Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Nerwica nerwicy nierówna - moja historia

61 368  
258   59  
Większość osób, które słyszą słowo "nerwica" myśli o osobie, która łatwo się denerwuje, wpada w szał, rozrywa to co trzyma w rękach. Tak, są i takie nerwice, ale jednak ja chciałbym napisać tutaj o innej, która ma mnie w swoich szponach już od ponad 2 miesięcy. Ale może od początku.

Pewnego pięknego, wakacyjnego poniedziałku ja, czyli wieczny student - trzeci raz zaczynający ten sam kierunek na tej samej uczelni, postanowiłem wybrać się na świetlicę, coby móc tam posprzątać po wczorajszych zabawach. No ale co to, serce zaczyna walić jak oszalałe. Tak samo z siebie. Wiem, że mam niedomykalność dwóch zastawek, ale sam kardiolog stwierdził, że niedomykalność ma bardzo dużo osób i nie daje ona takich objawów. Żadna. No rozumiem, ale czemu przy prawidłowym ciśnieniu (127/84) moje serce wali 129 razy na minutę? Przez chwilę miałem w głowie myśli, że to zawał, tachykardia i wszystkie inne pojęcia, jakie mam w słowniku, a niekoniecznie wiem, co oznaczają i jakie dają objawy. Dwie godziny później wszystko wróciło do normy, ja olałem sprawę i poszedłem do rzeczonej świetlicy.

Dzień drugi. Wtorek. Nic się nie działo aż do popołudnia, kiedy to chciałem wybrać się do sklepu w celu zakupienia kilku zimnych, tanich piwek. I nagle znowu to samo. Szybki przegląd apteczki - są krople na serce (Milocardin, jeśli kogoś to ciekawi). Narzuciłem sobie 15 kropelek na łyżeczkę cukru. Przeszło. No ale teraz piwka nie wypiję. Trudno, poczekam do jutra.

Dzień trzeci. Środa. Wtedy chyba zaczęło się na poważnie. Rano, kiedy tylko mój mózg wygrzebał z nie tak dalekiej przeszłości fakty i objawy, które miałem, sama faza wgrała się od razu po przebudzeniu. Wystraszony nie na żarty, założyłem spodnie na tyłek i do lekarza. Jeszcze po drodze użarł mnie pies w łydkę. Noż psia mać! Zatłukę to małe szczekające coś! Całość również musiałem zgłosić w ośrodku zdrowia, no bo jak nieszczepiony, to lipa. Jeszcze mi się oberwało od właściciela, że sanepid do niego jeździ.

Dzień czwarty. To samo, cały dzień. Trzyma i nie chce puścić. Kropelki przestały działać. Sen zmorzył mnie po 22 godzinach lęku, że zaraz umrę.

Dzień piąty. Dnia piątego zrobiłem najgłupszą rzecz, jaką może zrobić osoba w mojej sytuacji. Nie wiesz, co ci jest? No tak! Internet jest lekiem na całe zło! Nagle okazało się że choruję na:
- tarczycę
- anemię
- mam guza mózgu
- etc.

Można wymieniać wszystkie pozycje z książek medycznych. Miałem jednostajny, niekontrolowany atak ostrej paniki. Wzywać karetkę? Nie, nie przyjadą. Zaraz zemdleję, będę miał atak padaczki, zaraz coś mi pęknie w głowie i umrę. Dzięki jednemu, ale to jednemu komentarzowi pod jednym z artykułów zrozumiałem, że to może jednak jest choroba nie fizyczna, a psychiczna. Zacząłem znowu czytać. I tak, znowu za pomocy autodiagnozy stwierdziłem u siebie nerwicę lękową.

Czymże jest taka nerwica?

Ciągłym lękiem. Jeśli nie boisz się o własne zdrowie, życie, to zamartwiasz się przyszłością. To nie jest tak, że wytłumaczysz sobie myśl "No weź nie bądź śmieszny, jak możesz mieć wstrząs mózgu, skoro nigdzie tym kaczanem nie przywaliłeś?". Dla osób zdrowych psychicznie może to się wydawać proste, ale osoby, które cierpią na to co ja, widzą połączenia zupełnie nielogiczne z innego punktu widzenia i ślepo w nie wierzą. Lęk zaczyna kontrolować całe życie. Pojawia się strach przed wyjściem na ulicę, że tam gdzieś stracisz przytomność, nikt ci nie pomoże, a jeszcze okradnie. Pojawia się lęk w przypadku głupiej wizyty w sklepie: A co jeśli tam stracę przytomność, karetka nie przyjedzie na czas, umrę, będę sparaliżowany, będę miał wylew i rodzina będzie musiała się mną opiekować do końca życia?

Tak wygląda nerwica lękowa. Pacjent może sobie nie zdawać sprawy, że jest chory. Będzie biegał od lekarza do lekarza, tak jak ja to robiłem, i stwierdzał sobie coraz to nowsze choroby. A jeśli już okaże się, że nic mu nie dolega, to stwierdzi, że choruje na coś, o czym lekarze jeszcze nie wiedzą albo wiedzą bardzo mało.

Tak więc wracając do tematu: na drugi dzień udałem się do lekarza rodzinnego i poprosiłem o skierowanie do psychiatry. Pani doktor, najlepsza pod słońcem, od razu wystawiła skierowanie. Dzięki temu, że i rodzinny, i psychiatra znajdują się w jednym budynku, musiałem czekać na wizytę tylko przez weekend. Do psychologa dostałem się tego samego dnia.

To może na razie tyle. Jeśli się spodobało, dopiszę ciąg dalszy razem ze wskazówkami dla osób, które podejrzewają u siebie to samo.
18

Oglądany: 61368x | Komentarzy: 59 | Okejek: 258 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.11

20.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało