Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Fajna impreza, dylemat w aptece i inne anonimowe opowieści

72 323  
333   35  
Dziś przeczytacie także m.in. o chęci niesienia pomocy, finale wielkiej miłości, gaciach z Batmanem oraz dowiecie się, co zrobi prostytutka za 20 zł.

Jestem pielęgniarką i wracałam po dyżurze zupełnie wyczerpana. Ok. 8 rano byłam na chyba największym skrzyżowaniu w Łodzi. Przechodziłam przez drogę zmęczona i niewyspana. To był czas kiedy dopiero niedawno przeprowadziłam się do Łodzi z miasta, gdzie nie było tramwajów.

Nagle patrzę, a na torach przed tramwajem stoi niewidomy z laską. Widząc tę sytuację włączyło się we mnie moje zboczenie zawodowe i rzuciłam mu się na ratunek. Podbiegłam do faceta i zaczęłam szarpać go za laskę i krzyczeć, że tramwaj go przejedzie...

Jak się okazało, to nie był niewidomy, tylko maszynista tramwaju wyszedł zmienić zwrotnicę, bo miał skręcać. Więc tą swoją "laseczką" grzebał w "dziurze", żeby przestawić wspomnianą zwrotnicę.

Na pewno wyobrażacie sobie tłumy ludzi idące do pracy na 8 godzinę i minę tego maszynisty. Powiedział tylko, że dziękuje, ale że on widzi i prowadzi ten tramwaj.

Tak oto niepotrzebnie szarpałam laskę obcemu mężczyźnie na środku skrzyżowania.

* * * * *

Pokochałem ją od pierwszego spojrzenia. Te oczy, ten uśmiech, te zaczepne odzywki, poczucie humoru, piersi, tyłek, nogi… No ideał. Gosia miała w sobie ten magnetyzm, który sprawiał, że za każdym razem, gdy pojawiała się koło mnie, moje serce na chwilę przestawało bić, a potem tłukło jak wściekłe, usiłując wyskoczyć mi z klatki i upaść wprost na dłoniach obiektu mych cichych westchnień.
Osiem lat się za nią uganiałem. Lubiła mnie. Nawet bardzo. Ale, do jasnej Anielki - jakżeby inaczej, jako swego najlepszego przyjaciela.

Pewnie nie raz już słyszeliście te historie o facetach, którzy to utknęli w „friendzone” i nie byli w stanie wyplątać się z tego paskudnego układu. No, to wyobraźcie sobie, że ja wczoraj stanąłem z Gosią przed ołtarzem. Wepchnięty w elegancki garnitur, prężąc się dumnie przed jej zgromadzoną w kościele rodziną i naszymi wspólnymi przyjaciółmi.

Spełniłem gorącą prośbę Gosi i zostałem świadkiem na jej ślubie...

* * * * *

Razem z moimi przyjaciółkami wysyłamy sobie miliony snapów dziennie. Przeróżnych rzeczy, wszelkiego rodzaju głupoty. Tego dnia kupiłam sobie śmieszne majtki (obcisłe figi) z Batmanem i postanowiłam pokazać koleżankom mój wynalazek z perspektywy "od tyłu", bo tam znajdowało się logo. Z rozpędu zaznaczyłam koleżanki i przez przypadek... teściową.

Jakie było moje zdziwienie, gdy odesłała mi zdjęcie swoich pośladków w takich samych majtkach...

* * * * *

Parę dni temu pojechałem do Wrocławia załatwić pewną formalność. Miałem akurat trochę wolnego czasu, więc pomyślałem, że resztę dnia spędzę wałęsając się po mieście. Niestety, komórka mi padła, więc zostałem pozbawiony mapy i musiałem pytać przechodniów o drogę.

Gdy usiłowałem się dostać do jednego z muzeów, na drugiej stronie malutkiej, jednokierunkowej uliczki zobaczyłem policjanta. Podszedłem więc do niego, aby poprosić o wskazówki. Przemiły „pan władza” w dużych szczegółach wyjaśnił mi jak dotrzeć do celu, a następnie… wlepił mi mandat za przechodzenie przez jezdnię w niedozwolonym miejscu.

* * * * *

Kiedy byłem w gimnazjum, dużo jeździłem na rowerze. Ta przygoda zdarzyła się właśnie w tamtym okresie. Jechałem na rowerze z kumplem przez dość wyboistą, wyasfaltowaną drogę, prowadzącą przez las do pewnego dużego osiedla w moim mieście. Na tej drodze na uboczu stały kobiety, które uprawiały "najstarszy zawód świata". Jadąc tamtędy i mając 20 złotych w kieszeni poczułem się jak młody alfons i podjechałem do jednej z pań, pewny, że się na coś zgodzi, a ja będę miał satysfakcję ze zrobienia jej w jajo. Zszedłem z roweru, podszedłem pewnym krokiem i zagadałem:
- Przepraszam, co mi pani zrobi za 20 złotych?
I tu padła odpowiedź:
- Popilnuję ci roweru, a ty idź se zwal do lasu...

Cóż, zgasiła mnie jak peta, a kumpel do tej pory się ze mnie śmieje.

* * * * *

Moja mama będąc już w dziewiątym miesiącu ciąży leżała wieczorem razem z tatą w łóżku i opowiadała mu historię swojej koleżanki z pracy. Koleżanka ta w nocy spostrzegła, że zaczęła rodzić i zaczęła krzyczeć do swojego chłopaka: "Wody mi odeszły! Wody mi odeszły!", na co on półprzytomny spytał: "Marysiu, gdzie płyniemy?".

Oczywiście mój tata, prawdziwy bohater, zadeklarował się, że kiedy przyjdzie już ten moment, on będzie w pełnej gotowości.

Chyba nie spodziewał się, że chwila ta nadejdzie tej samej nocy, kilka godzin później, bo na okrzyki mojej mamy, że wody jej odeszły, śpiącym głosem odpowiedział: "A ty to jeszcze opowiadasz...?".

* * * * *

Jestem farmaceutką. Pewnego, dość ruchliwego zresztą, dnia stałam przy okienku w mojej aptece, zmęczona całym dniem pracy. Nagle do apteki wchodzi jegomość, lat na oko 40, lekko zagubionym wzrokiem odnajduje moje spojrzenie i biegiem rzuca się w stronę okienka.
- Dzień dobry! Poproszę szampon X.
- Oczywiście. Czarny czy siwy?
Wytłumaczyłam, że różne kolory oznaczają szampony o różnym działaniu, że szary jest na siwienie, czarny na wypadanie i tak dalej. Pytam, co dokładnie się dzieje, a tu ogólna konsternacja, strach w oczach. Zmieszany gość odchodzi na bok, kolejka się przesuwa. Mija moment i słyszę, jak klient zestresowany szepcze w telefon:
- Kochanie, ja łysiałem czy siwiałem?

Musiałam wyjść na zaplecze, bo popłakałam się ze śmiechu. :)

* * * * *

Pewnego weekendu wraz z grupą znajomych udało nam się spotkać. Niektórych nie widziało się dość sporo czasu, bo to praca za granicą, zamieszkiwanie innych zakątków Polski, obowiązki. Wypad był organizowany bardzo długo, by zgrać 11 osób w jeden wieczór.

Przyszedł czas na umówione spotkanie w docelowym miejscu i doszliśmy do wniosku, że zamiast do pubu, wybierzemy się do domu jednego spośród naszych znajomych. Tak więc wezwaliśmy 3 taksówki, aby po nas przyjechały i zabrały w docelowe miejsce. Nagle dostrzegłam nieznanego mi faceta, który podszedł jakby nigdy nic i wkręcił się w rozmowę, rozgadany, roześmiany - może go nie kojarzę? Może to czyjś znajomy spotkany po drodze i doszedł?

Taksówki przyjechały. Zajechaliśmy do docelowego miejsca, organizacja jedzenia, alkoholu, miejsca... Spotkanie trwa, wszyscy dobrze się bawią. Nagle brakuje wódki - trzeba to naprawić. Na zapytanie kto chętny skoczyć do sklepu - ów nieznajomy się zgłosił. Wszyscy zadowoleni, bo chętny się znalazł, posypały się pieniądze, delikwent poszedł do sklepu - wrócił z zaopatrzeniem. Wszystko pięknie. Aż nagle w końcu nie wytrzymałam i pytam się:
- Kto ty jesteś?
- X - odpowiada.
- Ale z kim ty tu przyszedłeś?
- Sam.
- Jak sam? Nikogo z nas nie znasz?
- Nie, zobaczyłem grupę rozbawionych ludzi, więc dołączyłem, fajną imprezę macie, mogę zostać?
I został.

Oglądany: 72323x | Komentarzy: 35 | Okejek: 333 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało