Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Skazany na Żyda - wspomnienia filmowego statysty

87 618  
419   53  
Przyszło mi urodzić się z dość egzotyczna facjatą, wynikającą z tego, że w połowie jestem boskim Latino. Moja nieco ciemniejsza mordka sprawiła, że przez jakiś czas, jeszcze jako uboga studencina, dorabiałem sobie jako statysta. Wiadomo – Łódź to stolica polskiego kina, więc filmów kręconych tu było i jest bez liku.

Na planie zawsze potrzebni są ludzie robiący za tzw. drugi plan, więc chętnie brałem takie fuchy. Problem w tym, że zawsze, ale to zawsze przedzielano mi role sponiewieranych Żydów…

Nie żebym miał jakiś większy problem z wcielaniem się w przedstawiciela narodu Izraelitów, ale w pewnym momencie szlag już mnie trafiał. Zazwyczaj wyglądało to tak, że wpadałem spóźniony na plan, dostawałem opierdziel od pani garderobianej, a następnie brudzono mi twarz jakimś smarowidłem, nakładano na łeb jarmułkę i kazano paradować wte i wewte w pozycji przygarbionej.
„A nie mógłbym dla odmiany zagrać bogatego, zadowolonego z życia Żyda – przedsiębiorcę, dobrze sytuowanego rabina, czy właściciela osiedla luksusowych kamienic?” - pytałem czasem retorycznie.


Niestety – całą moją karierę statysty spędziłem jako ufajdany judałke w podartych szmatach.
I tak na przykład raz, na potrzeby produkcji dokumentalnej realizowanej z okazji rocznicy likwidacji łódzkiego getta, wcieliłem się w postać żydowskiego młodzieńca upchniętego w pociągu wywożącym ludzi do obozu koncentracyjnego. Przez parę ładnych godzin siedziałem w bydlęcym wagonie, dramatycznie patrząc się w oplecione kolczastym drutem zakratowane okienko.
Innym razem, w epizodzie jakiejś większej produkcji, byłem bezdomnym Żydem, który w dzikiej szamotaninie z innymi desperatami usiłuje wskoczyć na pakę ciężarówki jakiegoś biznesmena poszukującego robotników do pracy.
Pewnego dnia zadzwonił do mnie organizator castingu do nowego filmu Agnieszki Holland realizowanego w Łodzi.
- Słuchaj, Janek. - powiedział. - Sprawa jest. To będzie taka scena, którą kręcić będziemy w kanałach pod parkiem Śledzia. Będzie tam grupa Niemców goniąca ukrywających się Żydów…
- Zajebiście! - ucieszyłem się. – Powiedz mi, proszę... Ja zagram Niemca, prawda?

Tym sposobem dostałem rolę Żyda w filmie „W ciemności”. To był schyłek zimy. Piździło tak, że moje suty ukryte pod cienką warstwą dziurawej, umorusanej koszuli zsiniały mi na amen. W tych warunkach kazano nam zleźć do kanałów. A tam regularne Missisipi, bo przecież pod moim miastem przepływa rzeka Łódka! Oczywiście z całej ekipy, która dzień spędziła pod ziemią, tylko statyści grający Żydów musieli nosić na sobie lekkie, podarte szmaty. Pani Holland, która wydawała nam polecenia za pośrednictwem specjalnie do tej roli zatrudnionego pomocnika, chciała, abyśmy na złamanie karku biegali po śliskich kładkach, uciekając przed pościgiem.


Koło mnie ustawiono kaskadera. Gość musiał teatralnie zachwiać się i wpaść do wody. A ja – jako jego przyjaciel w niedoli – miałem za zadanie pomóc mu wydostać się ze śmierdzącego potoku.
Już po pierwszym próbnym klapsie byłem tak samo mokry jak on. A dubli było z sześćdziesiąt! Po każdym na kaskadera zarzucano gruby koc i prowadzono do wielkiej, zasilanej agregatem dmuchawy, przy której chłopina dogrzewał się i suszył.
Pod koniec dnia nabawiłem się kurewskich odmrożeń, zacząłem już nawet rozważać strategiczną spierdolkę najbliższą dryną. I wtedy usłyszałem:

- Słuchaj, Janek. Sprawa jest. Na jutro potrzebują żydowskiego wisielca…

Dwanaście godzin, w łachmanach, dyndający na stryczku, za 100 złotych brutto i kawałek ciepłej kiełbasy w przerwie na szamę? Nie ma takiej możliwości.

Wieczorem zadzwoniłem do osoby opiekującej się statystami i powiedziałem, że nabawiłem się paskudnego zapalenia płuc i będąc w stanie agonalnym, nie mam najmniejszego zamiaru wisieć na sznurku. Udało się znaleźć dla mnie zastępstwo!
Jakiś czas później, podczas innej okazji, ja i grupka statystów opowiadaliśmy sobie najgorsze sytuacje, jakie kiedykolwiek przydarzyły nam się na planie filmu. Myślałem, że zabłysnę i absolutnie nic nie przebije mojej historii z kanałami. A jednak. Co wy wiecie o życiu? - mruknął jeden z chłopaków zaciągając się papierosem. - Ja kiedyś musiałem wisieć na sznurku jako wisielec. Na pierdolonym mrozie, w jebanym deszczu. A to wszystko przez jakiegoś chuja, który postanowił wymigać się ze statystowania.
Nigdy się nie przyznałem...


Potem wcieliłem się jeszcze w Żyda-zombie. To była jakaś produkcja opowiadająca o okupacji z punktu widzenia kilkuletniego chłopca. Tym razem przyszło mi być żydowskim kapo o wyglądzie rozkładającego się nieboszczyka. Nauczyłem się nawet kilku słów w jidisz, które to miałem wywrzaskiwać podczas okładania pałką Bogu ducha winnego dziecka. Wtedy podjąłem decyzję, że dam sobie jeszcze jedną szansę i jeśli kolejny raz ktoś każe mi być zabiedzonym Żydem-obdartusem, Żydem-wampirem, Ufojudkiem czy innym aj-wajem, to strzelę focha i za podobną kasę zajmę się na przykład roznoszeniem ulotek czy sprzedażą przemycanych fajek na Rynku Bałuckim.
Telefon.
- Słuchaj, Janek. Jest sprawa…
Tym razem padło na film kostiumowy pt. „Hiszpanka”. To wysokobudżetowe widowisko, w którym jedną z głównych ról grał sam Crispin Glover znany z „Powrotu do przyszłości”! Szansę na rolę Żyda miałem ponoć niewielką, więc – spoko.


Przyjechałem na przymiarki. Aż zaparło mi dech w piersi! Tam było kilkaset osób. Każdy ubrany w przepiękne szaty. Były damy w ozdobnych sukniach, eleganccy panowie w cylindrach, policjanci w mundurach z początku ubiegłego wieku, jacyś cykliści w kaszkietach, studenci z piczosmyrkami pod nosem, sprzedawcy gazet, konduktorzy z gwizdkami... Moje oko powoli przesuwało się po tej gęstej, kolorowej ludzkiej masie, a w głowie już widziałem siebie jako jakiegoś milorda, z pozłacanym monoklem i zakręconą wąsiną.
I wtedy moje spojrzenie zatrzymało się na szarym punkcie złożonym z trzech osób wyraźnie wybijających się na tle tego barwnego tłumu. Jarmułki, pejsy, doklejone brody, utytłane płaszcze i podziurawione buty. Ni chuja! Obróciłem się na pięcie i pognałem w kierunku drzwi wyjściowych wielkiej hali, w której to odbywały się przymiarki.
I kiedy już trzymałem klamkę, doszło mnie wołanie:
- Psze pana! Psze pana!
Odwróciłem delikatnie głowę, aby zobaczyć biegnącą w moim kierunku kierowniczkę planu.
- Dobrze, żeś pan dotarł! Chodź pan! Zagrasz pan Żyda!

Zostałem ubogim żydowskim studentem, sprzedającym książki na obskurnym bazarze…
To był ostatni dzień przygody z moją „aktorską” karierą. I w sumie na dobre mi to wyszło. Chociaż, prawdę mówiąc, czasem tęsknię za moim żydowskim epizodem...

5

Oglądany: 87618x | Komentarzy: 53 | Okejek: 419 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

15.11

14.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało