Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Asterix - legenda wąsatego Gala

98 171  
487   57  
Mały, wąsaty, upojony magicznym dopalaczem Gal to jeden z najlepszych francuskich towarów eksportowych. Przetłumaczona na ponad 100 języków (wydano nawet wersję w esperanto!) seria komiksów autorstwa René Goscinny'ego i Alberta Uderzo trafia zarówno do najmłodszych czytelników, jak i dorosłych odbiorców, którzy to z radością wyłapują poukrywane smaczki i nawiązania do współczesności.

Dziś przeniesiemy was do roku 50 przed Chrystusem. Czasów, kiedy to cała Galia została podbita przez Rzymian. Cała? Nie! Jedna, jedyna osada, zamieszkała przez nieugiętych Galów, wciąż stawia opór.


Polskie korzenie galijskiego wojownika

René Goscinny – człowiek, bez którego komiksy o przygodach niepokonanego galijskiego plemienia byłyby płaskie i drętwe (o czym przekonać się można czytając albumy wydane po jego śmierci) był synem żydowskich imigrantów z Polski. Jego ojciec Stanisław Symka Gościnny pochodził z Warszawy, natomiast matka – Anna Bereśniak – mieszkała we wsi koło Żytomierza, obecnie znajdującej się na terenie Ukrainy. Para poznała się w Paryżu i tam też wzięła ślub.
Młody René od najmłodszych lat miał talent do rozśmieszania swoich rówieśników, przez co nadano mu nawet nieoficjalny tytuł klasowego klauna. Oprócz błyskotliwego humoru, chłopak miał talent rysowniczy. I to z nim właśnie chciał związać swoją przyszłość. Podczas swojego pobytu w USA przez chwilę nawet pracował jako grafik w jednej z agencji reklamowych. Kiedy jednak wybuchła wojna, René obawiając się poboru do amerykańskiej armii dał dyla do Francji, gdzie dostał posadę twórcy plakatów propagandowych dla francuskiego wojska.


Po wojnie wrócił jednak do Nowego Jorku, gdzie usiłował znaleźć zatrudnienie u samego Walta Disneya. Niestety – bezskutecznie. Po swoim krótkim pobycie na obczyźnie, René zdecydował się na powrót do ojczyzny. To był dobry pomysł – niedługo po przybyciu do kraju Gościnny poznał rysownika Alberta Uderzo, z którym szybko rozpoczął współpracę. Panowie publikowali na łamach czasopisma „Tintin” krótkie komiksy o przygodach pewnego Indianina o imieniu Umpa-Pa.

Mit szlachetnego dzikusa

Z Uderzo był jednak pewien mały problem… Nie dość, że facet urodził się z dwoma nadprogramowymi palcami, które za młodu trzeba mu było usunąć, to jeszcze był… daltonistą. Wyobrażacie sobie grafika, który ma problem z odróżnieniem kolorów? W późniejszym okresie swojej twórczości artysta zrezygnował z kolorowania swoich rysunków i zatrudniał do tego specjalistów, jednak na samym początku nie stać go było na takie zabiegi. Całą graficzną pracę wykonywał więc sam, co często kończyło się tak, że postać na jednym obrazku miała np. zupełnie inny odcień włosów niż na kolejnym.


Na początku lat 60. Goscinny i Uderzo postanowili stworzyć komiks o przygodach celtyckich mieszkańców Galii. Pewnie nigdy by na ten pomysł nie wpadli, gdyby nie… Napoleon III. Żeby wam to przedstawić, musimy jednak cofnąć się jeszcze wcześniej – czyli do czasu wojen galijskich i klęski wielkiego wodza Wercyngetoryksa, przywódcy powstania Galów przeciwko potędze rzymskiego imperium. Opór wojsk celtyckich zaskoczył Rzymian. Nieugięci wojownicy zdołali nawet spuścić wrogowi potężny łomot podczas bitwy pod Gergowią. Ostatecznie jednak powstanie zostało brutalnie stłumione, a sam Wercyngetoryks w 52 roku p.n.e. przybył przed oblicze Juliusza Cezara, by oficjalnie się poddać.


Przez niemalże 2000 lat wydarzenie to zostało całkiem zapomniane i praktycznie wymazane z kart historii. Z jej mroków wydobył ją w drugiej połowie XIX wieku Napoleon III, który to potrzebował silnego symbolu, aby obudzić w narodzie ducha walki. Nakazał więc przeprowadzenie archeologicznych wykopalisk na terenie placu boju pod Alezją, gdzie Wercyngetoryks poniósł swoją ostateczną klęskę. Francuski cesarz postawił też galijskiemu wodzowi okazały pomnik. Wszystko to po to, aby przekazać narodowi ważną informację: „Wesprzyjcie mnie w walce z najeźdźcą!”. W tym wypadku „najeźdźcą” były Prusy, które to próbowały obsadzić hiszpański tron swoim kandydatem, co było mocno nie na rękę planom Napoleona III.
Cesarz tak bardzo potrzebował mocnego symbolu dla poparcia swoich militarnych planów, że nawet wspomniany pomnik galijskiego wodza kazał opatrzyć własną twarzą!


Ostatecznie wojska francuskie zostały przez Prusaków pokonane, jednak wskrzeszony mit o mężnych Galach pozostał żywy w świadomości Francuzów. To dlatego Goscinny i Uderzo postanowili stworzyć komiks o tych walecznych wojownikach, co to bali się tylko jednego*.
*że im się niebo zwali na głowę

Uderzo wiedziony mitem potężnych wojowników pragnął, aby Asterix był muskularnym osiłkiem. Goscinny próbował jednak przeforsować swoją wizję tej postaci. Bohater miał być mikrym konusem, który dominował nad wszystkimi swoimi współplemieńcami intelektem i sprytem.


Ostatecznie panowie doszli do porozumienia – Asterix będzie małym bystrzakiem, ale tylko wtedy, jeśli jego kumpel zostanie najsilniejszym z wioskowych Galów. W ten sposób na świat przyszedł Obelix.


Francuzi szybko pokochali galijskich awanturników, co to z pomocą dającego nadludzką moc napoju regularnie spuszczają łomot rzymskim legionistom. Zaledwie cztery lata po premierze pierwszego komiksu na orbitę okołoziemską wysłano pierwszego francuskiego satelitę. Nazwano go… „Asterix-1”. Wszyscy byli zgodni co do tego, że to najlepszy sposób na oddanie hołdu ulubionemu komiksowemu bohaterowi Francuzów!


Oprócz całej watahy znanych i lubianych bohaterów, Goscinny i Uderzo chętnie wplatali w swoje historie postaci całkiem współczesne. Dzięki temu na łamach „Asterixa” spotkać było można zarówno Beatlesów…


… jak i samego Seana Connery'ego, który był wówczas na szczycie popularności, m.in. jako James Bond.


Do dziś sprzedano 325 milionów kopii komiksów o Galach. Po śmierci Goscinny'ego w 1977 roku Uderzo przejął jego obowiązki i kontynuował rozwijanie serii. Robił to przez kolejne 36 lat, aż do roku 2013, kiedy to na rynek trafił album „Asterix u Piktów”, którego autorami byli już dwaj inni twórcy. W ten sposób dzielny wąsaty Gal został całkiem osierocony.
Albert Uderzo na chwilę tylko przerwał swoją emeryturę, aby po zamachu na redakcję "Charlie Hebdo" wyrazić swoją solidarność z dziennikarzami.



Francuzi odkłamują historię

Mimo że komiks rozsławił galijski lud na całym świecie, to realia w nim przedstawione mają się do prawdy tak, jak dzik do wędliny sojowej. Francuscy historycy doskonale zdawali sobie sprawę z karygodnych błędów popełnionych przez Goscinny'ego i Uderzo. Praca nad „naprawianiem historii” oczywiście nie ma większego sensu. Wszakże komiks o dzielnych Celtach ma większą siłę przebicia niż historyczny bełkot. To dlatego dla większości ludzi na świecie Galowie byli mieszkającymi w lesie wąsatymi dzikusami wykuwającymi menhiry.
Jedną z prób zmierzenia się z tym mitem była paryska wystawa pt „Les Gauls”, która dla wielu zszokowanych gości była niczym sążnisty cios nieświeżą makrelą zadany w policzek.

Na Teutatesa! Galowie nie musieli czekać aż Rzymianie ich podbiją i ucywilizują. W rzeczywistości byli to znakomici rolnicy i hodowcy, a także doskonali specjaliści od obróbki metalu. Ich solidność i precyzja owiana była sławą w całym antycznym świecie! Nie mieszkali w prymitywnych wioskach, a w osadach (oppidum), w których stawiali kilkupoziomowe budynki.


Lasy? Galowie je wycinali, aby wokół swoich wiosek uprawiać ziemie i hodować bydło.
Ponadto nie nosili na głowach skrzydlatych hełmów, a raczej dość proste kolczugi oraz zbroje. Druidzi tymczasem nie korzystali ze złotych sierpów. Używali za to podobnych narzędzi wykonanych z brązu.


Menhiry, ulubiona zabawka Obeliksa, również nie mają nic wspólnego z galijskimi realiami z tamtej epoki. Grobowe głazy, które znaleziono podczas wykopalisk pochodzą z 4500-1800 roku przed naszą erą, czyli jeszcze z epoki kamienia (konkretnie z jego ostatniej fazy – neolitu)…


Jako że Galowie nie żyli w lasach, to wbrew temu, co czytamy w komiksach, wcale nie posilali się dzikami pieczonymi na wolnym ogniu. Dużo też wskazuje na to, że wąsy i długie włosy nie były u tego ludu tak bardzo powszechne, jak nam się wydaje. Wprawdzie Cezar w opisach swoich podbojów posługiwał się nazwą Galia Comata, czyli "Włochata Galia", miał jednak prawdopodobnie na myśli nie tyle co obfity, męski zarost, ale... gęste lasy porastające tę krainę.
Ponadto byli prawdziwymi mistrzami wojennego rzemiosła - posługiwali się końmi i mieli znakomitych łuczników.
Natomiast z jednym na pewno Goscinny i Uderzo trafili w dziesiątkę. Otóż ziomkowie Asterixa lubili sobie ostro zaimprezować. O tym, że był to lud wybitnie rozpity świadczą setki amfor po winie wykopywanych we wszystkich miejscach, gdzie Galowie mieszkali.

https://joemonster.org/images/vad/img_34142/b261d16cd611c3ead7b3d931d9a58569.jpg
Źródła: 1, 2, 3
2

Oglądany: 98171x | Komentarzy: 57 | Okejek: 487 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.09

19.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało