Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Co wspólnego mają małe, kiczowate Jezuski z największym festiwalem na Filipinach

46 498  
88   12  
Od przyjazdu na Filipiny zastanawiały mnie imiona jeepneyów (O tym czym są jeepneye TUTAJ). Bardzo wiele z nich ma wypisane z przodu wielkimi literami Sr St Niño. Osobno wszystkie skróty są dość łatwe do rozszyfrowania, jednak w takiej konfiguracji wydawały się nie mieć najmniejszego sensu. Sir Santo Niño? Señor Santo Niño?

Okazało się, że owszem, jest to Señor Santo Niño, czyli w dosłownym tłumaczeniu "Pan Święte Dzieciątko". Jak coś może być jednocześnie Panem i Dzieciątkiem? Bardzo prosto. Wystarczy ubrać dziecko jak dorosłego. Tak właśnie wygląda czczona przez Filipińczyków figurka małego Jezuska ubranego w kiczowate, królewskie szaty.

Bardzo wiele z Jezusków jest z pozoru czarnoskórych, ponieważ zgodnie z przesądem czym starsza (i brudniejsza) figurka, tym potężniejsze ma moce. Pierwsze i najpotężniejsze Santo Niño Cebuańskie było prezentem od Magellana i Filipińczycy traktują je trochę jak Polacy Matkę Boską Częstochowską. Co prawda Magellan skończył marnie, ale obsesja na punkcie figurki pozostała.

Mieliśmy taką figurkę w naszym wynajętym domu w Biking na Panglao. Wynajmowanym domem zajmowała się staruszka i jedynym warunkiem jaki miała odnośnie naszego pobytu tam, była nietykalność Santo Niño. Santo Niño miało swój ołtarzyk na jedynej półce w pokoju moich współlokatorów i jego zadaniem była ochrona domu przy użyciu specjalnych mocy. Chłopcy są niewierzący i woleli ułożyć na półce książki, a figurkę schować do szafy. Problem pojawił się kiedy staruszeczka nas odwiedziła pod nieobecność chłopaków i zauważyła brak Jezuska. Nastąpił dramat i szybkie szukanie świętego. Potem już regularnie sprawdzała czy Santo Nino jest na swoim miejscu.

Niezręczna sytuacja znalazła swój finał w momencie jak stwierdziła, że w domu mieszkają bezbożnicy i zabrała figurkę do siebie.

Dlaczego Wam o tym opowiadam? To jest próba wytłumaczenia szaleństwa, które przydarzyło mi się w Cebu, drugim największym mieście Filipin, które zwykle kojarzy mi się z takimi widokami.


W styczniu obchodzone są fiesty Santo Niño, a największa z nich odbywa się oczywiście tam, gdzie jest najpotężniejsza figurka. Cebuańczycy wyprowadzają swojego Jezuska na spacer poprzez kościoły, w których są figury Matki Boskiej i Świętego Józefa. W programie jest także mycie i przebieranie Dzieciątka. Z tej okazji do miasta przybywają tłumy głęboko religijnych ludzi chcących wziąć udział w sobotniej procesji razem ze swoim Santo Niño, zapalać świeczki w specjalnych intencjach, modlić się itd. Jednakże z tej okazji organizowana jest także niedzielna parada - Sinulog Festival, która przyciąga zdecydowanie inne towarzystwo.

Sinulog Festival to połączenie typowego filipińskiego festiwalu z dziką, uliczną imprezą. Sama parada składa się ze strojnych grup tancerzy wspieranych przez bębniarzy i trębaczy grających tradycyjną muzykę. Tłum rodzin z dziećmi (oraz wczorajszych religijnych Filipińczyków) obserwuje przejście barwnego korowodu ulicami Cebu oraz zmagania tancerzy w konkursie na stadionie.

Miałam okazje obserwować tę część parady od środka, jadąc na jednej z platform. Stali w niesamowitym upale i po prostu oglądali, nie przyłączyli się do tańca. Paradę ochraniali policjanci, i żołnierze oraz młodzież szkoląca się do wykonywania tychże zawodów. Jednym słowem bardzo dużo ludzi trzymających długi sznur wzbraniający wejście do środka parady.



 

Typowa grupa tancerzy składa się z królowej w długiej sukni, trzymającej figurkę Santo Niño, grupy dopasowanych tematycznie tancerzy, ludzi niosących dekoracje, muzyków oraz samochodu technicznego.




 


Druga część festiwalu zaczyna się po dotarciu w imprezowe okolice Cebu, czyli na Mango St. Cała ta ulica oraz wszystkie boczne uliczki były dosłownie pełne. Szalony tłum ludzi falował we wszystkich kierunkach tańcząc i śpiewając oraz niosąc nas ze sobą ulicami Cebu. Każdy bar, grill i stołówka po drodze rozbrzmiewały muzyką i na ten jeden dzień zamieniały się w klub.

Ludzie z balkonów polewali tłum wodą i piwem, które mieszało się z wszechobecną farbą i kolorowym proszkiem. Przechodzące osoby smarowały także nas wszystkimi kolorami tęczy, przytulały i pozdrawiały słowami "Pit Señor!", które wykrzykiwał cały tłum. Taka zabawa trwała cały dzień i całą noc.


O poranku ulice Cebu były opustoszałe, ale za to kolejka po masaż była niecodziennie długa. Trzeba przyznać, że masaż to cudowne lekarstwo na kaca ;)
6

Oglądany: 46498x | Komentarzy: 12 | Okejek: 88 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

01.04

31.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało