Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Autentyki CCCLXXI - Jakoś załatwił

58 921  
256   10  
Kliknij i zobacz więcej!Dziś o wychowaniu dzieci, zadłużonym raperze, pestkach słonecznika i o poradzie w grze...

ACH TE DZIECI


Wczoraj miałem okazję uczestniczyć w takim oto zdarzeniu.
Przechodziłem koło nowo wybudowanego parkingu, który znajduje się w jednej z tych "gorszych" dzielnic. Jakiś rozpieszczony pi-razy-oko-siedmiolatek głośnym udawanym płaczem, majestatycznie oddalając się od swoich rodzicieli, próbował coś na nich wymusić.
Był to piątek, godzina 18, ja idę na swoją ostatnią robotę w tym dniu, jestem zmęczony jak ***, nie mogłem nie zareagować.
- ZAMKNIJ MORDĘ! - szatańskim growlem poprosiłem delikwenta.
Ten o dziwo nic. Na to pewna pani, dość poważnej postury, która właśnie wychodziła z bloku obok razem ze swoimi dziećmi.
- Niech się pan nie kłopocze - powiedziała swym anielsko łagodnym głosem. Po czym furią miliona stworzeń zrównała z ziemią i rozsmarowała na kanapce, lekko rzecz ujmując, skandaliczne zachowanie młodego, jego rodziców i ich metod wychowawczych używając do tego bogatego pod każdym względem słownictwa. Mały posikał się na malinowo i wrzeszcząc z przerażenia wrócił do swojej matki. A rzeczona pani, lekko zachrypiała, zwraca się niejako ponownie do mej osłupiałej osoby.
- Ach, te dzisiejsze dzieci...

Pozostała część dnia minęła zaskakująco dobrze, nawet za naprawę kompa nie wziąłem ani grosza.

by MaxxD

* * * * *

PSIA CHOROBA

Jakiś czas temu spędzałam wolne popołudnie w lecznicy mojej siostry, jak to mam w zwyczaju. Dzień jak co dzień, trochę psów do "odrobaczywienia", trochę panienek po dresiki z króliczkiem playboya dla swojego yorka, a że to zima była także buty i skarpetki (wielkości orzecha laskowego...) dosyć dobrze szły. Jedną z klientek była tego dnia pewna blondi oraz jej Shih Tzu. Oczywiście "odrobaczywienie" (kocham to określenie) i szczepienie. Jako że psina mały, trzeba go dobrze osłuchać itp, żeby wątpliwości nie było. W pewnym momencie między [b]londi a [s]iostrą moją wywiązał się taki dialog:

[b] Przepraszam, pani doktor, a to normalne, że on tę szczękę ma tak do przodu?
[s] No wie pani, on ma płaski pyszczek, więc ta szczęka może być trochę wysunięta i....
[b] (przerażona)I jeszcze mu tak ten języczek wystaje, no ja nie wiem, wie pani doktor, to na pewno jest normalne?
[s] Proszę pani, to są cechy indywidualne (...). W każdym razie no taka już jego uroda, wszystko jest w porządku.
[b] (z ulgą) Jezu, pani doktor, ale mnie pani uspokoiła, bo ostatnio koleżanka mi powiedziała, że on ma dałna. Psy mogą mieć dałna, prawda?

A ja czym prędzej zwiałam na zaplecze

by hrabinadesroutoutou

* * * * *

PROSTA ODPOWIEDŹ

Mój prawie czterolatek wrócił właśnie z podwórka. Przy okazji naniósł mi trawę dosłownie wszędzie - walała się w korytarzu, w kuchni, w pokoju...
- Skąd się wzięła ta trawa na podłodze? - pytam groźnie.
- Urosła - usłyszałam w odpowiedzi.

by konwalia

* * * * *

POLICYJNE GADKI

Rozmowa policjantów na strzelnicy dziś, odnośnie świrów.
- A Heńka, tego czarnego, kojarzycie? Ostatnio jak widzi Iwonę to podpisuje jej zeznania in blanco.
- Lepszy był ten rudy na dołku, twierdził, że porwało go ufo i po tym jak go spoili to teleportowali na dołek. Chciał odszkodowania w wysokości flaszki, za straty na zdrowiu.

by swd56

* * * * *

A teraz chwila przerwy na stare dobre czasy, czyli wspominki sprzed 299 odcinków.

WSPOMNIEŃ CZAR

Małe wprowadzenie - posiadamy rodzinę w Wilnie, która jak przyjeżdża, to zachowuje się jak szarańcza, wyżera wsio z lodówki, przywozi multum wódki, którą trzeba z nimi wypić, ok, a teraz do meritum sprawy:

Wczoraj kupiłam sobie wymarzoną czapkę, taką jak ruskie nosili, zawijane do góry nauszniki, związywane sznureczkiem, z obowiązkowym na nich futerkiem - no turystka zza wschodniej granicy w pełnej krasie!! Przylazłam do domu, rzuciłam czapkę na komodę, a swoje zmęczone zwłoki na sofę. Słyszę jak mąż otwiera sobie drzwi wejściowe, daje dwa kroki do mieszkania i robi w tył zwrot i szybko wychodzi! Zdziwiona lecę za nim, otwieram drzwi i pytam:
- Co ty kombinujesz?
A on na to:
- Ku**a, trzeba było mnie uprzedzić, że Josif przyjechał! A nie, ja tu wchodzę do chałupy i zawału dostaję, jak tę jego czapkę widzę! I uprzedzam cię lojalnie, że do domu nie wrócę, bo z ch**em już więcej wódki pić nie będę i czardasza tańczyć też nie będę!!!!!

by bonia3


* * * * *

PRAWDZIWY PECH

Rozmowa doktora (facet, że tak się wyrażę, z jajem) i studentki. Doktor zadał pytanie, na które jedyną dobrą odpowiedzią było słowo "kompleks". Koleżanka niestety nie za bardzo orientowała się w tym temacie. Doktor zatem postanowił jej pomóc.
Doktor:
- No tak, to powiedz mi, jak dziewczyna ma małe piersi, to co ma?
Studentka:
- Pecha?

by Masakra101

* * * * *

SZCZYT MARZEŃ FEMINISTEK

Kilka lat temu zdarzyło mi się być bezrobotnym. Dorabiałem wtedy dorywczo jako montażysta rusztowań na budowach. Pamiętam, stawialiśmy rusztowanie na budynku firmy informatycznej w Szczecinie. Było to latem, w upalny dzień, okna wszystkich biur pootwierane, na podwórze wjeżdża biały bus i w tym momencie jedna z pracownic wyglądając przez okno sadzi taki tekst:

- "Dziewczyny, jak któraś potrzebuje, to przyjechała ta baba z jajami".

Okazało się, że bus należał do kobiety zajmującej się obwoźnym handlem.

by amacko

I powracamy do autentyków teraźniejszych.


* * * * *

NOWY APARAT

Kolejna dosyć stara historia, którą przypomniał mi dziś szwagier. Sytuacja miała miejsce podczas "Pierwszego Boomu Fotograficznego w Polsce", czyli jakieś trzy lata temu. Szwagier mój, zaczarowany możliwościami starego, dobrego Zenitha swoich teściów, postanowił zakupić Swoją Pierwszą Lustrzankę. Gdy do zakupu doszło, wesoło i żwawo (jak na 120-kg faceta) brykał po naszym podwórku, oferując sesje zdjęciowe kwiatkom, kwiatuszkom, psom oraz Swej Przyszłej Już Doszłej. Pech chciał, że z okien widzieli to moi sąsiedzi, pieszczotliwie nazywani Królami Kiczu. Po odpowiednim wywiadzie środowiskowym z ich strony postanowili oni także kupić takową lustrzankę cyfrową, aby pstrykać sweet focie z suszonymi kwiatami. Na decyzję na pewno miało wpływ wygłoszone przeze mnie zdanie, że też chciałabym sobie taki aparat kupić, bo na filmy do Zenitha chyba bym nie wyrobiła.
Po kilku dniach sąsiadowa progenitura młodsza, mająca wtedy lat około piętnastu, przyszła do mnie się pochwalić. "Te, Lucyna, kupiliśmy lustrzankę! Fajna jest!". Ja trochę zdziwiona nagłą decyzją zakupu takiego sprzętu przez ludzi mających niewiele wspólnego z jakąkolwiek fotografią, postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej.
- Tak, a jaką? Fajna?
Tutaj progenitura podaje markę i zachwala urządzenie, co spotyka się z niemałym podziwem z mojej strony. W końcu, wiedziona instynktem zapytałam, ileż ich to cudo kosztowało.
- No wiesz, w sumie to niewiele, bo 1000 zł.
Zdziwiłam się bardzo, bo nie miałam pojęcia jakim cudem udało im się kupić dość dobry sprzęt (jakiś to był chyba Sony Alfa) za tak śmieszne pieniądze, jednak tematu nie drążyłam. Złożyłam to na karb tego, że oni jakimś cudem zawsze znajdują rzeczy po niebywale okazyjnych cenach. Kwota ta jednak spać mi nie dała.
Po kilku dniach, nie widząc wesołych pląsów spowodowanych fotograficznym szałem, postanowiłam zbadać teren.
- I co mała, jak tam aparat? Robiłaś już jakieś zdjęcia? Ładne wychodzą? Pokaż!
Na co progenitura młodsza:
- Nieeeeee, no wieeesz... Wszystko spoko, tylko ten aparat jakieś takie w ogóle niewyraźne te zdjęcia robi.
- No bo przecież ostrość musisz ustawić.
- No patrzyłam tam w ustawienia, ale tylko jakiś balans bieli czy coś, no nic o ostrości nie ma...
Zdębiałam. O czym ona mówi?
- Ale nie znajdziesz tego w ustawieniach aparatu, tylko przecież obiektywem musisz pokręcić.
- No właśnie on się nie kręci w ogóle!
Konsternacja moja sięgnęła zenitu. Cholera, może oni jakiś kompakt kupili czy inną cholerę?
- No to daj, pokażę ci...

I nawet nie wiecie, jakie było moje zdziwienie, kiedy z pudełka wyłonił mi się aparat... Sam korpus.
Rzeczywiście, nie było czym kręcić...

by hrabinadesroutoutou

* * * * *

BRYNDZA NA RYNKU

Do kancelarii przychodzi jegomość w wyciągniętej bluzie, czapeczce, szerokich spodniach... no i przepisowo gibający się na boki. Nie spłacił swego czasu grzywny, rozpoczyna tłumaczenie:

- Bo widzisz pan, ja jestem raperem, a sam pan wiesz, jaka jest bryndza na rynku. W ostatni projekt wtopiłem mnóstwo hajsu i nie będę teraz spłacał...
- Mnie tam wszystko jedno. Zwrócę wyrok do sądu. Tam panu zamienią grzywnę na 2 miesiące odsiadki. Może to będzie dla pana inspiracją twórczą...

by zaganiacz

* * * * *

ZA ZIARNO

Oglądamy ze znajomymi wiekopomne dzieło o nazwie Robin Hood (gniot jakich mało). Znajomy siedzi koło mnie, a znajoma na tapczanie i wcina pestki słonecznika. Na ekranie scena, w której Maryjon (czy jak jej tam było) dowiedziała się, że Robin zdobył ziarno i w nocy wraz z wesołą kompaniją je rozsiali. Scena romantyczna jak sto pięćdziesiąt. Ale widać, że para coś do siebie zaczyna czuć miętę.
Znajoma już maksymalnie zdegustowana (jak my wszyscy z resztą) głośno komentuje:
- No no, kierwia! Jak ona mu teraz da dupy za ziarno, to wyłączamy to badziewie!
Jej facet na to, przyglądając się jak ona pochłania kolejną pestkę:
- Ależ zaraz, zaraz! Słonecznika ci kupiłem...

by Misiek666

* * * * *

ZAKUPY

Szwagry na wyjazdowym weekendzie dość mocno pograndzili. Rano siostra jak policjant pilnuje, żeby chłopaki nie wyrwali do sklepu po "coś" na kaca. Koło 10. szwagier (sz1) pakuje się do samochodu. Drugi szwagier przygląda się z szelmowskim uśmiechem (sz2). Siostra (s) zajęta krzątaniem się po kuchni zauważa ruch przy samochodzie:
(s) Ty gdzie się wybierasz?!
(sz1) Do sklepu, po chleb...
(s) No dobra, ale TYLKO chleb!
(sz1) To jaki mam kupić?
(sz2) Kup ten tutejszy, 0,7, dobry jest!
(s) Dalej zajęta krzątaniem i trochę nieobecna: - Kup dwa, na rano będzie!


Dopiero kiedy za szwagrem 1, opadł kurz, a siostra zobaczyła leżącego na ziemi szwagra 2, załapała na jakie zakupy się zgodziła.

by wiedzma___

* * * * *

TATUŚ STOI NA STRAŻY

Świeży autentyk dzisiejszy. Byłam z wizytą u brata. Siedzimy, pijemy kawkę, latorośl (lat 10) gra w Tomb Raidera któregośtam. Kątem oka obserwuję akcję gry i nagle widzę, że Lara buja się na linie.
- Emilka, puść się - zasugerowałam dziecięciu.
- Puściłabym się, ale tata mógłby się zdenerwować - odpowiedziała Młoda, czym wywołała zbiorowe zachłyśnięcie się kawą.

by elia

* * * * *

JAKOŚ ZAŁATWIŁ


Ojcu jak czasem coś odbije, to czuję się, jakbym ja, jego syn, miał nastoletniego dzieciaka. Ale przynajmniej jest co poopowiadać.

Sobota rano parę lat temu. Wisłostrada. Kto nie wie - trzypasmówka, jest ładny odcinek bez świateł, o tej porze w weekendy raczej pusty. Kolega ojca miał dobrą furkę, ojciec też niezgorszą. Ścigają się. Na prostej kolega "odszedł", misiaczki nie zdążyli go capnąć, ojca - już tak. "Ciśnienie" - 205 / 80, jak u dobrego zawałowca. Ojciec jako kadrowiec wprawę w negocjacjach ma; w tym czasie, co gliniarz szedł na powitanie, już kombinował, jak się z możliwie najmniejszą stratą wywinąć. Gliniarz otwiera partię stwierdzeniem:
- Panie kierowco, dokąd się pan tak spieszy?
Ojciec odgrywa:
- Do szpitala.
Państwowy Sherlock Holmes rozejrzał się po samochodzie, otaksował wzrokiem ojca...
- Panie doktorze, ja pana puszczę, ale niech się pan tak nie spieszy, bo pan tam dotrze jako pacjent.

by Peppone

Chcesz poczytać więcej autentyków, wejdź na nasze forum "Kawałki mięsne". Jeżeli chciałbyś opowiedzieć jakąś zabawną historię ze swojego życia, możesz zrobić to na forum (koniecznie zaznaczając przy wątku taki znaczek: ), lub wysłać ją TYM TAJNYM KANAŁEM W tytule maila wpisz Autentyk.


Oglądany: 58921x | Komentarzy: 10 | Okejek: 256 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

14.11

13.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało