięki wszystkim, którzy tam byli! Oby za rok było nas więcej!

Po powrocie z festiwalu, idąc na drugi dzień z samego rana po śniadanie do sklepu, bardzo szybko przypomniałem sobie, że wróciłem. Stojąc w kolejce kilka razy dostałem wózkiem w tyłek, jak i również "przemiła" starsza pani chciała wepchnąć mi się w kolejkę... No cóż, wracamy do rzeczywistości! Co nie zmienia faktu, że my dalej robimy swoje.

Dzięki za przeczytanie artykułu, w następnym artykule wracamy do życia z karetki. Chciałem, aby takie ważne wydarzenie miało osobne miejsce dla siebie w mojej historii.
Trzymajcie się, jeśli macie pytania, zadajcie je tutaj lub na moim profilu na Instagramie: Młody Ratownik na Instagramie,gdzie powstanie Q&A po tym, jak i każdym kolejnym artykule.
Miłego dnia/wieczoru/nocy!
Dzięki!
Młody Ratownik
11

Oglądany: 60009x | Komentarzy: 41 | Okejek: 395 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

11.12

10.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało