Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jak to jest obudzić się martwym? - parę słów o porażeniu przysennym

169 872  
515   170  
Coś cię wyrywa ze snu. Budzisz się, jesteś świadomy, ale masz wrażenie, że coś jest nie tak. Usiłujesz się poruszyć. Nic z tego. Twoje ciało jest martwe, pracuje tylko umysł.

Dopiero wtedy zdajesz sobie sprawę, że znalazłeś się w najbardziej upiornej pułapce, jaka może istnieć. Panikujesz. Okazuje się bowiem, że w swoim pokoju nie jesteś sam.

Wszystko zaczyna się w momencie, kiedy kładziesz się spać. Dość szybko od zaśnięcia wchodzimy wówczas w tak zwaną fazę REM. Podczas gdy pewne obszary naszych mózgów wyświetlają nam abstrakcyjne filmy w pełnym HD, inne zajmują się znacznie poważniejszym zadaniem. W trosce o to, abyś nie zrobił sobie krzywdy i senne czynności nie miały odbicia w twoim fizycznym zachowaniu, ludzki system operacyjny decyduje się na wprowadzenie ciała w stan zwany atonią. Następuje wówczas praktycznie całkowity paraliż niektórych grup mięśniowych. To dlatego nawet najbardziej ekstremalny sen, w którym bierzesz czynny udział, nie jest w stanie odlepić cię od miękkiej poduszki.


Na tym jednak sprawa się nie kończy. Nie można wierzyć przecież na słowo zapewnieniom typu „Gość już śpi, możecie odpalać film!”. Muszą być jakieś normy, kontrole, prawda? I faktycznie – zanim na dobre zagłębimy się w głęboki sen, mózg robi szybki test i wysyła pojedyncze impulsy elektryczne do poszczególnych grup mięśniowych. Pewnie zdarzyło się wam kiedyś zupełnie mimowolnie wierzgać kończynami przed oddaniem się na dobre w ramiona Morfeusza? To jest waśnie efekt wspomnianej kontroli dokonywanej przez centralne dowództwo naszych organizmów. Impulsy elektryczne często doprowadzają do nagłych, silnych skurczów poszczególnych części ciała. Fachowo zwie się to zrywem mioklonicznym.


O ile ten proces jest dobrze przebadany i wytłumaczony, to już sporą zagwozdką dla badaczy jest fakt, że bardzo często podczas tego procesu zaczynamy śnić o… spadaniu.
Prawdziwy jednak problem zaczyna się w chwili, gdy nasz skomplikowany silnik zadziała nie do końca tak, jakby sobie tego życzył mózg. Wtedy możemy zacząć na przykład lunatykować, snuć nieskładne wywody o kluczykach od czołgu czy robić całą masę bardzo dziwnych rzeczy - oczywiście nieświadomi tego, że nasze zachowania we śnie przenikają się z rzeczywistością.


Porażenie przysenne to nieco inna usterka. W tym przypadku nasza świadomość budzi się pierwsza przed ciałem, które w dalszym ciągu pozostaje w stanie atonii. Zazwyczaj możemy nawet otworzyć oczy i trzeźwo ocenić sytuację. Kiedy jednak zorientujemy się, że jesteśmy uwięzieni we własnych, pozbawionych iskry życia zwłokach, najczęściej zaczyna się prawdziwy rollercoaster.
Wiele osób, które miały wątpliwą przyjemność przeżyć porażenie przysenne, opowiada o wrażeniu czyjejś obecności przy łóżku czy nawet realistycznych halucynacjach, podczas których jakaś nieznana, upiorna istota siada ofierze na klatce piersiowej i niczym ponury żniwiarz czeka na jej ostatnie tchnienie.


Jako że stan ten znany jest ludzkości nie od dziś, dawniej utożsamiano go oczywiście z demonicznymi siłami dybiącymi na śpiącego człowieka. I tak na przykład w germańskim folklorze istnieje sobie istota zwana Alpenem. Jest to mały, obleśny ziomeczek, niekiedy z kapeluszem zatkniętym na czerepie. Nawiedza on śpiące kobiety, siada im na piersiach i przygniata własnym ciężarem tak mocno, że te, pomimo wybudzenia się ze snu, nie są w stanie nawet drgnąć.



Tymczasem w naszych lokalnych wierzeniach odpowiednikiem Alpenów są Zmory – upiory, które przypominają wysokie, bardzo wychudzone kobiety o przezroczystym ciele. Podobnie jak jej germański odpowiednik, Zmora siada na klatce piersiowej śpiącego i mocno przydusza ją. Robi to tak długo, aż nieszczęśnikowi pójdzie krew z nosa. Wówczas zmora spija posokę. Gdy się już naje do syta – zostawia swoją wymęczoną do cna ofiarę w spokoju.


W japońskiej mitologii istotą odpowiedzialną za ten upiorny stan jest Kanashibari – żyjący na pograniczu wymiarów demon. Tymczasem w niektórych afrykańskich kulturach porażenie senne utożsamiane jest z upiorami, które dosłownie gwałcą swe śpiące ofiary.


Opisy porażenia przysennego pojawiają się w dokumentach medycznych sprzed prawie 1000 lat. Jeszcze do XIX wieku zwykło się przypisywać taki paraliż nawiedzeniom lub działalnościom sił nieczystych. Zebraniem wszystkich dobrze udokumentowanych przypadków zajął się w 1664 roku holenderski lekarz Isbrand Van Diemerbroeck. Sam też opisał historię pewnej 50-letniej kobiety, która padła ofiarą diabła, co to położył się na niej uniemożliwiając biednej babinie wykonanie nawet najmniejszego ruchu.


Halucynacje, które niekiedy towarzyszą temu stanowi są najczęściej wynikiem paniki. Kiedy zdajemy sobie sprawę, że nasze ciało jest całkowicie sparaliżowane, wpadamy w przerażenie, serce zaczyna walić z szybkością death metalowego perkusisty i nasze nieco jeszcze zdezorientowane nagłym wybudzeniem się mózgi zaczynają robić nam psikusy.


Według badaczy istnieją dwie formy porażenia przysennego. ISP to sytuacja, która może przytrafić się każdemu z nas nawet raz czy dwa razy w życiu, natomiast RISP to stan, który przydarza się często i wymaga podjęcia leczenia.
Paraliż nie jest niebezpieczny i raczej nikt jeszcze z jego powodu nie umarł, ale zdecydowanie nie jest to przyjemne uczucie. W przypadku RISP stan ten może trwać nawet i do godziny! Podczas tak długiego czasu wiele osób ma wrażenie wyjścia z ciała i prawdziwie psychodelicznego tripu.
Warto więc pamiętać o tym, że porażenie przysenne jest wprawdzie zjawiskiem bardzo rzadkim, ale może się przytrafić każdemu z nas. Najczęściej są na niego narażone osoby, które borykały się z problemami psychicznymi, cierpiały na bezsenność lub są po prostu bardzo zestresowane. Ale mimo to nie da się jednoznacznie określić, czy ciebie – drogi Bojowniku (i jeszcze droższa Bojowniczko) nie czeka jutro miły poranek u boku Zmory wysysającej krew z twej kichawy.


Na koniec zerknijcie sobie na namalowany w 1782 roku obraz Johanna Heinricha Füssliego. Legendy mówią, że artysta chcąc uzyskać natchnienie z sennych koszmarów jadł przed pójściem spać świeżą wieprzowinę i zażywał opium.


Füssli znał wielu zacnych ludzi nauki – a wśród nich lekarzy. W tamtym czasie zjawisko porażenia przysennego było już dość dobrze znane, aczkolwiek w dalszym ciągu nie istniała żadna sensowna naukowa teoria próbująca ten stan wytłumaczyć. Malarz, podobnie jak większość bojaźliwych śmiertelników, zrzucił więc winę na obecne w folklorze upiory.


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
6

Oglądany: 169872x | Komentarzy: 170 | Okejek: 515 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.01

17.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało