Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Mniej znana historia obrazu Matejki "Bitwa pod Grunwaldem"

75 394  
250   29  
Pod Grunwaldem jest taki tłok, że w tym ścisku można by co najwyżej wyciągać portmonetki, a nie walczyć. — pisał Bolesław Prus po oficjalnym pokazie „Bitwy pod Grunwaldem”, która miała miejsce 28 września 1878 roku w Krakowie. I wcale nie były to najostrzejsze słowa pod adresem obrazu.

Matejko_Battle_of_Grunwald
Nawet jeżeli płótno przyciągnęło tłumy ludzi, a sam Matejko uzyskał nie jedno słowo uznania i nie jeden zaszczyt (krótko po prezentacji obrazu wręczono mu berło interrexa), to nie uchroniło ich to przed falą negatywnych ocen.

Obraz krytykowano na wszystkie strony. Polacy krzyczeli o niejednolitej kolorystyce lub braku perspektywy powietrznej*. Francuzom nie podobał się efekt „trzęsienia ziemi” (jak to sami określili) oraz to, że postacie historyczne przemieszane są z bohaterami literackimi. Jeszcze inni (ci pewnie byli Niemcami) oburzeni byli faktem, iż na obrazie Wielki Mistrz Zakonu, Ulrich von Jungingen, ginie z rąk nie rycerza, a bezimiennych pachołków. Jednak nawet pomimo tak szerokiej krytyki, obraz na każdej wystawie robił wielkie wrażenie.

Czas powstania samego obrazu wynosił trzy lata (w pierwotnym zamierzeniu Matejko dawał sobie pięć lat). Patrząc na swoje skończone dzieło, stwierdził, że nigdy już nie będzie zdolny namalować czegoś podobnego. Taki wniosek prawdopodobnie wynikał z faktu, iż wszystko, czego wymagał ten obraz, Matejko namalował, zrobił, zamówił, zorganizował, kupił lub przyniósł sam. Zwyczajem było, iż znani malarze posiadali pomocników w formie „praktykantów”. Byli to często młodzi ludzie, którzy pomagali swoim mistrzom przy pracy. Nasz malarz nigdy takiego pomocnika nie miał, bo i uważał, że jako prawdziwy artysta musi być w 100% odpowiedzialny za swoje dzieła.

Sama pracownia przypominała zaś plan filmu kostiumowego, co opisuje jeden z matejkowskich modeli: W tej malarni u Matejki… czego tam nie było? Zbroje, buławy, buzdygany, miecze, tarcze, jakieś kapy złotolite, jakieś żupany z lamy, kołpaki, korony, hełmy, jak w jakim muzeum. W dodatku przygotowania do Bitwy nie ograniczały się tylko do jego studia. Żeby lepiej wyobrazić sobie całą scenę musiał udać się w podróż do Malborka, Gdańska, na pola Grunwaldu czy zwiedzić niezliczoną liczbę muzeów i wystaw, a także spędzić wiele czasu w stadninach konnych. Z naciskiem na to ostatnie miejsce. Bowiem ówczesna opinia publiczna wydawała się być niezwykle przejęta faktem malowania koni przez artystę. Obawiano się czy aby podoła końskiej anatomii, a także sugerowano zatrudnienie innego malarza, co by te zwierzęta malował. Aby więc podołać sprawie „koni grunwaldzkich”, Matejko wiele miesięcy spędzał w stadninach w Krasiczynie czy Krzesławicach. Tak całą sytuację opisuje Teodora, żona malarza w jednym ze swoich listów: „(…) w gazecie «Czas» jest wzmianka, iż ludzie boją sią, czy Jasiowi dobrze udadzą sią konie, które w obrazie Bitwy pod Grunwaldem maluje, że to jest trudne, że są do tego osobne talenta itd., a jednak Jaś studiował konie i w Turcji, podczas tam swego pobytu, potem w Gumniskach i indziej, a nawet tutaj w Krakowie (…)” Koniec końców, Jasiowi konie wyszły bardzo dobrze.

Farba na płótnie jeszcze dobrze nie zdążyła wyschnąć, a obraz już został sprzedany za 45 tysięcy złotych reńskich (swoją drogą, ciekawa jestem ile dzisiaj to wynosi w przeliczeniu na złotówki). Nabywcą został warszawski finansista, Dawid Rosenblaum, który od tego czasu prawdopodobnie już sam decydował o tym, gdzie obraz wystawiać. A wystawiał go chętnie, bowiem z samych tylko pokazów Rosenblaum zamierzał zarobić tyle samo ile zapłacił za obraz. Czy mu się to udało, nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że Bitwa jeszcze za czasów życia swojego malarza była wystawiana 17 razy. Paryż, Londyn, Moskwa, Petersburg, Wiedeń, Warszawa. Każda taka podróż to zwinięcie i rozłożenie obrazu. Było rzeczą oczywistą, że uszkodzenia wystąpią prędzej niż by się spodziewano. Pierwsze prace konserwatorskie wykonywał już sam Matejko. Łącznie płótno zwijano i rozwijano 32 razy. Dodając do tego prawie dwa lata spędzone pod ziemią podczas II Wojny Światowej, sprawiły że obraz, tak jak i drugi z nim zakopany, „Kazania Skargi”, był w kiepskim stanie.



Wyciąganie obrazów spod ziemi w 1944 roku. Foto: W. Forbert (Film Polski)

Po wydobyciu w 1944 roku, rozpoczęto ponad czteroletni okres konserwacji. W 1949 obraz został udostępniony publiczności. Aż do lipca 2010 kiedy to Bitwa została na nowo poddana renowacji w Muzeum Narodowym w Warszawie**. Przez 22 miesiące konserwatorzy czyścili, skrobali, zmywali, golili, naprawiali, zszywali i Bóg jeden wie czego jeszcze dokonywali, aby obraz wrócił do czasów swojej świetności. Po 1,2 miliona złotych wydanych na renowację, 22 miesiącach żmudnej pracy i odchudzeniu całej konstrukcji z 700 do 290 kg, płótno można podziwiać na nowo.

Myślę, że Jaś powinien być dumny z miejsca w którym zawisła jego Bitwa .


***
* perspektywa powietrzna — uznaje się, iż wymyślił ją Leonardo da Vinci. Jest to technika malarska, która ma zwiększyć wrażenie głębi. Czyli to co widać w „oddali” obrazu to nie dość że jest małe to jeszcze namalowane mniej widocznymi kolorami.
** cała historia z renowacji obrazu jest przedstawiona na
https://blog-konserwacja.mnw.art.pl/

Oglądany: 75394x | Komentarzy: 29 | Okejek: 250 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

28.03

27.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało