Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Przepis na głos idealny, czyli o kastracji i kastratach słów kilka II - narodziny i rozkwit idei

44 893  
171   25  
To druga część tego artykułu. Współcześnie kastracja najbardziej kojarzona jest z cieniutkim śpiewem. Nic w tym dziwnego – przez długi okres, który zakończył się stosunkowo niedawno, „tworzenie” wybitnych śpiewaków było głównym celem trzebienia mężczyzn.

Jest to jednocześnie bardzo rażący przykład obłudy, ponieważ oficjalnie kastracja była potępiana. Lekcja na dziś: Jak namówić dzikiego dzika, by pomógł nam stworzyć geniusza...

Nie jest tajemnicą, że kastraci jako śpiewacy wypłynęli głównie dzięki Kościołowi i jego stosunkowi do kobiet. Nieco mniej znanym faktem jest to, że istotną rolę w tej kwestii odegrały również ruchy reformatorskie, które doprowadziły do zwołania w 1545 r. Soboru Trydenckiego, który to z kolei zapoczątkował ruch zwany kontrreformacją. Na gruncie kontrreformacji pojawił się w sztuce sakralnej nurt zwany dziś sztuką barokową. Chodziło w nim mniej więcej o to, by tak przytłoczyć wiernego swoim przepychem i niesamowitością, aby nawet nie przyszło mu do głowy szlajanie się po obcych wyznaniach. A że w tamtym czasie to Kościół wyznaczał trendy, nurt ten został podłapany również przez świeckich.
Założenia te dotyczyły oczywiście także muzyki liturgicznej, w której Kościół postanowił postawić na śpiewy anielskie. Ale któż słyszał, by anioł śpiewał basem lub barytonem? Ale jeszcze mniej słychane było, by do publicznych wystąpień dopuścić kobiety. Posiłkowanie się chórami chłopięcymi było z kolei mało opłacalne – nawet nie zdążysz takiego solidnie wyszkolić, a ten wejdzie już w fazę mutacji i cały misterny plan pójdzie w p… - no właśnie tam. Wprawdzie istnieli falseciści, ale ich głos też nie miał takiej barwy, o jaką Kościołowi chodziło. Sięgnięcie po kastratów wydaje się być w tej sytuacji naturalną koleją rzeczy.


Kościół, mimo że oficjalnie kastrację stanowczo potępiał, stworzył jednocześnie olbrzymie zapotrzebowanie na wyrzezanych śpiewaków. Pierwszy występ kastrata na Watykanie jest datowany na rok 1562, a był nim hiszpański rzezaniec Francesco Soto. Pomysł się przyjął i już w 1635 r. chór Kaplicy Sykstyńskiej liczył sobie 32 kastratów, którzy całkowicie przejęli partie sopranowe, a niekiedy występowali również w altowych. Przez następne trzy wieki w papieskim chórze na stałe występowało minimum ośmiu trzebieńców. Stopniowo kastraci zaczęli pojawiać się również w innych kościelnych chórach.


Całkiem współczesne zdjęcie chóru Kaplicy Sykstyńskiej. Ale niepokój pozostał...

Ponieważ kościelny zakaz publicznego śpiewu kobiet przez długi okres dotyczył również występów świeckich, wkrótce po rzezańców sięgnęła także opera. I to właśnie dzięki operze kastraci zaczęli robić oszałamiające międzynarodowe kariery. Zanim jednak powiemy sobie o zachwycie, jaki wzbudzał śpiew trzebieńców u widowni niemalże całej Europy, warto odpowiedzieć sobie na pytanie – skąd oni się właściwie brali? No bo przecież był kościelny zakaz kastracji, za którego złamanie groziła ekskomunika, więc lepiej było go jednak nie łamać... No i nie łamano. W większości przypadków. Przynajmniej oficjalnie. Sprawę bardzo ułatwiał fakt, że w owym czasie kastrację uważano za sposób na cały szereg męskich przypadłości, więc zawsze można było wytłumaczyć ją względami medycznymi, a to było już akceptowane. Poza tym – przecież wypadki chodzą po ludziach. I tu pojawia się miejsce na rewelacje dotyczące dzików oraz ich mało znanych skłonności, tak szokujących, że nie wspomniał o nich w swoim materiale nawet znawca tych zwierząt, bojownik Piotr Horzela.



Zachowały się zapiski mówiące o tym, że gdyby wierzyć kastratom z Kaplicy Sykstyńskiej, to wszyscy oni padli ofiarą dzikich świń. No cóż... Współcześni rolnicy, pomstujący na dziki buchtujące na polach i łąkach, powinni wobec takich relacji cieszyć się, że owe dziki na polach i łąkach poprzestają... Ale obwiniano nie tylko dzikie świnie – wśród pretekstów wymieniano również pogryzienie przez łabędzia, upadek z konia, nieszczęśliwy kopniak w czułe miejsce zadany przez inne dziecko podczas zabawy i zapewne jeszcze wiele innych.

Zabiegowi zwykle byli poddawani chłopcy wywodzący się z najniższych warstw społecznych. Często były to sieroty lub podrzutki pozostawione w kościele, najczęściej jednak o losie syna decydowali ubodzy rodzice. W przypadku, gdy nauczyciel muzyki lub organista stwierdził, że chłopiec po kastracji będzie miał szansę na zrobienie kariery, za niewielkie pieniądze sprzedawali go trudniącemu się takim procederem werbownikowi lub oddawali sporządzając jednocześnie umowę, gwarantującą im rentę fundowaną z przyszłych dochodów syna. Tym samym pozbywali się problemu w postaci dodatkowej gęby do wykarmienia – dwie pieczenie na jednym ogniu.



Proceder ten osiągnął apogeum w Neapolu, gdzie prawnie zezwalano na wykastrowanie co czwartego męskiego potomka. I nawet nie pytajcie mnie, jak to miało się do kościelnego zakazu, bo pojęcia nie mam.
Zabiegowi kastracji poddawano zwykle chłopców w wieku 7-9 lat i formalnie sam zainteresowany, w trosce o swoje zdrowie, musiał tego zażądać. Podkreślmy – formalnie, a wiadomo, jak to z formalnościami bywa. Sam zabieg przeprowadzano w o wiele bardziej humanitarny sposób niż ten, który opisałam w poprzedniej części. Zwykle najpierw podawano chłopcu opium i zanurzano w lodowatej wodzie celem zmniejszenia bólu. Następnie rozcinano mosznę, usuwano jądra, zszywano mosznę i zakładano sterylny opatrunek. Po około dwóch tygodniach rana się goiła i można, a nawet trzeba było rozpoczynać edukację.
Kastracja sama w sobie wcale nie załatwiała sprawy. Co prawda zabieg blokował mutację, zapewniał większą elastyczność strun głosowych, stymulował nadnaturalny rozrost klatki piersiowej, umożliwiający wydawanie z siebie na jednym wydechu dźwięków trwających nawet minutę oraz nadający głosowi moc i skalę niespotykaną u kobiet, a także powodował inne niuanse mające wpływ na brzmienie, ale... Z punktu widzenia możliwości wokalnych, kastracja negatywnie wpływała na muskulaturę krtani, co należało pokonać przy pomocy właściwych, jak najwcześniej rozpoczętych ćwiczeń. Istnieli nauczyciele, którzy specjalizowali się w kształceniu kastratów, aczkolwiek tylko garstka szczęśliwców trafiała pod opiekę indywidualnego maestro, który brał na siebie zarówno naukę, jak i wychowanie.


Nicola Porpora, kompozytor i jeden z najbardziej cenionych nauczycieli kastratów.
O jego zasługach jeszcze sobie powiemy.

Nauczyciele ci pracowali najczęściej w konserwatoriach muzycznych, które początkowo pełniły również funkcję szkół charytatywnych i sierocińców i dopiero z czasem przekształciły się w typowe ośrodki muzyczne. Środki na ich utrzymanie pochodziły w dużej mierze z występów chórów chłopięcych. Popularne było m.in. wynajmowanie takich chórów do zapewnienia oprawy pogrzebów dzieci, podczas których chłopcy o anielskich głosach, ubrani w stroje cherubinów, wyciskali ze zrozpaczonej rodziny morze łez i co za tym idzie – również pieniędzy.
Instytucje te kształciły nie tylko kastratów i, mimo starań wychowawców, mali rzezańcy byli narażeni na szykany ze strony nieokaleczonych rówieśników. Fakt ten w połączeniu z bardzo surową dyscypliną sprawił, że po latach wielu kastratów wspominało te szkoły jako istne piekło i nietrudno się domyślić, że okres spędzony w takim ośrodku miał destrukcyjny wpływ na psychikę tak bardzo wrażliwych osób.
No właśnie... Kastracja była bardzo poważną ingerencją w gospodarkę hormonalną organizmu i jej efektem nie był jedynie specyficzny głos. W jej wyniku „powstawali” ludzie o bardzo słabej psychice, bierni, rozchwiani emocjonalnie, mający trudność z podejmowaniem decyzji, nieśmiali, skłonni do histerii, podejrzeń i zazdrości, a także do intryg i kłamstwa. Do tego wszystkiego dochodziło poczucie upokorzenia spowodowanego okaleczeniem, którego nie były w stanie osłodzić nawet największe sukcesy. Dodatkowym piętnem był kościelny zakaz wchodzenia w związki małżeńskie, motywowany niemożliwością prokreacji (aczkolwiek pewną furtką, z której kastraci niekiedy korzystali, były małżeństwa protestanckie), co skazywało kastratów na samotność. Często pojawiały się u nich skłonności samobójcze. Niektórzy, próbując udowodnić swoją wartość, wdawali się w romanse, awantury i bójki. Najbardziej pod tym względem zasłynął Caffarelli, znany ze swej kapryśności oraz zamiłowania do kobiet. Znana jest historia, gdy to uciekając z sypialni pewnej damy przed jej mężem, półnagi spędził całą noc w cysternie na wodę, w wyniku czego nabawił się zapalenia płuc. Wiadomo też, że śpiewak starał się o pozwolenie na ślub. Na decyzji odmownej ktoś umieścił dodatkową adnotację o treści: „Niech go wykastrują dokładniej!”. To krótkie zdanie bardzo dobrze obrazuje, z jakim traktowaniem często musieli borykać się kastraci.


Gaetano Majorano, zwany Caffarellim. Największy skandalista i Don Juan wśród kastratów.

Co nie udało się Caffarellemu oraz wielu pozostałym, udało się innemu kastratowi – Filipo Finaziemu. Korzystając ze wsparcia swoich wpływowych znajomych udało mu się otrzymać zgodę na poślubienie swej wybranki. Był to jednak jeden z bardzo niewielu takich precedensów.

W kontekście skandali wywoływanych przez rzezańców warto również przywołać postać mniej znanego Siface. Jego burzliwy romans z pewną wdową tak bardzo wkurzył braci kobiety, że uknuli oni spisek, w wyniku którego śpiewak stracił życie.
Kastracja miała też bardzo poważny wpływ na wygląd ciała – kastraci nie bez powodu bywali określani mianem „świętych potworów”. Przez swój niekiedy wręcz groteskowy wygląd, zwykle bardzo wyraźnie odróżniali się od reszty ludzi. Najmniejszym problemem był tu brak jabłka Adama czy zarostu. Zachwianie gospodarki hormonalnej powodowało, że osiągali oni bardzo wysoki wzrost (chociaż zdarzały się też wyjątki, takie jak Farfallino, zwany Małym Motylem) i mieli skłonność do otyłości. Ich sylwetki przybierały też często bardziej kobiecy wygląd. Ciekawostką jest, że podczas oględzin szkieletów kastratów można niekiedy zaobserwować zgrubienia czaszki, które są charakterystyczne dla kobiet po menopauzie. Najbardziej jednak rzucały się w oczy dysproporcje w rozwoju szkieletu. Krótka i szeroka klatka piersiowa kontrastowała z nienaturalnie wydłużonymi kończynami. Efekt był taki, że po przyjęciu postawy wyprostowanej dłonie kastrata sięgały czasem aż do kolan... (W tym momencie wszyscy ciekawscy zgodnie stają na baczność i stwierdzają, że ich ręce kończą się na wysokości ud, zaraz pod tyłkiem i do kolan im jeszcze sporo brakuje). Przez te wszystkie cechy byli oni bardzo wdzięcznym obiektem dla karykaturzystów.



Oczywiście powyższa grafika, będąc karykaturą, jest mocno przerysowana. Niemniej zwraca uwagę na to, co z pewnością przyciągało uwagę widzów, szczególnie jeśli ich wygląd kontrastował z wyglądem śpiewaczki, jak to ma miejsce w powyższym przypadku. Kastratów zwykle wyróżniała też ich delikatna mowa, zwana dyszkantem, długowieczność oraz to, że nie łysieli.

Niektórzy z Was być może zastanawiają się, jak to możliwe, że mężczyźni o takim wyglądzie byli pociągający dla kobiet. Wielu pewnie sobie odpowiada, że skoro byli sławni i bogaci, więc wszystko jest jasne. Kto wybrzydza, ten nie r... - dorzucą jeszcze inni. Ale to nie do końca tak działało. I tu najlepiej oddać głos samym kobietom, a dokładniej jednej z nich, której zachwyt nad kastratem Farinellim przetrwał do czasów współczesnych. Napisany przez nią wiersz jest tak uroczo zabawny, że pozwolę sobie przytoczyć obszerne fragmenty dostępnego mi tłumaczenia:

Ty, który wiesz o każdej myśli i każdym pragnieniu,
Daruj szczerą wiwisekcję mojej duszy.
Przyjmij uprzejmie i czule
Wynurzenia zniewolonego serca:
Serca, które należy tylko do Ciebie
(...)
Nie pozwól, by zazdrosne myśli zmąciły Ci umysł,
By martwili Cię rywale tej nienawistnej płci;
Mężczyźni, odpychający towarzysze życia! Trucizna dla moich oczu,
Odpychający dla mych zmysłów, przerażający dla mego umysłu,
Potwory z twardym zarostem, długowłose szczotki, piły!
Czy stanie się wrażliwa kobieta w ich łapach?
(...)
Podczas gdy twój delikatny podbródek bez zarostu, Twoje różowe policzki,
Przyjemna i melodyjna słodycz gdy mówisz;
Twe oczy, które lśnią jak dwie błyszczące orbity
I przenikają wszystkie serca tak jak moje.
Poza tym, co słowa mogą powiedzieć zmysłom,
Rozsiewasz wokół siebie tysiące uroków.
(...)
Płonąc w owacjach powszechnej opinii,
Czynię Ciebie mym Wyborem na wieki.
(...)
Czy nie rozumiesz, skąd te prezenty?
Złota szkatułka, zegarek, obrączka z diamentów,
Kasetka na listy, pincetka wysadzana kamieniami.
Te podarki mogą wydawać się nagrodą za puste dźwięki,
Ale są to rzeczy o dużo większym znaczeniu.
To nie dla tego, że masz słodki głos i szczebioczesz
Lecz, że jesteś piękny, silny i młody;
Są to uroki, które poruszają słabą płeć brytyjską.
(...)
Świętoszka R... wie z doświadczenia,
Że eunuch jest więcej wart niż zużyty galant.
(...)
Eunuchowie mogą dać bezgraniczną rozkosz,
Bez konieczności znoszenia wstydliwych złorzeczeń dziewcząt i chłopców.
(...)
Krótko mówiąc, drogi młodzieńcze! Tobie musi się powodzić;
Jakie to ma znaczenie, czy ludzie interesu nie dostają zapłaty,
Czy dzieci są głodne, czy ojcowie i mężowie umierają,
Wszystko jest w porządku, jeśli to cena za Twe dobre zdrowie...

O tym, że kastraci, których pozbawiono jedynie jąder zachowywali sprawność seksualną była już mowa w poprzedniej części. Wprawdzie ich prącia nie osiągały zbyt dużych rozmiarów i nie były aż tak sprawne, ale nie to wydaje się w tym wszystkim najważniejsze. Ich wrażliwość, delikatność oraz, nie ukrywajmy – bezpłodność, czyniły z nich wymarzonych kochanków dla ówczesnych kobiet. Co prawda były też wyjątki od tej reguły – we Francji, gdzie kastraci zresztą nie zdobyli szczególnego uznania, kobiety dziwiły się, że można chcieć tylko części, skoro można mieć wszystko. Niemniej zazdrośni mężowie i wkurzeni bracia mieli czym się martwić.


Aczkolwiek zawsze mogli podjąć walkę odsłaniając swoje bardziej wrażliwe oblicze.

Dziś trzebieńcy nie stanowią już takiej nieuczciwej konkurencji. Ich obecność w naszej kulturze odzywa się jedynie echem w złośliwych powiedzeniach pod adresem co niektórych osobników płci samczej. Ich spuścizną są również napisane specjalnie pod ich głosy utwory, które do dziś rozpalają wyobraźnię i stanowią wyzwanie dla sopranistek oraz kontratenorów. Jednakże sama natura nie zawsze bywa doskonała i niekiedy na świecie pojawiają się mężczyźni, u których coś poszło nie tak i nie przeszli mutacji. Takim naturalnym kastratem jest m.in. Radu Marian – pochodzący z Mołdawii śpiewak dysponujący głosem zwanym męskim sopranem. Jego finezyjnym śpiewem pozwolę sobie zakończyć tę część, a już w następnych postaram się Was zapoznać z kilkoma spośród tych, którzy byli crème de la crème wśród śpiewaków operowych.

Miłego słuchania.

https://www.youtube.com/watch?v=ZYKEqsxDnV8
5

Oglądany: 44893x | Komentarzy: 25 | Okejek: 171 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

04.06

03.06

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało