Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Dziesięć ciekawostek o USA opisuje bojowniczka JM

177 994  
937   140  
Latem tego roku miałam niewątpliwą przyjemność gościć przez okrągły miesiąc na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Wydaje nam się, że wiemy o nich całkiem dużo – media od dawna karmią nas krajobrazami, kulturą, architekturą i obrazem społeczności tego kraju.

Dlatego postanowiłam podsumować kilka drobnostek (lub spraw nieco poważniejszych), o których raczej nie wspomina się w żadnym z przewodników, a które mnie osobiście zaskoczyły bądź też przyczyniły się do osobistego odbioru miejsca mojej podróży.

#1. Ludzie są niezwykle uprzejmi

Jako mieszkanka Warszawy codziennie spotykam się z tłumem ludzi na chodniku, w tramwaju i kolejce w sklepie. Starszym paniom nie robi różnicy, czy – prąc do wyjścia trzy przystanki przed wybranym – wgniotą mnie w autobusową poręcz, a inna osoba podepcze mi buty. Broń Boże odważyć się przy tym zaprotestować – można nasłuchać się o sobie wielu słów. Tymczasem w każdym z odwiedzonych miast USA każda osoba, która przypadkiem mnie potrąciła, natychmiast przepraszała i uśmiechała się pogodnie w moim kierunku. Nie wiecie nawet, jak czułam się po powrocie do Polski, kiedy nadal został we mnie ten sam odruch. Ludzie nie reagowali.


#2. Okoliczni mieszkańcy potrafią się bawić

Znowu – zamieszkuję okolice Centrum, ale mam niedaleko siebie trzy parki. Najczęstszą oznaką dobrej zabawy jest grupka dresów z wódką i muzyką z komórki. Czasem boję się tamtędy wracać. Natomiast w Waszyngtonie co i rusz trafiałam na ludzi koncertujących gromadnie na bębnach w parku, zaś na pobliskim placu kilka par uczyło się tańców latynoamerykańskich na świeżym powietrzu. Żadnego alkoholu, za to wszyscy pogodni – niesamowite.

#3. Na ulicach naprawę jest muzyka

I to nie tylko taka opisana wyżej. Nie ma tam ponurych Romów grających na akordeonach, ale w Nowym Jorku przy każdym z wyjść z metra, przy każdym dużym muzeum i większym skrzyżowaniu stoi kapela, obok której bawią się ludzie. Wcale nie brzmi to przy tym nieprofesjonalnie – człowiek zatrzymuje się nie tylko dla przyglądania się nieskrępowanej radości, ale i ku faktycznemu czerpaniu przyjemności z dobrze zagranego kawałka. Nikt nie chowa się przed aparatem czy nie patrzy bykiem, kiedy nie wrzucisz kilku dolarów do kubka – śmieją się do ludzi i dumni pozują do fotografii.


#4. Ale psy załatwiają się na chodnikach

Bynajmniej nie dlatego, że właściciele to niechluje, którym nie chce się podprowadzić psa na trawnik. Po prostu nie ma trawników. Co prawda każdy zbiera odchody po swoim psie, ale i tak nie wygląda to szczególnie. W oficjalnej części Chicago zamiast trawników wszędzie rosną misternie zaprojektowane kwiatowe kompozycje, zaś w Nowym Jorku po prostu zabetonowano wszystko. Oczywiście istnieją „psie skwery” - ogrodzone tereny ze sztucznym tworzywem bądź piachem, mające powierzchnię może pięćdziesięciu metrów kwadratowych. Obok często istnieje również skwer dla ludzi – można tam co prawda zobaczyć kawałek trawnika, ale odpowiednio odgrodzonego od ławek. Polskie miasta to oazy zieleni i z przyjemnością wróciłam do ich widoku.
Dla Nowego Jorku charakterystyczne są też klatki przeciwpożarowe zamontowane na pięknych fasadach domów oraz góry śmieci na chodnikach. Każda z ładnych restauracji dzielnicy turystycznej przed wejściem mieni się wszystkimi kolorami odpadków.

#5. Istnieje znaczny problem z zakupem żywności

Chyba dla większości z nas normalnym jest chociażby sklepik osiedlowy w pobliżu. (Dla mnie zaś nawet Carrefour po drugiej stronie osiedlowej ulicy.) Tymczasem wychodzi człowiek rano kupić przysłowiowe bułki na śniadanie... A sklepów spożywczych nie ma. Każdy śniadanie kupuje sobie w kawiarni, a inne posiłki – analogicznie – spożywa w knajpach na mieście. Jedzenie można dostać co prawda w odpowiednikach naszych drogerii – leki, kosmetyki, trochę rzeczy pierwszej potrzeby i jedna ściana jedzenia. Trzy czwarte to chipsy. Reszta to gotowe posiłki, gotowe sałatki i napoje. W dużych miastach widziałam dosłownie dwie marki jogurtu (i to 0% tłuszczu) i jeden ser w plastrach. Aha – bułek nie kupicie, bo jedyne pieczywo to chleb tostowy. Słodki.
Z częstotliwością naszych dużych galerii handlowych tam spotkać można odpowiednik Carrefoura właśnie. Market, gdzie możemy kupić chleb przypominający wyglądem nasz, a także zaopatrzyć się w część produktów, które do tej pory uważaliśmy za oczywistość.
Największą popularnością cieszą się oczywiście wystawione na środku bary z gotowymi podgrzanymi produktami do zważenia.


#6. A jednak trend odchudzania jest naprawdę ogromny

Codziennie rano mija człowiek dosłownie sznur biegających młodych i starych. Nie ma miejsca, w którym ktoś by nie uprawiał sportu. Każdy produkt spożywczy opisany jest tabelką, której oznaczeń nawet ja nie rozumiem, a nasze „kalorie i dzienne zapotrzebowanie” to tylko preludium. Nawet Subway wywiesza specjalne kartki „jak skomponować mało kaloryczną kanapkę”. A na ulicy i tak jedna trzecia to naprawdę otłuszczeni ludzie, zaś produkowane na rynek amerykański słodycze wciąż są znacznie słodsze od ich europejskich odpowiedników.

#7. Służby porządkowe cieszą się szacunkiem

Podejścia większości Polaków do funkcjonariuszy policji czy – osławionej – straży miejskiej nie można nazwać pozytywnym. Ogólny bałagan i osobiste doświadczenia sprawiają, że wielu ludzi nie darzy ich zaufaniem. W Stanach sprawa ma się nieco inaczej – przede wszystkim obywatele świadomi są tego, że policjant ma prawo przeszukać, uderzyć czy postrzelić uciekającego podejrzanego. I że zrobi to sprawnie. Wiedzą, że nawet grafficiarze mażący po budynku zostaną złapani i ukarani, a jeśli sprytnie przejeżdżaliśmy przez bramki na autostradzie bez ich opłacania, to za miesiąc lub dwa przyjdzie do nas komplet fotografii i rachunek – jeszcze bez naliczonej kary. Przy tym funkcjonariusze są jednak bardzo uczynni – jeden z nich prowadził mnie nawet około kilometr do autobusu, kiedy wieczorem zgubiłam się w siatce ulic.
Podobnie ma się to z innymi tego typu funkcjami – nawet opiekun stacji metra zawsze wyjdzie otworzyć blokującą się bramkę, a kiedy powiemy, że bilet został kupiony przed chwilą i po prostu nie otwiera przejścia, wypiszą nam stosowne upoważnienie do podróżowania i polecą załatwić to w jednym z punktów dużych stacji.


#8. Dba się o wizualną stronę życia

Pierwszą myślą po powrocie do kraju było „te krawężniki są jakieś... krzywe”. I to niestety prawda – Stany zachwycają dopracowaną architekturą, zadbanymi miejscami zielonymi, nawet designem prostych opakowań. Jak już pisałam – nie ma tu chociażby pomazanych domów. Ludzie po sobie sprzątają, w miejscach publicznych zawsze liczyć możemy na estetyczną rzeźbę, małą fontannę czy chociażby dobrze zaprojektowane najście na fasadę budynku.
Wielkie galerie handlowe buduje się kilka kilometrów za miastem, żeby nie burzyły spójności urbanistyki. Ludzie bardzo dbają o obejścia domów (nikt się nawet nie grodzi) i wszystko jest naprawdę dopracowane. W Nowym Jorku zobaczyć możemy ogromne ruchome reklamy, ale za to w Centrum nikt co dwa metry nie postawi kolejnego billboardu z reklamą zupy czy antyperspirantu. Tego cały czas brakuje Polsce – świadomości przy komponowaniu przestrzeni publicznej.

#9. Inne instalacje

Prąd i woda na początku zupełnie nie chciały mnie słuchać. Inny standard gniazdek elektrycznych jest oczywistością, ale już małe i nisko umieszczane przełączniki światła sprawiały, że przez kilka dni namiętnie macałam po ciemku ściany w ich poszukiwaniu. Lampki włącza się zaś pokrętłem przypominającym to w zapalniczkach. Woda również okazała się zaskoczeniem – krany pokręteł dla odmiany nie mają żadnych, za to jej regulacji służą dwa pałąki przekręcane w swoją stronę. Pod prysznicem pokrętło akurat jest, regulując tym samym ilość wody i jej temperaturę za jednym razem. Nawet spłuczka w toalecie wygląda inaczej – przypomina niewielką wajchę zamontowaną z boku zbiornika wodnego. I ciśnienie wody w muszli trochę zaskakuje – woda zostaje niemal wessana z ogromnym hałasem. Z rzeczy gorszych - ich instalacje w metrze są nie do zniesienia. Nikogo nie dziwi, że bramka, bilet lub - dopiero co opłacona - karta nie działają. Nie działają i już, tak jest od dawna.


#10. Bardzo wyraźnie widać granicę ubóstwa

Na koniec ta najmniej przyjemna rzecz – kryjące się za ładnie zaprojektowanymi fasadami slumsy. W Waszyngtonie jedna stacja metra wystarczy, żeby z okolicy ulicy zamieszkanej przez dyplomatów (a prowadzącej w linii prostej ku Białemu Domowi) przenieść się do brudnego miejsca pełnego siedzących w grupach czarnoskórych i imigrantów, z ciemnymi pubami zamiast restauracji i zniszczoną do szczętu architekturą, która w dzielnicy obok lśni czystością i cieszy oczy. Nowy Jork pełen jest olbrzymich bloków, w których mieszka społeczna degrengolada, a które umiejscowione są zaraz obok nowych sklepów i placów z wymyślnymi fontannami.
No i Stany rozwijają patriotyzm. Ten polski. U mnie na wzór amerykański – raczej radośnie i bez martyrologii. Ale wróciłam z USA (pięknego, gdzie wszystko ponoć jest większe i lepsze) do mieszkania znacznie brzydszego od tych, w których dane mi było mieszkać za granicą. A jednak po prostu ucieszyłam się na widok zieleni i tych wszystkich niskich bloków. Podczas takiego powrotu człowiek rozumie, że Polskę da się jednak lubić mimo różnic w architekturze czy czystości.
12

Oglądany: 177994x | Komentarzy: 140 | Okejek: 937 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

13.12

12.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało