Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Wielka księga zabaw traumatycznych XV

19 081  
4   18  
Ten w balii prosi: KliknijcieWitamy w kolejnym zwariowanym odcinku zabaw z karbidem, ogniem prochem i kwasami wszelakiej maści. Dzisiejsi mali bohaterowie powodują pożary i zalania u sąsiadów a także są przyczyną ewakuacji całego bloku...

I tak w kwestii formalnej: Wrażliwi i niedowiarki niech sobie odpuszczą ten tekst, a tych co natura korci, niech nie powtarzają tego ani w domu ani w piwnicy ani na podwórku ani nigdzie indziej! Wszystkich innych zapraszam do czytania!



Jazda windą z parteru na 10 piętro i z powrotem , później wciskanie wszystkich guzików w windzie ,co sprawiało iż lokatorzy tegoż budynku mogli w nieskończoność czekać na transport. Po jakiś 20 minutach spotkał nas na 8-9 piętrze swojski jegomość który nie przebierając w słowach delikatnie nas opierd..... i stanowczo dał do zrozumienia abyśmy wypierd..... z tegoż bloku. Mój kumpel na to:
- Proszę Pana wie pan co? Z pana to jest kawał c h...a.
Jegomość nagle zmienił kolor twarzy z zwykłego na buraczkowy i za nami puścił się w pościg wołając ,że jak złapie to nam nóżki z wiadomej części ciała powyrywa. My uciekamy, mamy jakieś pół piętra przewagi nad facetem, ale powoli się ona zmniejsza. Mój kumpel w przerażeniu widząc naszą klęskę zaczyna krzyczeć:
- Proszę Pana ja tylko żartowałem!

by Seba

* * * * * 

  Któregoś dnia z plebanii, która właśnie się budowała, zwędziliśmy kawałek karbidu (I odpuść nam nasze winy...). Po południu wybraliśmy się na wielką wyprawę do lasu. Puszka po farbie, woda w woreczku foliowym, zapałki - wszystko, czego potrzeba do szczęścia. Jakoś nikt się nie palił, żeby wystąpić w roli "cynglowego", więc pod otwór w puszcze podłożyliśmy lont, czyli trochę suchej trawy. Najpierw zajął się jałowiec,
później drugi, chwilę później staliśmy w centrum pożaru. W efekcie poszły z dymem dwa hektary prywatnego lasu. Ale najciekawsze jest to, że bardzo spodobała się gminnym strażakom nasza "obywatelska" postawa. Braliśmy bardzo czynny udział w akcji ratowniczej. Mniej więcej tydzień później na uroczystym apelu w szkole od OSP dostaliśmy zegarki. Czasem bywam w tym lesie - sosny ciągle osmalone, a minęło prawie 20 lat. 

by Ryczek

* * * * * 

Jakoś w 6-tej klasie podstawówki wpadliśmy z kumplem na pomysł, żeby porzucać śnieżkami w TIRy przejeżdżające przez naszą miejscowość. TIRy tirami, po pół godzinie nudów kumpel postanowił porzucać w osobowe... I rzucił. Koleś w dużym Fiacie trochę speniał, dał po hamplach a ten za nim nie zdążył... Huk, szkło, a my z kumplem zwiewamy przez park. Kierowca wyskoczył z auta i pobiegł za nami. My, rozważni, rozdzieliliśmy się, a że kumpel był słabszy z WFu, to koleś złapał jego. Ja zwiałem. Oczywiście w domu nic, cisza. Na weekend wyjechaliśmy z miasta, luzik, ale w niedzielę wieczorem do mojego ojca zadzwonił ojciec kolegi... Skończyło się bez udziału sądu. A ja na pół roku dostałem zakaz na telewizję, komputer, gitarę... Wróciłem do gry na pianinie.

by Strarzaq

* * * * * 

W czasach szkoły podstawowej byliśmy razem z moim kolegą pasjonatami modelarstwa. Kupowaliśmy pisemka typu "Mały Modelarz", sklejaliśmy je, lakierowaliśmy i było fajnie. Były to głównie samoloty, czasem okręty. Tak po kilku latach już nam się to zaczęło nudzić (no w końcu wyrośliśmy trochę). Stwierdziliśmy, że trzeba by wypróbować czy, i jak takie samoloty polecą. Oczywiście były to samoloty z czasów wojny, więc jeżeli taki samolot leci w dół to tylko w przypadku zestrzelenia, więc podczas lotu się pali. Zebrawszy wszystkie modele samolotów - moje i kolegi, poszliśmy do jego mieszkania na IV piętrze i zaczęliśmy puszczać podpalone samoloty z okna. Paliły się ślicznie, w końcu były pociągnięte lakierem. Leciały już mniej ładnie, szybko spadały. Jednak jeden z nich podczas lotu wykonał ewolucję, której nie przewidzieliśmy. Odwrócił się w taki sposób, że wpadł przez otwarte okno do mieszkania na I piętrze (było lato, okna pootwierane). Od płonącego samolotu zaczęły się zajmować firanki, zasłony i parę innych rzeczy będących w pobliżu katastrofy lotniczej. Szczęście, że ktoś był w domu i zdążył to opanować, bo inaczej cała chałupa poszłaby z dymem. Nam się jednak nie udało wykręcić od odpowiedzialności. Działo się to w biały dzień na oczach całego bloku stojącego naprzeciwko. Tyłki nas trochę bolały... Bitwy morskie z okrętów które nam jeszcze pozostały urządzaliśmy już w bezpiecznych miejscach - na większych kałużach.

by Mariox

* * * * * 

Dawno temu pewnego pięknego dnia mając 2 lata (tego wydarzenia nie pamiętam ale wszyscy w kółko to opowiadają) do mojego brata który jest ode mnie nieco starszy (jakieś 4 lata) miała przyjść pielęgniarka zrobić mu zastrzyk. A ze moja kochana mamusia musiała wyjść zostawiła nas pod czujnym okiem sąsiadki. Pielęgniarka przyszła i pyta się który delikwent do igiełki. Mój braciszek mając strach w oczach palcem pokazuje i wykrzykuje ze to dla mnie. Sąsiadka nie będąc świadoma kto miał być kuty wzięła mnie, zdjęła gatki i dostałem z wielkim płaczem igła w dupę. Po powrocie mamusi brat dostał w dupę z pasa i z igły, bo zastrzyk musiał dostać. Do tej pory ma wyrzuty sumienia.

by Rohman 

* * * * * 

Jako mały bąbel mieszkałem z rodzicami we Wiedniu. W mieszkaniu mieliśmy taką śliczną liściastą palmę (czyt. "dużą paprotkę"), która rzecz wiadoma zbierała w sposób dość znaczny kurz. Ów kurz moja rodzicielka miała w zwyczaju przy każdym sprzątaniu skrupulatnie wycierać (nazywane było to "myciem" tej roślinki), ogólnie bardzo kochała tę roślinkę, wiadomo - nie łatwo takiego chabadzia wyhodować. Jako, że byłem grzeczny i usłużne dziecko pewnego dnia kiedy mama wyszła do pracy postanowiłem mamę lekko odciążyć i "umyć" palemkę. Rodzice zastali mnie w domu sypiącego do doniczki drugi proszek do prania i polewającego to wodą...

by Krwisty

* * * * * 

Ubrudził mi się piesek (pluszowa z 80 cm zabawka) i co jako grzeczny synek z robiłem? Tak właśnie postanowiłem ją umyć. W tym celu napełniłem wannę i wrzuciłem ową zabawkę. Gdy cała była przesiąknięta wytachałem ją na przedpokój zalewając sąsiadów. Do tej pory nikt nie może dojść jak taki szczyl jakim byłem miał tyle siły by nasiąknięta zabawkę wytachać poza łazienkę. Dodam, że mieszkałem w starym wieżowcu z płyty.

by MICk

* * * * * 

Miałem wtedy lat około 8, z kolegą który mieszkał piętro wyżej (blok 4 pietrowy) w przypływie natchnienia i nudy spowodowanej deszczem na zewnątrz postanowiliśmy wykorzystać nożyczki fryzjerskie w dość nietypowym celu. Otóż z szafy mojej mamy wziąłem szpulę dratwy, po czym umocowaliśmy ją do szafek po dwóch przeciwległych końcach pokoju. Aha oczywiście wcześniej przewlekliśmy w/w przez oczko w nożyczkach. Zabawa polegała na tym, że jeden bierze zamach i wypuszcza nożyczki do drugiego, które ten w zamyśle ma łapać. Tyle teorii…. Po kilku próbach koledze udało się machnąć narzędziem tak skutecznie, iż nożyczki minęły moje dłonie i utkwiły pomiędzy brwiami, powyżej oczu. Po chwili osłupienia przeszedłem w stan odrętwienia, a zaraz w stan pobudzenia wyrażając to dość głośno. Nigdy przed tym ani później (oczywiście live) nie widziałem tyle krwi… Tak przy okazji moja mama która weszła do pokoju też nie…. 

by Darko 

* * * * * 

Plagą bloku w którym zamieszkiwałem z rodzicielami były stada dzikich kotów i roznoszonych przez nich pcheł. Pchły dotkliwie kąsały po nogach powodując bolesne swędzenie, a co najważniejsze utrudniały mi prace w tajnym warsztacie pirotechnicznym założonym w piwnicy (do dziś się chwalę, że działałem w latach 70 w podziemiu) Liczne dezynfekcje i deratyzacje przeprowadzane przez ADM poza bólami brzucha i zawrotami głowy u lokatorów na parterze dawały raczej mizerne efekty. Po kolejnej nieskutecznej akcji ADM postanowiłem wziąć sprawę w swoje ręce wraz z kumplem zataskaliśmy do piwnicy z 10 kg soli i 4 flachy kwasu siarkowego (do akumulatorów) z soli usypaliśmy fachowo dwie wielkie kupy w kątach korytarza piwnicznego - następnie na środku każdej kupy wylaliśmy po 2 flaszki kwasu siarkowego na kupę i dyla na dwór. Jak wiadomo sól kuchenna potraktowana kwasem siarkowym wydziela intensywnie chlorowodór, który postanowiliśmy zastosować jako gaz bojowy do walki z robactwem. Efekt przeszedł nasze oczekiwania -  po około 5 minutach przy akompaniamencie dzikiego miaukotu przez okienka piwniczne zaczęły wyskakiwać dzikie kocury wraz z kawałkami szyb ze szkła zbrojonego po następnych kilku minutach z okienek piwnicznych zaczęła się wydobywać biała smrodliwa mgła - dziwnym i szczęśliwym trafem ten syf nie wypełzł na klatkę schodową. Piwnice i korytarz zasnuła do wysokości 1,5 m biała smrodliwa i żrąca mgła. Ludzie co to się działo - ku naszemu przerażeniu do neutralizacji naszego preparatu ściągnięto straż pożarną - mieli takie fajne kombinezony - akacja zajęła cały dzień. Rury w piwnicach lekko skorodowały, a parę osób musiało wyrzucić ziemniaki zgromadzone na zimę, ale cel został osiągnięty i pchły wyginęły. I widać mimo pewnych szkód i potężnego zamieszania lokatorzy byli nam wdzięczni bo nikt nas nie wydał, choć milicja i aktywiści ORMO intensywnie poszukiwali sprawców tej dezynsekcji. Ojciec coś podejrzewał, ale w dupę nie dostałem, tylko musiałem przenieść moje tajne laboratorium w bezpieczniejsze miejsce.

by Madman

* * * * * 

Kiedyś po obiadku u babci trochę mi się nudziło, więc postanowiłem się zabawić w małego chemika. Wziąłem takie fajne coś szklane (nie wiem jak to się tam nazywa, w każdym razie bajerancki zbiorniczek mały z czymś na kształt korka) i wrzuciłem tam próbki kilku artykułów znalezionych w kuchni i łazience. I jak to się nagle nie zacznie pienić! Chwytam korek, zamykam to i lecę wylać do kibla. Tuż po wejściu do łazienki korek zrobił fiuuu i mikstura w większej części znalazła się na suficie. Kropki na suficie zostały do dziś. Ale babcia, jak to babcia, cieszyła się że nic mi się nie stało.

by Chomik

Oglądany: 19081x | Komentarzy: 18 | Okejek: 4 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

01.04

31.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało