Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Piekielne autentyki LIII - nadopiekuńcza mamusia

58 766  
179   28  
Jestem tancerką na rurze. Uprzedzając: nie uprawiam prostytucji, tańczę, bo lubię.

Ad meritum.

Siedzę w klubie przy barze i obserwuję konkurencję. W pewnym momencie do lokalu wbiega [P]ani, około pięćdziesiątki, i wrzeszcząc podbiega do siedzącego przy podeście dla tancerki chłopaka.
[P] Jacek! Co ty wyprawiasz! Synku! Jak ja cię wychowywałam, a?
I w podobnym tonie krzyczy, aż do przyjścia [W]łaściciela.
[W] Proszę pani, proszę się uspokoić, o co chodzi?
[P] Ją się nie będę uspokajać! Wy tu molestujecie(?) mojego syna! On tu nie powinien być!

Wszyscy w szoku, bo przy wejściu jest ochrona i sprawdza dokumenty. Czasem ktoś się prześlizgnie, ale to tylko, gdy przychodzi dużo osób. Właściciel sprawdza chłopakowi dokumenty: rocznik 96. Wszystko w porządku.

[W] Proszę pani, pani syn jest pełnoletni, nie mamy powodu by go nie wpuszczać, jeśli pani nie zgadza się na pobyt syna...
[P] A jasne, że się nie zgadzam! Jak tak można! Idziemy stąd, już!

Syn był chyba w naprawdę dużym szoku, bo nawet się nie odezwał, tylko wyszedł za panią.

Cóż.

Dwa dni później dzwoni telefon. Spisuję z relacji [K]oleżanki, która owy odebrała.

[K] Witam, klub Takiataki, w czym mogę pomóc?
[P] Jest u was mój syn?

Czasem słyszymy pytania tego typu, więc przezornie rozwijamy sprawę - a nuż jakiś dzieciak się u nas kręci.

[K] Proszę syna opisać, spróbuję zorientować się czy może tu być.
[P] Jakie opisać, cholerniki(?) jedne! Czy mój Jacek u was jest mów!

Tu koleżanka przypomina sobie, o jakiego Jacka chodzi.

[K] Proszę pani, pani syn jest pełnoletni i ma prawo..
[P] Jakie prawo?! Prawo ma do siedzenia w domu! Już tam pewnie jakaś wasza [tu wstaw wulgarne słowo pochodzące od prasłowiańskiego "děva"] gwałci!
[K] Proszę się uspokoić. Pani syn, jeśli chce tu przyjść, to robi to na własną odpowiedzialność, a my nie mamy obowiązku..
[P] To klient(?) mówi jakie macie obowiązki! Masz(!) zadzwonić na ten numer jak przyjdzie! *trzask*

Niestety, sprawiliśmy matce Jacka zawód.

by GLaDOS

* * * * *


Historia o tym jak się załatwia praktyki w DPSie...
(DPS = Dom Pomocy Społecznej)

Ja: Dzień dobry! Jestem studentką dietetyki i chciałabym tu odbyć praktyki.
Dyrektor: NIE!
Ja: Ale dlaczego?
Dyrektor: Bo tu są chorzy ludzie.
Ja: To dietetyk wam się nie przyda przy tych chorych ludziach?
Dyrektor: Hmmm... A przyda się. Zawołam naszego dietetyka. HALINKA!
Halinka: Dzień dobry!
Dyrektor: Halinko, tu jest pani studentka na praktyki.
Halinka: Ale ja nie mam czasu.
Dyrektor: Ale zgódź się. Pani ci pomoże.
Halinka: Ale ja muszę do kuchni.

Dyrektor i Halinka zamykają się w gabinecie. Po chwili:

Dyrektor: Nie przyjmę pani, bo to dla nas za duże koszty.
Ja: Ale te praktyki są bezpłatne.
Dyrektor: Ale ja muszę zapłacić za panią ubezpieczenie.
Ja: Uczelnia już za mnie zapłaciła.
Dyrektor: Ale ja muszę pani zapewnić szafkę i ubranie.
Ja: Szafki nie muszę mieć, a fartuch mam swój.
Dyrektor: Ale ja muszę pani przeszkolić z bhp.
Ja: Od 4 lat robię praktyki i nikt mnie nigdy nie szkolił. Zresztą odbyłam w zeszłym miesiącu szkolenie BHP i mam wpis w indeksie.
Dyrektor: To źle, że pani nikt nie szkolił. Ja znam przepisy. I nasz dietetyk się nie zgodził. To dla nas za duże koszty. DO WIDZENIA!

(I tak oto okazało się, że murzyn pracujący za darmo przez 70 godzin to za duże koszty...)

by okrutnyb1

* * * * *


O nadopiekuńczych matkach i ich synkach opowieści było mnóstwo, więc nie wiem na ile piekielna będzie ta historia. Mną trochę wstrząsnęła, ponieważ nie miałam pojęcia, że coś takiego naprawdę ma miejsce i nie są to jakieś przesadzone bajeczki.

Wczoraj mój luby opowiadał mi o swoim koledze z pracy. Wydawać by się mogło – zwyczajny chłopak, lat trzydzieści. Mieszka dalej z rodzicami, no ok, zdarza się i tak. Ale, ale... Ostatnio przyznał się, że jego wypłata nie wpływa na jego konto, a konto jego mamusi, która rozporządza jego zarobkami, tj. wydziela mu odpowiednie kwoty, jeśli jest taka potrzeba. Mało tego, któregoś razu szanowna mamusia, w trosce o swojego synka przyszła do jego szefa, żeby zapytać jak synuś sprawuje się w pracy, czy wszystko w porządku i nie sprawia problemów.

Okazało się również, że tenże kolega nie wie nawet ile zarabia, bo wszystko i tak przelewane jest przecież na konto jego mamy, a skoro mama reklamacji nie zgłasza, to zapewne jest OK.

Gdzie tu piekielność? Ano w tym, że chłopak chyba zatrzymał się w okresie szkolnym, tyle że zamiast ocen, do domu przynosi pieniążki. A mama zamiast na wywiadówki, przybywa na spytki do szefa. Zastanawiam się tylko jak biedak poradzi sobie, gdy mamusi zabraknie, bo dziewczyny oczywiście nie ma i pewnie mieć już nie będzie, bo która zgodzi się na walkę z troskliwą mamusią?

Drogie Mamy, nie róbcie kalek ze swoich synusiów.

by lomka88

* * * * *


Dzisiaj podczas jazdy autobusem dowiedziałem się, że jestem szowinistyczną świnią...

Akcja działa się dzisiaj, podczas powrotu do domu komunikacją miejską.
Wszystkie miejsca w autobusie zajęte, 0 osób stoi. Idealnie - do końca tylko dwa przystanki.
Wsiada ONA, kobieta na oko w wieku trzydziestu lat, z widoczną ciążą. Stanęła niedaleko mnie, chwyciła się rurki.
Pomyślałem, że trzeba ustąpić, więc i tak zrobiłem.

[J]- Proszę sobie usiąść (szczery uśmiech)
[O]- Ty męska świnio, ty szowinisto!
[J]- O_o
[O]- Ustąpiłeś mi tego miejsca żeby mnie poderwać!

Nie przeszło mi to przez głowę, żeby wyrywać kobietę w widocznej ciąży i to w autobusie...
Nic nie odpowiedziałem, usiadła, a ja z klasycznym WTF na twarzy wysiadłem na swoim przystanku.

Rozumiem, że jakiś "bohater" zrobił jej dziecko i pewnie uciekł, ale to nie powód żeby tworzyć jakieś teorie spiskowe i dopatrywać się czegoś czego nie ma, szczególnie w autobusie.

by masaj990

* * * * *


Będzie o piekielności rzeczy martwych. Historia debiutancka, podobnej jeszcze tutaj nie widziałam.

Siedzę w kinie i oglądam horror. Film dość klimatyczny, bez efektów specjalnych, hektolitrów krwi, zombiaków i walających się flaków, za to z umiejętnie budowanym napięciem. Sala niewielka, ludzi sporo. W pewnym momencie kadr się zatrzymuje, dźwięk cichnie. Ludzie rozglądają się nerwowo. Obraz stopniowo zmienia kolor. Robi się coraz bardziej czerwony, twarz dziewczyny z filmu zaczyna się rozpływać. Potem widać już wyraźnie pełgające po ekranie płomienie. Ludzie rozgorączkowani wstają z miejsc, oglądają się do tyłu. Daje się słyszeć kobiecy głos: "Wszyscy tu zginiemy!"

I kiedy już praktycznie wszyscy zaczęli się zastanawiać, czy to akcja z ekranu przeniosła się na salę, sytuacja się wyjaśniła. To tylko zaciął się projektor i spalił taśmę. Dostaliśmy wszyscy po kawie w rekompensacie za nieoczekiwaną przerwę.

Takiego seansu jeszcze nie przeżyłam. Niech się schowają wszystkie filmy 3D.

by sylka17

* * * * *


Historia raczej nie piekielna ale zabawna :)
Stoję sobie w kolejce na poczcie w jednej z krakowskich placówek. Przede mną stoi starsza pani [SP], która mówi do pani w okienku [P]:
[SP] Chciałabym wysłać ten list przyjaciółce na urodziny, tylko, wie pani.. Ona ma urodziny dzisiaj, a ja dopiero wysyłam...
[P] Przybić nieczytelnie datę?
[SP] Tak, poproszę.
Bach! I pieczątka przybita (oczywiście nieczytelnie):)

by psychotrans

* * * * *


Ktoś pisał o Straży Miejskiej w Gdańsku, to i ja dołożę swoje o tej ze stolicy.

Moja dobra znajoma wraz z przyjaciółmi otrzymała mandat za palenie w miejscu niedozwolonym. Nie byłoby to nic piekielnego, gdyby mandatu nie wypisali Strażnicy, którzy chwilę wcześniej zgasili w tym miejscu swoje papierosy.

Co wolno wojewodzie...

by czerwoneokulary

* * * * *


Dziwimy się, czemu mamy złą opinię w Europie. Dlaczego mówią o nas Polak złodziej, Polak pijak, Polak taki i owaki.
A ja wiem, bo sami sobie taką opinię wyrabiamy. Widziałam na własne oczy i aż wstyd mi było za swoich.

Mając 17 lat, z chłopakiem pojechaliśmy na pracę wakacyjną do Holandii. Radość niesamowita, wiadomo, zarobimy w "ojro", 2 miesiące bez rodziców, no i my razem, ach pięknie :) Nie wiedzieliśmy, że znajdą się tacy, którzy trochę to wszystko popsują.

Już na pierwszy rzut oka firma zatrudniająca nas, pokazała się z tej dobrej strony, kwaterując nas w ośrodku takim że mucha nie siada. Jedyny warunek, utrzymywać czystość i wszystko ma zostać na swoim miejscu, oraz wszystko ma pozostać nieuszkodzone. Proste, prawda? Otóż nie, nie proste.

Już po miesiącu pobytu, niektóre domki wyglądały jak obraz nędzy i rozpaczy. Wyrywkowo mieliśmy robione kontrole czystości w obecności menadżera parku i naszego koordynatora. Kary się sypały, niemałe bo 50 euro. Cóż, ja tam problemu z utrzymaniem porządku nie miałam, więc latało mi to.

Gorzej było w pracy. Pracowaliśmy w księgarni wysyłkowej. Moja praca na początku polegała na skanowaniu książek, potem ktoś segregował je na dwóch stołach, i to szło dalej. Praca monotonna jak na 8 godzin, ale co zrobić. Z czasem, prócz książek, dostawaliśmy do skanowania pendrive'y, (różne od zwykłych do takich w kształcie misiów i innych), zestawy kreślarskie, typowe zapotrzebowanie jakie każdy kupował na początek roku szkolnego. Ale były też perełki, mianowicie kalkulatory. Nie, nie takie zwykłe tylko takie za 600 zł i podobne. I zaczęło się.

Zmysł zarobkowego Polaka uruchomił się. Wiadomo, najpierw kradli pendrive'y. Wyciągali je z pudełek, i tak wynosili. Pewnego dnia, zostaliśmy wezwani na zebranie. Holenderski team leader, wysypał z kosza na śmieci z 15 pustych opakowań, informując, że albo to się znajdzie, albo będzie policja na zakładzie. No niestety, nie mogło się znaleźć, bo już dawno zostało sprzedane. Poskutkowało to tym, że na koniec każdej zmiany przechodziliśmy przez bramki, przy których stała policja i naciskaliśmy przycisk. Jak zapaliła się zielona lampka, idziesz dalej, jak czerwona, jesteś przeszukiwany. Takie wyrywkowe trzepanie.

W międzyczasie, leader innego działu, zabrał mnie do siebie. Bajka, bo praca polegała na pakowaniu konkretnych zamówień. I aż przykro, bo mniej więcej co drugie miało brak, brak pendrive'a, albo kalkulatora (te pierwsze w tamtejszym media kosztowały ok 30 euro, kalkulatory od 50 - 150). Na 10 zamówieniach dziennie, strata ogromna dla firmy. Ale za rękę się nikogo nie złapało. Później leader przynosił te sprzęty, tak straciliśmy zaufanie, że nie dostawaliśmy ani do skanowania, ani do pakowania. Musieliśmy iść z zamówieniem do głównego, on wydawał prosto do pudełka.

Na drugi rok pojechałam znowu, do tej samej firmy. Chciałam od razu iść na ten dział pakowania i wysyłania, bo z leaderem tamtego działu się polubiliśmy (dostałam określenie "my little boss":), lecz niestety, uzyskałam odpowiedź, że on Polaków nie chce, bo za dużo zginęło poprzednio. Koniec końców, pogadałam i wziął mnie, bo dlaczego mam cierpieć za głupotę innych, ale niesmak pozostał.

Od tego czasu, my, Polacy byliśmy mega kontrolowani.
Więc nie ma co się dziwić, że mamy taką, a nie inną wyrobioną opinię.

Od razu zaznaczę, że podkablować nie miałam ochoty, bo raz dziewczyna, która poszła do koordynatorów i powiedziała, że ktoś ma trawkę (zakaz wnoszenia narkotyków na teren ośrodka), miała naprawdę przekichane, do tego stopnia, że pojechała do Polski.

by mlodaMama23

<<< W poprzednim odcinku

3

Oglądany: 58766x | Komentarzy: 28 | Okejek: 179 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

04.06

03.06

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało