Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Żyłam z socjopatą - opowiada nasza czytelniczka

213 342  
913   259  
Osobowość dyssocjalna to, według definicji, zaburzenie psychiczne, oparte na upośledzeniu odruchów moralnych, braku empatii, wyrachowaniu, kalkulowaniu relacji, narcyzmie i agresji. Przyjemność sprawia czyjś ból. Jeśli jednak myślicie, że można to wychwycić na pierwszy rzut oka i omijać szerokim łukiem - mylicie się potężnie. Ponad dwa lata nie wiedziałam, że żyję z socjopatą.

1. Początki

Początki zawsze są niewinne.

Człowiek może się zauroczyć - socjopata jest bardzo niewinny, łagodny, błyskotliwy, mało mówi, dużo słucha i komplementuje to, co powinien komplementować. Już wtedy sprawdza, na jaki grunt trafił - u mnie podatny na ludzką krzywdę, więc wcześnie zaczął dzielić się ze mną swoimi problemami ze zdrowiem, problemami jego bliskich. Teraz wiem, że 3/4 z tego, co mówił, było nieprawdą mającą wzbudzić we mnie poczucie winy (no, jak mogłabym takiemu biedaczkowi odmówić?). Szukał otuchy, ale jednocześnie unikał kontaktu fizycznego, niezdolny do wyrażania uczuć.
W międzyczasie dowiadywał się o moich środkach na koncie, przegrzebywał moją pocztę i przejrzał każdą rzecz osobistą - o niczym wtedy nie wiedziałam.

Współczułam, doradzałam, przywiązywałam się, a on kalkulował, czy związek ze mną będzie opłacalny.

2. Im dalej w las, tym więcej drzew

Byłam naiwna. Dawałam się wkręcić w coraz nowsze historie, wierzyłam, że jego mama jest bardzo chora, że stracił pracę. Opowiedział mi historię o ojcu alkoholiku. O chorej siostrze. Tyle nieszczęść na jedną głowę!

Wymagał ogromnej uwagi, powoli poznawał moich znajomych i zaczynał ich odcinać ode mnie. Robił to piekielnie inteligentnie - wykorzystywał maksymalnie sytuację, a ja wierzyłam, że robię dobrze. Zaczęłam się coraz gorzej czuć. Nie wierzę w wampiry energetyczne, nie wątpię jednak, że byłby w stanie świadomie mi zaszkodzić. Odradzał mi chodzenie do lekarzy, zażywanie leków. Mieszał w każdej sprawie, kłamał i okrutnie oszukiwał, a równocześnie potrafił sprawić, że czułam się winna, że mogę go o to podejrzewać.

Poznał moich rodziców - polubili go i chętnie widzieli w naszym domu.
Babcia po kilku miesiącach zaczęła przebąkiwać o tym, że jeszcze zdąży zatańczyć na moim weselu i gratulowała mojej mamie takiego zięcia.

Po roku zaczął coraz częściej wspominać o dziecku. Wiedział, że mam problemy zdrowotne, które sprawią, że go nie urodzę. Jego prośby były dla mnie przykre, ale opowiadał o tym w taki sposób, że mimo iż nie czułam z jego strony żalu, psychicznie byłam pokopana, że nie potrafię tego dziecka mu dać.

Pewnego wieczoru wypiłam nieco za dużo. Rzadko piję alkohol, więc nawet niewielka ilość sprawiła, że byłam ledwo przytomna. Uprawialiśmy seks, a on... przedziurawił, przeciął albo nie założył prezerwatywy. Gdy po miesiącu nie miałam okresu, wpadłam w panikę. Poroniłam w piątym tygodniu. Byłam w paskudnym stanie psychicznym, on był przy mnie, obojętny. Myślałam, że też przeżywa stratę dziecka.


3. Pomoc

Wszyscy mu pomagaliśmy, uruchamialiśmy nasze kontakty, by pomóc mu w zdobyciu pracy, za każdą ofertę dziękował ze wzruszeniem w oczach. Snuł piękne wizje wspólnego życia, roztaczał wokół siebie czar, a gdy byliśmy sami, szeptał wyidealizowane opowieści, jednocześnie gnojąc mnie do cna, tak, że odczuwałam realną potrzebę zmiany.

Do wszystkiego używał pięknych słów, moje zalety przeistaczał w wady, wyolbrzymiał je i sprawiał, że czułam do siebie wstręt, że jestem aż taka zła, mimo że wciąż powtarzał, że kocha mnie taką - niedoskonałą. Wytykał każdy, jego zdaniem, błąd, choć robił to w sposób, dzięki któremu czułam, że i tak mnie akceptuje. Jego jad wydawał się być cukrem. Nigdy nie przepraszał. Nie widział swojej winy absolutnie w niczym, zawsze twierdził, że postępuje słusznie, nawet jeśli jego działania są okrutne.

Czasem wydawało mi się, że wariuję. Słyszę rzeczy, których nie ma albo widzę coś, czego nie było. Gdy kiedyś wracałam późną nocą, zadzwoniłam, by poprosić, żeby po mnie przyszedł. Po odebraniu telefonu cicho wyszeptał "zabiję cię" i jakby nigdy nic kontynuował rozmowę. Wielokrotnie potem zdarzało się, że wmawiał mi, że coś zrobiłam lub powiedziałam, a ja zaczynałam się bać o początki choroby psychicznej. Zawsze wtedy czule mówił, że nawet jeśli jestem chora, to on to akceptuje.

Poznałam jego matkę, cichą, zmęczoną kobietę. Kiedyś, przy którejś z nielicznych wizyt, gdy zostałyśmy na chwilę same powiedziała, że mam uważać. Nie powiedziała na co.

4. Wąż

Zgodnie z przewidywaniami babci wkrótce oświadczył mi się. Zamieszkaliśmy razem w innym mieście, a ja miałam przejąć rolę tradycyjnej kobiety. Po raz pierwszy zaczęłam się buntować i zaczynało do mnie docierać, że jest z nim coś nie tak. Nie chciałam rezygnować ze studiów, pracy, a on słysząc moje "nie" zaczynał się denerwować. W złości potrafił wyzwać mnie od najgorszych, a potem z troską mówić, że nic takiego nie miało miejsca i chyba czas na wizytę. Wielokrotnie wmawiał mi, że zrobiłam coś, co nie miało miejsca, a ja widziałam efekt i wierzyłam.

Z jednej strony trudno było w to uwierzyć - gdy mówiłam komuś, że on chyba źle mnie traktuje, mąci mi w głowie, słyszałam, że to nie może być prawda. Przecież on dla mnie zrobiłby wszystko. Gdy plotki o tym, że się skarżę, dotarły do niego, pierwszy raz zrobił mi realną krzywdę. Wrócił bardzo spóźniony z nowej, kolejnej już pracy. Cichym głosem zapytał, czy rozmawiałam z kimś o nim.

Wyrazu jego twarzy nie można byłoby prosto opisać. Gniew, smutek, żałość pomieszana z narastającą furią. Cofałam się przerażona, aż przyparł mnie do ściany. Złapał mnie za nadgarstek i ścisnął z całej siły, aż poczułam chrupnięcie kości i falę bólu. Łagodnym głosem ponownie zapytał, czy mówiłam komuś o nim. Gdy zaprzeczyłam, ścisnął mocniej. Potem po prostu mnie puścił i odszedł, do końca dnia zachowując się, jakby ta sytuacja nie istniała.

Wiem, dlaczego wtedy nie uciekłam. Wsączał mi w głowę truciznę, manipulował, żebym nie myślała już samodzielnie. Kontrolował mnie na każdym kroku, rozliczał z moich pieniędzy, w końcu zabierając mi oszczędności, bym nie uciekła.


5. Coraz gorzej

W końcu zrezygnował z pracy.

Tu nie było śliwy za przysłowiową słoną zupę, nie uderzył mnie tak, by zostały ślady.
Chwalił mnie, jak ładnie sprzątam i gotuję, potem wytykał, że nie domyłam czegoś albo nie doprawiłam. Jednocześnie wciąż powtarzał mi, jaki jest dla mnie dobry, ile dla mnie zrobił, jaki to wstyd byłby, gdybym teraz wróciła do domu.

Wierzyłam w to i byłam otępiała. Brałam w tym czasie duże dawki leków uspokajających, nie pamiętam dlaczego. Zaczęłam czuć się coraz gorzej fizycznie, miałam coraz większe problemy żołądkowe, jakbym jadła coś, co mi szkodzi. Jednocześnie kiedy mama zaczęła zauważać, że dzieje się ze mną coś niedobrego, że może wróciłabym na kilka dni do domu - broniłam go jak lwica.

Świadomie pozostawił coś, dzięki czemu odkryłam, że zdradził mnie z dwiema różnymi kobietami i bawił go, a później denerwował mój płacz. Zrezygnowałam ze studiów i pracy, siedziałam w domu.

Gdy się rozchorowałam i bardzo kaszlałam, wyrzucił mnie z łóżka krzycząc, że jestem kundlem. Sam próbował spać na balkonie albo w wannie. Jedynym towarzyszem był mój piesek. Mały wariat, którego kochałam nad życie i dzięki któremu jeszcze nie zwariowałam. Pewnego dnia byłam tak stłamszona, tak zgnojona, że nie wytrzymałam. Gdy zaczął do mnie podchodzić, ja zaczęłam krzyczeć, wpadłam w szał, gdzie broniłam się rękami i nogami, gryzłam, rzucałam przedmiotami, żeby tylko mnie nie dotknął. Złapał mnie w pasie i oznajmił, że wyrzuci mnie przez balkon. W ostatnim momencie zmienił koncepcję, bo wyrzucił mnie z pokoju jak worek ziemniaków i zamknął się na klucz w pokoju z psem.

Serce wyrywało mi się z piersi, kiedy waliłam do drzwi, płakałam i rozcinałam ręce o drzazgi. Nie wiem jak, ale może go przestraszyłam moim szałem, a może to była poza. Drzwi się otworzyły, a on stał, bezbronny jak dziecko, zlękniony. Złapałam psa i zadzwoniłam po siostrę, wrzeszczałam, że ma mi otworzyć drzwi. Zaczął szeptać, że się zabije, stymulować atak astmy, przewrócił się, uderzając głową o ziemię tylko po to, żebym mu uwierzyła.

Uciekłam. Płakał, gdy wychodziłam.

6. Koniec

Już w samochodzie płakałam, bo chciałam do niego wrócić. Nie kochałam go, nienawidziłam, ale to, co miałam w głowie, kazało mi wrócić. Wróciłam następnego dnia, gdy wiedziałam, że go nie będzie. Na stole, moimi pokruszonymi tabletkami, narysował serce i moje imię. W zlewie leżała na wpół wypita butelka alkoholu.

Zabrałam swoje rzeczy w trymiga, zostawiając jakieś szpargały. Wymówiłam umowę na mieszkanie. Rodzina przyjęła mnie dobrze. Wbrew temu, co on mówił, uwierzyli mi. Tylko oni.

Nie miałam z nim kontaktu przez parę dni. Gdy dowiedział się, że wypowiedziałam umowę, zaczął mnie nękać. Groził policją, nasyłaniem na mnie kogoś. Minęło kilka tygodni. Brakowało mi kontaktu z ludźmi, chciałam z kimś pogawędzić o niczym znaczącym, oczyścić sobie głowę. Zalogowałam się na pewnym portalu, który nie został jeszcze zdominowany przez zboków i po kilku dniach dostałam pierwszą wiadomość.

Potrzebne mi było to pisanie o książkach, o filmach, muzyce, wakacjach. W międzyczasie napisała inna osoba. Rozmawiałam z nimi równocześnie. Z czasem wiadomości tych osób były coraz bardziej nachalne. Wypytywanie o mnie, o przeszłość, związki. Nie podobało mi się to, więc przestałam pisać. Tymczasem zaczęłam dostawać coraz więcej wiadomości. Były tam napisane fakty z mojego życia, dzieciństwa, o których nie wiedział nikt, jakby ktoś siedział w mojej głowie i to wiedział.

W panice wyłączyłam każde możliwe konto społecznościowe, pocztę, cały internet.
I zdecydowałam się na coś, co było ogromnym błędem. Pojechałam do niego. Był już wieczór, a ja byłam nabuzowana wściekłością, nie myślałam logicznie. Wyglądał tak spokojnie i łagodnie, miał puste oczy. Zamknął mnie w pokoju, każąc iść spać, sam położył się obok, ściskając klucze w dłoni. Zaczęłam ponownie krzyczeć, zaczęliśmy się szarpać, wbił sobie klucze w dłoń, miałam jego krew na rękach.

Tym samym, spokojnym tonem nakazał mi siedzieć cicho, w przeciwnym razie wyrzuci mnie przez okno. Drzemał, gdy ja skuliłam się w kącie. Następnego dnia, pod pretekstem wspólnego wyjścia po plastry na zranioną rękę, uciekłam, gdy on jeszcze się ubierał. Gdy zauważył, że zniknęłam, dzwonił, pisał, błagał, bym wróciła, bo on się zmienił, przeplatając to najgorszym stekiem wyzwisk.

7. Koniec po raz drugi

Od czasu tamtych wydarzeń minęło już kilka lat. Dojrzałam, zmieniłam sposób myślenia i przede wszystkim zaczęłam się leczyć. Krótko po drugiej ucieczce wciąż próbował mnie nagabywać. Gdy to nie przyniosło efektu, zaczął oczerniać mnie gdzie się dało. Aktualnie w mieście, gdzie mieszkaliśmy, nie mam żadnych znajomych, starzy przyjaciele również się do mnie nie odzywają. Większość sądzi, że okradłam i niesłusznie oskarżyłam jego.

Napisałam to dlatego, że czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego, że jest obok nas ktoś, kto nas krzywdzi. Dotąd nie sądziłam, że to możliwe, żebym ja - taka niezależna, odważna, mogła dać tak się omotać. To był mój pierwszy poważny związek. Teraz mam skazę, ale żyję. I proszę, jeśli chcecie mnie ocenić - proszę bardzo, ale pomyślcie najpierw, jak to jest, gdy przestaje się myśleć samodzielnie?
55

Oglądany: 213342x | Komentarzy: 259 | Okejek: 913 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

26.05

25.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało