Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy znajduje się w Polsce

110 043  
637   85  
Była jedną z tych tajemniczych "broni" Hitlera, która nie doczekała się swojej chwili chwały, a do dziś można oglądać ją w polskich podziemiach.

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
Zadziwiające jest, jak mało osób zarówno w naszym kraju, jak i poza jego granicami wie, że mamy w Polsce jedne z największych podziemi fortyfikacyjnych na świecie. Międzyrzecki Rejon Umocniony, bo o nim mowa, to prawdziwe arcydzieło sztuki militarnej, które zdecydowanie wyprzedzało swoje czasy i do dziś robi niesamowite wrażenie na zwiedzających. Mimo to miliony monet wpompowane w tę inwestycję okazały się dosłownym wyrzuceniem tych pieniędzy w piach. Jeżeli chcecie dowiedzieć się dlaczego tak się stało i poznać historię tego miejsca, to zapraszam do lektury, jeszcze zanim zabiorę Was tam na miejsce - ale o wyjeździe później. Najpierw najciekawsze informacje!

Co to takiego ten rejon umocniony?

Front Ufortyfikowany Łuku Odry i Warty, bo tak brzmi tłumaczenie jego pełnej niemieckiej nazwy, to najnowocześniejszy (jak na swoje czasy) system fortyfikacji i umocnień, których głównym zadaniem była obrona wschodniej granicy Rzeszy przed potencjalnym atakiem ze strony Polski. Po ustaleniach traktatu wersalskiego właśnie w tym miejscu przebiegała najkrótsza droga od granicy Rzeszy do Berlina i zabezpieczenie jej było dla Niemców kluczową sprawą.

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
Oryginalna mapa niemiecka z 1939 roku, na której zaznaczyłem linię umocnień.

W latach 1934-38 na 80-kilometrowym odcinku pomiędzy Odrą i Wartą Niemcy zbudowali ponad 100 obiektów fortyfikacyjnych o różnorakim przeznaczeniu. 83 z nich stanowiły schrony bojowe zwane panzerwerkami - wkopane w ziemię superfortece przystosowane do długotrwałego odpierania ataków z każdego kierunku. Każdy schron zabezpieczony był nawet półtorametrową warstwą zbrojonego betonu i pancernymi kopułami i płytami, z których miano prowadzić ostrzał.

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
Rysunek przedstawiający przykładowy schron bojowy zwany potocznie bunkrem, któremu Niemcy nadali propagandową nazwę panzerwerka.


Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
Ten sam obiekt po ''zdjęciu'' 150-centymetrowej warstwy betonu, którym był przykryty.

Największe wrażenie robi jednak prawie 33-kilometrowej długości system podziemny. Na bezpiecznej głębokości 16-42 metrów kursowały pociągi zaopatrujące poszczególne schrony. Aby kontrolować i ułatwić ruch pociągów, pod ziemią powstało 13 dworców, które służyły jako mijanki dla podziemnej kolejki. Poza funkcją komunikacyjną, podziemia pełniły również funkcję magazynową - wydrążono dziesiątki ogromnych komór, w których składowano amunicję, zapasy, a pod koniec wojny nawet eksponaty ówczesnego Muzeum Fryderyka Wielkiego z Poznania.
Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
Wąskotorowa kolejka elektryczna jeżdżąca kiedyś po systemie podziemnym.

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym

Wydrążenie tego ogromnego systemu podziemnego o powierzchni 75 000 m² wymagało wydobycia około 300 000 m³ materiału, a to wszystko w zaledwie 4 lata za pomocą prostych narzędzi i siły ludzkich mięśni.

Jeżeli właśnie sobie myślicie "mają rozmach skur...czybyki", to powinniście wiedzieć, że to tylko 1/4 tego, co planowano tam zbudować.

Ambitne plany Hitlera

Führer wizytował linie umocnień w 1935 roku i niedługo później zatwierdził plan ich rozbudowy. Wedle jego bardzo ambitnej wizji do 1951 roku miało powstać 330 panzerwerków, czyli uśredniając: jeden co 250 metrów przez 80 kilometrów frontu! Pośród tych setek obiektów zaplanowano budowę co najmniej 8 opancerzonych obrotowych baterii artyleryjskich, które wraz z pancerzem miały ważyć prawie 500 ton każda! Ilość stali potrzebnej do zbudowania jednej sztuki tej skomplikowanej broni wystarczyłaby do zbudowania 50 lekkich czołgów Panzer II! I nie mówimy tutaj o zwykłej stali, tylko o wysokogatunkowej stali pancernej powstałej ze stopu chromowo-molibdenowego. Dla zobrazowania tego, jak skomplikowane i materiałochłonne miały być te konstrukcje, dodam, że CAŁY przemysł Rzeszy był w stanie dostarczyć tylko jedną taką kopułę ROCZNIE!

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
Rycina przedstawiająca planowane baterie artyleryjskie. Sama kopuła miała kosztować milion marek Rzeszy. Na uwagę zasługują również 3,5-metrowej grubości ściany i ich stosunek/relacja do wzrostu żołnierzy.

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
Plan baterii artyleryjskiej - tym razem rzut z góry. Jak widać, pomieszczenia zajmowały mniej niż połowę powierzchni budowli, większość zajmował zbrojony beton. Na uwagę zasługuje pomieszczenie opisane jako Hulsen - jego jedynym zadaniem było zbieranie zużytych łusek z armaty znajdującej się obok.

Porozmawiajmy o pieniądzach

Ilość materiałów użytych do budowy MRU była ogromna. Wyprodukowanie ich było niewątpliwie ogromnym obciążeniem dla całej gospodarki Rzeszy, zajętej wtedy wyposażaniem armii, u stóp której w ciągu kolejnych lat miała paść prawie cała Europa. Zastanówmy się jednak, ile to wszystko mogło kosztować.

Na szczęście liczne źródła historyczne pozwalają dokonać całkiem ciekawego porównania. Koszt nowoczesnego karabinu MG-34 stosowanego masowo w panzerwerkach wynosił około 300 RM (Reichsmarek - marek Rzeszy). Standardowe kopuły obserwacyjne i dla karabinów maszynowych odpowiednio 7900 i 82 000 RM. W tym samym czasie kilogramowy bochenek chleba kosztował 0,4 RM, a znany do dzisiaj VW Garbus (wtedy jeszcze KdF-Wagen) 990 RM. Należy pamiętać, że samych kopuł dla karabinów maszynowych zainstalowano na linii umocnień 71, a karabinów MG-34 kilka setek. Największe wrażenie robią planowane baterie artyleryjskie. Koszt samej obrotowej kopuły z armatą szacowano na około 1 000 000 RM, a pamiętajcie, że planowano ich co najmniej 8.

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
6-strzelnicowa kopuła dla 2 karabinów maszynowych - na całym MRU zainstalowano 71 takich urządzeń.

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
Kopuła służąca do obserwacji i kierowania ogniem - zwana potocznie dzwonem.

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
MG-34 wraz z lawetą, która umożliwiała przesuwanie karabinu pomiędzy strzelnicami. Niby karabin maszynowy, ale tak skomplikowany, że potrzeba paru sekund, żeby znaleźć spust.

Całkowite wpływy budżetu Rzeszy w 1938 roku wyniosły niespełna 18 miliardów RM, więc omawiana inwestycja na wschodnich rubieżach Rzeszy była istotnym elementem budżetu. Zwłaszcza że powyższe dane nie uwzględniają kosztów robocizny, które musiały być astronomiczne. Ręczne wykopanie, oszalowanie i obetonowanie 33 kilometrów podziemnych tuneli to miliony roboczogodzin, za które trzeba było komuś zapłacić. Warto podkreślić, że cały ten kompleks zbudowały prywatne niemieckie firmy z etatowymi pracownikami. Pensja takiego pracownika wynosiła około 150-200 marek miesięcznie i wbrew pozorom przysługiwały mu całkiem spore prawa - do dzisiaj zachowały się pisemne skargi pracowników narzekających na jakość wyżywienia!

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
Stanowisko obrony wewnętrznej w systemie podziemnym - on też był ufortyfikowany. W całych podziemiach przygotowano 6 takich stanowisk, naprzeciwko których znajdował się kilometrowej długości prosty tunel, w którym nie było za czym się schować.

Nie znamy dokładnych całościowych kosztów zarówno zrealizowanej, jak i planowanej budowy, ale wedle szacunków ekspertów w dziedzinie MRU - Janusza Miniewicza i Bogusława Perzyka - całkowity koszt planowanej budowy równałby się wystawieniu nawet 6 nowoczesnych dywizji pancernych, z których do 1938 roku w ziemię wmurowano pieniężną równowartość 2 takich dywizji, czyli około 600 czołgów.

Warto dodać, że w przeddzień inwazji na Francję w 1940 roku cały Wehrmacht posiadał 5760 czołgów zgrupowanych w 10 dywizji. Dodatkowe dywizje na tak wczesnym etapie wojny mogły znacznie wpłynąć na jej losy.


MRU po pokonaniu Polski

Rozbudowę MRU wstrzymano około 1938 roku. Wobec przygotowywanego ataku na wschód Hitler sam przyznał wtedy, że potrzebuje tam czołgów, a nie bunkrów. Przez kolejne lata o ambitnych planach niemal zapomniano, a większość wyposażenia zdemontowano i doposażono nim Wał Atlantycki. Po pokonaniu Polski fortyfikacje znalazły się nagle w samym centrum Rzeszy, a w okresie największych jej sukcesów 1700 km od jej granic. O linii umocnień przypomniano sobie dopiero wtedy, kiedy to alianckie bombardowania masakrowały infrastrukturę Rzeszy i gorączkowo szukano odpornych na naloty miejsc, do których można by przenieść produkcję zbrojeniową. Latem 1943 roku do MRU przeniesiono linię produkcyjną silników lotniczych firmy Daimler (dzisiejszy Mercedes). Było to całkiem spore przedsięwzięcie, wymagające czasami przebudowy i wzniesienia kolejnych budynków, z których część zachowała się do dzisiaj. Pod ziemią ulokowano wtedy 1500 stanowisk roboczych, które niemal do końca wojny produkowały silniki używane między innymi w sławnych Messerschmittach Bf 109.

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
Pozostałości po hali produkcyjnej w okolicy głównego wjazdu do podziemi. Powstała ona pod koniec wojny jako element przenoszonej do MRU produkcji zbrojeniowej.

Przygotowanie do obrony

W 1944 roku Sowieci znajdowali się za Wisłą, tylko 400 km od linii umocnień, a Hitler ciągle zwlekał z wydaniem rozkazu przygotowania fortyfikacji do obrony. Argumentował to tym, że rozbudowa umocnień na tyłach walczących wojsk skłoni je do wycofywania się bez walki. Dopiero w połowie roku Heinz Guderian uzyskał od niego odpowiedni rozkaz, ale wtedy było już za późno. Utraconego czasu nie udało się już odzyskać. Pomimo zakrojonych na szeroką skalę robót ziemnych i budowlanych, przy których wykorzystywano jeńców radzieckich, więźniów i mieszkańców pobliskich wiosek, linia umocnień ciągle była dziurawa. Ze względu na ogromny postęp, jaki dokonał się w ciągu ostatnich 5 lat wojny, duża część umocnień okazała się po prostu za słaba i nieodpowiednio przygotowana. Jakby tego było mało, istniejące urządzenia były bardzo skomplikowane i nie można ich było używać z marszu. Ich obsługa wymagała specjalnego przeszkolenia i specjalnych oddziałów fortecznych. Takie oddziały istniały już w Rzeszy i planowano nimi obsadzić MRU, ale Hitler, wbrew Guderianowi, skierował je na front zachodni, gdzie zostały wybite niemal do nogi w walkach polowych.


Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
Nowoczesny moździerz motorowy, który mógł wystrzeliwać nawet 2 pociski na sekundę.

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
Pierwszy na świecie forteczny obrotowy miotacz ognia wraz zapleczem na niższym poziomie.

MRU zdobyte

Linia umocnień okazała się tak dziurawa, że już pierwszego dnia walk cała brygada pancerna przeszła przez nie niezauważona i zatrzymała się dopiero 30 km dalej. Zaskoczeni czerwonoarmiści musieli wstrzymać ''ofensywę'' ze względu na brak paliwa i łączności. Ich jednostki znajdowały się już tak daleko, że używane przez nich radiostacje nie były w stanie nawiązać z nimi łączności. Podczas drugiego dnia pojedyncze schrony stawiały jeszcze opór, ale szybko były unieszkodliwiane, a ich załogi rozstrzeliwane. Trzeciego dnia, tj. 31 stycznia 1945 roku, po 72 godzinach walki poddały się ostatnie panzerwerki, które w założeniu miały się bronić miesiącami. Zdziesiątkowane załogi składające się z nieprzeszkolonych żołnierzy i volkssturmu (walczących cywili) nie były w stanie powstrzymać nacierających Rosjan. W niektórych panzerwerkach zamiast kilkudziesięciu znajdowało się tylko kilku obrońców, z których niewielu umiało obsługiwać skomplikowaną maszynerię forteczną.

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym Wnętrze schronu PzW 775 w miejscowości Wysoka. Jest to jeden z niewielu schronów, które podjęły walkę z Sowietami. Prawdopodobnie po unieszkodliwieniu przez Rosjan strzelnic i ogłuszeniu obrońców, załoga wolała wysadzić się w powietrze, zamiast się poddać. Na zdjęciu widać miejsce eksplozji i uszkodzenia, do jakich doprowadziła.

Sowieci bardzo szybko przystąpili do eksploracji całego systemu i wyciągania z niego wszystkiego, co miało dla nich jakąkolwiek wartość. Cała pancerna stal, którą dało się szybko i łatwo zdemontować, wyjechała na wschód. Potężne 51-tonowe kopuły dosłownie wystrzeliwano w powietrze za pomocą ładunków wybuchowych i amunicji. Były tak mocno osadzone w ścianach, że nie było innej możliwości ich odzyskania. Zdecydowaną większość schronów wysadzono w powietrze, aby uniemożliwić ich ponowne użycie - wtedy jeszcze nie było jasne, czy Niemcy po zakończeniu wojny nie wrócą na te tereny.

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
Po wojnie Sowieci testowali kopuły na MRU ostrzeliwując je. Ich testy wykazały, że bezpośrednie trafienie w kopułę nie powodowało jej zniszczenia, ale impet uderzenia ogłuszał i poważnie ranił przebywających wewnątrz żołnierzy.

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym Jeden z wysadzonych przez Rosjan panzerwerków. Niemcy przykładali ogromną wagę do zabezpieczenia wszystkich otworów wychodzących ze schronu. Tak dużą, że nawet czerpnie powietrza posiadały swoją kopułę, którą widać na zdjęciu.

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
Ta sama kopuła w niemieckich planach.

Po co Hitlerowi umocnienia na wschodzie?

Führer już w 1928 roku w swojej mniej znanej drugiej książce pod tytułem Das Zweite Buch (Druga Księga) przedstawia śmiały plan zdobycia Lebensraum (przestrzeni życiowej) na wschodzie. Opisuje w niej plany ataku na Polskę i Związek Sowiecki, a dowodzone przez niego dywizje miały zatrzymać się dopiero na Uralu. W świetle tej koncepcji bardzo nietrafionym pomysłem wydaje się wydawanie tak ogromnych ilości pieniędzy i materiałów na fortyfikację stałą tuż przy granicy Rzeszy. Przecież już na 5 lat przed dojściem do władzy Hitler wiedział, że na wschodzie będzie potrzebował czołgów, a nie bunkrów. Do dzisiaj nie do końca wiadomo, dlaczego przypomniał sobie o tym dopiero w 1938 roku, wydając rozkaz wstrzymania budowy - mógł przecież rozkazać budowę mniejszych i tańszych fortyfikacji.


Jeżeli jednak spojrzymy na doświadczenia z I wojny światowej, to budowa takich umocnień wydaje się być jak najbardziej uzasadniona. Weźmy tutaj na przykład najważniejszą bitwę I wojny światowej - bitwę pod Verdun. Podczas 9 miesięcy, 3 tygodni i 6 dni walk Niemcy stracili 143 000 ludzi, a około 300 000 zostało rannych i kalekami. To odpowiednio 0,46% i 1% ich aktualnej męskiej populacji! Prowizoryczne okopy i ziemianki nie zapewniały skutecznej obrony przed ostrzałem nieprzyjaciela oraz atakami gazowymi. Jasne było, że Niemcy jako naród nie mogą sobie ponownie pozwolić na tak ogromne straty ludzkie. Stąd też koncepcja superumocnień na wschodzie, które były wprost stworzone do takiej bitwy jak pod Verdun, gdzie dwie armie miesiącami stały naprzeciwko siebie i walczyły zajadle o każdy metr terenu. Schrony miały odpowiednio zabezpieczać walczących w nich żołnierzy i przetrwać wielokrotne bezpośrednie trafienia używanej wtedy artylerii. System podziemny miał umożliwiać bezpieczne zaopatrywanie schronów bojowych i kwatery dla odpoczywających żołnierzy. Zarówno schrony, jak i podziemia były hermetycznie zamykane oraz wyposażone w zestawy filtrów, które praktycznie niwelowały zagrożenie wynikające z użycia gazów bojowych, których tak bardzo bał się Hitler. Nie ma mu się zresztą co dziwić - sam ucierpiał w ataku gazem musztardowym w 1918 roku w okolicy Pasewalk i w jego efekcie oślepł na kilka dni.

Każde fortyfikacje buduje się na podstawie doświadczeń z poprzedniej wojny i w świetle taktyk używanych wtedy MRU wydawało się niezwyciężone, a pomysł ich budowy jak najbardziej uzasadniony.



BONUS: Fortyfikacje a traktat wersalski

Układ pokojowy kończący I wojnę światową nakładał na Niemcy liczne zakazy i obostrzenia, a na straży ich przestrzegania ustanowił specjalną aliancką komisję. Traktat okazał się jednak bardzo dziurawy i kwestią sporną do dzisiaj pozostaje pytanie, czy był to przypadek, czy wynikało to z celowego działania zachodnich przywódców. Istnieje teoria, wedle której wyobrażali oni sobie Rzeszę jako naturalną strefę buforową oddzielającą ich kraje od sowieckiej Rosji i z tego powodu pozostawiono wszystkie te furtki.

Przykładowo punkt 180 traktatu mówił: "istniejący system fortyfikacji na południu i wschodzie Niemiec będzie utrzymany w obecnym stanie". Wobec takiego stanu rzeczy bardzo szybko okazało się, że tamtejsze fortyfikacje uległy zniszczeniu na skutek warunków atmosferycznych (!) i wymagały pilnej naprawy, która polegała na wymianie starych ceglanych schronów na nowoczesne żelbetowe konstrukcje.

Po zakończeniu pierwszej wojny światowej ogromną popularnością zaczęło cieszyć się w Niemczech kajakarstwo i wystąpiła pilna potrzeba rozbudowy tras kajakowych i połączenia jezior Pojezierza Lubuskiego. Dziwnym trafem wszystkie kanały kajakowe ułożone były południkowo i były głębokie na kilka metrów, a nad nimi nie powstały praktycznie żadne mosty. W rzeczywistości te ''trasy kajakowe'' były przykrywką do budowy kanałów taktycznych, które miały kierunkować ewentualne ataki na ''wąskie gardła'', w których za parę lat miały powstać bunkry.

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
Stanowisko obrony zapola i wejścia do schronu. Każdy obiekt, który posiadał wyjście na powierzchnię posiadał taką izbę. Co ciekawe, karabin obsługiwało dwóch żołnierzy - jeden strzelał, a drugi celował. Do dziś nie wiem, jak mogło to działać.

BONUSOWY BONUS: Koncepcja walki maszynami

Trzonem frontu ufortyfikowanego miały być panzerwerki o grubości ścian 150-350 cm. Na ich wyposażeniu była broń maszynowa, motorowy moździerz forteczny (strzelający dwoma pociskami na sekundę) czy pierwsze na świecie forteczne obrotowe miotacze ognia. Do obsługi schronu wyposażonego w dwie kopuły na cztery karabiny maszynowe, moździerz, miotacz ognia oraz stanowisko do obrony zapola potrzeba było tylko 46 żołnierzy. Każdy schron (przynajmniej w teorii) wyposażony był w odpowiednią ilość amunicji i zapasów żywności, aby skutecznie bronić się w okrążeniu przez dwa miesiące. Ogromna siła ognia i wytrzymałość, a raczej niezniszczalność schronu przez aktualnie używaną amunicję potencjalnych przeciwników, to wyprzedzająca swoją epokę o lata koncepcja walki maszynami. Używając dzisiejszej nomenklatury - walki robotami automatycznie zasilanymi w pociski, gdzie obsługujący je ludzie byli bezpieczni za grubymi pancerzami. Koncepcja ta okazała się jednak zbyt kosztowna i skomplikowana i nigdy nie została wdrożona w życie.

Najbardziej nietrafiona inwestycja III Rzeszy - ciekawostki o Międzyrzeczkim Rejonie Umocnionym
- No ja...
- Na panzerwerku, kurczę, a gdzie mam być? :)

Chcesz zobaczyć to wszystko na własne oczy? Chodź ze mną!

Umocnienia MRU to miejsce, w którym podczas pierwszej wizyty w 2012 roku zrozumiałem, że szlajanie się po bunkrach i podziemiach to coś, co chcę robić przez resztę mojego życia. To dzięki tej pasji powstał mój kanał na YT, na którym opublikowałem 4-odcinkową serię o MRU, której stworzenie zajęło mi prawie rok pracy. Dzisiaj po kilkudziesięciu wizytach w MRU i setkach godzin poświęconych na zdobywanie wiedzy mógłbym godzinami opowiadać o każdym fragmencie tej fortyfikacji. Tam, gdzie większość ludzi widzi beton, ja widzę zmyślne rozwiązania techniczne i kunszt budowniczych. Tym bardziej miło mi pochwalić się, że w 2019 roku spełniłem jedno ze swoich marzeń i nawiązałem współpracę z Muzeum Fortyfikacji i Nietoperzy w Pniewie, uzyskując tym samym możliwość legalnego oprowadzania po tych wspaniałych fortyfikacjach.

W związku z tym organizuję legalne wypady do podziemi MRU, podczas których postaram się zarazić wszystkich bunkrową pasją. Aby wziąć udział w tym lub w innych wyjazdach, które organizuję (np do podziemnej fabryki w Falkenhagen [zobacz - LINK]), dołącz do mojej grupy na Facebooku [link] - udostępniam tam wszystkie informacje i szczegóły. Jeśli nie chcesz korzystać z Facebooka - wystarczy napisać mi maila: kawiakpiotr@gmail.com - w mailu zwrotnym udzielę wszystkich informacji i szczegółów.

Specjalnie dla czytelników portalu przygotowaliśmy z Joe Monsterem 5% zniżkę - napisz mi po prostu "jestem z Joe Monstera" i wszystko będzie jasne!

---

Serdeczne podziękowania dla mojego mentora Pana Roberta M.Jurgi za cierpliwość do odpowiadania na moje niekończące się pytania na tematy fortyfikacyjne i zgodę na wykorzystanie jego wspaniałych rysunków. Dziękuję również mojemu koledze Grzegorzowi Gripenfanowi za udostępnienie swoich genialnych fotografii z podziemi MRU.
---

Lektury, z których korzystałem pisząc ten artykuł:
Robert Jurga - Fortyfikacje III Rzeszy w rysunkach przestrzennych
Anna Kędryna, Robert Jurga - Grupa Warowna "Scharnhorst"
Andrzej Toczewski - Międzyrzecki Rejon Umocniony
Janusz Miniewicz, Bogusław Perzyk - Międzyrzecki Rejon Umocniony 1934-1945
5

Oglądany: 110043x | Komentarzy: 85 | Okejek: 637 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało