Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Piekielne autentyki XIX

58 971  
234   18  
Historia z drugiej ręki, opowiedziana przez znajomą nauczycielkę, zamieszczona za jej zgodą.

Koleżanka [K] pracuje od kilku lat w szkole, zajmuje się nauczaniem początkowym. W zeszłym roku przyszła do niej pewna pani i zadała jej klika pytań:

- Jakie książki będą wymagane przez [K] za 6 lat?
[K] odpowiedziała, że nie wie, czy jeszcze tu będzie pracować.

- Czy koleżanka ma już plan zajęć na następne 6 lat?
Odpowiedź jak wyżej.

- Jakie będą planowane wycieczki i zabawy dla dzieci za te 6 lat?
[K] już nieco zniecierpliwiona odpowiedziała, że plany wykonuje z roku na rok, są zatwierdzane bądź odrzucane przez dyrekcję i ona naprawdę nie wie, co będzie robić za 6 lat, czy w ogóle jeszcze będzie na tym świecie, czy szkoły nie zamkną (chciała uzmysłowić kobiecie absurd zadawanych pytań).

W końcu [K] zapytała ową panią [P], czy pani planuje może do tej placówki zapisać swoją pociechę?
[P]- A i owszem.
[K]- A w jakim wieku jest pociecha?
Odpowiedź zwaliła [K] z nóg.
[P]- Ale ja jeszcze w ciąży nie jestem, ALE BĘDĘ! I chcę się porozglądać!

Odpowiedzialne podejście do tematu, czy może już przedpieluszkowe zapalenie mózgu?

by DuzaMi

* * * * *


Wysiadam z autobusu po 4-godzinnej podróży, noc nie najmłodsza, więc szybkim krokiem kieruję się w stronę postoju taksówek.
Sceneria nieciekawa, bo zmierzam się z chłodnym miksem deszczu ze śniegiem, walizka ciąży, ciemno, aż nagle drogę toruje mi pewien sympatyczny kloszard:
- Kolego, wyglądasz na porządnego człowieka, kopsnij... ZE STÓWKĘ.

Ma rozmach, gościu.

by indigo

* * * * *


Pracuję w dużej sieci AGD/RTV.

Częsta sytuacja, Piekielna kupuje worki do odkurzacza.

Piekielna [P]: Dobry, potrzebuję worka do odkurzacza.
Ja [J]: Oczywiście, jaki model?
[P]: Taki czerwony, 1600 W.
[J]: Proszę pani, kolor nie ma znaczenia, a 1600 W to moc. Może marka odkurzacza?
[P]: Nie wiem, a to potrzebne?
[J]: Tak.
[P]: Ale ja go kupiłam u was!
[J]: To nic nie zmienia, nie prowadzimy marek na wyłączność.
[P]: To było w zeszłym roku, był w promocji za 249.
[J]: Nadal to mi nic nie mówi.
[P]: To nie wie pan, co sprzedajecie? Przecież mówię, że w promocji był! Czerwony! 1600 W! Za 249! Jest tu jakiś kierownik albo ktoś, kto zna się na workach?
[J]: Nikt inny nie pomoże w tej sprawie, jak nie zna pani modelu, a chociażby marki.
[P]: A gdzie są odkurzacze, to panu pokażę.
[J]: Zapraszam za mą.

Prowadzę podirytowaną Piekielną na dział AGD.

[P]: Podobny do tego.
[J]: Czyli Electrolux, to już nam coś mówi.
[P]: Czy pan rozumie, co się do pana mówi? Przecież mówię, że PODOBNY do tego, a nie TAKI SAM! Inna firma!
[J]: Zelmer? Bosch?
[P]: Idź pan na jakiś kurs doszkalający, jak nie wiesz jaki sprzęt macie u siebie! Wciskacie odkurzacze, a potem worków nie macie!

I poszła Piekielna z fochem. Średnio trzy takie przypadki na tydzień.

by Cichy_Sprzedawca

* * * * *


Krótko i na temat:

Duże miasto wojewódzkie. Zespół do spraw orzekania o niepełnosprawności znajduje się w starej kamienicy na drugim piętrze. BEZ WINDY.

Czy tylko ja tu widzę swoisty paragraf 22? Jesteś niepełnosprawny ruchowo i nie dotarłeś na posiedzenie komisji - decyzja odmowna. Dotarłeś na posiedzenie - czyli nie jesteś aż tak niepełnosprawny, a zatem decyzja odmowna....

by didi_madloba

* * * * *


Popołudnie w Netto, kolejka do kasy. W kolejce stoi pan Zdzisio w stroju wskazującym, że dopiero zakończył jakieś prace budowlane. W koszyku drobne zakupy i butelka piwa. Za nim stoi kobieta z zakupami spożywczymi, wypełniającymi cały wózek. Jej gabaryty wskazują, że te zakupy mogą nie wystarczyć na cały weekend. Kobieta mocno zirytowana, a może znudzona staniem w kolejce, rozpoczyna monolog (im dłużej, tym głośniej):

- No widać że budowlaniec, zamiast do domu, to po piwko. Nie spieszy mu się... (i w ten deseń kolejne dwie minuty).
Pan Zdzisio stoicko wręcz znosi gderanie nad uchem.
- Prosto z roboty, nie zmienia ciuchów, stoi w kolejce i śmierdzi... JA to używam D E Z O D O R A N T Ó W ...!!!
Tu pan Zdzisio powoli się odwraca i flegmatycznie:
- A mydła pani próbowała...?
Adresatka spiekła raka i wreszcie zamilkła. W odróżnieniu od pozostałych w kolejce, którzy z trudem powstrzymywali parsknięcie śmiechem.

"Uwielbiam" takie kolejkowe matrony, oceniające wszystko i wszystkich wokół. Tym razem celna riposta i ta sytuacja stanie się moją ulubioną anegdotą.

by Rak77

* * * * *


Ja: Oddam cążki do pazurów firmy Trixie, odbiór osobisty w Łodzi.
Ktoś: Jestem zainteresowana obcinaczkom wyślesz do Poznania???!
Ja: Mogę, ale koszty wysyłki chyba przewyższą wartość.
Ktoś: No ale pisałaś, że oddajesz za darmo, to nie możesz wysłać za darmo??

No. To mogę, Poczto Polska?

by maia

* * * * *


Nie cierpię bachorów, potworów, gówniarzy, pomiotów z piekła rodem. Jakby to nie był publiczny portal, to bym właśnie zaczęła pisać łaciną, i to nie tą szlachetną.

Dzieci to osobna kategoria. Nawet chętnie się uśmiechnę do takiego albo zagadam, jak dokazuje lekko, mogę lizaczka dać albo kolorowankę. Ale jak raz na tydzień mi się bachor z czeluści piekieł trafi, to mnie szlag jasny trafia, a za same myśli chyba bym 25 lat dostała. Najczęściej wbiega taka zaraza cholerna między półki z kosmetykami (przezornie wszystko, co odrobinę szkła zawiera już dawno stoi wysoko) i zwala wszystko jak leci, a mamusia słodkim tonem woła "chodź Jasiu, nununu mój pampuszku". A kto sprząta? No przecież nie Matka Miesiąca, tipsy jej popękają, a dziecka też nie przytrzyma, bo musi mieć trochę ruchu. Tylko czemu w aptece?!?

Ale gorszy jest typ wrzeszczący (mówię tu oczywiście o dzieciach chodzących, czyli lat około 2) . Wiadomo, że niemowlakowi w wózku nie przetłumaczysz, żeby nie płakał jak go np. brzuszek boli albo ma gorączkę). Napisałam wrzeszczący? Gówniarz tak potrafi drzeć ryja, że go pewnie kilometr dalej słychać, mleko kwaśnieje, psy zaczynają wyć, ptaki czym prędzej do Afryki uciekają, rozruszniki serca stają, szyby trzeszczą, taka częstotliwość. Sytuacja sprzed chwili:

Mamusia i synek 4-5 lat. Mamusia podaje 2 recepty, na każdej 5 pozycji, a synek zobaczył gumy Fritt na wystawce (swoją drogą ta wystawka dziecięca to zarzewie wielu takich sytuacji, ale nakaz z góry jest, że ma być...)
- MAMA, GUMA!!!
Mama nic.
- MAMA, GUMA!!! GUMA, GUMA, GUMA! JA CHCĘ! DAJ GUMA, GUMA, GUMA, GUMA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Pytam się cicho, żeby dzieciak nie usłyszał:
- Podać pani gumę?
- Nie, nie, nie, mój Dziubuś (na serio tak go nazwała) nie może, bo ząbki mu się popsują.
- A może pani synka uciszyć, bo nie mogę się skupić?
- Niech pani ignoruje, ja tak robię i w końcu przestaje.

Mały diabeł tasmański drze ryja w międzyczasie non stop. Zaczyna mi w uszach piszczeć, nie wiem jakie dawki leków mam dać, nie jestem w stanie recept przeczytać, zwłaszcza że nabazgrane jak zwykle.

- Proszę pani, może pani uciszyć chociaż trochę syna, bo naprawdę nie mogę się skupić.
- Ale to nic nie daje, jak się go zignoruje, to w końcu przestaje.
Dzieciak zaczął dodatkowo piszczeć (GUMA IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII GUMAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!). Mózg zaczyna mi w rezonans wpadać. Dobrze, że sprawdzam co wydaję 3 razy (przy wyjmowaniu z szuflady, przy kasowaniu i przy wkładaniu do siatki), bo pomyliłam się 4 razy w dawce, a raz bym w ogóle zły lek dała. Najlepsze na koniec (potwór cały czas się pruje):
- A może jednak da pani tę gumę?
Kupili, poszli.

Niestety MUSZĘ być miła. Za duża konkurencja jest między aptekami w moim mieście, żebym mogła wywalać pacjentów.
Jestem za refundacją knebli co poniektórym bachorom i kastracji ich rodziców, żeby się nie mnożyli.

Dwie aspiryny później:
Łeb nawala. A jeszcze muszę do 15.00 siedzieć...

by Aptekara85

* * * * *


Kolejka pod gabinetem, jak to w przychodni. Wtem przydreptuje jakiś [D]ziadek (dosłownie szura nóżkami po korytarzu):
- Proszę państwa, wchodzę jako pierwszy. Jestem kombatantem.
Na co głos [P]ani (na oko 50 ):
- I co z tego? Ja też byłam w szpitalu i się nie chwalę.

Żadnego komentarza znaleźć nie sposób.

by gahan_lindemann

* * * * *


Jako że "student biedny jest i cierpi na suchoty", każda dodatkowa możliwość zarobienia kilku złotych mnie cieszy. Często więc korzystam ze swoich sędziowskich uprawnień, jestem sędzią pływackim. Wczoraj odbyły się zawody i przypomniała mi się historia, kiedy sędziowałem Mistrzostwa Polski Policji.

Przebieg zawodów był całkiem przyzwoity, zawodnicy pływali szybko i nie było problemów z ich rozstawieniem na torach. Po którymś z rzędu konkursie była planowana dekoracja trzech najlepszych zawodników z konkursu pierwszego. Oczywiście wszyscy sędziowie powaga na twarzach, zawodnicy czekają na wyczytanie zwycięzców przez spikera. Po wyczytaniu zawodnicy zbliżają się do podium. Jest to chwila, którą najbardziej lubię, gdyż wszystkie głosy z widowni cichną, a spiker puszcza zazwyczaj jakąś muzykę adekwatną do chwili, na przykład "We will rock you" lub "The final countdown", po prostu moment epicki... Lecz w tym przypadku zdarzył się zgrzyt.

Zwycięzcy policjanci zmierzają na podium, wszyscy sędziowie poważni, pozostali zawodnicy również, a z głośników leci jakże piękne "Who let the dogs out" :)

by HilonHilonides

<<< W poprzednim odcinku

3

Oglądany: 58971x | Komentarzy: 18 | Okejek: 234 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało