Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Przepis na głos idealny, czyli o kastracji i kastratach słów kilka V - Najwspanialszy z wspaniałych po raz drugi

22 792  
103   7  
Farinelli – genialny kastrat, uznawany za największego śpiewaka wszech czasów. W poprzedniej części napisałam o jego sukcesach, które odnosił na scenach Włoch, w Wiedniu i w Londynie. Pora poznać historię jego pobytu w Hiszpanii, gdzie śpiewak udowodnił, że muzyka może być prawdziwym lekarstwem dla duszy...

Do Madrytu Farinelli przybył 7 sierpnia 1737 r. Został tam sprowadzony przede wszystkim w nadziei, że jego śpiew wpłynie łagodząco na borykającego się z poważnymi zaburzeniami psychicznymi króla Filipa V Burbona i Carlo doskonale wiedział, z jakim wyzwaniem przyjdzie mu się zmierzyć.

Pierwszy występ w obecności monarchy miał miejsce 25 sierpnia. Królowa, przypuszczając, że jej małżonek dobrowolnie nigdy na takie wystąpienie by się nie zgodził, kazała Farinellemu śpiewać z ukrycia. Trik zadziałał. Śpiew kastrata oczarował króla, który od tej pory pragnął słuchać go każdego wieczoru. Występy te miały bardzo terapeutyczny wpływ na władcę, a wieść o cudzie przywrócenia monarchy do życia, dokonanym przez Farinellego, rozeszła się lotem błyskawicy. Trzy dni po swoim pierwszym występie Carlo został mianowany Musico de Cámara, a już nazajutrz tytuł ten zmieniono na Criado Familiar, czyniąc go tym samym osobistym śpiewakiem rodziny królewskiej. Oczywiście, wraz z zaszczytami szły wprost proporcjonalne korzyści natury materialnej, chociaż wygląda na to, że już nigdy nie osiągnęły one poziomu z poprzednich lat jego kariery. Służba na dworze hiszpańskim była jednocześnie bardzo wyczerpującym zajęciem. Tryb życia Filipa V był bardzo rozregulowany – coś podobnego do słynnego dialogu z „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” Barei, i cały dwór musiał do tego się dostosować.


Bo kto królowi zabroni?

Dwór hiszpański był miejscem, w którym Carlo w końcu naprawdę poczuł się jak w domu i nawet trudny charakter królowej nie był w stanie tego popsuć. Niezmiennie skromny i czarujący swoim sposobem bycia śpiewak, przez rodzinę królewską był traktowany niemalże jak członek rodziny. Szczególnie bliska przyjaźń połączyła go z infantem Ferdynandem i jego żoną Marią Barbarą – kobietą brzydką jak noc, a jednocześnie ujmującą swoją inteligencją,
łagodnością i dowcipem. Przyjaźń ta raziła królową, gdyż wyznaczony na następcę tronu Ferdynand był synem z poprzedniego małżeństwa Filipa, a Elżbiecie zależało, by panowanie objął któryś z jej potomków. W związku z tym robiła co mogła, by odizolować parę książęcą od życia dworskiego. Farinelli oparł się jednak jej naciskom, czego królowa zresztą nigdy mu nie wybaczyła.

Prócz śpiewu dla króla oraz uświetniania rodzinnych uroczystości, Farinelli był zaangażowany również w organizowanie występów opery włoskiej. Świetnie sprawdził się jako kompozytor, reżyser i scenograf. Po śmierci Filipa V, która nastąpiła 9 lipca 1746 r., Carlo porzucił zupełnie publiczne występy i skupił się na tym drugim aspekcie swojej służby. Teraz sam musiał mierzyć się z wygórowanymi oczekiwaniami artystów, co było dla niego źródłem wielu frustracji.
Oczywiście, również w Hiszpanii Carlo musiał stawić czoło wrogości niektórych środowisk wobec kastratów. Pogardliwie nazywano ich zdegradowanymi samcami, babami w spodniach oraz kapłonami (czyli wykastrowanymi kogutami), których miejsce jest w garnku, a ich śpiew niektórzy określali jako rozlazły i wymęczony.

Po śmierci Filipa panowanie objął, zgodnie z planem, jego najstarszy syn, który wstąpił na tron jako Ferdynand VI. Warto tu wspomnieć o stosunku królowej-wdowy do nowych władców. Nowa para królewska, mimo doświadczonych z jej strony przykrości, otoczyła Elżbietę troską. Ta jednak nigdy nie ustała w knowaniach i rozsiewaniu plotek. Ich ofiarą padł również Farinelli – Elżbieta rozpowiadała, że nowa królowa jest zakochana w śpiewaku. Można sobie wyobrazić, z jakim dyshonorem mogło się wiązać coś takiego w skrajnie katolickiej Hiszpanii. Jednak szczęśliwie dla nowego władcy, od początku cieszył się on dużą popularnością, która trwała niezmiennie przez cały okres jego rządów.

Dla Farinellego pojawienie się nowego monarchy oznaczało kolejny życiowy przełom. Stał się trzecią pod względem ważności osobą, którą król darzył swoim zaufaniem – zaraz po królowej i spowiedniku. Jego główne zadanie polegało na wystawianiu oper oraz organizacji wszelakich pozostałych uroczystości. Pod egidą Carla życie artystyczne hiszpańskiego dworu nabrało prawdziwego rozmachu. Farinellemu udało się ściągnąć do Hiszpanii wielu
wybitnych śpiewaków.


W tym okresie na nowo ożyła też jego korespondencja z Metastasiem. Farinelli uważał go za najlepszego librecistę i bardzo często tworzył muzykę do jego tekstów. Dzięki temu na nowo ożyła też ich przyjaźń. Mimo dzielącej ich odległości stali się sobie tak bliscy, że sami siebie określali jako „bliźniaków”. Niestety, z korespondencji tej przetrwały tylko listy pisane przez Metastasia, i to nie wszystkie. Prócz zawodowych uwag (jak chociażby na temat pewnego libretta, na którego długość Farinelli najwyraźniej mocno narzekał i zmuszał pisarza do jego skrócenia) pojawiają się w nich również osobiste zwierzenia oraz uszczypliwe uwagi. Jednym z ciekawszych pod tym względem fragmentów jest ten, w którym Metastasio, mimo swojej niechęci do bycia portretowanym, zgadza się przesłać Carlowi swój obraz. Jak sam pisze, „... wydam polecenie, żeby za moje grzechy spełniono Twoją zachciankę ciężarnej kobiety, abyś przypadkiem nie poronił”.

W Hiszpanii Carlo poznał swoją kolejną i jednocześnie największą miłość. Była nią przybyła w 1748 r. do Madrytu jego uczennica, śpiewaczka Teresa Castellini. Można tylko sobie wyobrazić, jak bardzo zachwalał ją w swoich listach do Metastasia, skoro ten w odpowiedzi napisał: „Po lubieżnych opisach, w których przedstawiłeś mi tę tak uroczą osobę, gwałtowna pokusa otrzymania od niej listu mogłaby popchnąć mnie do popełnienia wobec Ciebie jakiejś
niegodziwości...”. Zresztą wątek Teresy przewija się w listach pisarza wielokrotnie. Jej wizerunek został utrwalony na obrazie, który wiele lat później, po powrocie do Bolonii, stał się ulubionym malowidłem Carla.



Na obrazie jest również Metastasio (sportretowany na podstawie wspomnianego wcześniej wizerunku) oraz sam malarz, Jacopo Amigoni, wraz ze swoim małym pomocnikiem w stroju huzara. Centralną postacią jest oczywiście Farinelli.

3 września 1750 r. w dowód wdzięczności za zasługi Carlo został odznaczony najwyższą godnością przyznawaną przez hiszpańskich władców – tytułem Kawalera Orderu Calatrava. W państwowym archiwum Hiszpanii przechowywana jest zawierająca 68 stron dokumentacja związana z nadaniem tego tytułu śpiewakowi. Znajduje się tam pozytywna ocena szlacheckiego pochodzenia Carla, czystości jego krwi wolnej od związków z Żydami, Maurami i przechrztami świeżej daty, a także potwierdzenie, że jest chrześcijaninem z dziada pradziada. (Brzmi znajomo? Okazuje się, że administracja pewnego kaprala z wąsem nie wymyśliła nic nowego).

Farinelli w stroju Zakonu Calatrava. W tle widoczne postacie Ferdynanda VI oraz Marii Barbary.

Radość związana z wyróżnieniem została przyćmiona pod koniec roku przez śmierć protektora i przyjaciela Farinellego – hrabiego Pepoli. Carlo stracił nie tylko człowieka, który bardzo pomógł mu w osiągnięciu sukcesu i po opuszczeniu Włoch niezwykle uczciwie zarządzał jego majątkiem, ale także kogoś, kto był dla niego oparciem i otaczał iście ojcowską życzliwością. Jednakże Farinelli nie miał dużo czasu na rozpamiętywanie swojego bólu, gdyż powierzone mu obowiązki i oczekiwania pary monarszej były bardzo pracochłonne. Do jego zadań doszła odbudowa i upiększenie ulubionej królewskiej rezydencji w Aranjuez, z czego wywiązał się wykazując się również w tej dziedzinie dużym talentem. Osobiście nadzorował też budowę pięknie zdobionej flotylli statków, która służyła parze królewskiej do przejażdżek po Tagu.

Jego bezgraniczne zaangażowanie w służbę niepokoiło Metastasia, który w jednym ze swoich listów zasugerował, że Carlo powinien bardziej zadbać o siebie, bo jeśli się wykończy, to służyć swoim władcom już nie będzie mógł. Poza tym Farinelli borykał się z różnymi problemami zdrowotnymi i kontuzjami. Narzekał też na bóle głowy, za które były odpowiedzialne prawdopodobnie odkryte podczas ekshumacji w 2006 r. zgrubienia kości czołowej, pojawiające się niekiedy u kastratów.

Warto też wspomnieć, że jego ogromny wpływ na parę królewską budził zazdrość ambasadorów. Siłą rzeczy wielu próbowało pozyskać jego przychylność dla swojej sprawy. Carlo żywo interesował się polityką, miał własne poglądy, jednakże we wszystkich politycznych gierkach potrafił wykazać się dużym zmysłem dyplomacji.

W 1756 r. spadł na Carla kolejny cios – w Madrycie zmarł jego brat, Riccardo. Dwa lata później, 27 sierpnia 1758 r., po długiej chorobie, mimo niezwykłej determinacji króla w znalezieniu pomocy dla małżonki, życie zakończyła również królowa Maria Barbara. Monarchini w swoim testamencie nie zapomniała o Farinellim. Zapisała mu trzy swoje najlepsze klawesyny oraz wszystkie zbiorki sonat swojego nauczyciela muzyki, Domenica Scarlattiego. Była to bardzo cenna pamiątka po wspólnych wieczorach muzycznych tej trójki.


Farinelli i Scarlatti w swojej loży
 
Niestety, po śmierci żony Ferdynand zupełnie się załamał. Pojawiające się już wcześniej napady lęku i paranoi teraz dały o sobie znać ze wzmożoną siłą i nie było wątpliwości, że król zaczyna tracić zmysły. Zakazał też wystawiania oper. Jakby tego jeszcze było mało, właśnie w tym czasie dotarła do Carla informacja, że jego nauczyciel i mistrz Porpora żyje w skrajnej nędzy.

Ferdynand VI zmarł 9 sierpnia 1759 r. Tym samym spełniło się marzenie Elżbiety – królem Hiszpanii został jej syn, Karol III. Nowy władca nie miał upodobania do śpiewu rzezańców i stało się jasnym, że dla Farinnellego oraz innych kastratów na dworze hiszpańskim nie ma już miejsca. Wydalając Carla władca wykazał się jednak dużą szczodrobliwością, przyznając mu dożywotnią rentę. Farinelli opuścił Hiszpanię wśród nieukrywanego żalu członków dworu.

Carlo powrócił do Włoch wiosną 1760 r., po 28 latach nieobecności, w wieku 55 lat. W czerwcu tego samego roku przybył do Bolonii, która powitała go z największymi honorami. Ponieważ jego posiadłość nie była jeszcze gotowa, niebawem udał się do swojego rodzinnego Neapolu. Z jego rodziny żyła już tylko jego owdowiała siostra, Dorotea Broschi Pisani. Carlo miał w końcu okazję poznać dzieci i wnuki siostry, o których istnieniu do tej pory wiedział tylko z korespondencji. Ludność Neapolu przywitała go entuzjastycznie, aczkolwiek na dworze neapolitańskiego króla Ferdynanda, będącego synem króla Hiszpanii, Karola III, został przyjęty chłodno. Niemalże pół roku spędzone w Neapolu minęły mu na składaniu wizyt, długich rozmowach z siostrą oraz na wszystkim tym, co składa się na zwyczajne życie rodzinne.

Na początku lata 1761 r. Farinelli zamieszkał w końcu w swojej wymarzonej przystani. Dworek został wybudowany poza miastem, na równinie z pięknym widokiem na Bolonię. O tym, jak czarujące było to miejsce, możemy przekonać się na podstawie nielicznych zachowanych rycin.



Również wnętrze domu było urządzone z dużą harmonią i smakiem. Jednak urok miejsca nie był w stanie zmienić faktu, że zamieszkawszy w Bolonii Farinelli znów był skazany na samotność. Ta nagła zamiana trybu życia sprawiła, że jego skłonność do melancholii i depresji mocno dała o sobie znać. Kryzys zaczął ustępować wiosną 1763 r., co można wywnioskować z tonu listów zatroskanego o przyjaciela Metastasia. Zresztą jego ból został niedługo przyćmiony nieszczęściem jego siostry, której w ciągu kilku miesięcy śmierć odebrała trójkę dzieci. Być może echem tych wydarzeń była decyzja, że Matteo, jeden z siostrzeńców Carla, zamieszka z nim w Bolonii.

Farinelli bardzo przywiązał się do Mattea i go rozpieszczał, mimo podejrzliwego charakteru, wybuchów gniewu i kaprysów chłopaka. Sytuacja skomplikowała się jednak, gdy Matteo zakochał się w Annie Gatteschi. Farinelli początkowo był przeciwny temu związkowi, lecz po pewnym czasie zmienił zdanie i zgodził się na ślub, który odbył się się z wielką pompą 7 lipca 1768 r. Narodziny dziecka 5 miesięcy później są prawdopodobnie najwłaściwszym wytłumaczeniem tej decyzji.

Młoda para zamieszkała z Carlem i szybko okazało się, że nie będą to łatwi lokatorzy. Ich małżeńskie relacje często były urozmaicane przez kłótnie, a najbardziej zgodni byli w naciskach na wuja, by finansował ich zachcianki. Mimo że Farinelli starał się kontrolować nieprzemyślane wydatki Mattea i Anny, to jednak siostrzeńcy mocno uszczuplili jego majątek.


Ucieczką od domowych trosk był wynajęty apartament w centrum Bolonii. Pomieszkując tam łatwiej było mu uczestniczyć w życiu towarzyskim i śledzić wydarzenia muzyczne. Ku radości lokalnego proboszcza, Carlo zaangażował się również w pomoc dla ubogich. Farinelli ciągle cieszył się wielką sławą i wszystkich zachwycał swoim niezmiennie ujmującym sposobem bycia. Wśród odwiedzających go osób znaleźli się m.in. kompozytor Christoph Willibald Gluck, cesarz Austrii Józef II oraz znany awanturnik i uwodziciel Giacomo Casanova. Prawdopodobnie w gronie tym znalazł się także Leopold Mozart wraz ze swym synem, Wolfgangiem Amadeusem, którego w tym czasie dopiero próbował wylansować, ale są to tylko przypuszczenia.

W ostatnich latach życia, mimo stosunkowo dobrego zdrowia oraz hołdów składanych mu przez podróżników z całej Europy, Carla przytłaczało poczucie zmęczenia i samotności. W 1778 r. zmarła jego siostra Dorotea, a 12 kwietnia 1782 r. odszedł Metastasio. Szczególnie ta druga śmieć okazała się wielkim ciosem, który zabrał Carlowi chęć do życia. Farinelli zmarł niedługo po nim, 16 września 1782 r., w wieku 77 lat.

Mimo obwarowań zawartych w testamencie, majątek został ostatecznie roztrwoniony przez Matteo i Annę. Z wielkiej spuścizny śpiewaka zachował się jedynie plik listów od Metastasia, przechowany przez córkę siostrzeńców Fainellego, Marię Carlottę. W zawirowaniach historii znikł nawet grób Carla. Kaplica, w której spoczęły jego doczesne szczątki, została przerobiona przez administrację Napoleona na willę letniskową. Po ekshumacji w 2006 r. kości Farinellego przeniesiono do grobu jego stryjecznej wnuczki, Marii Carlotty Pisani Tadolini.
Z powierzchni ziemi zniknął także wymarzony pałacyk Farinellego. Na poniższym zdjęciu widać już oznaki przekształcania tamtej okolicy w dzielnicę przemysłową.


Budynek, początkowo zamieniony na magazyn, mimo protestów władz Bolonii został zburzony na początku 1949 r. przez właścicieli widocznej w tle cukrowni. Komin widoczny na fotografii stoi tam do dziś.

Na zakończenie opowieści o Farinellim najchętniej wrzuciłabym jakiś link do oryginalnego nagrania jego śpiewu. Niestety, nie było żadnego Kazimierza Siemienowicza fonografii i pierwsze próby zapisu dźwięku zaczęto podejmować dopiero pod koniec XVIII w. - na długo po śmierci śpiewaka. Zostają nam tylko zapewnienia mu współczesnych oraz badaczy, że to był najwspanialszy śpiew, jaki kiedykolwiek rozbrzmiewał na Ziemi. Ile w tym legendy, ile ludzkiej pogoni za niezwykłością, a ile prawdy? Tego nie dowiemy się nigdy.

<<< W poprzednim odcinku


Oglądany: 22792x | Komentarzy: 7 | Okejek: 103 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.02

21.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało