Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

O niebezpieczeństwach czyhających w Łodzi

81 247  
288   18  
Uważajcie, grudzień miesiącem inwazyjnej akwizycji i ściem. Było już tutaj paru. Dzisiaj – cwany gapa z [werble] Centrum Energetycznego, cherlawy młodzian w okularkach o aparycji zawodowego kleryka, który próbował mi wcisnąć niewiarygodnie korzystną umowę na dostawę światła. Głównie same profity, jak przekonywał. Nie przekonał.

Całe to zajście przypomniała mi sytuację sprzed latek dobrych kilku, bodaj ośmiu, gdy ulicę, na której wtedy mieszkałem najechało stado przedstawicieli Tepsy i jęło zawzięcie dilować jakieś wyszukane modemy z internetem na 12 lub 24 miesiące. To była dość specyficzna ulica, dodam. Kryminał, mety, bójki na świeżym powietrzu i z przedłużeniem ręki, przemoc domowa i żywe postacie wprost z programu „997”. Krótko mówiąc: Łódź, Chojny.


No i zjawiło się u mnie takie urocze dziewczę z fest nawijką, któremu odmówiłem, gdyż posiadałem już dostęp do WWW i zalogowanych mężatek. Spoko. Lecz po oczach u niej poznałem, że nie była jednak, oj, nie była, przygotowana na to, co tutaj zastała. Trudno się w sumie dziwić. Kamienica moja nie sprawiała bowiem wrażenia jednego z tych dobrych, mieszczańskich adresów. Brama niczym postmodernistyczna replika groty z Lascaux, tyle że zamiast rogacizny i wiotkich łowców uwieczniono na jej ścianach ogromne prącia, antysemickie hasełka godzące w lokalną drużynę piłkarską i kajdaniarskie deklaracje, zagracone podwórko, na środku którego, śród mrowiącego się ptactwa - w starym, wyjedzonym przez mole pluszowym fotelu - zasiadał dostojnie Bolek z parteru, bezrobotny od półwiecza hodowca gołębi i filozof, obskurna klatka schodowa, brudne schody, gburowaci lokatorzy, tajemnicze wonie, dziwne odgłosy. Była więc ciut zdygana. Postanowiłem okazać jej serce i uchronić od najgorszego. Gdy zrozumiałem, że chce uderzyć obok, do moich sąsiadów po prawej, powiedziałem szczerze: nie, tam odradzam, naprawdę, odradzam, tam nie. Ale nie posłuchała. Nie wiem, czy słabo coś perswadowałem, czy też konieczność zrobienia wyniku wzięła górę. Nie posłuchała, zadzwoniła.

Otworzyła jej Mariola, gdyż to Marioli mieszkanie było. Mariola wyglądała jak skrzyżowanie korpulentnej wiedźmy ze spławioną rok temu Marzanną, obok Marioli stała Marioli siostra o pseudonimie Gibana, stylówka a la przytyrany wamp na wyjątkowo krzywym tripie, obok Marioli i Gibanej - Gięty, partner Marioli, zombiastyczna inkarnacja Krzysztofa Krawczyka, rozpulchniona fizys, wąs, ciężki od tłuszczu woal kręconych włosów umoszczony na karku. Po chwili wyłonił się i Diabeł, rezydent, kwintal białego ciała i psychopatii, po Diable - Aruś, przyjaciel rezydenta, półnagi, bez koszulki, poniżej pępka wytatuowana drukowanymi uwaga: „tylko dla pań” oraz strzałka w dół. Oczywiście wszyscy wcięci, cuchnący, załyczani i przepaleni, gdyż impreza trwała od tygodnia, od zawsze. Wypisz-wymaluj rodzina Adamsów z łódzkiego przedmieścia - familia kanibali, którzy zwabiają do swojego lokum naiwne dziewice i przerabiają je później na marynaty, amulety i trofea.

Wiecie, że ta elokwentna, błyskotliwa i skuteczna profesjonalistka nie była w stanie wydusić z siebie nawet słowa? Odeszła, uciekła. Oni jeszcze przez chwilę zostali na progu. Gięty upominał Mariolę.

- Przez drzwi najpierw pytaj, kto. Do każdego mamy wstawać? Sporo elementu się tutaj kręci ostatnio.

Oglądany: 81247x | Komentarzy: 18 | Okejek: 288 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

08.12

07.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało