Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Za co kochamy horrory?

159 056  
984   52  
Święto zmarłych to dobry czas, aby zatopić się w przemyśleniach nad kruchością ludzkiego żywota przy seansie odmóżdżającego (!) horroru. Jest bowiem kilka szczególnych powodów, dla których kino grozy jest nam szczególnie miłe.

Za co kochamy horrory?

Za krwawe żniwo

Jak by nie patrzeć – nie każdy twórca potrafi podejść do kina grozy w tak przemyślany sposób, jak to robią niektórzy filmowcy np. z Hiszpanii. A i nie każdy widz oczekuje od horroru gęstej atmosfery oraz przerażającej, psychologicznej głębi. Liczy się liczba trupów. Jak dotąd najwięcej ich padło w „Grindhouse” (310 zgonów) i w „Świcie żywych trupów” (175 nieboszczyków). Tymczasem co roku w USA na zawał serca wywołany seansem horroru umiera więcej miłośników kina niż śmiałków, którzy parają się skokami spadochronowymi.


Za przerażające dzieci

Co takiego jest w tych małych bękartach, że ich obecność potrafi tak przerażać? Dzieci to chyba jedne z niewielu horrorowych kreatur, które nie potrzebują ani wymyślnej charakteryzacji, ani specjalnych nadnaturalnych zdolności, aby sprawić, że najtwardszy nawet widz wgryzie się ze strachu w poduszkę. I jakim to prawem jakiś bladolicy gówniarz z „Klątwy” ma prawo straszyć bardziej niż wyciągnięty z najgorszego koszmaru Freddy K.?


Za nawiedzone domki w środku lasu

Gdzie najlepiej spędzić parę dni wolnego, jeśli jest się studentem amerykańskiego koledżu? Wiadomo – w małym drewnianym domku, położonym gdzieś w środku ciemnego lasu, gdzie nikt nie zagląda, a ewentualne wrzaski mordowanej z zimną krwią młodzieży zaniepokoją co najwyżej leśną faunę. Domek w lesie zawsze zwiastuje kłopoty – albo staje się celem ataków wygłodniałych zombie, albo okazuje się, że jest zamieszkany przez jakiegoś smutnego zwyrodnialca ze szlifierką kątową zamiast stopy. A już w najgorszym wypadku nawiedzony zostaje przez złe siły uwolnione przypadkiem z piekielnych czeluści przez nowo przybyłych gości.


Za poprawność polityczną

Kiedyś obecność czarnoskórego aktora w filmie grozy od razu wskazywała, który z bohaterów zginie jako pierwszy. Pytanie brzmiało tylko – w jaki sposób to nastąpi? Czy Murzyna coś zje, utopi, zadźga widłami czy może zgrabnie nabije na pal? Teraz już tak łatwo filmowcom nie uszłoby uśmiercanie czarnoskórych w pierwszej kolejności... Zamiast tego na pierwszy ogień idą wyluzowani do nieprzytomności palacze trawki lub, na przykład, osoby, które akurat oddają się nierządowi na pobliskim molo (tym koło nawiedzonego jeziora).


Za odważne babki

Kobiety w horrorach są często obdarzone sercem ze stali. Kiedy już wiadomo, że na bohaterów czyha śmiertelne niebezpieczeństwo, zawsze znajdzie się jakieś babsko, które postanowi wziąć świecę i wejść, w jakimś bliżej nieokreślonym celu, do nawiedzonej piwnicy, na nawiedzone poddasze lub do innego nawiedzonego miejsca, w którym zawsze czai się gnijący trup, widmo kulawej dziewczynki lub psychopatyczny syn rzeźnika.


Za samochody, które nie chcą odpalić

Pamiętacie motyw z kreskówek Hanna-Barbera, kiedy to wbrew logice i prawom fizyki bohater, rzucając się do ucieczki, zawiśnie na moment w powietrzu, aby energicznie pomerdać nad ziemią nogami? W klasycznych horrorach mamy coś podobnego – ofiara, która usiłuje dać dyla przed wielkim, zmutowanym zwyrolem, będzie biegła na złamanie karku, podczas gdy oprawca smętnym, leniwym krokiem człapać będzie za nią w tempie dwukrotnie szybszym.
Koniec końców – ścigana osoba dobiegnie do auta, zatrzaśnie drzwi, przekręci kluczyk w stacyjce i srogo się zdziwi – w horrorach raz wyłączony silnik samochodu nigdy się już nie włączy. Podobnie jest z raz utraconym zasięgiem w komórce!



Za tajemniczego tubylca

Pojawia się nie wiadomo skąd, jest stary, zdziwaczały i zrzędliwy. Dużo jednak wie – dlatego gdy stanie na drodze bohaterów, opowie im o psychopatycznym, legendarnym mordercy, który kręci się akurat w miejscu, do którego bohaterowie zmierzają. Z reguły ma rację, o czym wkrótce przekonują się sami zainteresowani.


Z drugiej strony – czy gdybyś Ty, drogi czytelniku, był psychopatycznym, legendarnym mordercą, to nie wziąłby cię solidny wkurw, gdybyś dowiedział się, że jakiś stetryczały dziad rozpowiada o tobie wszystkim turystom? Najprawdopodobniej najpierw sprzątnąłbyś tego spojlerującego seniora, aby więcej nikomu niespodzianki nie zepsuł!

Za „Rozdzielmy się!”

Dobra, nas jest pięcioro - a tam gdzieś krąży zbrodniciel z toporem bojowym. Trzeba szybko obmyślić jakiś plan! - Może wszyscy się na niego rzucimy i obijemy mu czerep tak, że przez resztę życia przyjmować będzie posiłki w formie kroplówki? - Nie, to głupie! Wykonajmy zaskakujące, taktyczne posunięcie - rozdzielmy się i łaźmy w kółko. Wtedy na pewno nas nie złapie!


Jeśli do tej sceny wytrwał jeszcze jakiś miłośnik trawki, to „bodycount” zaczniemy od niego! To dobry moment na przygotowanie dokładki popcornu.

Za cycki

No dobra – skoro już wiadomo, że w typowym slasherze większość żeńskiej części obsady zginie w mniej lub bardziej wymyślny sposób, warto aby widz jakiś pożytek z seansu miał. Dlatego zanim bohaterki wyzioną ducha, pokażą to i owo. Ot, tak niby przypadkiem obleśny morderca dopadnie jedną z dziewcząt pod prysznicem, a drugą podtopi podczas jej kąpieli na golasa w nawiedzonym jeziorze (tym, koło którego zawsze jest molo...).

Rozumiemy szlachetne intencje filmowców. Co tu więcej mówić - szczerze je doceniamy.

Oglądany: 159056x | Komentarzy: 52 | Okejek: 984 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

15.10

14.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało