Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Rzeczy, które musimy przestać robić

280 317  
811   79  
Są takie irytujące rzeczy, które ludzie robią i których robić nie przestaną jeśli ich odpowiednio nie potrząśniemy, ewentualnie jeśli nie strzelimy im kilku mokrych "plaskaczy" w lico. Najgorsze jest jednak to, że sami czasem łapiemy się na robieniu tych rzeczy. Musimy się więc pilnować, jeśli nie chcemy paść ofiarą hejtowego ataku np. jakiegoś redaktorzyny z Internetów.


Nosić okulary, gdy nie mamy wady wzroku

Kiedyś chłopczyk noszący pingle z miejsca prosił się o zamknięcie w szkolnym szalecie lub oberwanie w łeb workiem z kapciami. W najlepszym wypadku dostawał ksywkę "Zorro". Posiadanie okularów tworzyło z niego mięczaka - nikt nie mógł bezkarnie strzelić takiemu indywiduum w twarz, bo istniało niebezpieczeństwo zniszczenia patrzałek lub wbicia się pękniętego szkła w rogówkę oka. Dlatego ktoś mądry wymyślił soczewki kontaktowe i biedne, dotąd poniewierane, jednostki mogły raz na zawsze opuścić kastę lamerów. Obecnie, od jakiegoś czasu, trwa moda na bycie nerdem, popychadłem i zniewieściałą parówą. I tak też do męskich rurek, szaliczków i koszulin w kolorze gwałcącej oko fuksji doszły też i okulary, które nosi się dla samego faktu ich noszenia.

Autor absolutnie nie identyfikuje się z powyższą wypowiedzią, do okularów nic nie ma, a przypier*ala się dla samego faktu przypier*alania się.


Nerwowo poruszać się, gdy w oddali pojawi się autobus

MPK kojarzy się nam z tłokiem, plączącymi dziećmi i zapachem parującego menela. Jednak dla wielu z nas pojazdy komunikacji miejskiej są jedynym sposobem na pokonywanie długich dystansów. Dlatego też stojąc na przystanku, niecierpliwie wyczekujemy pojawienia się rozklekotanego Jelcza, który zawiezie nas w emocjonującą podróż po bezkresach asfaltowych kanionów. Jest jednak coś, co nie ma racjonalnego uzasadnienia - gdy autobus pojawia się na horyzoncie, zebrani na przystanku ludzie zaczynają się nerwowo poruszać, dreptać w miejscu i łazić w tę i nazad. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda na peronie - wówczas podróżni zachowują się tak, jakby od energiczności ich ruchów miało zależeć miejsce siedzące w przedziale dla niepalących.

https://vader.joemonster.org/upload/qcm/oryginal_1010770468b193f3088550616_963c963ac.gif

Narzekać na Facebooka

Och, ta technologia taka straszna. A w Internecie to już w ogóle zero prywatności! Wszyscy dybią na nasze dane osobowe, a oko Wielkiego Brata zagląda do naszego życia za pośrednictwem portali społecznościowych. Cały problem w tym, że sami z naszym życiem pchamy się do sieci, ekshibicjonistycznie odsłaniając przed resztą świata wszystko to, co pragniemy chronić. Najpierw chwalimy się na Facebooku nowym 60-calowym telewizorem, aby po chwili napisać, że przez najbliższy tydzień nie będzie nas w domu (klucze są pod wycieraczką!).



Robić sobie zdjęcia przy lustrze

Bo nie ma niczego interesującego w oglądaniu ciebie dzierżącej w ręce telefon komórkowy na tle łazienkowego syfu. Naucz się obsługi samowyzwalacza, zainwestuj w przyjaciół lub poproś o pomoc psa. I przestań robić te dziwne rzeczy z ustami. Wydymanie warg wcale nie czyni z ciebie seks-bomby, a raczej upodabnia cię do karpia z defektem otworu gębowego.


Nadużywać słowa "gimbus"

Gimbus to nikt inny jak uczeń gimnazjum. Z jakiegoś powodu młody, żądny wiedzy człowiek stał się ostatnio synonimem całego zła tego świata. Jednocześnie nazwanie kogoś "gimbusem" zyskało miano najgorszej z obelg - no, prawie tak paskudnej i obelżywej jak "lewak".


Słówko nadużywane jest szczególnie przez kryjące się za zasłoną anonimowości żyjątka mieszkające w zakamarkach sieciowego odmętu. Ktoś cię ostro wqrwił polemizując z twoją wypowiedzią? Nazwij go gimbusem! Ktoś zamieścił kontrowersyjny post na forum hodowców dławiszów okrągłolistnych? - Gimbus, jak nic! Ktoś wskazał merytoryczny błąd w twoim rozważaniu na temat budowy układu kierowniczego Fiata 126p? - Gimbus! Syn lewaka i portowej dziwki!

Mówić o diecie podczas opychania się kaloriami

Na szczęście ten punkt dotyczy głównie samic. A wygląda to tak: Mam dwa i pół podbródka, moje ręce wyglądają jak obwisła, żelatynowa masa, a nogi przypominają dwa dębowe pieńki pokryte cellulitową korą. Noszę luźne, rozszerzone bluzki, aby ukryć wydatny bęben i lubię czarne ubrania (czerń wyszczupla!). Teraz, podczas pochłaniania pizzy typu "cztery sery" z dodatkiem podwójnego bekonu, przysięgam przed całym światem, biorąc sobie Ciebie - wierna przyjaciółko, za głównego świadka: "Od jutra przechodzę na dietę! Oprócz drastycznego ograniczenia żarcia, zapiszę się na aerobik, basen i jogę. Do tego będę cztery razy w tygodniu uprawiać jogging i wspinaczkę wysokogórską."



Gadać, że dawniej było lepiej

"Za moich lat było lipyj..." - rzekł tegoroczny maturzysta i przeszklonymi, pełnymi łez oczami z nostalgią spojrzał gdzieś w siną dal. My Polacy tak już mamy, że z bólem dupy pławimy się w naszej zacnej przeszłości. A czy najważniejsze nie powinno być "teraz i tutaj"? Fakt - może i muzyka lepiej brzmiała na winylu (nie, no serio?), rzucanie petardami w gołębie było lepszą formą rozrywki niż wielogodzinne katowanie Mine Krafta, a machanie kończynami w takt "Macareny" mniej śmierdziało przypałem niż epileptyczne telepanie dupskiem przy "Harlem Shake", ale czy spotkanie towarzyskie, podczas którego młodzi ludzie snują wywody o tym, jak dobrze było kiedyś, a jak źle jest teraz, nie upodabnia nas do śmierdzących kulkami na mole starców?