Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

O podróżowaniu autobusem po Peru

69 503  
273   41  
Peru to magiczny kraj. Wiemy to przecież od pana Cejrowskiego, co to wszędzie bosą nogą chodzi. Machu Picchu, zamulone lamy, kokaina, seksowne Indianki – to wszystko tam jest i czeka na każdego, kto tylko dysponuje dłuższym urlopem, żołądkiem ze stali i wybitną cierpliwością.

Najpierw jednak trzeba wydostać się ze źródła wszelkiego chaosu, kurzu i zatłoczonych mikrobusów, czyli ze stolicy Peru – Limy. Potem idzie już niczym z bicza strzelił.

Autobusowe podróże po Peru to prawdziwe wyzwanie. Dla europejskiego turysty taki środek transportu to jednocześnie przygoda, ale i prawdziwa tortura. Przede wszystkim dlatego, że typowy Peruwiańczyk to korpulentny człek o dość nikczemnym wzroście i krótkich odnóżach. To z myślą o takich pasażerach zaprojektowano wnętrza autobusów. Miejsca pomiędzy siedzeniami jest tyle, że po tym, jak siedzący z przodu pasażer postanowi swój fotel nieco rozłożyć, kolana każdego dryblasa zetkną się z czołem ich posiadacza. Jako że ćwiczenie peruwiańskiej jogi jakoś niespecjalnie leży w kręgu czyichś zainteresowań, najczęściej polecam odczekać parę chwil, aż oprawca zaśnie i powoli, dyskretnie przywrócić jego fotelowi ustawienia fabryczne.


Co można robić w peruwiańskich autobusach? A w cholerę fajnych rzeczy. Na przykład oglądać pirackie filmy na DVD. Peru to kraj, w którym ochrona praw autorskich nie istnieje. Świeżutkie produkcje nagrywane w kinie za pomocą chińskiej kamery ha-de sprzedawane są w sklepach, które nawet specjalnie nie kryją się ze swoim asortymentem.


Jako że telewizory w autobusach są dość małe, warto usiąść w miarę blisko takiego odbiornika. Dobrze też mieć krótką drogę do kibla. A ten, niezależnie od długości trasy, służy tylko i wyłącznie do oddawania moczu. Mieszkańcy Peru to ludzie, którzy nigdy nie dali się do końca podporządkować ani hiszpańskim najeźdźcom, ani misjonarzom, więc nawet wywieszona na drzwiach ubikacji przez zdesperowanego kierowcę autobusu karteczka z napisem „Nie srać, ino szczać!” nie robi na nich specjalnego wrażenia.
Czemu mimo wszystko warto mieć ułatwioną drogę do sedesu? Podczas przejazdu andyjskimi serpentynami trochę wozem kolebie, a widok przepaści rozciągającej się tuż za oknem może przyprawić o mdłości. Szczególnie gdy widzi się na poboczu jakiś roztrzaskany autobus, a seans „Spidermana 3” (tfu! raczej należałoby rzec „Hombre-araña Tres” - większość filmów jest zdubbingowana na język hiszpański) przerywany jest łomotem kamieni tłukących w dach pojazdu.
Górskie trasy słyną niestety ze swej zdradzieckiej natury. Tak wygląda przeprawa autobusem przez jeden z bardziej niebezpiecznych momentów na trasie na wschodniej, boliwijskiej części Andów - Yungas.

https://www.youtube.com/watch?v=M7eVLRthw9Q


Wiedząc o powyższym zająłem sobie kiedyś miejsce w moim mniemaniu idealne – przed telewizorem, dwa rzędy od kibla i przy samym oknie, coby nie stresować się i w spokoju oglądać malownicze pejzaże i równie majestatyczne kondory, co to w blasku samego Inti się kąpią...
Wcale mnie nie zdziwiło, że telewizorek okazał się zepsuty i zamiast wyświetlać amerykańskie kino akcji, przyprawiał mnie o ataki padaczki migającym obrazem. Ponadto drzwi od kibla nie dało się zamknąć, a sam klop był przepełniony i wylewała się z niego zawartość potwierdzająca wspomniany peruwiański brak poszanowania zasad korzystania z autobusowej ubikacji. Pozostało mi więc dzielnie moknąć na deszczu (okno nieszczelne, alpaka jego mać!).


W Peru istnieje wiele konkurujących ze sobą linii autobusowych. Wszystko zależy od zasobności portfela podróżnego. Można więc pojechać na wycieczkę klimatyzowanym pojazdem z łóżkami i WiFi na pokładzie albo – za ułamek tej ceny – np. rozklekotanym rzęchem należącym do firmy transportowej o dość niepokojącej nazwie w stylu „Apokalipsa”. Zdecydowanie polecam tę drugą opcję. Ta niepewność, czy dojedzie się na miejsce w jednym kawałku zawsze sprawia, że człowiek czuje, że żyje.


A co może się stać? Na przykład najbardziej prozaiczna rzecz – autobus stanie gdzieś na jednej z górskich przełęczy i stać tak będzie do momentu, kiedy kierowca kombinerkami pojazdu nie naprawi albo do chwili, kiedy firma podstawi na miejsce autobus zastępczy. W tenże sposób 20-godzinna podróż może trwać i ze dwie doby… Inną rzeczą, na jaką można też liczyć jest wizyta tak zwanych „asaltantów”. To bandy zakapiorów uzbrojonych w strzelby, kałachy, noże i bardzo złe intencje. Organizują oni zasadzki na kierowców. Autobus to szczególnie cenny łup. A już na pewno taki ekonomiczny, gdzie na pokładzie nie ma ochroniarza… W wypadku spotkania z takimi „pasażerami” warto potulnie oddać swe mienie – ci ludzie nie mają oporów pociągnąć za spust.


Na szczęście nie jest jednak aż tak źle. Podczas podróży do położonego w Amazonii miasta Pucallpy pojazd, którym miałem przyjemność jechać, zatrzymał się z piskiem opon, otworzyły się drzwi, a do środka wpadł zdyszany facet ze strzelbą w łapach. Wymachując bronią akurat tuż przed moim nosem wygłosił przemowę. Wytłumaczył bardzo grzecznie, że jest policjantem, a jego zadanie to dbać o bezpieczeństwo na trasie. Kamień z serca normalnie„Biedny jestem. W domu ośmioro dzieci, nie mam co do gara włożyć, strzyka mnie w kolanie, na lekarza pieniędzy brak...”. Strzelba coraz energiczniej kołysała się w łapach stróża prawa. „Do tego wykryto u mnie wrzody i mam niedowład prawej ręki...” Przezornie osunąłem się na samo dno siedzenia, zabierając swoją głowę z zasięgu lufy. „Zlitujcie się, panowie drodzy i panie urodziwe. Dla mnie każdy grosik jest ważny. Proszę tylko o pięć soli.”. Najwyraźniej podróżni byli przyzwyczajeni już do takich akcji, bo raptem dwie osoby rzuciły żebrzącemu gliniarzowi po piątaku. W tym ja, wdzięczny za troskę o moje życie i za to, że w akcie własnej rozpaczy litościwie nie odstrzelił mi łba.

https://joemonster.org/images/vad/img_34073/bd9021370a8f42ea3cbd9da2a79f69e1.jpg
Z przyjemniejszych rzeczy – to czego raczej nie uświadczymy w droższych autobusach, to dość oryginalna polityka niektórych firm transportowych. Dogadują się one ze sprzedawcami różnych dupereli, aby ci umilali podróż pasażerom i korzystając z zamontowanych na pokładzie telewizorów dokonywali prezentacji swoich produktów. W normalnych warunkach, gdy ktoś usiłuje ci coś nachalnie wcisnąć to albo wychodzisz ze sklepu, albo wyłączasz telewizor, ewentualnie mopem przeganiasz spod swoich drzwi wąsatego sprzedawcę dywanów, perfum od Ormianiego czy też noży ostrzonych technologią NASA (bo tym się przecież NASA zajmuje – nie wiedzieliście o tym, co?). A tu co zrobisz? Nic nie zrobisz. Przecież nie wyrzucisz faceta z autobusu. Musisz więc przez bite dwie godziny słuchać tego, co ma do powiedzenia.


Obecnie, podobnie jak i na naszym gruncie, zapracowany lud przechodzi przez fascynację produktami zdrowotnymi. Najlepiej naturalnymi. Czyli takimi bez E, konserwantów, barwników, glutenu i bóbr wie czego jeszcze. Wchodzi więc sobie na pokład mistrz marketingu. Najpierw zmusza podróżnych do oglądania filmu, w którym lekarze wpychają do dupy jakiegoś grubasa malutką kamerę, aby pokazać zalegające w jelicie grubym złoża materii fekalnej. Maestro co chwilę zatrzymuje obraz na co ładniejszych „kąskach” i przynajmniej kilkadziesiąt razy podkreśla, że obecne w takich złogach toksyny prowadzą do cukrzycy, nowotworów, grzybicy siusiaka oraz tego, że zdradzi cię żona, a twoje dzieci będą miały garba.

Generalnie żywa jest tam wiara w magię oraz cudowne remedia, szamańskich uzdrowicieli i "naturalne" kliniki, gdzie za pomocą tajemniczych eliksirów wyjść można z każdej choroby. Na zdjęciu powyżej widzicie ulotkę, gdzie reklamowane są usługi leczenia otyłości, niewydolności nerek, raka, zapalenia płuc, autyzmu, lęków, stresu, bezsenności, depresji i... eboli. Wuj z tym, że do Peru choroba ta nigdy nie dotarła - lepiej dmuchać na zimne...

„Nie odwracaj wzroku, drogi podróżny! Spójrz! Tak właśnie wyglądają twoje jelita! Chcesz, aby tak wyglądały? Chcesz raka? CHCESZ RAKA? Pani tam na końcu! Pani powie mężowi, żeby nie spał!” - emocjonuje się sprzedawca. Męka trwa w nieskończoność. Po chwili okazuje się, że te jelitowe świństwa to efekt picia coli, jedzenia chipsów i tłustego mięsa. Na szczęście pod koniec prezentacji dowiadujemy się, że jest lekarstwo na tę zarazę, co to ją w bebechach nosimy. I tak się składa, że on – sprzedawca zdrowia, anioł prawdziwy, akurat je ma. Panie i panowie, oto… zielona herbata (tu pojawia się długi pseudonaukowy bełkot na temat jej cudownych właściwości).
Przynajmniej połowa z podróżnych dokonuje zakupu tego niesamowitego remedium. Toż to inwestycja w długie, wolne od chorób życie!
Autobus się zatrzymuje, facet wysiada zadowolony z sowitego utargu, a na jego miejsce wtacza się gromadka okrągłych Indianek Ajmara obwieszonych wszelkiej maści frykasami. „Cola! Chipsy! Chicharones!” (smażone mięso ze świńskiego brzucha) - przekrzykują się jedna przez drugą. Jak dobrze, że pasażerowie, którzy właśnie zakupili lekarstwo na raka, nie zdążyli jeszcze schować swoich portfeli…

https://joemonster.org/images/vad/img_34073/274e5f02e493dfdf0b55c38205ed5edb.jpg
I na koniec – krótko o dworcach i biletach. O ile w dużych miastach stacje autobusowe lekko tylko odstają od tego, do czego przyzwyczajeni jesteśmy w Polsce, to już w mniejszych miejscowościach dworce wyglądają jak prawdziwy jarmark. W wielkiej hali stoją sobie stragany z przekrzykującymi się przekupkami. Można się nawet targować o ceny biletów! Trzeba jednak uważać. Niektóre firmy transportowe odbijają sobie straty finansowe poprzez zabiegi typu sprzedawanie trzem osobom biletu na jedno miejsce. Kiedy na swoim siedzeniu zobaczysz odzianego w ponczo gościa trzymającego na kolanach małą klatkę z upchniętym w nią półżywym kurczakiem, zrozumiesz, że jednak brak poszanowania jakichkolwiek zasad jest tu całkiem normalny i następnym razem w ramach asymilacji będziesz po prostu szybszy. Miłej podróży!


https://joemonster.org/images/vad/img_34073/cce58f63a6b02acdbda14913e82ba93c.jpg
To akurat słodkie lamiątko trafiło do luku bagażowego. Prawa zwierząt? Que cosa?
6

Oglądany: 69503x | Komentarzy: 41 | Okejek: 273 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

03.04

02.04

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało