Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Po II Wojnie Światowej Amerykanie wywieźli do USA 1600 nazistów. W tym wielu zbrodniarzy wojennych.

56 773  
218   68  
Dr Eugen Haagen może i był pozbawionym skrupułów nazistą, który w ramach eksperymentów zarażał tyfusem polskich i romskich więźniów obozu Schirmeck-Vorbruck, ale trzeba przyznać, że na coś się facet przydał. W 1944 roku trzech alianckich uczonych spotkało się w Paryżu, aby dokładnie przyjrzeć się pozostawionym przez Haagena dokumentom. Praca badawcza nazistowskiego lekarza robiła wrażenie. Jeśli by odsunąć na bok wszystkie moralne hamulce, tacy ludzie jak ten nazistowski lekarz mogliby przysłużyć się „słusznej sprawie”...

Taką refleksję wyciągnęli uczeni biorący udział w akcji wywiadowczej znanej jako „Operacja Alsos”. Jej celem było pozyskanie jak największej ilości informacji na temat wszystkich istotnych projektów, nad którymi pracowali Niemcy. Holenderski fizyk i naukowy szef tego przedsięwzięcia Samuel Goudsmit osobiście stworzył listę najbardziej wartościowych dla aliantów niemieckich ludzi nauki. Haagen - jako człowiek, który zabijając setki ludzi, był już w zaawansowanym stadium prac nad szczepionką przeciw tyfusowi - był na szczycie tego spisu, a z pozostawionych przez niego dokumentów udało się skompletować całkiem spory wykaz cennych dla aliantów nazistów.

Rok później amerykański Departament Obrony powołał do życia jednostkę zwaną Agencją do Zadań Połączonych Wywiadów (Joint Intelligence Objectives Agency – w skrócie JIOA). Jej zadaniem było poszerzanie zdobytej już wiedzy na temat ukrywających się niemieckich uczonych, a także stworzenie szczegółowych biografii i dokładnej dokumentacji prac badawczych przeszło 1500 nazistów, w tym – fizyków, chemików, techników i inżynierów.


Amerykanom zależało na czasie, a cele były dość dalekosiężne. Po tym, jak w 1945 roku Japonia została wyeliminowana z wojennej rozgrywki za pomocą dwóch bomb atomowych, władze USA liczyły się z tym, że wkrótce trzeba będzie skonfrontować się ze Związkiem Radzieckim. A do walki z tak potężnym wrogiem należało się odpowiednio przygotować. Przejęcie cennej wiedzy niemieckich naukowców mogło być bardzo pomocne w udoskonaleniu i poszerzeniu wojennego ekwipunku o np. nową broń biologiczną i chemiczną. Trzeba było to zrobić jak najszybciej i nie dopuścić do tego, aby „cenni” naziści wpadli w ręce wroga.

Członkowie JIOA stali za jednym z najbardziej kontrowersyjnych posunięć w najnowszej historii USA. Mowa o Operacji Paperclip. Celem było ściągnięcie do Stanów Zjednoczonych wybranych niemieckich naukowców. Na bok odsunięto fakt, że ci ludzie, którzy od teraz mieli pracować dla „słusznej sprawy”, często byli godnymi stryczka zwyrodnialcami, co to jeszcze niedawno z radością eksperymentowali na bezbronnych więźniach obozów zagłady, zatrudniali w swoich fabrykach wycieńczonych Żydów z Dachau albo stworzyli broń, która zrobiła z Londynu jajecznicę.

Od maja 1945 roku do USA zaczęły ściągać pierwsze transporty nazistowskich uczonych. Wbrew temu, co może się wydawać, zdobycie niektórych „trofeów” wcale nie było łatwe. Jeden z najważniejszych dla Amerykanów Niemców, Otto Ambros, został skazany podczas jednego z procesów norymberskich na długą odsiadkę w więzieniu. Był chemikiem zatrudnionym w IG Farben, konkretnie – w dziale odpowiedzialnym za tworzenie broni chemicznej, w tym tabunu i sarinu. Osobiście nadzorował budowanie fabryki, w której potem tę broń produkowano. W większość fabryk, którymi Ambros kierował, siłą roboczą byli więźniowie ściągnięci do pracy z Auschwitz. Przy okazji Otto brał też udział w opracowaniu związku, który to miał być antidotum na sarin. Preparat ten testowano na więźniach wspomnianego obozu.


Ambros, zanim udało się go „przejąć”, siedział w więzieniu zaledwie trzy lata. Amerykanom szalenie zależało na tym człowieku. Oprócz wiedzy z zakresu produkcji broni biologicznej, Ambros był także jednym z twórców syntetycznej gumy zwanej „buna”, której produkcją w fabryce zajęli się, jakżeby inaczej, więźniowie z Auschwitz. Osiągnięcia tego naukowca zwróciły uwagę Hitlera, który osobiście ofiarował swemu ulubionemu chemikowi milion marek nagrody. Kasę tę Ambros stracił zaraz po usłyszeniu swojego wyroku w Norymberdze. W 1951 roku, kiedy został z więzienia zwolniony i ściągnięty do USA, gdzie podpisał kontrakt z Departamentem Energii, Amerykanie zwrócili mu jego majątek...

Wśród innych nazistowskich sukinsynów, których wiedza miała się Wujkowi Samowi bardzo przydać, znalazł się też np. Arthur Rudolph – dyrektor Mittelwerk, podziemnej fabryki rakiet V2. Pod jego „rządami” zmarło ok. 20 tysięcy niewolniczych pracowników. Większość z głodu, wycieńczenia lub w wyniku pobicia. U Amerykanów został jednym z czołowych naukowców w NASA i „ojcem” rakiety Saturn. Rudolph znał się też z innym przywiezionym do USA nazistą zatrudnionym w Mittelwerk - Georgiem Rickheyem. Ten człowiek był bezpośrednim przełożonym więźniów zmuszonych do pracy w tej fabryce. Zanim został zatrudniony w Siłach Powietrznych Armii Stanów Zjednoczonych, uczył strażników obozu w Nordhausen jak zabijać dzieci uderzeniami drewnianej pałki.


Na liście uratowanych zbrodniarzy był także dr Hubertus Strughold – lekarz znany z badań nad zjawiskiem hipotermii, które to prowadził w Auschwitz i Dachau. Okrutne doświadczenia polegały na testowaniu wytrzymałości ludzi na zamrożenie oraz niedobór tlenu. Swoje bestialskie, zazwyczaj kończące się śmiercią pacjenta eksperymenty prowadził na dzieciach w wieku 11-13 lat. Podobnie jak Rickhey, także i ten zwyrodnialec dostał fuchę w Siłach Powietrznych USA, a z czasem dochrapał się stanowiska dyrektora departamentu medycyny kosmicznej.

Z badaniami Strugholda związany był też inny doktor - Walter Schreiber, generał Wermachtu i członek Rady Badawczej Rzeszy. Oprócz badań nad reakcją ludzkiego ciała na niskie temperatury, Schreiber prowadził doświadczenia nad transplantacją kości, podczas których więźniarki zakażane były gangreną, a następnie żywcem krojone. Większość jego pacjentek zmarła. Po wojnie znalazł robotę w wojskowej szkole medycyny lotniczej. Kiedy w 1952 ujawniono dokumenty łączące tego zbrodniarza z hitlerowskim programem eutanazyjnym, Walter dał dyla do Argentyny, gdzie mieszkał aż do swojej śmierci w 1970 roku.


Tymczasem inny niemiecki lekarz, którego Amerykanie uratowali przed sprawiedliwością, dr Kurt Blome, w czasie wojny interesował się malarią i innymi chorobami zakaźnymi. Głównie testował szczepionki na wcześniej zainfekowanych więźniach obozów koncentracyjnych. Eksperymentował także ze wspomnianym sarinem i tabunem, rozpylając te gazy z samolotu wprost na swe ofiary. Blome również trafił do amerykańskiej armii - jako specjalista od broni biologicznej.

W styczniu 1946 roku w USA mieszkało już 160 takich gagatków, wielu z nich zostało tam przeniesionych wraz ze swymi rodzinami. Większość zamieszkała w osiedlach wybudowanych w Ohio, inni zaś znaleźli swe nowe domy na terenie bazy wojskowej w Teksasie. Tam na przykład trafił Wernher von Braun – projektant rakiety V-2 – pierwszego sprawnego pocisku balistycznego. Broń ta w 1945 roku okrutnie podziurawiła Londyn i Antwerpię. Von Braun trafił do amerykańskiej armii, gdzie skonstruował rakietę Redstone. Później, kiedy był już pracownikiem NASA, na jej bazie zbudował Jupitera C, który to w 1958 roku wyniósł satelitę Explorer-1 na orbitę.


Obecność 1600 nazistów w USA nie podobała się wielu obywatelom. Swój publiczny sprzeciw wobec programu ratowania zbrodniarzy wyraziła m.in. działaczka na rzecz praw człowieka Eleanor Roosevelt, a także i sam Albert Einstein. Niestety wojskowi dowódcy byli absolutnie zaślepieni wizją potencjalnych korzyści wynikających ze współpracy z nazistami. Do tego stopnia, że udało im się wywalczyć fundusze na projekty tworzenia broni biologicznych. Badania i wynagrodzenia dla niemieckich badaczy kosztowały Amerykanów 30 milionów dolarów!

Ciekawym epizodem historii tej niesławnej operacji było testowanie przez Amerykanów prototypowego niemieckiego samolotu Ho 229 V3. Był to stworzony dla Luftwaffe w 1945 roku pojazd jednoskrzydłowy z napędami odrzutowymi.


Ten egzemplarz nie został jednak do końca zmontowany - w przeciwieństwie do bliźniaczego Ho-IX, który to samolot udało się jeszcze przed zakończeniem wojny oblatać. Bracia Walter i Reimar Hortenowie, którzy skonstruowali na zamówienie Luftwaffe aż 40 tego typu maszyn, jako jedyni zdołali stworzyć superszybki samolot, który teoretycznie mógłby przeprowadzić bombardowanie Nowego Jorku.


Operacja Paperclip nigdy jednak nie zostałaby przeprowadzona, a „importowani naziści” zamiast ciepłych, dobrze płatnych posad zostaliby uczciwie skazani, gdyby nie zgoda prezydenta Harry’ego Trumana, który ponoć przez kilkanaście miesięcy nie był w stanie podjąć decyzji co do wprowadzenia Operacji Paperclip w życie. Wiele lat później, zapytany o ten niechlubny epizod swojej kadencji, polityk ten stwierdził, że z uwagi na ówczesne stosunki ze Związkiem Radzieckim, ściągnięcie nazistowskich uczonych do USA było czymś, co trzeba było zrobić i to właśnie zrobiono.

Na koniec trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że również i Rosjanie przeprowadzili porządną rekrutację niemieckich uczonych. Zwała się ona Operacją Osoaviakhim i w jej następstwie do ZSRR ruszyły 92 pociągi wypełnione nazistowskimi naukowcami oraz ich rodzinami.

Jednym z takich badaczy był wspomniany we wstępie dr Haagen, który po wojnie dał dyla do radzieckiej strefy okupacyjnej, a tam został zwerbowany do pracy na rzecz Związku Radzieckiego. Szacuje się, że łącznie liczba Niemców, którzy (głównie pod bronią) trafili na rosyjską „emigrację”, mogła wynosić nawet i 15 tysięcy!

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Oglądany: 56773x | Komentarzy: 68 | Okejek: 218 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

28.03

27.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało