Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jak wygląda życie w Hiszpanii, kraju od zawsze zagrożonym terroryzmem

84 438  
521   150  
Z pomniejszej miejscowości wybierałem się do Walencji i na dworcu kolejowym wesoło zbiegłem sobie po schodach do podziemnego peronu. W momencie, w którym zobaczyłem pociąg, coś nieprzyjemnie zaswędziało mnie pod kapeluszem...

Minęło ledwie kilka dni od zamachów w Barcelonie i parę lat od ostatnich dużych przejawów terroryzmu w Hiszpanii, ale to co niespodziewanie obudziło się we mnie w tym momencie to wydarzenia, który miały tutaj miejsce przeszło dekadę temu. W bliźniaczych pociągach podłożono ładunki wybuchowe, które pozbawiły życia niemal 200 osób, blisko 2000 pozostawiło z ranami na ciele, a miliony ze skazą psychiczną i ziarnem lęku [1].

Nie wahałem się przed wejściem do pociągu, bo przecież szybka kalkulacja daje proste wyniki: szanse na doświadczenie ataku terrorystycznego są jak szanse na wygraną w totka. Tylko, kurczę, wciąż miliony ludzi wysyłają te kupony z nadzieją, że to właśnie na nich trafi. Człowiek nie jest mikrobem i kalkuluje ryzyko, w tym przypadku ryzyko jest właściwie żadne, ale wciąż jakieś 1000 razy większe niż w Polsce.

I tutaj, przy wejściu do pociągu, pojawia się to pytanie, które nigdy w tym wymiarze nie towarzyszyło mi w InterCity: "czy jest bezpiecznie?". Najgorsza jest ta zupełnie racjonalna odpowiedź: "jest bezpiecznie, ale nie można mieć pewności", bo przecież zamachów nie oznajmia się komunikatami dźwiękowymi i plakatami. Dokonuje się ich tam, gdzie nikt się tego nie spodziewa.

Po zamachu w Barcelonie część osób wyszła na miasto z hasłami "Katalonia miejscem pokoju", druga część z hasłami "Nie boimy się", ale czy to prawda? Nie w kraju, w którym każda większa impreza obstawiana jest przez uzbrojoną gwardię, a struktury wewnętrzne rozbrajają wciąż nowe komórki terrorystów.



W przypadku Barcelony niemal natychmiast podano do informacji publicznej dane zamachowców, wraz ze zdjęciami. To nie była po prostu natychmiastowa reakcja policji na kryzys, to był efekt lat doświadczeń i świetnej organizacji, bo grupa stojąca za zamachem była już w policyjnych kartotekach i była pod obserwacją [2].

To, że w Hiszpanii terroryzm uspokoił się na kilka lat, nie było kwestią tego, że terroryści sobie odpuścili, tylko tego, że wewnętrzne służby skrzętnie udaremniały kolejne zamachy, aż do nieszczęsnej Barcelony. Zamach był planowany od dawna i policja o tym wiedziała, jednak terroryści byli sprytniejsi - zajęli budynek w miejscowości Alcanar, o czym policja nie wiedziała, a sami zamachowcy byli na tyle spokojni i ostrożni, że nie wzbudzili niczyich podejrzeń. Trzeba w tym miejscu wiedzieć, że jeśli coś dziwnego dzieje się w okolicy, to Hiszpanie bardzo szybko i bardzo chętnie zgłaszają to na policję.

Terroryści popełnili jednak błąd.

W kulminacyjnym momencie - 17 sierpnia - w budynku w Alcanar doszło do niespodziewanego wybuchu gazu [3]. Na miejscu służby zabezpieczyły około 100 gotowych bomb gazowych i substraty do produkcji kolejnych partii materiałów wybuchowych [4].


W eksplozji budynku w Alcanar zginęła jedna osoba, 7 zostało rannych.

Zamach w Barcelonie miał być zamachem bombowym z użyciem przeszło setki ładunków!

Masakra ludzi na Las Ramblas była reakcją terrorystów, którzy wiedzieli, że już wpadli, i że się nie wywiną, więc jak zaszczute psy postanowili pogryźć co się da, dokonując tego aktu w ostatecznej desperacji [5]. Parę godzin później kolejna grupa terrorystów powtórzyła atak w miejscowości Cambrils [5b].

Tych zamachów prawdopodobnie można było uniknąć, nikt nie przewidział tego, co się wydarzy i ktoś mógłby mieć o to żal do policji. Dlaczego nie do terrorystów? To w końcu oni i ich fanatyzm ponoszą jedyną winę za to, co się stało.


Napisy na meczecie brzmią "Zginiecie wy ku*wy brudasy, będziecie ginąć"

Hiszpania nie jest krajem, o którym moglibyśmy powiedzieć, że pobłaża terrorystom, że zasłania się poprawnością polityczną, że ukrywa to, co się naprawdę stało, by bronić jakiejś większej europejskiej polityki. Nagłówki w największych serwisach z miejsca podawały informacje o terroryzmie, o ISIS. Już wiemy, że Hiszpania nie wyda nawet ciał zamachowców przed końcem śledztwa [6], a bardzo możliwe, że zwłoki terrorystów nigdy nie wrócą do Maroka.

Sama hiszpańska policja (Policía Local) na co dzień jest formacją, która rozwozi pijanych turystów po domach, ale są tu grupy, które się po prostu nie bawią i nie boją się ładować ostrej amunicji. Po paru godzinach od zamachu w Barcelonie dowiedzieliśmy się z portali informacyjnych, że zamachowcy zginęli w wypadku w trakcie pościgu. Dopiero później do prasy dotarła informacja o tym, że w trakcie pościgu policja otworzyła ogień i ich śmierć była efektem celnie wymierzonych strzałów. Jeden z funkcjonariuszy śmiertelnie postrzelił czterech napastników. Czy liberalna i otwarta Hiszpania nazwała go mordercą? Nie, tutaj został okrzyknięty bohaterem i bohaterką, bo dla dobra sprawy dane tej osoby nie zostały ujawnione [7].


Miejsce ujęcia pierwszych sprawców.

Uznawanie takich czynów za bohaterskie nie jest takie całkiem oczywiste, warto wspomnieć w tym miejscu o murze, jaki dzieli Hiszpanię od Maroka. Nie wszyscy wiedzą o tym, że Hiszpania posiada dwa, odgrodzone od reszty Afryki, skrawki ziemi na Czarnym Lądzie, są to Ceuta i Melilla (czyt: "Melidzia", lub "Melija"), które wymagają specjalnego traktowania, bo napór nielegalnych imigrantów jest tutaj znaczący. Hiszpanie nie robili wielkiej polityki hasłami o budowie muru, po prostu go zbudowali. To prawdziwa forteca. Szereg płotów, pierwszy wysoki na 5 metrów, zakończony drutem kolczastym, następnie krótki pas ziemi, następny płot, kolejne druty kolczaste i zasieki, systemy wykrywania ruchu, patrole, wieże strażnicze. Pomimo tego ludzie wciąż próbują się tamtędy przedostać i zdarza się, że Hiszpanie strzelają do nich z gumowych kul na tyle szybko, by z płotu spadali jeszcze po stronie Maroka.



Właśnie po jednym z takich wydarzeń krajowe media rozpoczęły burzę wokół strażnika, który otworzył ogień do osób szturmujących granicę kraju. Próbowano zmieszać go z błotem, nazwać potworem, wytoczono wszystkie możliwe działa, by go zdyskredytować. Przez tę całą medialną karuzelę masa osób rzeczywiście zaczęła o nim tak myśleć i wszyscy byli pewni, że sprawa jest na takiej drodze, że strażnik zostanie ukarany. No ale zastanówmy się, kara za wykonywanie swoich obowiązków i ochronę kraju? Nie w Hiszpanii, oni tutaj nie lubią robić kurtyzany z logiki.

Imigranci czasem "wygrywają" i po przypadku, w którym 1000 imigrantów przekroczyło mimo wszystko granicę, dowódca straży został oskarżony o popełnienie przestępstwa przeciwko wymiarowy sprawiedliwości - to jedno z najcięższych oskarżeń w Hiszpanii [8].

Do Hiszpanii można dostać się też nielegalnie przez morze i pomimo silnych prądów w okolicach Gibraltaru wciąż są ludzie, a właściwie grupy przestępcze, które tego próbują. To kolejna rzecz, z którą od wielu lat zmaga się kraj. Raz na tych łodziach płyną zwykli biedni ludzie, raz terroryści, raz transport narkotyków, a czasem wszystko naraz. Każda kolejna łódź stwarza zagrożenie, więc jest to kolejna rzecz, na którą ten kraj jest wyczulony i nigdy nie odpuszcza. Wszystkie łodzie, wszystkie narkotyki i wszyscy nielegalni imigranci mają być wyłapani. Dzięki temu tych prób jest w Hiszpanii już całkiem mało, bo wiadomo, że są skazane na porażkę [9].



Czy Hiszpania jest w takim razie skrajnie konserwatywnym prawicowym państwem, które nie znosi imigrantów, odgradza się od wszystkich murem i strzela do Arabów? Nie! Hiszpania jest krajem bardzo liberalnym, który jest bardzo otwarty na ludzi i w wielu płaszczyznach łasi się do polityki z rodzaju gender czy political correctness, ale po prostu nie toleruje terroryzmu, zorganizowanych grup przestępczych, transportu narkotyków, handlu ludźmi i tak dalej, i dalej. Może czasem ciężko w to uwierzyć, kiedy jesteśmy przyzwyczajeni do mocnego określania tego, co jest lewe i tego, co jest prawe.

Jak widać da się połączyć nawet te dwie rzeczy, bo nie wszystko musi być tylko czarne lub tylko białe, a bez względu na wszystko najważniejsze jest dbanie o bezpieczeństwo. Nieistotne jak bardzo kraj jest lewicowy, po prostu nie pozwala sobie robić gnoju w swoim własnym salonie.

Warto powtórzyć, że w Hiszpanii w ostatnim czasie doszło do jednego mocnego aktu terroryzmu, ale w międzyczasie planowano dziesiątki innych, które zostały udaremnione. Walka z terroryzmem w tym kraju trwa bez przerwy od lat i codziennie wymaga kolejnych działań. Terroryści nigdy nie odpuścili, po prostu terroryzm jest tu trzymany "za mordę".

Do tej pory w wyniku zamachów terrorystycznych w Hiszpanii zginęło blisko 1500 osób.

To liczba, która może nagle stanąć przed oczami, nawet kiedy wsiada się do pociągu. I poza tym, że to zupełnie normalny i przyjaźnie nastawiony kraj, to te krótkie momenty niepokoju są właśnie piętnem pozostawionym na tym miejscu przez terroryzm. To się już stało i teraz nie da się tego tak po prostu wymazać.

To jest ta krótka chwila, kiedy umawiasz się ze znajomymi w środku miasta i wychodząc z domu przypominasz sobie to [uwaga, zwłoki]:


Zamach na Las Ramblas

Kiedy idziesz na lotnisko i przypominasz sobie to:


Zamach bombowy na lotnisku Madryt Barajas

Wsiadasz do pociągu i widzisz to [uwaga, zwłoki]:


Zamach bombowy Madryt Atocha

czy to [uwaga, okaleczone zwłoki]:


Ten sam zamach - Madryt Atocha - 11 marca 2004

Dlatego postanowiłem podzielić się tym tekstem, bo warto przypominać o tym, czym tak naprawdę jest terroryzm i jak żyje się z tą świadomością. To wszystko nie musi mieć wcale związku z wyznawaną opcją ideologiczną czy polityczną, terrorystów naprawdę to nie interesuje, a ostrożności nigdy za wiele.

---

Ostatnie zdjęcia znalazły się tu nieprzypadkowo. Hiszpańskie media nie boją się pokazywać zwłok, bo wiedzą, że ich zadaniem jest przekazywanie historii w taki sposób, w jaki naprawdę ona wygląda. Jeśli wydarzyło się coś strasznego, to nie udają, że nic się nie stało. Niedawno pojawił się artykuł o tytule "Publikowanie okrutnych zdjęć jest naszym obowiązkiem" [10], w którym dziennikarz zaznacza, że funkcją zdjęć jest również przekazywanie emocji, tak by odbiorca mógł w pełni zrozumieć sytuację z jaką się konfrontuje i wyciągać wnioski na przyszłość. To jest życie, tu nie ma miejsca na lukier, na mówienie ludziom, że na Las Ramblas nic strasznego się nie stało. Dziennikarskim obowiązkiem jest ukazanie tego w pełni.

Jest to kolejna rzecz, która kształtuje w hiszpańskim społeczeństwie pełny obraz tego, czym jest terroryzm, czym są wojny, śmierć, morderstwa - żeby nie myśleli, że ich to nie dotyczy. Bo to dotyczy wszystkich i wszyscy muszą zdawać sobie z tego sprawę.
12

Oglądany: 84438x | Komentarzy: 150 | Okejek: 521 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

13.12

12.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało