Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Bohumil Hrabal, mało w Polsce znany wielki człowiek z Czech

29 556  
140   24  
Dziś opowiemy o bardzo ciekawym człowieku sukcesu, którego życie wcale nie było usłane płatkami róż. Przed Państwem Bohumil Hrabal.

Za co lubimy Czechy – Bohumil Hrabal i jego literatura

Polacy bardzo lubią to, co czeskie. Smakuje nam piwo warzone przez naszych południowych sąsiadów, doceniamy prawo pozwalające zachować niegroźnym palaczom zioła spokój, podczas wypraw do Pragi zajadamy się knedlikami i smażonym serem, nieco starsi wspominają natomiast piłkarską reprezentację, która na Euro 1996 dotarła aż do finału (wtedy mogliśmy pomarzyć o awansie naszej kadry na jakikolwiek turniej), czy – wreszcie – bardzo chętnie rozmawiamy o tamtejszej sztuce, tak bardzo mocno podlanej sosem absurdu.

Pierwszym, co przychodzi na myśl w kontekście lubianych i popularnych (także w Polsce) czeskich książek są „Przygody dobrego wojaka Szwejka” Jaroslava Haška, które w naszym kraju pojawiły się już w latach trzydziestych – każdy kojarzy z pewnością też ekranizację z 1956 roku, a także wiele innych adaptacji tego tytułu, w tym telewizyjne widowisko z Jerzym Stuhrem w roli głównej. Oprócz tego wymienić można całkiem sporo czeskich (w wielu przypadkach należałoby napisać raczej „czechosłowackich”, jednak pozostańmy przy tym nieco wygodniejszym skrócie myślowym) postaci, których twórczość odcisnęła się na kraju knedlików, sławiąc go także poza jego granicami: żeby wymienić Milana Kunderę (autora słynnej „Nieznośnej lekkości bytu”) czy Václava Havla (choć pierwszy prezydent Czech bardziej kojarzony był jednak ze swojej politycznej działalności niż wierszy czy sztuk teatralnych), przez całe życie z Pragą związany był też Franz Kafka, nieidentyfikujący się jednak z konkretną narodowością.

W muzyce undergroundowej cenionym reprezentantem Czech jest powstały w symbolicznym 1968 roku i grający do dziś opozycyjny zespół Plastic People Of The Universe (zainspirowana The Velvet Underground grupa jest jednak, o czym pisała choćby dziennikarka Tereza Jarnikova, dość mało rozpoznawalna poza Czechami), a nostalgiczne spojrzenie na kino zaprezentowane zostało w serii „Złote lata filmu czeskiego”, która w Polsce ukazała się 10 lat temu. Jasne, pewnie te nazwy, nazwiska czy tytuły niektórym osobom nic nie powiedzą, ale mogą być zachętą do poznania kultury nadwełtawskiego kraju – znacznie bogatszej niż tej znanej z „Jožina z bažin” oraz piosenek Karela Gotta i Heleny Vondráčkovej.

Plastikowi Ludzie nieco się postarzeli

W tej całej wyliczance celowo zostało pominięte jedno nazwisko – może i rzeczywiście nie tak powszechnie znane jak Kundera, jednak wśród czytelników jego prozy z pewnością docenione. Bohumil Hrabal, nasz dzisiejszy bohater i artysta niezwykle interesujący, który określenie „czeski film” mógłby odnieść zarówno do swojego życia, jak i twórczości, przyszedł na świat się 28 marca 1914 roku w Brnie. Miasto dziś jest drugim co do wielkości ośrodkiem Czech, a wówczas było stolicą Margrabstwa Moraw, części Monarchii Austro-Węgierskiej. Pisarz urodził się jako Bohumil František Kilián równo cztery miesiące przed wybuchem I wojny światowej. Jego matka, Marie Božena Kiliánová (1894-1970), pracowała w księgowości w browarze w miasteczku Polná, natomiast ojciec dzieciaka był dla niego postacią całkowicie anonimową – panowie nie dość, że nigdy się nie poznali, to na dobrą sprawę nie można być w stu procentach pewnym jego personaliów – uważa się, że dawcą genów został znajomy z sąsiedztwa, Bohumil Blecha (1893-1970), który niedługo później, jako żołnierz austro-węgierskiej armii, trafił na włoski front. Jedynym kontaktem Hrabala z rodziną nieobecnego taty były późniejsze dwa spotkania z jego córką, a swoją przyrodnią siostrą, Drahomírą.

Początkową część dzieciństwa mały Bohumil spędził w towarzystwie dziadków, którzy wówczas pełnili funkcję jego opiekunów. Gdy przyszły literat miał zaledwie dwa lata, odbył się ślub Marie z jej znajomym z roboty – Františkiem Hrabalem – i właśnie to nazwisko zaczął nosić (do tej pory) Kilián. Niedługo później rodzina – w międzyczasie powiększona jeszcze o drugiego syna, Břetislava – przeniosła się do Nymburku, gdzie świeżo upieczony ojczym Bohumila podjął pracę, rzecz jasna w browarze.

O tym, jak istotne dla Hrabala (i późniejszych losów jego sztuki) były młodzieńcze lata, możemy przeczytać w wydanej w 1955 roku książce „Taka piękna żałoba” (tłumaczenie Andrzeja Czcibora-Piotrowskiego): Myślę, że im dłużej idzie człowiek przez życie, tym bardziej odczuwa potrzebę powrotu do swojego dzieciństwa, tym większe odczuwa pragnienie powrotu w głąb wyobraźni chłopca, do jego postaci, by urzeczywistnić to, o czym jako dziecko myślał, o czym marzył. Przyszły symbol czeskiej literatury nie przykładał się zbytnio do nauki – powtarzał nawet klasę, a w trakcie studiów nie należał do postaci wyróżniających się dobrymi ocenami.

Młody Hrabal, niczym amant przedwojennego kina

Jednym z pierwszych moich kontaktów z twórczością pisarza było przypadkowe trafienie na cytat z książki „Auteczko”, mniej więcej w czasie jej polskiej premiery, która miała miejsce w 2003 roku – już 6 lat po śmierci autora. Uwagę przykuwał bardzo dosłowny (zresztą jeden z kilku) opis radzenia sobie z nadmiarem kociej populacji (przekład – Jakub Pacześniak):
Wziąłem więc siekierę i obuchem kilka razy uderzyłem tam, gdzie miała łebek, i palcami wyczułem, że jest roztrzaskany, czyli kotka była martwa.
Dla zdeklarowanych kociarzy taki cytat z pewnością mógłby być iskrą zachęcającą do, nomen omen, palenia książek Hrabala i bojkotowania jego twórczości. Czeski literat deklarował się jednak jako wielki miłośnik tych zwierząt i jego miłość do miauczących futrzaków stanowiła punkt wyjścia wielu artykułów opisujących jego codzienność. Zresztą, ten zabieg artystyczny miał drugie dno – Bohumil tworząc obraz rzezi kotów w głowie miał obrazy nazistowskich zbiorowych mogił. To bardzo mocne porównanie, szczególnie jak na kogoś, kogo młodość przypadła właśnie na czas II wojny światowej.

Pisarz miał dwadzieścia pięć lat, kiedy ten tragiczny czas w historii stał się faktem. W czasie największego krwawego konfliktu w dziejach świata Hrabal był robotnikiem i dyspozytorem na kolei. Już po zakończeniu wojny, w 1946 roku, ukończył rozpoczęte wcześniej studia prawnicze, jednak nigdy później nie wykorzystał tej wiedzy w praktyce. Pisarz w kolejnych latach imał się przeróżnych, zazwyczaj zupełnie niezwiązanych ze swoim powołaniem zajęć – pracował jako agent ubezpieczeniowy czy sprzedawca; wykonywał też jednak nieco bardziej twórczą robotę: współpracował ze słynnym grafikiem Vladimírem Boudníkiem i zajmował się techniczną obsługą sceny w jednym z praskich teatrów.

Kierowniku, dajcie drobne na piwo...

Hrabal nie zwracał zbytnio uwagi na wizerunek „poważnego literata”. Na całe szczęście, zamiast zajmować się paragrafami czy kolejnymi niewiele wnoszącymi fuchami, już wtedy Bohumil zaczął definitywnie kierować się w stronę artystyczną. Jak przystało na początkującego pisarza, Hrabal swoją przygodę z literaturą zaczął od pisania wierszy. Debiutu doczekał się dość późno – miał aż 34 lata, gdy ukazał się pierwszy w jego twórczości tomik „Stracona Uliczka”, dość szybko zresztą wykopany poza oficjalny obieg przez komunistyczny system. Twórca „Auteczka” niedługo później zaczął orbitować wokół artystycznej grupy, której szefem był jego rówieśnik, Jiří Kolář, i już w latach sześćdziesiątych wydał takie książki jak „Lekcje tańca dla starszych i zaawansowanych”, „Perełki na dnie” czy „Pociągi pod specjalnym nadzorem”, do których wrócimy za chwilę.

Trzeba przyznać, że literat miał niefart do wydarzeń historycznych. Inwazja wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, która miała miejsce w 1968 roku, wpłynęła na niego bezpośrednio – podobnie jak we wcześniejszych latach, nie mógł w tym czasie wydawać oficjalnie książek, ba, do obiegu nie zostały dopuszczone już wydrukowane wcześniej zbiory opowiadań. Hrabal ze swoją twórczością docierał jednak do ludzi w podobny sposób, jak robiono to także w Polsce – poprzez wydawnictwa podziemne (tak trafiła do czytelników chociażby książka „Obsługiwałem angielskiego króla”).

W roku 1975 głośne stało się nieporozumienie związane z udzieleniem samokrytycznego wywiadu dla czasopisma Tvorba – Bohumil miał w nim rzekomo pozytywnie odwoływać się do „socjalistycznej przeszłości i przyszłości” Czech. Okazało się, że w dużej mierze była to inwencja niepodpisanych w periodyku rozmówców pisarza, którzy nie omieszkali dopisać kilku ciepłych słów o znienawidzonym przez większość społeczeństwa ustroju. Zbiegło się to w czasie z ponownym trafieniem części wydawnictw Hrabala na półki księgarń, co doprowadziło do oczywistych wniosków. Sytuacja zaogniła się tak bardzo, że poeta Ivan Martin Jirous zorganizował nawet palenie jego książek (kojarzyć to się może z ogniskami rozniecanymi płytami „diabelskich” Beatlesów), a piosenkarz Karel Kryl nazwał go „kurwą”. Hrabal chciał być uważany za mocno zdystansowanego od polityki – nie podpisał Karty 77, będącej wolnościowym manifestem czechosłowackiej inteligencji, jednak prawda była znacznie bardziej nieciekawa. Literat złożył autograf pod Antykartą, będącą lojalką wobec obowiązującego reżimu, co przez lata było mu konsekwentnie wytykane – szczególnie w rodzinnym kraju.

Pisarz i jego kocia ekipa

Pisarz lubował się w długich zdaniach, w których nierzadko ważniejszym elementem niż fabuła było toczenie niespiesznej, trafiającej do wyobraźni obrazowej historii. Książki takie jak wspomniane wcześniej „Lekcje tańca dla starszych i zaawansowanych” czy „Vita nuova” to tak naprawdę jedna sentencja leniwie ciągnąca się przez wszystkie strony opowieści. Twórczość Hrabala zresztą w dużej mierze obfitowała w bogate, rozbudzające wyobraźnię opisy – dobry przykład takiego zabiegu stylistycznego znajdziemy chociażby w „Święcie przebiśniegu” w tłumaczeniu Jana Stachowskiego:

Kilka sosen leżało w poprzek parceli jak opuszczone szlabany, w powietrzu unosił się ostry zapach żywicy, a w prószącym śniegu lśniły kikuty drzew. Śnieg z wolna zanikał, ciężkie chmury odpłynęły i powietrze nabrało koloru cynamonu, a przez wilgotne obłoki przeświecało słońce.

Książki czeskiego pisarza trafiały wiele razy na ekran – także poza granicami Czech. Popularność zdobyły wyreżyserowane przez przyjaciela Bohumila, Jiříego Menzla, „Pociągi pod specjalnym nadzorem” (ekranizacja wydanej w 1965 roku książki miała miejsce już rok później; film nagrodzony został nawet Oscarem w 1968 roku za najlepszy film nieanglojęzyczny; Hrabal w dużej mierze opisywał tam swoje kolejowe doświadczenia w trakcie II wojny światowej), „Skowronki na uwięzi” (1969), „Postrzyżyny” (1981) czy „Święto przebiśniegu” (1984). Ostatnim akcentem przenoszenia do kin prozy swojego kolegi było „Obsługiwałem angielskiego króla” (2006), wyróżnione nagrodą Czeskiego Lwa za najlepszy film. Jest w tym temacie także mały polski akcent – reżyser Paweł Trzaska w 1993 roku zaprezentował dokument „Dr Hrabal”, w ciekawy sposób przybliżający życie i twórczość Bohumila.


Hrabal ożenił się w 1956 roku – jego wybranką była młodsza o ponad 10 lat Eliška Plevová, o której często wspominał w swojej twórczości, nazywając ją „Pipsi”. Para nie miała dzieci i wiodła spokojne życie w oddalonym niecałą godzinę drogi od Pragi Kersku – oczywiście w towarzystwie kotów – aż do 1987 roku, kiedy to zmarła żona pisarza. A skoro już jesteśmy już przy temacie Kerska – do dziś duch pisarza unosi się nad tym miejscem, a jedną z jego głównych atrakcji jest Hrabalowa Chata – domek, w którym od 1965 roku mieszkał artysta. Oprócz tego ślady Bohumila można znaleźć w wielu innych czeskich lokalizacjach, szczególnie w Pradze – jego wielki portret zobaczyć można na stacji metra Palmovka. A jeśli ktoś miałby ochotę wybrać się na wycieczkę śladami autora „Auteczka”, bardzo ciekawą propozycję na weekend przedstawili Magda i Sergiusz Pinkwartowie w tym artykule.

Także w Polsce gdzieniegdzie widać popkulturowy wpływ jednego z najpopularniejszych czeskich twórców – w Warszawie działa księgarnia „Czuły barbarzyńca”, nazwana od tytułu jednej z książek Hrabala.

Stacja Palmovka – Hrabal, rzecz jasna, w towarzystwie kotów

Ostatnim ważnym historycznym wydarzeniem, którego naocznym świadkiem był Hrabal, był rozpad Czechosłowacji – 31 grudnia 1992 roku kraj naszych południowych sąsiadów podzielił się na dwa nowe państwa. Stało się to zaledwie kilka lat przed śmiercią artysty, nie mniej niejednoznaczną niż jego twórczość. Oficjalna wersja – przypadkowe wypadnięcie z okna podczas pobytu w szpitalu i tragicznej w skutkach próby karmienia gołębi. Nieoficjalnie – było to samobójstwo. Trzeba przyznać, że odebranie sobie życia bardziej kojarzy się zazwyczaj z młodymi, nie mogącymi poradzić sobie z rzeczywistością (i nierzadko nałogami) muzykami, jak Kurt Cobain, Chester Bennington, czy – ostatnio – Avicii. Tymczasem nietypowe odejście osiemdziesięciotrzyletniego pana Bohumila, który spadł na ziemię z piątego piętra szpitala Nemocnice Na Bulovce 3 lutego 1997 roku, rodziło wiele domysłów – cóż, do tej pory nikt nie był w stanie rozwikłać tej tajemnicy. Co ciekawe, w tym samym budynku na drugą stronę przeszedł Reinhard Heydrich – nazistowski zbrodniarz, który zmarł w Pradze w wyniku zamachu 55 lat przed Hrabalem.

Ostatni przystanek w życiu Hrabala

Hrabal to dość analogowa postać, pozwalająca dzięki swojemu pisaniu przenieść się w nieco prostsze czasy. Ubogie fanpejdże na Facebooku, brak oficjalnej strony, na YouTubie też raczej nie znajdziemy zbyt wiele filmów z Bohumilem w roli głównej – ot, pojedyncze audiobooki, wywiady, czy zapisy spotkań literackich poświęconych artyście, zazwyczaj odbywających się już po jego śmierci.

Paradoksalnie, na sam koniec warto zacytować wstęp do „Auteczka” dotyczący prawdziwości literatury. Podejście czeskiego pisarza do sztuki w dużej mierze może przywodzić na myśl Charlesa Bukowskiego, który w dosłowny sposób przelewał na papier doświadczenia ze swojego życia:

Piszę zawsze o tym, co godnego pozazdroszczenia przydarzyło się mnie, o tym, co godnego pozazdroszczenia przydarzyło się innym. Zatem punkt wyjścia jest zawsze autentyczny, na początku zawsze jest zdarzenie, przeżycie.

I choć twórczość Hrabala z pewnością nie trafi do każdego, to warto dać jej choć jedną szansę.
4

Oglądany: 29556x | Komentarzy: 24 | Okejek: 140 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

07.12

06.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało