Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Najgłupsza zabawa z dzieciństwa XV

30 357  
39  
Kliknij i zobacz więcej!Dziś kolejny set głupich zabaw z dzieciństwa. Najgłupsza to chyba ta w krowy, choć samobójca na torach równie hardkorowy był...

Najgłupszą zabawą, w jaką się bawiłam, była pewnie ta w "Aluminiową Rodzinkę". Najpierw mój kolega puścił w klasie kartkę z napisem "Jeśli masz sreberka, to ich nie wyrzucaj, tylko mi je daj". Toteż większość tak zrobiła i ten kolega zrobił kulkę z tej folii. Następne puścił następną kartkę, był to konkurs na najlepsze imię dla kulki. Mogliśmy dopisywać własne propozycje albo głosować. Zwyciężyło imię Alfons. Następnie był "casting" na rodzinę dla Alfonsika. Ten opisywany wcześniej kolega był jego matką, taka koleżanka była ojcem, jeszcze inna kumpela została dziadkiem Fonsia, czyli ojcem moim i matki tej kulki.
A ja byłam bratem jego mamy i zarazem ojcem chrzestnym. Opiekowaliśmy się naszym dzieciątkiem, ale na drodze stanęli nam inni koledzy, którym zależało, żeby Alfonsiu poleciał przez okno. Chroniliśmy maleństwo przez tydzień, ale w końcu go dorwali i wyrzucili go przez okno. Na dużej przerwie Fonsik miał uroczysty pogrzeb. Mieliśmy czarne wstążki zrobione z papieru, nuciliśmy po drodze Marsz Pogrzebowy. Pochowaliśmy Alfonsa w kontenerze przy szkole. Mieliśmy żałobę po moim pierwszym chrześniaku.
A po Alfonsie urodziły się kulki-bliźniaczki: Gostka i Jaćwinga.
A jeszcze śmieszniejsze w tym jest to, że bawiliśmy się w to w klasie drugiej... Gimnazjum!

by sadako @

* * * * *

W przedszkolu, na podwórku, stały cztery wysokie, metalowe zjeżdżalnie, na które absolutnie nikomu nie było wolno wchodzić i zjeżdżać. Naszą ulubioną rozrywką było wspinanie się na nie i po prostu siedzenie na szczycie -doprowadzało to panie przedszkolanki do białej gorączki.

Inną zabawą zainicjowaną przeze mnie były "króliki karate" - zwykłe bicie kolegów/koleżanek w formie walki dobra ze złem.

Tak zwany "rzut na taśmę", kiedy jeszcze mój młodszy brat było ode mnie dużo mniejszy i lżejszy: chwytałam go za ubranie i rzucałam na rozłożone łóżko mamy, tak, by zahamował z chichotem na oparciu.

Dowolna zabawa - lalki, lego, auta - z młodym, ja w podstawówce, on w przedszkolu: podpowiadałam mu, co ma robić/mówić, a on posłusznie spełniał najgłupsze polecenia.

W gimnazjum miałyśmy z najlepszą przyjaciółką specyficzną zabawę: ja chowałam w ustach dowolny przedmiot (pingpongówka, lego, breloczek), a ona próbowała wydostać to dowolnym sposobem - łaskotała/szczypała mnie, usiłowała rozewrzeć mi szczęki, zatykała mi nos... Nigdy nie wygrała.

by cerasum

* * * * *

Wąż
Zabawa z podstawówki. kilku chłopaków brało się za ręce i biegliśmy korytarzem, gdy już nabraliśmy prędkości ten pierwszy chwytał się poręczy albo rury od kaloryfera, co powodowało nagłe zatrzymanie i cała reszta kolegów przewijała się jak przy strzale z bata, a ten ostatni leciał w powietrzu, zatrzymując się z impetem gdzieś na ścianie, spływając niemal po niej. To że wszyscy przeżyli i nie są dziś inwalidami, to chyba jakiś cud.

Zapałki na suficie
Należy wziąć zapałkę do WC, poślinić jej koniec i pocierając o ścianę ponad lamperią zebrać na jej końcu trochę wapna, następnie zapalić zapałkę i umiejętnie rzucając spowodować, że przyklei się ona do sufitu, jednocześnie paląc się okopci go trochę i pozostawi część spaloną zapałki zwisającą w dół. W naszym kibelku po roku szkolnym było jak w jakiejś pieczarze, dosłownie brakowało już wolnego miejsca.

by zajebioza

* * * * *

Robaczki
Pakowaliśmy się z braćmi do starych śpiworów głową naprzód i ganialiśmy się po pokoju, pełzając jak robaczki. Wygrywał ten, kto więcej razy staranował innych. Skutkiem tej zabawy był zazwyczaj płacz.

Dupki - dupki
Tak nazwaliśmy naszą odmianę ganianego berka. Zasady niby te same ale... no właśnie. Trzeba było się stuknąć tyłkami. Zazwyczaj ta zabawa odbywała się w zagraconym pokoju, co kończyło się zawsze płaczem.

Superman
Klasyk. Stara, zrobiona ze stalowych rurek huśtawka, pelerynka zrobiona z chustki do włosów od babci, materac o wymiarach na oko 1m x 2m no i ja z braćmi. Zabawa polegała na tym, żeby skoczyć z najbardziej rozbujanej huśtawki na materac. Oczywiście w pelerynie i z okrzykiem "SUUUPEEERMAAAN!!!" Zabronili nam się bawić, kiedy mój 7-letni braciszek złamał rękę nie trafiając w materac.

by Elmus

* * * * *

W podstawce jeszcze, gdzieś w okolicach 6-7 klasy interesowaliśmy się z kumplami pirotechniką, były i kapsle z saletrą, i wybuchy wulkanów piaskowych, ale najlepsze było strzelanie z gwoździa, czy jak to się nazywało. Brało się pudełko zapałek, wycierało się z nich siarkę i brało się kawałek draski, ale wcześniej trzeba było wziąć taki gruby i mocny wybijak, coś jak gwóźdź, ale bez łebka, bardziej masywny, brało się duży kamień i wbijało ten wybijak w... asfalt. Później wyjmowaliśmy go i w to miejsce najpierw draska, później siarka, a później lekko ładowaliśmy wybijak...
I jak to wszystko później przypier*&^% kamieniem, to kawałki asfaltu latały nam koło głowy i efekt był wspaniały... Ta, ciekawe co na to kierowcy przy garażu, w którym to robiliśmy.

by Marcin_Jaworski

* * * * *

Mój brat kiedyś bawił się w krowy. Kamienie były to owe krowy. Z patyków i sznurków robił pastwiska, ja zaś przynosiłam wodę z domu i było to niby mleko, które wydoiliśmy. Wiem, strasznie głupia zabawa, ale wtedy mogliśmy w to bawić się ciągle.

by mara10_95 @

* * * * *

Z moją koleżanką bawiłyśmy się w zająca i sarnę. Biegałyśmy tudzież skakałyśmy na czworaka po łące przed jej domem i jadłyśmy szczaw. Gdy tylko ktoś pojawiał się na pobliskiej dróżce, uciekałyśmy w krzaki, wydając od czasu do czasu dzikie skowyty, oznaczające wpadkę w zasadzkę myśliwego. Ratowałyśmy się kilkanaście minut, leczyłyśmy rany, po czym biegałyśmy znów. I tak przez kilka godzin... Ci "myśliwi" na dróżce musieli mieć niezły ubaw..

by Aggxd @

* * * * *

Chyba wszyscy pamiętają organizowanie pogrzebów dla naszych kochanych zwierzątek, którym zdarzyło się zejść z tego świata, ale jak się okazuje nie tylko zwierzątkom można zorganizować godny pochówek... Akcja właściwa - zabawa na podwórku, bohaterki - moje koleżanki, wtedy mające ok. 5-6 lat. Jednej z nich zachciało się kupę. Po załatwieniu sprawy żal jej się zrobiło kupki, więc zorganizowały jej pochówek, włączając w to udekorowanie kwiatkami i modlitwy.

Przez moje osiedle przebiegają tory, na których panuje spory ruch. Spędzaliśmy często w ich okolicach całe dnie. Kiedyś (wiek ok. 10 lat) znaleźliśmy manekina. Długo nie myśląc udaliśmy się do domów po jakieś stare ubrania w celu przyodziania naszego nowego kolegi. Był wieczór, prawie ciemno, manekin na tory, my do bezpiecznego punktu obserwacyjnego. Co było dalej łatwo się domyśleć - akurat jechał towarowy, maszynista zaczął hamować, trąbić, ale mimo tego "samobójca" nie uciekł. Pociąg zatrzymał się jakieś 500 m dalej (blokując przy okazji jedną z głównych ulic miasta). Zabawa przestała nam się wydawać zabawna w momencie, kiedy zobaczyliśmy maszynistę szukającego nieszczęśnika na torach. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co wtedy czuł. My rozeszliśmy się do domów i na tym się na szczęście skończyło.

by weelq
 
 A czy Ty także masz takie wspomnienia z dziwnych zabaw? Podziel się tą wiadomością ze mną. Kliknij w ten link, a w temacie wpisz Najgłupsza zabawa. Znaczek @ za nickiem oznacza osobę, która nie posiada konta w serwisie Joe Monster.

Oglądany: 30357x | Komentarzy: 0 | Okejek: 39 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

13.12

12.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało