Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Sławni panowie, sławne panie XI

35 371  
182   1  
Dziś sławni i do dziś znani oraz gwiazdy swoich czasów, a dziś troszeczkę jakby zapomniani. Jednak wszystkich łączy jedna cecha. Poczucie humoru to oni mieli...

Franciszek Lehar

Franciszek Lehar opowiedział kiedyś następującą historyjkę:
- Pewnego razu miałem dyrygować orkiestrą w małym prowincjonalnym mieście. Przyszedłszy na próbę, stwierdziłem z radością, że orkiestra jest niespodziewanie liczna. Wśród instrumentów zauważyłem nawet puzon. W trakcie próby solo instrument ten nie wypadł jednak tak jak należało, przerwałem więc i zapytałem:
- Panie puzonisto, dlaczego pana nie słychać?
- Niestety, nie potrafię grać! - szczerze odpowiedział muzyk. - Dano mi ten instrument tylko po to, aby nasza orkiestra zrobiła na panu lepsze wrażenie...

* * * * *

Giovanni Battista Lampi

Gdy w towarzystwie rozmawiano na tematy gastronomiczne, Lampi zdradził przyjaciołom swoją zasadę kulinarną:
- Risotta nie jem w domu, bo wiem, co w nim jest, a w restauracji nie zamawiam, bo nie wiem, co w nim jest.

* * * * *

Albert Lambert

W filmie "Zabójstwo księcia Gwizjusza" Albert Lambert, grający rolę tytułową, tak jak to wielokrotnie czynił w teatrze, spokojnie i miarowo oddychał, mimo że na scenie został zabity. Zauważył to jego starszy kolega Le Bargy, który poprosił Lamberta:
- Nie oddychaj! To nie teatr, na scenie w teatrze ludzie widzą cię z daleka, natomiast na ekranie widać każdy ruch. Pamiętaj, że umarłeś!
- Umarłem - przyznał znany aktor - ale nie zostałem pogrzebany, a tylko pod ziemią nie ma czym oddychać.
Nie było rady, oddychanie Lamberta widać wyraźnie nawet dziś, pomimo bardzo już zniszczonej taśmy.

* * * * *

Jean la Fontaine

Słysząc kiedyś, jak ktoś się rozczula nad losem potępionych wśród ogni piekielnych, La Fontaine rzekł:
- Mam nadzieję, że stopniowo przywykną do tego i w końcu poczują się jak ryby w wodzie...

Jean la Fontaine przeczytał kiedyś żonie rozdział swojej nowej książki, której bohater nie mógł zdobyć ukochanej dziewczyny. Fragment wysłuchanej opowieści tak bardzo wzruszył żonę pisarza, że popłakała się i nie zastanawiając się wiele, poprosiła męża:
- Dajże mu wreszcie tę jego ukochaną!
- Wybacz, ale nie mogę! To przecież dopiero pierwszy tom!

* * * * *

Albert Ladenburg

Albert Ladenburg najbardziej lubił muzykę Brahmsa i któregoś dnia specjalnie pojechał do Hamburga, aby usłyszeć nowy, nigdzie dotąd nie grany koncert tego kompozytora.
W czasie przerwy podszedł do swej znajomej, pani Schuman, aby się z nią przywitać i objaśnił jej, że do Hamburga sprowadził go koncert Brahmsa.
- W takim razie powinien pan się przywitać ze mną! - wtrącił stojący obok nieznajomy.
- Przepraszam, ale nie mam przyjemności znać pana - odpowiedział ze zdziwieniem Ladenburg.
- To właśnie ja jestem Brahms! - odpowiedział ze śmiechem muzyk.

* * * * *

Andrzej Kurylewicz

Działo się to w latach pięćdziesiątych. Po występie w Piwnicy pod Baranami grupa wykonawców przechodziła przez centrum Krakowa, gdy z wieży Kościoła Mariackiego rozległ się hejnał. Przystanęli więc pod pomnikiem Mickiewicza i słuchali, kierując głowy w górę. Gdy trzykrotnie dźwięki przebrzmiały, Kurylewicz wyciągnął swoją trąbkę i... czwarty hejnał popłynął z dołu... Tak oto artysta z Piwnicy wyręczył mistrza Śmietanę z wieży. Ten duet bez precedensu zakończył się jednak niewesoło. Kurylewicz zapłacić musiał mandat za... zakłócanie spokoju publicznego. Zdania obecnych artystów były podzielone, bo czyż można zakłócić spokój... hejnałem?!

* * * * *

Jan Kurnakowicz

Jan Kurnakowicz, przechodząc kiedyś ulicą w Częstochowie, dał żebraczce całe pęto zakupionej przez siebie kiełbasy. Staruszkę zatkało z wrażenia. Krzyknęła za odchodzącym ofiarodawcą:
- Panie, panie, pan chyba się pomylił! - tyle kiełbasy!?
Kurnakowicz przystanął, uśmiechnął się i odwrócił się, mówiąc:
- Babciu, w Częstochowie też zdarzają się cuda...

* * * * *

Jalu Kurek

Po wieczorze autorskim w jakimś małym miasteczku, w którym Jalu Kurek uczestniczył wraz z satyrykiem Karolem Szpalskim, nastąpiła dyskusja z czytelnikami. W pewnej chwili jakaś panienka poprosiła pana Kurka, aby opowiedział, jak poeta rozpoczyna dzień. Kurek dumnie wypiął piersi i zaczął mniej więcej tak:
- Kiedy pierwsze promienie słońca przenikają przez zielone listowie drzew, spoglądam w okno, budzę się. Następnie wstaję, zbliżam się do okna, wchłaniam świeże powietrze i wówczas serce wypełnia mi radość. Pulsująca żywo przyroda dodaje mi sił i inspiracji do pracy. Więc szybko ubieram się i wychodzę na dłuższą przechadzkę, aby nasycić wzrok bogactwem jej barw, aby nakarmić słuch śpiewem ptaków, protem wracam do domu, siadam do biurka i piszę.
Inna dziewczyna, nie chcąc być gorsza w oczach nauczycielki, zapytała pana Szpalskiego:
- A jak zaczyna swój dzień satyryk?
Szpalski odpowiedział z powagą:
- Robię dokładnie to samo, co mój kolega Kurek, tylko jeszcze wychodząc na spacer myję zęby...

* * * * *

Tadeusz Łapiński

W czasie pierwszego pobytu w Nowym Jorku prof. Łapiński uczestniczył w dyskusjach na temat sztuki, które często odbywały się przy winie. Kiedyś posadzono go obok znanego z ekscentryzmów Salvadora Dali. Łapiński zauważył, że na końcu słynnego wąsika artysty przyczepiona jest autentyczna zawoskowana mucha, nie wytrzymał więc i zapytał:
- Salvadore, powiedz, po co ci ta mucha na wąsie?
- Mój drogi - odpowiedział Dali - to jedyny mój przyjaciel, który nigdy mnie nie zawiedzie...

Oglądany: 35371x | Komentarzy: 1 | Okejek: 182 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

10.04

09.04

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało