Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Nazistowscy "uchodźcy", czyli o tym, jak zbrodniarze wojenni opuszczali Niemcy

60 594  
384   65  
Migranci - temat, który nie schodzi od jakieś czasu z pierwszych stron gazet. Uchodźcy z Lublina w Warszawie, brodate dziewięciolatki uciekające przed wojną w Maroko, prawdziwi uchodźcy z Syrii, emigranci z Polski na zachodzie. Jeden z tematów, który nikomu nie pozostaje obojętny. To dobry czas, by przypomnieć o fali migrantów, którą kilka państw i organizacji wolałoby zapomnieć - oto historie kilku przedstawicieli nazistowskiej emigracji po II wojnie światowej.

Losy drugiej wojny były już przesądzone. 30 stycznia 1945 roku radio nadało ostatnie przemówienie Hitlera ze zrujnowanej Kancelarii Rzeszy - jego trzynastej i ostatniej kwatery głównej. Hitler coraz rzadziej wychodził z bunkra w jej ogrodach, w końcu przestał go opuszczać i tam dokonał żywota. To, co zostało z jego potężnej armii, toczyło beznadziejny bój z aliantami, którzy ścigali się ze sobą do Berlina po jego głowę. Nawet fanatyczni naziści tracili resztki złudzeń i zamiast myśleć o losie Tysiącletniej Rzeszy, zaczęli martwić się o własną skórę. Każdy, kto planował poddanie, starał się uciec na zachód. Tam trafiał do słabo strzeżonego obozu, obawiać o swoje życie musieli się tylko ludzie, którym można było udowodnić ich zbrodnie (szczególnie bali się ci, którym groziła ekstradycja do krajów bloku wschodniego), dlatego często zdarzało się, że zrzucali swoje mundury i poddawali się pod fałszywymi danymi. O ile na froncie zachodnim niemieccy żołnierze mogli liczyć na ludzkie traktowanie, dostanie się w radzieckie ręce dla zwykłego żołdaka oznaczało zsyłkę na Syberię, dla SS-mana w najlepszym wypadku szybką śmierć. Czerwonoarmiści nie odpuszczali członkom SS nawet po śmierci, ich groby były niszczone, by wymazać jakikolwiek ślad po tej zbrodniczej organizacji.

Polska kiedyś promowała naszych na obczyźnie reklamą z hydraulikiem i pielęgniarką. Najwyraźniej w Hiszpanii i Argentynie z połowy XX wieku brakowało wykwalifikowanych elektryków, ponieważ najchętniej przyjmowały imigrantów spod znaku dwóch błyskawic. Uznanie zdobył tam, między innymi, Otto Skorzeny, zwany pieszczotliwie „najniebezpieczniejszym człowiekiem Europy”. Walczył na obu frontach, to on był odpowiedzialny za odbicie Benito Mussoliniego w 1943 r., pacyfikację najsłynniejszego spisku przeciwko Hitlerowi. Podobno planował zamach na „Wielką Trójkę” (Roosevelt, Stalin, Churchill) na konferencji w Teheranie. Nigdy jednak nie udowodniono mu żadnej zbrodni wojennej. Uciekł z obozu, w którym oczekiwał wyroku sądu denazifikacyjnego dzięki innym oficerom SS przebranym za Amerykanów i w końcu udał się do Hiszpanii, gdzie publikował swoje wspomnienia i prowadził małą firmę. Wwolnych chwilach zajmował się pracą w takich organizacjach jak ODESSA (pomagała ukrywać się niemieckim żołnierzom) czy Werwolf (partyzantka SS założona przez Himmlera w tajemnicy przed Hitlerem. Organizacja obrosła w wiele legend, ale nie odniosła większych sukcesów). W Argentynie doradzał prezydentowi Peronowi i został ochroniarzem jego żony (z którą podobno miał romans). Cały czas prowadził działania mające zrzeszać nazistów, by w końcu odbudować Rzeszę. Nie przeszkodziło mu to jednak we współpracy z.... Mossadem.
Widocznie brakowało też rzeźników, dlatego z otwartymi rękoma powitano w Argentynie Eduarda Roschmanna, „Rzeźnika Rygi”. Za ciężką pracę przy mordowaniu tysięcy ludzi został mianowany komendantem getta w Rydze. W obliczu zbliżającego się frontu próbował ukryć swoje zbrodnie, rozkazywał przymusowym robotnikom wykopywać i palić zwłoki (po dwóch tygodniach robotnicy również byli mordowani i przywożono kolejną grupę). Przez dwa lata od upadku Rzeszy udawało mu się ukrywać w przebraniu zwykłego żołnierza, jednak został rozpoznany i zatrzymany. Po ucieczce z więzienia, przez Włochy, udał się do Argentyny, gdzie zajmował się handlem drewna. Sprawiedliwość upomniała się o niego dopiero w 1976 roku, kiedy Argentyna rozpoczęła z Niemcami negocjacje dotyczące jego ekstradycji, jednak nigdy go nie dosięgła. W obawie przed zatrzymaniem uciekł do Paragwaju, gdzie podobno zmarł w 1977 roku. Od razu pojawiły się wątpliwości, znalezione zwłoki zostały oficjalnie uznane za ciało Roschmanna, ale Szymon Wiesenthal (słynny łowca nazistów) powiedział „Zastanawiam się, kto umarł za niego”.
Na początku celowo napisałem „nazistowskiej emigracji”, zamiast „niemieckiej”. W machinie śmierci Hitlera uczestniczyli także zbrodniarze z innych krajów. Jednym z nich był Rumun Horia Sima. Ten psychopata w styczniu 1941 roku porwał w Bukareszcie 200 Żydów, wśród których były kobiety i dzieci, wywiózł do rzeźni, gdzie rozebranych wrzucił na taśmę do zautomatyzowanego uboju i zamordował. Okrutna zbrodnia doprowadziła do rozłamu w obozie rządzącym Rumunią i odsunięcia go od władzy. Sima podjął nieudaną próbę zamachu stanu i pewnie skończyłby prawie tak, jak na to zasłużył, gdyby nie naciski Hitlera, który umieścił go w obozie w Buchenwaldzie. Po zerwaniu przez Rumunię sojuszu z Niemcami został wypuszczony, by stanąć na czele marionetkowego rządu Rumunii w Wiedniu. Po wojnie uciekł do Hiszpanii, próbował działać przeciwko komunistom, ale z takim CV ciężko mu było zrobić większą karierę. Zmarł z przyczyn naturalnych w 1993 roku w Madrycie.
Innym rzeźnikiem był „Rzeźnik Lyonu” - Klaus Barbie. Człowiek, który był odpowiedzialny za zamordowanie ponad 4 tysięcy ludzi (nie licząc tych, których wysłał do obozów śmierci i zmarłych w wyniku tortur) musiał się ratować ucieczką dopiero w 1955 roku, wcześniej z jego usług korzystały wywiady brytyjski i amerykański. Kiedy przestał być potrzebny, aliantom zaczęło się „przypominać” kim naprawdę jest. Barbie uciekł do Argentyny, potem przeniósł się do Boliwii, gdzie m.in. pomagał w polowaniu na innego zbrodniarza Ernesta „Che” Guevarę. Został namierzony przez łowców nazistów, zatrzymany przez Boliwijczyków w 1983 roku i sprzedany Francuzom. Wyrok dożywocia zapadł w 1987 roku. Barbie zmarł we francuskim więzieniu w 1991 roku. Zanim zdążyłem skończyć swój artykuł, sylwetkę tego "sympatycznego" pana przybliżył wam Coldseed tutaj.
Przed sądem stanął również zmarły w 2013 roku Erich Priebke. Odpowiedzialny za masakrę 335 cywili w okolicach Rzymu. Udał się utartą przez jego kolegów z SS ścieżką - ucieczka z obozu, Watykan, Argentyna. Zamieszkał w małej miejscowości Bariloche, która ugościła wielu nazistowskich imigrantów. Sam Priebke został „podany na talerzu” ekipie telewizyjnej, która przeprowadzała wywiad z innym poszukiwanym nazistą Reinhardem Koppsem (telewizja ABC już wiedziała, że i Priebke mieszka gdzieś w Bariloche, podczas wywiadu Kopps, by odwrócić uwagę od siebie, powiedział im gdzie dokładnie Priebke przebywa). Władze Argentyny zdecydowały się go zatrzymać, gdy zobaczyły, jak bez żadnej skruchy opowiada o swojej zbrodni. Proces ekstradycji i sam proces sądowy we Włoszech (bo tam w końcu trafił, ekstradycji chciały również Niemcy) to materiał na miniserial, który można by uznać za komedię, gdyby nie kilkuset zamordowanych w tle. Koniec końców Priebke został skazany na dożywocie w areszcie domowym.
Na tak łagodny wyrok nie mógł liczyć Adolf Eichmann, człowiek, który sprawował pieczę nad „ostatecznym rozwiązaniem kwestii żydowskiej”. Po wojnie był jednym z najbardziej poszukiwanych zbrodniarzy, jednak do 1950 roku przebywał na terenie Niemiec, po drodze uciekł z amerykańskiego obozu (gdzie podał fałszywe dane) i został właścicielem fermy drobiu. Dopiero w 1950 roku postanowił skontaktować się z biskupem Hudalem, główną „wtyką” nazistów w Watykanie, który zorganizował jego ucieczkę do Argentyny. Eichmann pracował w branży budowlanej jako Ricardo Klement. Cały czas utrzymywał kontakt z żoną, która kłamała o ich rozwodzie i chciała, by jej „byłego” męża uznać za zmarłego. Wkrótce dołączyła do męża licząc, że w obliczu zimnej wojny i konfliktu w Korei nikt już nie zawraca sobie głowy nazistami. Cały czas była jednak obserwowana przez ludzi Szymona Wiesenthala, którzy stracili trop dopiero w momencie jej ucieczki do Argentyny, ale cały czas pracowali, by przez nią namierzyć jej męża. Eichmann żył sobie spokojnie, spotykał starych kumpli ( w tym Skorzennego czy Mengele) i nieświadomie zaciskał sobie na szyi pętlę, udzielając za pieniądze wywiadów (często po pijaku), w których wspominał stare „dobre” czasy . Taśmy i zapiski z tych rozmów stały się później dowodami w jego sprawie. Na trop Eichmanna udało się znów trafić przez wylewność jego syna, który głosił nazistowskie poglądy w domu swojej dziewczyny, która była córką żydowskiego uciekiniera z Rzeszy. Wspomniał też, że jego ojciec był niemieckim oficerem. Ojciec narzeczonej połączył fakty i wysłał do Niemiec list informujący o swoim odkryciu. Na szczęście list nie trafił na biurko żadnego nazisty, tylko do żydowskiego prokuratora Fritza Bauera, który przekazał sprawę Mossadowi. Izrael wysłał swojego, któremu jednak nie udało się namierzyć Eichmanna, sprawa znów utknęła w martwym punkcie... na krótko.
W 1958 roku Szymon Wiesenthal znalazł w jednej z lokalnych gazet kondolencje skierowane do Veroniki Eichmann - żony Adolfa, co pozwoliło mu sądzić, że wciąż utrzymuje kontakt z rodziną w Austrii. Jej matka powiedziała, że Veronika mieszka w Argentynie z mężem Ricardo Klementem. Wiesenthal i Bauer skontaktowali się z premierem Izraela, który znów uruchomił Mossad. Tym razem agent odnalazł ustronny domek, w którym mieszkała Veronika i jej nowy/stary mąż. Wykonał zdjęcia Adolfa i wrócił do Izraela. Mossad postanowił działać. W 1960 roku grupa agentów porwała Eichmanna w drodze z przystanku autobusowego do domu, przetrzymywali go 8 dni na miejscu, potwierdzając na 100% jego tożsamość. Odurzony narkotykami Eichmann został przewieziony do Izraela jako bagaż dyplomatyczny. Jego rodzina zdała sobie sprawę, że jego zniknięcie związane jest z jego nazistowską działalnością, nie informowali władz, poszukiwali go przez innych niemieckich emigrantów, było już jednak za późno. Jak można się domyślić, Eichmann, delikatnie mówiąc, raczej nie mógł liczyć na wyrok w zawieszeniu, ale Izrael był zdeterminowany, żeby zabić go dopiero po zapadnięciu wyroku, czego nie zrobili w przypadku innego zbrodniarza (ale o tym już w następnej części). Cela Eichmanna była tak przygotowana, by nie mógł popełnić samobójstwa. Strażnicy byli starannie dobrani z ludzi, których rodziny nie ucierpiały w czasie wojny, by któremuś nie przyszło do głowy wymierzyć sprawiedliwość samodzielnie. Porwanie wywołało także kryzys dyplomatyczny na linii Argentyna-Izrael. Żydzi z Argentyny bali się odwetu ze strony tamtejszych nazistów. Przed sądem Eichmann próbował udowodnić, że nie jest nazistą i powtarzał oklepany tekst „tylko wykonywałem rozkazy”. Negował autentyczność podpisanych dokumentów i twierdził, że był przekonany, że wysyłał Żydów na wakacje, a nie do obozów śmierci. W nocy z 31 maja na 1 czerwca 1962 roku Eichmann powiedział „Sieg heil Deutschland! Sieg hail Argentinien! Sieg heil Osterreich! To są te trzy kraje, z którymi byłem najbardziej związany i których nie zapomnę. Pozdrawiam moją żonę, moją rodzinę i innych przyjaciół. Jestem gotowy. Spotkamy się ponownie wkrótce, bo taki jest los wszystkich ludzi. Umieram wierząc w Boga” - były to jego ostatnie słowa, zanim pod jego nogami otworzyła się zapadnia. Jego ciało zostało skremowane, prochy rozsypane nad Morzem Śródziemnym.

Tysiącom nazistów udało się (na dłużej lub krócej) uciec sprawiedliwości. Nie ma możliwości, by zmieścić w jednym artykule historie ich i ludzi, którzy im pomagali. Dlatego zainteresowanych proszę o cierpliwość w oczekiwaniu na kolejną część i skupienie się w komentarzach na tych, których już wymieniłem. Ewentualne sugestie proszę kierować w wiadomościach, jeśli ktoś mi podsunie sylwetkę, której nie mam w planach, na pewno podziękuję w artykule. :)
2

Oglądany: 60594x | Komentarzy: 65 | Okejek: 384 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

01.04

31.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało