Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

"Flappy Bird" - uzależniający crack wśród gier komórkowych

58 816  
123   19  
Rzadko kiedy zdarza się tak, żeby aplikacja wydana na platformy komórkowe wywołała takie kontrowersje jak „Flappy Bird”. No, bo kto mógłby pomyśleć, że ta wyjątkowo irytująca i pieruńsko wręcz trudna gierka o ptaszynie, co to ma problemy z celnością, zyska tyle samo zagorzałych wrogów co psychofanów, którzy gotowi są (dosłownie!) umrzeć za tę produkcję?

Poznajcie Donga Ngyuena. Dong pochodzi z Wietnamu i jest programistą komórkowym. Pracuje w niewielkiej firmie Gears tworzącej minigry na Androida i iOs'a. Produkcje, o których tu mówimy to najczęściej proste, ubogie graficznie koszmarki – takie, co to prawdopodobnie równie dobrze mogłyby działać na wyświetlaczach od domofonów, gdyby tylko komuś chciało się je tam instalować.

Pewnego razu Dong, poczuwszy przypływ natchnienia, zasiadł przed komputerem i w ciągu trzech dni stworzył „Flappy Bird”. To bodajże najprostsza w obsłudze gra, jaką kiedykolwiek widzieliśmy – zabawa polega na sterowaniu małym, pękatym ptaszkiem, który to omijać musi (dziwnie znajome nam skądś) rury. Każdorazowo kiedy dotkniemy ekranu, nasz latający bohater na chwilę wznosi się, a następnie równie szybko opada. Musimy więc nauczyć się ostrożnego manewrowania ptaszkiem, aby ten nie skończył swego żywotu rozmaślony o jedną z wszędobylskich przeszkód. Dong chciał, aby we „Flappy Bird” można było grać jedną ręką – np. podczas podróży tramwajem. Czy taka gra ma w ogóle szanse na sukces? Raczej to dość mierna konkurencja dla np. wysokobudżetowych produkcji Gameloftu...


Gierka miała swoją premierę w maju 2013 roku i jak można by się było tego spodziewać – nikt jej nawet nie zauważył. Tak było aż do stycznia następnego roku – wówczas zauważyli ją chyba wszyscy. „Flappy Bird” znienacka stał się olbrzymim sukcesem i w ciągu dosłownie kilku dni wdrapał się na pierwsze miejsca listy najczęściej ściąganych gier. Nawet szefowie Nintendo, poinformowani o ewidentnym wykorzystaniu we „Flappy Bird” elementów graficznych z Super Mario Bros, dali się wkręcić w zabawę i postanowili nie wyciągać żadnych konsekwencji od autorów aplikacji.


Na temat „Flappy Bird” powstało tysiące artykułów, recenzji i innych publikacji. Krytycy na przykład szczerze tej gry nienawidzili i robili wszystko, aby zniechęcić posiadaczy telefonów do sięgania po latającego ptaszka. Fani jednak swoje wiedzieli – popularność gry, wbrew wrzaskowi zdegustowanych recenzentów, ciągle rosła. Sprawa zaczęła wymykać się spod kontroli. W pewnym momencie Dong i jego koledzy z Gears zorientowali się, że dzienny zarobek z wyświetlanych podczas zabawy reklam przekracza już 50 tysięcy dolarów! Nawet Mark Zuckerberg tak szybko nie zarobił swojej pierwszej fortuny!
Jednocześnie jednak z nieustającym popytem na „Flappy Bird” rosła też ilość ludzi od tej gry uzależnionych i wyjątkowo emocjonalnie reagujących na kolejne porażki. Zaznaczmy – gry wyjątkowo kiepskiej i wypadającej na tle innych hitów niczym skuter z Tesco przy Hummerze. Rozpikselowany ptaszek stał się prawdziwym Justinem Bieberem świata komórkowej rozrywki.

Tak więc liczba psychofanów nieprzerwanie wzrastała. Pół biedy, gdyby były to tylko dzieciaki, regularnie roztrzaskujące swoje telefony o ziemię za każdym razem, gdy fruwający bohater zderzał się z przeszkodą. Tymczasem zaczęło już dochodzić do pierwszych zabójstw... Pewien nastolatek chwycił za nóż i bez skrupułów zabił nim swojego rówieśnika, z którym pokłócił się o wynik osiągnięty w grze.
Twórca "Flappy Bird" Dong Ngyuen był przerażony takim obrotem spraw. Codziennie dostawał setki wiadomości od fanów, antyfanów oraz zatroskanych rodziców, martwiących się o swoje pociechy. Każdego dnia Dong musiał czytać takie maile:

„Dzieciaki w mojej szkole rozwalają telefony o ziemię, a następnie znów po nie sięgają, aby kontynuować grę. To równie uzależniające co crack!”



Twórca przypomniał sobie czasy, kiedy to sam walczył z uzależnieniem od „Counter Strike'a”. Teraz, kiedy to on był autorem cyfrowego „narkotyku” czuł, że życie wywróciło mu się do góry nogami i że najwyższy czas podjąć drastyczną decyzję.
9 stycznia napisał na swoim twitterowym koncie: „Użytkownicy „Flappy bird” - wybaczcie. Za 22 godziny usunę grę. Dłużej już tego nie zniosę.” I rzeczywiście aplikacja bezpowrotnie przepadła. Przez wiele dni Dong zalewany był wiadomościami. Wiele z nich zawierało groźby.

Wraz ze zniknięciem oryginalnego programu z androidowych oraz appstore'owych zasobów, wykluły się dziesiątki (teraz to pewnie już i setki) produkcji próbujących choćby w minimalnym stopniu powtórzyć sukces swego protoplasty. Oto kilka szczególnie dziwnych wariacji na temat „Flappy Bird”:

„Happy Poo Flap” - w tej wersji latamy sobie dorodnym kawałkiem stolca.


„Flappy Doge” - tu bohaterem jest nie kto inny, jak sam Pieseł!


„Flying Cyrus” - a w tej wariacji sterujemy głową Miley Cyrus...


Gdyby Dong jednak zdecydował się usunąć swoje dzieło niecałe trzy tygodnie później, to prawdopodobnie do jego kieszeni wpadłoby kolejne 950 tysięcy dolarów, ale najwyraźniej gryzące go sumienie nie pozwoliło mu zwlekać z decyzją... Obecnie Wietnamczyk pracuje nad kolejnymi grami. Tym razem liczy na to, że jego produkcji już nikt nie porówna do cracku, a małoletni gracze nie będą podrzynać sobie z ich powodu gardeł.

Tych, którzy jeszcze nie mieli kontaktu z tym upiornym zabijaczem czasu informujemy, że w grę można sobie pograć tutaj.
Jako że nie chcemy nikogo doprowadzać do zgubnych uzależnień, z góry ostrzegamy – nie grajcie w ten szajs. Idźcie lepiej na dwór sadzić mlecze...

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Recki najlepszych klonów "FB"

Oglądany: 58816x | Komentarzy: 19 | Okejek: 123 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

17.02

16.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało