Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Po tajemniczym spotkaniu z Panem X i Profesorem moje dzieciństwo legło w gruzach

104 632  
469   86  
Kiedy zaczynasz zbyt głęboko grzebać w jakimś temacie, okazuje się, że musisz łyknąć trochę wiedzy z różnych dziedzin. Czasem dziiiiwnej wiedzy.

merkury
Wszystko zaczęło się od kilku piw w Czeskiej Baszcie, wewnątrz mostu Poniatowskiego w Warszawie. Po tej, jedynie słusznej, ilości trunku i wymianie wielu uprzejmości, nadszedł czas na konkrety:

- No dobrze, ściągnąłeś mnie tu Panie X, napoiłeś, jaka jest sprawa? - spytałem Pana X.
- Nie będę owijał w bawełnę. Chcę odtworzyć dagerotypię, a w kwestii konsultacji technicznej Pan będziesz mi cholernie niezbędny.

Piwo nie pomogło, zatkało mnie, a przed oczami przeleciały mi wszystkie notatki z Technologii Materiałów Światłoczułych i laborków chemii analitycznej.

- Czy mógłbyś to, Panie X, powtórzyć?
- Mogę, ale dokładnie wiesz Waszmość, o co mi chodzi. Nie mam nikogo lepszego.
- No… niemało mnie dobrodzieju zaszczyciłeś kierując tę propozycję właśnie do mnie i naprawdę schlebiasz Pan moim umiejętnościom i wiedzy, ale… jesteś szanowny kolego pewien?
- Oczywiście.
- Zdajesz sobie Waćpan sprawę, co będzie największym problemem?
- Ależ proszę się tym nie frasować, już to załatwiłem - na jego twarzy pojawił się szelmowski uśmiech.
- Przejdźmy w takim razie do szczegółów Panie X…

most

Dagerotypia

Projekt w samym zamyśle był szalony. Musisz w tym miejscu wiedzieć, że dagerotypia to jedna z najstarszych metod fotograficznych. Powstała pod koniec lat 30 XIX wieku i tym największym związanym z nią problemem jest to, że w dagerotypii obraz otrzymuje się na miedzianej płytce oddziałując na nią parami rtęci. Tak. Rtęci.
I tak, z ww kolegą przeważnie prowadzimy dysputy niczym dwaj wyjęci z lamusa pierdziele.

Moja wiedza ze szkolnych notatek nie była o wiele szersza niż powyższy opis, ale sprawa była tak ambitna, że nie sposób było odmówić.

Braki wiedzy

Jednym z pierwszych zagadnień, które musieliśmy bardzo dokładnie zrozumieć, był sam przebieg reakcji chemicznej zachodzącej w trakcie uczulania, naświetlania i wywoływania materiału. Przegrzebując dokładnie dane na temat przygotowywania procesu i chemikaliów, mieliśmy już pełen zarys działania metody, ale wciąż nie do końca byliśmy w stanie zrozumieć, jak niektóre związki na siebie oddziałują.

dagerotypproces

Jeśli góra nie chce przyjść do Mahometa, to poszedłem do mekki wiedzy fototechnicznej na warszawskich Powązkach. Po kilku rozmowach trafiłem w końcu na odpowiedniego człowieka (nazwijmy go Profesorem). Po chwili rozmowy wiedziałem już, że ten jegomość pozwoli nam przeskoczyć nasze bariery. Nie było czasu do stracenia, trzeba było aranżować spotkanie z Panem X.

W dużej części rozmowie Pana X i Profesora mogłem się jedynie biernie przysłuchiwać. Nie jestem specjalistą od chemii, więc ich dyskurs brzmiał dla mnie jak „bulbulator, bla bla bla, amalgamat”.

Słowem kluczem rozwiązującym nasze problemy był właśnie rzeczony „amalgamat rtęci”, to znaczy… z tego co zrozumiałem.

rteeeeci

- Tak! Dokładnie! - Profesor nawijał jak nakręcony.
- Rtęć to w ogóle cholernie niebezpieczna substancja, wiecie o tym?
- Wiemy, wiemy.
- No i gówno wiecie, bo Was niepotrzebnie nastraszyli. Metaliczna rtęć tak naprawdę nie powinna Wam w ogóle zaszkodzić. Jedyne czego musicie się obawiać to jej pary i długotrwała ekspozycja, poza tym nie ma problemu.
- A w kwestii tego amalgamatu…
- Słuchajcie. Słyszeliście o gorączce złota, chorobie kapeluszników itd?
- Coś tam tak, nigdy się nie interesowałem, ale w kwestii naszego projektu…
- Cicho siedź. Wiecie jak ci debile szukali złota w Stanach? To posłuchajcie…

Gorączka złota

Z opowieści Profesora dowiedzieliśmy się, że „gorączka złota” to nie tylko określenie szaleńczej pogoni za pieniędzmi. Takie określenie miało medyczne podstawy, ale żeby nie wprowadzać zamieszania, to użyjmy od razu właściwej nazwy tej choroby: ludzie pracujący przy wydobyciu złota zapadali na „chorobę szalonych kapeluszników”.

goldrush

Wszyscy kojarzymy sceny filmowe, w których przy górskich rzekach ludzie przesiewają piasek przez sitka w poszukiwaniu samorodków złota. Okazuje się jednak, że metoda już w XIX wieku była dalece bardziej zaawansowana. Poszukiwacze złota kruszyli górskie skały, a następnie powstały w ten sposób materiał poddawali kąpieli w… rtęci!

To było tak cholernie proste! Jeśli w skale znajdowało się złoto, tworzyło ono związek z rtęcią - właśnie ów, rzeczony amalgamat rtęci i złota. Rtęć wystarczyło zlać do oddzielnego zbiornika, a kamienie (pozbawione złota) wyrzucić do rzeki. Doprowadziło to oczywiście do ogromnego skażenia środowiska i do dziś w trakcie większych opadów i powodzi rtęć spływa aż do zatoki San Francisco, ale nie to w tym wątku jest najważniejsze. Poszukiwacze złota często płukali pokruszone skały używając do tego swoich kapeluszy. Filc zatrzymywał rtęć, a następnie, kiedy kapelusz zakładano z powrotem na głowę, rtęć miała bezpośredni kontakt ze skórą. Mogła więc przedostawać się do organizmów zbieraczy przez pory skóry, a także parować pod wpływem temperatury i dostawać się w ten sposób do układu oddechowego (rtęć wrze w 357 stopniach Celsjusza, ale już przy 20 stopniach wykazuje dużą lotność).

kapelysz

Internetowe źródła podpowiadają, że kolejnym przypadkiem łączenia kapeluszy z rtęcicą był proces wytwarzania filcu do kapeluszy używany w XVIII i XIX wieku. Osoby pracujące przy produkcji nakryć głowy miały kontakt z tym metalem i też zapadały na rtęcicę, co też pokrywa się z popularną nazwą „choroba szalonych kapeluszników”

Rtęcica i Alicja w Krainie Czarów

Ta choroba powoduje szereg przykrych przypadłości. Przede wszystkim uszkadza układ nerwowy i wywołuje zaburzenia, które często prowadzą do dziwnego zachowania, przypominającego chorobę psychiczną. Jest to np. drętwienie i porażenie kończyn, świąd, nadwrażliwość na światło, porażenie układu mowy, czy bardzo mocne huśtawki emocjonalne. Wyobraź sobie teraz osobę, która chodzi dziwnym krokiem na sztywnych, lub giętkich nogach, nerwowo się drapie, ma bladą cerę, dziwnie mówi i do tego na zmianę wybucha śmiechem i płaczem.

Właśnie tak zachowywały się osoby dotknięte „gorączką złota”, właśnie tak zachowywały się osoby pracujące przy produkcji kapeluszy i właśnie tak zachowywał się Zwariowany Kapelusznik z Alicji w Krainie Czarów, bo okazuje się, że ta postać jest literackim opisem osoby chorej na „chorobę szalonych kapeluszników”!

kapelusznik

W ten sposób od Czeskiej Baszty, przez tajemnicze spotkania, fotografię, rtęć i pozytywnie zakręconego Profesora, doszliśmy do gorączki złota, choroby szalonych kapeluszników i Alicji w Krainie Czarów. A mówią, że to w internecie szukasz instrukcji czyszczenia klawiatury, by po kilku godzinach zorientować się, że oglądasz właśnie poradnik wbijania alchemika na 90 level, samouczek porozumiewania się z żyrafami, czy studiujesz zmiany PKB Burkina Faso na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat z uwzględnieniem zmian spowodowanych przez zwiększone zapotrzebowanie na orzeszki ziemne w czasie nadawania transmisji Super Bowl.

zyraffa

Zaprawdę powiadam Wam, nieodgadnione są ścieżki, którymi podąża wiedza w naszym życiu.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
35

Oglądany: 104632x | Komentarzy: 86 | Okejek: 469 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało